Subskrybent kanałów

W USA przywrócono klauzulę sumienia

Amerykańscy biskupi dziękują administracji Donalda Trumpa za wprowadzenie regulacji przywracających klauzulę sumienia ze względów religijnych i etycznych. Nazywają je „zwycięstwem zdrowego rozsądku”. Oświadczenie podpisał przewodniczący konferencji kard. Daniel DiNardo i abp Joseph Kurtz, szef komitetu ds. wolności religijnej przy episkopacie USA.

Biskupi w 100. rocznicę niepodległości

Jesteśmy wdzięczni za tę decyzję, bo pozwala ona tym, którzy mają szczere religijne lub moralne przekonania, nie brać udziału w aborcji czy sterylizacji – czytamy w oświadczeniu episkopatu. Regulacje – dodają hierarchowie – dają możliwość religijnym instytucjom oświatowym i zdrowotnym żyć swoją wiarą i pomagać innym bez obaw, że będą karane przez rząd federalny.

Według amerykańskich biskupów nowe przepisy są również przywróceniem wolności religijnej, zgodnie z Pierwszą Poprawką do amerykańskiej konstytucji i innymi obowiązującymi od lat ustawami. Jest to już kolejna tego typu decyzja po zeszłorocznym rozszerzeniu klauzuli sumienia na środki antykoncepcyjne. O zmianie w prawie w październiku 2017 r. biskupi mówili wtedy, że naprawia ona anomalię, która nigdy nie powinna była się pojawić i na pewno nie powinna się powtórzyć.

Rozszerzenie zasad, poza organizacjami o naturze religijnej, obejmuje także organizacje non-profit i małe przedsiębiorstwa, które z względów moralnych mogą nie świadczyć usług, jakie proponuje amerykański Departament Zdrowia.

Ks. Marcin Kowalski: Bóg nie traktuje ludzi jak aktorów

Bóg nie reżyseruje przedstawienia, w którym traktuje swoje stworzenie jak bezwolnych, pociąganych za sznurki aktorów. My, ludzie, autentycznie walczymy i ponosimy w tej walce ofiary. Jest to jednak walka obliczona na krótki, z Bożej perspektywy, czas, po którym nastąpi nasze i Jego zwycięstwo – mówi KAI biblista ks. dr Marcin Kowalski. W rozmowie o “Strasznej książce”, którą napisał z o. Adamem Szustakiem OP, dotyka też kaznodziejstwa, eschatologii i tajemnic Apokalipsy.

Dawid Gospodarek (KAI): Pamiętam dyskusje wokół twórczości kaznodziejskiej o. Adama Szustaka OP, który spotkał się z krytyką dobrych biblistów. Ksiądz jednak zdecydował się wydać z nim książkę…

Ks. Marcin Kowalski: – Idea powstania „Strasznej książki” pojawiła się kilka lat temu, kiedy poznałem o. Adam Szustaka podczas rekolekcji dla kieleckiej wspólnoty Dobrego Słowa i Eucharystii. Ujął mnie wtedy bardzo biblijnym podejściem i oryginalną egzegezą, która czasami bywa obiektem wspomnianych zarzutów, czy kością niezgody między o. Szustakiem a biblistami.

KAI: Nic Księdza nie zaniepokoiło?

– W egzegezie o. Szustaka nie widziałem wówczas nic złego, oprócz tego, że jakieś słowo greckie, na które zwracał uwagę, zdaje się pole „garncarza” z Mt 27,7, interpretował szeroko, łącząc z opisem uzdrowienia w Łk 5,19. Odwołanie się do języków oryginalnych Biblii, greki i hebrajskiego, i wiązanie ze sobą różnych perykop, to chyba zasadnicza przyczyna krytyki, która na niego spada.

Pamiętając o tym, gdy pewnego dnia Aneta Liberacka ze Stacji7 zaproponowała mi napisanie książki z o. Adamem Szustakiem, a w zasadzie dopisanie drugiej części, zgodziłem się bez wahania. Po pierwsze dlatego, że ceniłem zawsze u o. Szustaka ogromne serce dla słowa Bożego i przepowiadanie, w którym odwoływał się do Pisma, języków oryginalnych, a także do egzegezy ojców Kościoła i rabinów. To bardzo odważne, a zarazem ze wszech miar pożądane. Pamiętałem też o krytyce, która wcześniej na niego spadała. Pomyślałem zatem: jeśli bibliści są od tego, by wytykać błędy i krytykować, to powinni też być od tego, by pomagać pisać dobre książki dla ludzi.

KAI: Czasem Ksiądz polemizuje z o. Szustakiem. Są jakieś tezy, do których Ksiądz ma najwięcej zastrzeżeń?

– Zasadniczo zgadzam się z interpretacjami o. Szustaka zawartymi w „Strasznej książce”. Jeśli wobec czegoś budzi się mój naturalny opór, to jest to najczęściej kategoryczne postawienie jakieś kwestii, jednej interpretacji, znaczenia czy sensu słowa greckiego lub hebrajskiego, które powinno być absolutnie dominujące. Kiedy wyczuwałem taki rodzaj argumentacji, zazwyczaj prosiłem o jego przemyślenie. Słowo Boże jest tak bogate, że trzeba z niego wydobywać wiele sensów, dosłownych i duchownych, i czynić to z ogromną pokorą.

Z konkretnych przypadków, w których różniliśmy się z o. Adamem, przychodzi mi do głowy rozdział 20 Apokalipsy, o którym piszę, że zgadzamy się tu tylko w jednym, mianowicie, że tekst ten jest bardzo trudny. Dotyczy on spętania smoka i tysiącletniego królestwa Chrystusa. O. Adam miał opory przed uznaniem okresu tysiąca lat za symboliczne panowanie Chrystusa w Kościele, który sakramentami i głoszeniem Słowa „pęta” na jakiś czas Szatana. Zamiast tego wyciągnął z tekstu prawdę duchową o tym, że dla wierzących w Chrystusa może nie być sądu. Mnie interpretacja o Chrystusie panującym już dziś w Kościele doskonale wpisuje się w kontekst Apokalipsy. Mam też opory przed frazami typu „sądu nie ma”, który brzmią jak slogany i nie odpowiadają temu, co znamy także z Ewangelii i listów Pawła. Różnimy się też co do interpretacji imion Bożych Jahwe i Elohim w Rdz 3, postaci i wydarzeń historycznych w Apokalipsie, znaczenia 144 tysięcy, którzy towarzyszą Barankowi, czy odczytania sceny sądu w Ap 14. Znacznie więcej jednak nas łączy.

KAI: Czym straszy „Straszna książka”?

– „Straszna książka” to rozszerzony, nieco poprawiony i wzbogacony o komentarze biblijne zapis rekolekcji o. Adama. Książka nawiązuje do tytułu rekolekcji, sama w sobie nie jest straszna. Dla mnie była niezwykle inspirująca. Dotykaliśmy tekstów, które rzadko czyta się in extenso w Kościele, rzadko się nad nimi zastanawia i je medytuje.

Teksty, które czytamy, to nie tylko teksty apokaliptyczne, roboczo nazywane „strasznymi”. Wychodzimy od Księgi Rodzaju, omawiamy proroctwa Starego Testamentu: Daniela, Izajasza, Pieśni Sługi Jahwe, Ezechiela. Trudno te proroctwa nazwać apokaliptycznymi w sensie ścisłym i trudno je nazwać strasznymi. Na pewno opowiadają one historie ludzi, proroków i męczenników, doświadczonych cierpieniem, złamanych, a ostatecznie zwyciężających. To historia narodu wybranego, karanego i podnoszonego z upadku prze swojego Boga. W tajemniczym Słudze Jahwe widać zapowiedź Jezusa. Cierpienie, z którego rodzi się nowe życie i Boże zwycięstwo to motyw przewodni wszystkich czytanych przez nas tekstów prorockich i apokaliptycznych.

KAI: A Apokalipsa?

– Ona jest rdzeniem „Strasznej książki”, która Apokalipsie poświęca ponad połowę swej treści. Nie trzeba jej nikomu reklamować, bo Księga Ksiąg kończy Nowy Testament i całą Biblię, a równocześnie także dziś nie przestaje fascynować czytelników, inspirować twórców literackich czy artystów.

Czy znajdujemy tam zapis końca dziejów? Czy bitwy, które się tam opisuje, rzeczywiście się wydarzyły, czy dopiero się wydarzą? Czy liczby i straszne postaci, które tam się pojawiają, władcy bestie, to nawiązanie do postaci historycznych, czy są to raczej symbole? Kiedy nastąpi koniec świata? Co oznacza 666? Kim są świadkowie dokonujący cudów, a potem leżący na placu wielkiego miasta? To wszystko kwestie, które do dziś dnia rozpalają naszą wyobraźnię, sprawiając, że zadajemy sobie zasadnicze pytanie: o czym tak naprawdę teksty apokaliptyczne mówią?

KAI: Odpowiedzi na te pytania znajdziemy w książce?

– Właśnie te pytania zadajemy i staramy się na nie z o. Adamem odpowiedzieć. On, czytając uważnie tekst biblijny, wiąże go z innymi fragmentami Biblii, z egzegezą rabinów i Ojców Kościoła, wydobywając interpretację duchową – to mocna cecha charakterystyczna tej książki.

Wychodzimy od interpretacji duchowej, a później dodajemy do niej interpretację literalną, historyczną czy kulturową. To odwrotnie niż zazwyczaj się postępuje. Nie od litery i nie od historii, ale od ducha dochodzimy do czasów, realiów historycznych, ale też ciekawostek, które mogą zaskoczyć naszego czytelnika. Oczywiście o. Adam przed wydobyciem sensu duchowego przestudiował porządnie tekst, a więc interpretacja dosłowna towarzyszyła nam na każdym etapie lektury. Nie zatrzymujemy się jednak na niej, wydobywając to, co jest sercem Biblii czyli przesłanie zbawienia.

KAI: Dlaczego warto zaczynać tę przygodę od „ducha”?

– Zaczynamy tak dlatego, że rekolekcje były pierwsze, komentarz zaś jest wtórny. Książka świadomie idzie tą drogą także dlatego, że sens duchowy, prawda naszego zbawienia, są w Piśmie Świętym absolutnie najważniejsze. Nie dociekania dotyczące konkretnego czasu, kiedy wydarzyły się te historie; nie dociekania na temat tożsamości pojawiających się tu postaci, ale to, jaką rolę pełnią one w Bożym planie, co Bóg próbuje nam przekazać w scenariuszu czasów ostatecznych, jest dla nas punktem wyjścia i dojścia. Historia jest miejscem działania Boga i sceną objawienia, choć w Apokalipsie ma ona swoje specyficzne ujęcie. Tu przeszłość, teraźniejszość i przyszłość splatają się często w jeden, Boży wymiar. Czas, nie tylko ten znany nam, ale i ten przed nami i kosmiczny, jest drogą, którą kroczy Bóg, działający w naszym ludzkim świecie. Nie lekceważymy zatem historii, która – zapewniam – dostarcza także bardzo ciekawych punktów odniesienia dla naszej interpretacji duchowej.

Biskupi w 100. rocznicę niepodległości

KAI: Dla kogo jest ta książka?

– „Straszna książka” będzie dobrą lekturą dla wszystkich zainteresowanych Biblią: dla tych, którzy poszukują w księgach apokaliptycznych treści egzystencjalno-duchowych, jak i tych, którzy chcieli by je poznać od strony historycznej i kulturowej. Wpisuje się także w zainteresowania apokaliptyką, jakie widzimy w naszych czasach. Pamiętam, jak prawie dziesięć lat temu, gdy zaczynałem pracę na parafii w nowojorskim Bronksie, poproszono mnie, bym przygotował cykl spotkań biblijnych właśnie o tekstach apokaliptycznych. Amerykanie przeżywali wówczas swego rodzaju gorączkę kolejnej zbliżającej się daty końca świata, wyznaczonej przez protestanckich pastorów. W sklepach mnóstwo było książek na ten temat, w telewizji królowały filmy i seriale o tej tematyce. Można powiedzieć, że apokaliptyka jest mocno obecna w naszej kulturze, choć bywa to obecność zbanalizowana.

Także w biblistyce kontekst apokaliptyczny cieszy się coraz większym zainteresowaniem. W XX w. Ernst Kaesemann uznał ją za matkę teologii Nowego Testamentu. Dziś bibliści z kręgu amerykańskiego, Beker, Martyn, Campbell, Gaventa, de Boer, z powodzeniem używają wzorca apokaliptycznego dla wydobycia przesłania choćby listów św. Pawła.

KAI: Jezus też czekał na bliski koniec świata?

– Według głoszonych na początku XX w. przez Alberta Schweitzera poglądów Jezusa nie da się zrozumieć, jeśli nie weźmie się poważnie pod uwagę apokaliptycznego kontekstu czasów, w których żył. Jezus według Schweitzera był apokaliptycznym prorokiem, oczekującym rychłego przyjścia Królestwa Bożego. Wiarę tę dzielili jego uczniowie, na czele ze św. Pawłem spodziewającym się szybkiej Paruzji. Znaki takiego oczekiwania Schweitzer dostrzegał także w Apokalipsie Jana.

Badania nad apokaliptyką i tekstami Nowego Testamentu zweryfikowały te kwestie i dziś odchodzi się już od stwierdzenia, że Jezus oczekiwał bliskiego końca świata. Mówi się o różnych wymiarach apokaliptyki rozumianej jako ruch społeczny, zespół idei, tło kulturowo-historyczne czy też gatunek literacki. W ujęciu współczesnych biblistów apokaliptyka nie dotyka nieznanej przyszłości, ale korzeniami tkwi mocno w wydarzeniu Chrystusa i ma charakter teraźniejszy, „staje się dziś”. Przez krzyż i zmartwychwstanie Syna Bóg radykalnie wkroczył w ludzką historię, zmieniając jej bieg. Odkupił tych, którzy skazani byli na potępienie, i zbawił nasz ludzki świat.

„Usprawiedliwienie” to najbardziej apokaliptyczne z pojęć chrześcijańskich, ponieważ podkreśla suwerenny, zbawczy akt Boga. Historia naszego ludzkiego świata należy do Niego, a ostatecznie zatryumfuje on na końcu czasów. Wówczas Stwórca ostatecznie pokona wrogów ludzkości, uosobione moce Zła, Grzechu i Śmierci.

Amerykański teolog duńskiego pochodzenia Johan Christiaan Beker porównał to do dwóch faz II wojny światowej: od D-Day – lądowania w Normandii, czyli momentu, kiedy potęga nazistowska została złamana, daleko jeszcze do V-Day, czyli dnia zwycięstwa. Podobnie jest z historią Bożego zwycięstwa: mieliśmy już swój D-Day – “wylądował” na naszej ziemi Chrystus, wcielony Bóg, który złamał potęgę Złego przez swój krzyż i zmartwychwstanie. Nie przeżyliśmy jeszcze jednak naszego V-Day – on czeka nas dopiero na końcu czasów.

KAI: Eschatologiczne „już i jeszcze nie”…

– Tak. Scenariusz apokaliptyczny charakteryzuje się napięciem między tym, czego możemy spodziewać się w przyszłości, czyli ostatecznego zwycięstwa Boga, a tym, że jest ono jeszcze w drodze. W pełnym blasku ujrzymy je dopiero na końcu czasów, ale już dziś realizuje się w nas, w każdej walce ze złem, w każdym zwycięstwie świętości, miłości, Bożej łaski w naszym życiu.

Oczywiście w apokaliptycznym scenariuszu ta wojna się nasili, pojawiają się prześladowania, opisy czasów ostatecznych są bardzo krwawe, ale trzeba czytać je głębiej, niż to, co w obrazach tych na pierwszy rzut oka można dostrzec. Przede wszystkim ukrywa się tam zapowiedź zwycięstwa dla tych, którzy wytrwają; święci muszą zostać wypróbowani, zanim przyjdzie Boże Królestwo. Przyjdzie ono także w odpowiedzi na ich walkę i wołanie. Innymi słowy, w ostatecznym Bożym zwycięstwie aktywnie także uczestniczymy. Choć dokonuje się ono Bożą mocą, my nie tylko na nie czekamy, ale, stając u boku Boga i współpracując z Jego łaską, przybliżamy jego przyjście.

KAI: Czyli Apokalipsa to pozytywny obraz?

– Na pewno nie jest to wizja ucieczki od naszego niedoskonałego lub rozczarowującego świata i oddania się kontemplacji tajemnic nieba. Apokalipsa to wezwanie do przemieniania naszej ziemi w oczekiwaniu na ostateczne Boże zwycięstwo. To wizja tchnąca nadzieją, ponieważ wierzymy, że siły Złego są w nieustannym odwrocie, że one zostały już definitywnie złamane. Odwołując się do obrazów z dwudziestego rozdziału Apokalipsy, Szatan został już wzięty na łańcuch i czeka na swój ostateczny sąd. Chociaż wobec panoszącego się w świecie zła może się to wydawać myśleniem wyidealizowanym i życzeniowym, to właśnie jest sedno naszej rzeczywistości, którego tak często nie zauważamy. Dlatego właśnie potrzebujemy apokaliptyków, którzy przenoszą nas w inny wymiar, szukają sensu tego, co dzieje się w naszym ludzkim świecie, zaglądając w przestrzenie nieba. Komunikują nam Boże tajemnice językiem kolorów, symboli, bestii czy aniołów. Próbują tym językiem opisać to, co nieopisywalne – Boga, którego widzą w niebiosach, a który równocześnie aktywnie działa na ziemi.

KAI: Przez wieki działy się straszne rzeczy, wystarczy spojrzeć na sam XX wiek. Czy Zły nie ma za dużo władzy i możliwości?

– Rzeczywiście można pomyśleć, że Bóg zbyt wiele miejsca pozostawia złu, sam się przy tym ukrywając. Jeden z moich kolegów bada nawet te kwestie we współczesnej filozofii. Apokaliptycy czytają zło jako swego rodzaju uosobioną siłę, która przeciwstawia się Stwórcy i z Nim walczy. Chociaż dla Boga nie jest ona żadnym przeciwnikiem, jest przeciwnikiem dla nas. Kiedy w dwunastym rozdziale Apokalipsy oglądamy wizję smoka, który staje przed mającą urodzić niewiastą, słyszymy później, że smok, pokonany w niebiosach, zostaje strącony na ziemię i tam toczy się dalej walka na śmierć i życie. To walka ze wszystkimi, którzy należą do Boga. Pozwala On, aby jego święci ginęli.

W jednej z wizji Apokalipsy, w rozdziale szóstym, pojawiają się dusze zabitych dla imienia Bożego, które wołają o pomstę. Pan uspokaja je swoim słowem, twierdząc, że muszą jeszcze poczekać, aż wypełni się krótki czas, w którym zginą jeszcze ich inni bracia. Scenariusz apokaliptyczny charakteryzuje się szczególną determinacją, w której pierwszym działającym jest Bóg, ale inne siły także mają pozostawioną wolność wyboru i dużo swobody w działaniu. Bóg nie reżyseruje przedstawienia, w którym traktuje swoje stworzenie jak bezwolnych, pociąganych za sznurki aktorów. My, ludzie, autentycznie walczymy i ponosimy w tej walce ofiary. Jest to jednak walka obliczona na krótki, z Bożej perspektywy, czas, po którym nastąpi nasze i Jego zwycięstwo.

KAI: Dlaczego Bóg jest tak cierpliwy? Czemu nie skróci łańcucha szatanowi?

– Być może ten łańcuch nie byłby tak długi, gdybyśmy sami nie pozwalali Złemu działać. Pamiętajmy, że w Apokalipsie to ludzie oddają pokłon Smokowi i Bestii. Przyjmują je za swoje bóstwa, bluźniąc równocześnie imieniu Bożemu. Odwracają się od swojego Boga, zabijają świadków, których On posyła. Sami ludzie lekceważą Bożą obecność, Słowo i jego Kościół. Przez to Boży łańcuch może się wydłużać, a walka staje się bardziej dramatyczna.

Odwołując się jeszcze do tekstu św. Pawła z Listu do Rzymian, rozdział 1, można powiedzieć, że Bóg świadomie oddaje nasz ludzki świat mocy zła, abyśmy przekonali się o goryczy życia poddanego grzechowi i powrócili do Stwórcy. Wydaje się, że panoszący się w świecie grzech przeczy obecności i wszechmocy Boga. Może także sugerować jego usunięcie się w cień. Tymczasem, stwierdza apostoł w Liście do Rzymian, Stwórca jest w tym grzesznym świecie aktywnie obecny. On sam, suwerennym aktem swej woli, pozwala nam przeżywać przeklęte życie bez Niego. To nasza kara, pokuta i życiowa lekcja. Ostatecznie ma ona nas skłonić do oddania się miłosierdziu Bożemu w Chrystusie, o czym Paweł pisze w Liście do Rzymian, 3.

KAI: Apokalipsa od samego początku była dość kontrowersyjna w Kościele. Widać to np. w historii kształtowania się kanonu Biblii. Marcin Luter też miał wątpliwości do co tej księgi…

Marcin Luter mógł nie zgodzić się tą księgą z kilku powodów. Opisani są tam święci, którzy umierają i idą za nimi ich dobre czyny (Ap 14,13) – horrendum dla luterańskiej wizji zbawienia z wiary, nie z uczynków. Według tego, co Luter napisał w Komentarzu do Apokalipsy, zbyt wiele tam także wizji, a zbyt mało głoszenia Chrystusa, usprawiedliwienia przez wiarę i łaskę. Ostatecznie Apokalipsa znalazła się wśród ksiąg uznanych przez niego za deuterokanoniczne.

Do Apokalipsy podchodzili też z dystansem niektórzy chrześcijanie I wieku. Być może lęki przed tą księgą wynikały z tego, że nie była ona jedynym znanym dziełem tego gatunku w pierwotnym Kościele. Dzieł apokaliptycznych było wiele, choćby 4 Księga Ezdrasza, 2 Księga Barucha, Księga Henocha, która dla Kościoła etiopskiego jest do dziś dnia natchnioną i kanoniczną. Powstawało również wiele pseudoepigrafów przypisywanych apostołom, jak Apokalipsa Pawła i Piotra, które rzeczywiście nie mają nic wspólnego z objawieniem biblijnym.

I w. obfitował także w nastroje i ruchy apokaliptyczne. Pojawiało się wielu fałszywych mesjaszy, którzy wykorzystywali motywy apokaliptyczne, twierdząc, że nadchodzi koniec świata po to, żeby wyprowadzać ludzi na pustynię, porwać ich przeciw Rzymowi, co kończyło się rzeziami. Bar Kochba, przywódca II Powstania Żydowskiego z II w. uznał się za mesjasza, „syna gwiazdy” zapowiadanego w proroctwie Balaama z Księgi Liczb. Ponadto nieufność niektórych ojców Kościoła budził fakt, że Księga Apokalipsy używana była także przez heretyków.

Ostatecznie jednak dzieło to znajdujemy w najwcześniejszych wzmiankach o kanonie, w tzw. Kanonie Muratoriego, z II w., u Justyna, Klemensa Aleksandryjskiego, Tertuliana, Hipolita Rzymskiego i Orygenesa, którzy przypisują ją Janowi apostołowi. Akceptacja dla Apokalipsy rodzi się z Tradycji Kościoła. Wiąże się ją z Janem, bliskim współpracownikiem Chrystusa, potwierdza się jej ortodoksyjną naukę i wykładnię moralności, a sama księga używana jest na przestrzeni wieków w liturgii chrześcijańskiej.

KAI: Czy na podstawie Apokalipsy możemy mieć jakieś wyobrażenie o tym, jak wyglądała liturgia za św. Jana?

– Oczywiście. Scott Hahn w kluczu liturgii niebiańskiej czyta całą Księgę Apokalipsy. Rozdziały czwarty i piąty opisują nam wprost liturgię nieba. Na pewno jest tam wiele odniesień do celebracji, jakie przeżywała wspólnota Janowa. Sam fakt, że Apokalipsa rozpoczyna się wzmianką o objawieniu, które przychodzi do Jana w pierwszy dzień tygodnia, nie jest przypadkiem. Kiedy wspólnota chrześcijańska celebruje pamiątkę śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, czyli swoją Eucharystię, Jan otrzymuje wizję.

Wśród symboli Apokalipsy pojawiają się często kadzidła, które towarzyszą liturgii, są trąby, a także cała rzesza odniesień, także przestrzennych, które wskazują na związek z liturgią. Baranek otwiera księgę życia, która symbolizować może słowo Boże, jest ołtarz i Boży tron. Liturgia Apokalipsy podobnie jak nasza łączy niebo z ziemią. Uczestniczą w niej nie tylko wierni. Mamy tam hymn stworzenia, wyobrażonego przez czworo zwierząt, które stoją przy tronie Bożym. W rozdziale piątym rozbrzmiewa z kolei hymn odkupionych. To piękna wizja liturgii Kościoła, w której podczas Eucharystii Kościół uwielbiony wyśpiewuje chwałę Bogu wraz z Kościołem walczącym i pielgrzymującym na ziemi.

KAI: Ma Ksiądz doświadczenie w amerykańskiej, również ekumenicznej perspektywy. Czy są jakieś różnice między homiletyką katolicką a protestancką?

– Oczywiście są. Po pierwsze protestanci często przykładają znacznie większą wagę do głoszonego słowa Bożego niż my, katolicy. Księża katoliccy w Ameryce, na wiele sposobów konkurując z przepowiadaniem protestanckim, są zmuszeni do sprawnego używania narzędzi retoryki w swoich kazaniach. Kazanie bądź homilia to również dobra mowa, która w jakimś sensie musi porwać słuchaczy, nie tylko zawartością, ale także formą wyrazu. Ważny jest więc język ciała, emocji, gestów, podawane przykłady. To wszystko jest mocno obecne w przepowiadaniu protestanckim i to widać także wśród księży katolickich, którzy w sposób naturalny muszą dotrzymywać kroku takiemu stylowi.

W kontekście amerykańskim kazania są także bardzo biblijne. Pismo święte jest absolutnym punktem odniesienia dla przepowiadającego, chociaż u katolików widać także zakorzenienie sakramentalne i przykłady z życia świętych, czego u protestantów oczywiście nie ma. Stąd powiedziałbym, że katolicy mają znacznie więcej bogactw, które mogliby zmieścić w swoich kazaniach – niestety nie zawsze to wykorzystujemy. Jak mawiali starożytni, i świadom tej reguły był na pewno św. Paweł, jeśli ma się coś do powiedzenia, trzeba to zrobić dobrze.

Myślę, że współczesna kultura ze swoimi środkami przekazu i współczesnymi retorami, którzy pojawiają się w naszym życiu społecznym i politycznym, wymaga także od nas nowego stylu mówienia. Nasze kazania określiłbym w przeważającej mierze jako ortodoksyjne, ale często zbyt mało biblijne. Tymczasem Benedykt XVI w adhortacji Verbum Domini, wzywał nas do nadania całemu duszpasterstwu wymiaru biblijnego. Słowo Boże jest duszą liturgii. Trudno sobie nawet wyobrazić pomijanie go w naszym przepowiadaniu.

Ojciec Szustak może być tu inspiracją dla kaznodziejów, ponieważ w jego głoszeniu pojawia się mnóstwo dobrych cech mowy retorycznej: mamy przykłady, wciągający styl i zaangażowanie mówiącego, które przekonuje słuchaczy. Do tego odnosi się on do Biblii i ojców Kościoła, także do języków biblijnych, greckiego i hebrajskiego. Tego wszystkiego życzylibyśmy sobie w naszych kazaniach i homiliach, a jest już dużo pomocy, z których można korzystać, by tak przepowiadać. Pozostaje tylko otworzyć się na Ducha natchnienia.

KAI: Czasem jak słucham uwag biblistów do niektórych kaznodziejów, mam wrażenie, że te same argumenty mogliby stawiać np. ojcom Kościoła co do ich interpretacji Pisma Świętego. Czy są jakieś zasady, których będąc kaznodzieją katolickim koniecznie trzeba się trzymać, by kazanie było biblijnie poprawne?

– Pierwszą zasadą, jaką bym wymienił, jest eklezjalność. Słowo Boże to dar dla wspólnoty Kościoła, dar, który z odpowiedzialnością mamy przekazywać. Podstawą dla każdego kaznodziei jest nauczanie Kościoła, które mamy w sposób przystępny wyłożone w Katechizmie Kościoła Katolickiego. Miarą dobrego, ortodoksyjnego kazania jest zawsze interpretacja treści np. biblijnych w duchu Tradycji Kościoła, i, jak mówi o tym Sobór, w Duchu autorów, w którym treści te zostały napisane. Dobre kazanie czy homilia służą rozwijaniu i tłumaczeniu depozytu wiary, a nie kreowaniu nowych prawd. To odpowiedzialne karmienie wspólnoty Kościoła słowem Boga.

Po drugie, w dobrym przepowiadaniu szalenie ważna jest podwójna pokora głoszącego wobec słowa Bożego i wobec wspólnoty, której służy. Słowo, które głosimy, jest większe niż my i bogatsze niż to, co możemy zawrzeć w swoich słowach. Bez pokory, pomocy i otwarcia na działanie Ducha Świętego kaznodzieja nie jest w stanie zrealizować powierzonej mu przez Kościół misji. Bez pokory i miłości wobec słuchającej go wspólnoty, bez dostrzeżenia ich niepokojów, problemów i radości ryzykuje z kolei, że głoszone słowo do nikogo nie trafi.

Wreszcie słowo Boże zasługuje na to, aby przyznać mu w przepowiadaniu i w naszej liturgii absolutnie centralne miejsce. To nie dodatek do błyskotliwej myśli kaznodziei, ale rzeczywistość zbawcza, w której objawia się Bóg. Słowo przemienia nasze serce, pisał papież Benedykt XVI we wspomnianej już adhortacji Verbum Domini. Nasze sakramenty być może dlatego nie dotykają nas i nie przemienią Kościoła, zwracał uwagę papież, ponieważ zbyt mało zwracamy w nich uwagi na słowo Boże. Dając mu więcej miejsca w naszej liturgii i głoszeniu, możemy być pewni jego dobrych owoców.

***

Ks. Marcin Kowalski – prezbiter diecezji kieleckiej, doktor nauk biblijnych, doktorat obronił na Papieskim Instytucie Biblijnym w Rzymie, wykładowca Pisma Świętego w Wyższym Seminarium Duchownym w Kielcach oraz w Lublinie, adiunkt przy katedrze Teologii Biblijnej i Proforystyki w Instytucie Nauk Biblijnych KUL, redaktor naczelny kwartalnika biblijnego The Biblical Annals, sekretarz Stowarzyszenia Biblistów Polskich III kadencji.

Abp Gądecki o podstawowych zasadach w relacjach Kościoła do polityki i państwa

– Pilnym zadaniem jest odnowa polityki – mówił wczoraj w homilii z okazji setnej rocznicy niepodległości przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, abp Stanisław Gądecki. Wyjaśniał, że „trzeba się strzec przed pokusą instrumentalizacji tak Kościoła, jak i Państwa”, a zasada „Oddajcie Bogu, co boskie, a cesarzowi, co należy do cesarza” daje początek dobrze pojmowanej autonomii Kościoła i Państwa przy jednoczesnej życzliwej ich współpracy”. Wyraźnie też upomniał się o „ludzi sumienia” oraz o przestrzeganie prawa do życia od poczęcia do naturalnej śmierci.

Abp Gądecki zwrócił uwagę, że „trzeba się strzec przed pokusą instrumentalizacji tak Kościoła, jak i Państwa, a zasada „Oddajcie Bogu, co boskie, a cesarzowi, co należy do cesarza” daje początek dobrze pojmowanej autonomii Kościoła i Państwa przy jednoczesnej życzliwej ich współpracy”.

Przewodniczący Episkopatu podkreślił następnie, że „jest to szczególnie ważne zwłaszcza w odniesieniu do tzw. polityki partyjnej”, dodając, że „Państwo postrzega czasami Kościół jako instrument do osiągnięcia własnych celów, a Kościół może czasami w analogiczny sposób odnieść się do instytucji Państwa”.

Zarazem jednak abp Gądecki ostrzegł przed pewnymi postawami ze strony samych duchownych, którzy zawsze – i niezależnie od kontekstu politycznego czy takich czy innych sympatii politycznych – winni realizować ewangeliczną zasadę: “Miłujcie waszych nieprzyjaciół” i w każdej sytuacji być jej świadkami. Przewodniczący Episkopatu posłużył się w tym celu cytatem z pamiętników abp. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, który w okolicznościach zaborów pisał słowa, które wydają się także aktualne i dziś.

„Do obozu patriotów – pisał abp Feliński – należeli duchowni gorącego i szlachetnego serca, ale nie dość kościelnego ducha, których głównym zadaniem było nie to, aby naród pozyskać Kościołowi, lecz aby przez katolicyzm wskrzesić ojczyznę, a przynajmniej zachować naród od zagłady. Czuli oni, że katolicyzm jest najgłówniejszą przeszkodą do naszego wynarodowienia, ale zamiast widzieć w nim jedynie zbawiający pierwiastek, co narodowi wiekuisty zapewnia żywot, oni widzieli w nim po prostu kamień węgielny polskiej narodowości, z wywróceniem którego runęłoby całe budowanie. Jakkolwiek przeto gorliwie i nieraz z narażeniem siebie bronili zasad katolickich i kościelnej w kraju organizacji, czuć jednak było, że nie tyle chodziło im o chwałę Bożą i dusz zbawienie, ile o sprawę polską”.

“Nie powiem – dodawał abp Feliński – aby ci księża nie mieli wiary lub kapłańskiej gorliwości, wielu z nich owszem przykładnymi było kapłanami, ale ową Bożą rozczynę [ów Boży zaczyn] okwaszał [zakwaszał] zawsze ziemski pierwiastek opartego na nienawiści patriotyzmu, który nie pozwalał im nigdy wnieść się na wyżyny prawdziwie chrześcijańskiej miłości. Nie tylko nie troszczyli się oni wcale o nawrócenie swoich prześladowców, lecz zbyt swobodnie pojmując obowiązki podbitego narodu względem zaborczej władzy, nie poprzestawali oni na upoważnieniu biernego oporu w rzeczach przeciwnych sumieniu i zastrzeżeniu praw swoich […]. Służąc przede wszystkim krajowi, a nie Kościołowi, mniej oglądali się oni na rady i ostrzeżenia udzielane z Rzymu, niż na głos opinii publicznej w kraju, a ta chęć popularności popychała ich nieraz na bezdroża, których najwolniejsze nawet sumienie usprawiedliwić nie było w stanie”.

Wczorajsze słowa – wygłoszone przez przewodniczącego Episkopatu w świątyni pw. Świętej Opatrzności Bożej w obecności prezydenta Andrzeja Dudy i innych najwyższych władz Rzeczypospolitej – stanowią przypomnienie fundamentów nauczania Kościoła w odniesieniu do relacji, jakie istnieć winny między Kościołem a światem polityki. Zasady te definiuje Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym „Gaudium et spes” Soboru Watykańskiego II oraz wiele innych dokumentów, a w wymiarze prawa międzynarodowego implementowane są one do obecnych konkordatów, m. in. do Konkordatu między Rzecząpospolitą Polską a Stolicą Apostolską”, podpisanego 22 lipca 1993 r. a ratyfikowanego w 5 lat później. Konkordat stał się podstawą do zbudowania istniejącego obecnie w Polsce modelu relacji między państwem a Kościołem, co uznawane jest za jedną z istotnych zdobyczy wolnej Polski po upadku komunizmu.

Polski model konkordatowy

Przypomnijmy, że Konkordat między Rzecząpospolitą Polską a Stolicą Apostolską bazuje na 3 podstawowych zasadach:

1. Wzajemnej autonomii i niezależności wspólnoty politycznej i religijnej (państwa i Kościoła).

2. Wolności religijnej zarówno w wymiarze indywidualnym jak i publicznym.

3. Bezstronności państwa w kwestiach światopoglądowych i religijnych.

Ad. 1. Przyjazny rozdział, autonomia i niezależność państwa i Kościoła

Zasada przyjaznego rozdziału państwa i Kościoła (wspólnoty politycznej i religijnej), w okresie Soboru Watykańskiego II została uznana przez Kościół katolicki za najwłaściwszy model funkcjonowania Kościoła w warunkach współczesnego świata. Art. 1 polskiego Konkordatu przypomina, że „Rzeczpospolita Polska i Stolica Apostolska potwierdzają, że Państwo i Kościół katolicki są — każde w swej dziedzinie — niezależne i autonomiczne oraz zobowiązują się do pełnego poszanowania tej zasady we wzajemnych stosunkach i we współdziałaniu dla rozwoju człowieka i dobra wspólnego”.

Biskupi w 100. rocznicę niepodległości

Koncepcja „autonomii i niezależności” Kościoła i państwa została wpisana także do polskiej Konstytucji, jako podstawowa (ustrojowa) zasada relacji ze wszystkimi Kościołami. Jej art. 25 ust. 3 określa, że „stosunki między państwem a Kościołami i innymi związkami wyznaniowymi są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie, jak również współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego”.

A konkretnie, w ślad za tymi unormowaniami, państwo uznaje osobowość prawną struktur Kościoła katolickiego respektując prawo kierowania się przezeń swym wewnętrznym prawem (kanonicznym). Przyznaje też Kościołowi autonomię w zakresie obsadzania wszystkich urzędów kościelnych, bez uprzedniej zgody władzy świeckiej. Autonomią cieszą się również cmentarze, te które są własnością Kościoła i są zarządzane przez parafie. Konkordat tworzy więc rzeczywistość, w której „suwerenny” Kościół pełni swą misję w suwerennym, wolnym państwie.

Autonomia i niezależność państwa i Kościoła bynajmniej nie wyklucza troski Kościoła o “dobro wspólne” całego społeczeństwa. Realizowana jest ona w formie współpracy z instytucjami państwa np. w ramach posługi na rzecz potrzebujących, troski o kulturę narodową i jej spuściznę bądź udziału w edukacji.

Ad. 2. Zasada wolności religijnej

Obejmuje podstawowy katalog swobód religijnych gwarantowanych zarówno w Konkordacie, jak i w polskiej Konstytucji. Konstytucja z 1997 r., choć nie posiada tradycyjnego Invocatio Dei, zawiera unikalny w Europie zapis odwołujący się do Boga i wartości chrześcijańskich: „My, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł, równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego – Polski…”. Formuła ta została uznana za wybitne osiągnięcie współczesnej myśli konstytucyjnej, gdyż wyraża równość praw i szacunek dla przekonań zarówno osób wierzących jak i niewierzących bądź należących do innych religii, nie tworząc miedzy nimi żadnych różnic, przy pełnym poszanowani ich opcji światopoglądowych.

Ta filozofia znalazła także potwierdzenie w art. 53 Konstytucji, który stanowi, że „wolność religii obejmuje wolność wyznawania lub przyjmowania religii według własnego wyboru oraz uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi, publicznie lub prywatnie, swojej religii przez uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach, praktykowanie i nauczanie”. A więc wolność religijna jest w Polsce gwarantowana nie tylko w płaszczyźnie życia prywatnego, lecz i publicznego. Wobec tego także w systemie edukacji, opieki zdrowotnej, pomocy społecznej czy obecności symboli religijnych w placówkach publicznych.

Gwarantowana w Konstytucji wolność sumienia i religii obejmuje także prawo rodziców do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami. Wyrazem poszanowania tej zasady jest np. obecność lekcji religii w publicznym systemie edukacji. Oczywiście pod warunkiem ich dobrowolności, gdyż w innym przypadku byłaby zagrożona wolność do wyrażania przekonań ateistycznych.

Z zasady wolności sumienia i religii wynika także prawo do korzystania z praktyk religijnych w różnych instytucjach o charakterze zamkniętym lub o ograniczonym dostępie. A skoro państwo jest gwarantem poszanowania tej zasady, to jego obowiązkiem jest zorganizowanie (we współpracy z Kościołami) dostępu do posług religijnych na terenie więzień, szpitali, domów pomocy społecznej czy w armii.

Ad. 3. Bezstronność państwa w kwestiach światopoglądowych i religijnych

Jest na ogół gwarantowana w systemach prawnych państw demokratycznych w formie konstytucyjnej normy „świeckości państwa”. Jednakże pojęcie „świeckości” rodzi możliwość różnych interpretacji, w skrajnych formach ograniczających prawo do wolności religijnej.

Warto przypomnieć, że zasada „świeckości państwa” jest wynalazkiem epoki oświecenia. Otworzyły go dwie rewolucje końca XVIII wieku: francuska i amerykańska. Każda z nich – chociaż wprowadzała „świeckość” państwa – doprowadziła do powstania odmiennego modelu ich wzajemnych relacji. W modelu amerykańskim zasada „świeckości” oznacza, że przestrzeń państwowa nie podlega klerykalizacji, natomiast francuska „laïcité” zakłada, że sfera religijna nie ma prawa obywatelstwa w płaszczyźnie życia publiczno-państwowego.

Biorąc pod uwagę zagrożenia dla wolności religijnej jakie mogą wynikać z takiej interpretacji zasady „świeckości”, polska Konstytucja unika tego terminu, natomiast potwierdza „bezstronność” państwa w sprawach światopoglądowych i religijnych. „Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę wyrażania ich w życiu publicznym” (art. 25 ust. 2).

W związku z tym żadna religia nie może mieć charakteru uprzywilejowanego. Kościół katolicki w dzisiejszej Polsce – w przeciwieństwie np. do okresu międzywojennego – nie ma statutu wyznania uprzywilejowanego. Z Konstytucji wynika wprost, że te same prawa, które uzyskał Kościół katolicki, dotyczyć muszą innych związków wyznaniowych i religijnych. Zostało to uczynione w formie specjalnych ustaw, które w ślad za Konkordatem z Kościołem katolickim, przyznały analogiczne uprawnienia innych związkom wyznaniowym bądź innych religii: muzułmańskiej i żydowskiej.

Metapolityczna rola Kościoła

Abp Stanisław Gądecki we wczorajszej homilii z okazji stulecia odrodzenia niepodległości wyjaśnił wyraźnie, że „Kościół ma obowiązek przemawiać z pozycji metapolitycznych, przypominając o normach, zasadach i wartościach etycznych, jakimi powinien kierować się rząd podejmując decyzje w tej dziedzinie”. Wielokrotnie mówił o tym Jan Paweł II zwracając uwagę, że Kościół winien pełnić rolę „sumienia demokracji”. W przemówieniu do polskiego Parlamentu z 11 czerwca 1999 r. podkreślał konieczność istnienia określonych aksjologicznych fundamentów systemu demokratycznego, ostrzegając, że demokracja pozbawiona jasnego systemu wartości, z łatwością może się przekształcić w taką czy inną formę totalitaryzmu.

Przypomnieć należy, że w ślad za nauczaniem Soboru Watykańskiego II Kościół wycofał się z bezpośredniego udziału w życiu politycznym, choć w poprzednich epokach rola ta była wyraźna. W systemie demokratycznym Kościół rezerwuje sobie natomiast rolę „metapolityczną” – jako nauczyciel uniwersalnych zasad etyczno-moralnych, odnoszących się także do publicznego czy politycznego wymiaru życia.

Dlatego obecnie hierarchia Kościoła i duchowieństwo katolickie nie angażuje się w bezpośrednią działalność polityczną. Duchowni w trosce o uniwersalizm misji Kościoła – choć gwarantują im to prawa obywatelskie – nie kandydują do władz świeckich i nie piastują urzędów państwowych czy samorządowych. Kościół nie tworzy też partii wyznaniowych – a rolę tę pozostawia świeckim, zgodnie z ich sumieniem. Dlatego tak wiele Kościół mówi o potrzebie prawego i dobrze uformowanego sumienia, jakim cechować się winni katolicy angażujący się w działalność publiczną.

Znalazło to również odzwierciedlenie we wczorajszej homilii przewodniczącego Episkopatu, który podkreślał, że ważnym zadaniem na dziś jest „odnowa naszych sumień”. W odwołaniu do soborowej konstytucji „Gaudium et spes” wyjaśniał: „Prawdziwa odnowa człowieka i społeczeństwa dokonuje się zawsze za sprawą odnowy sumień. Sama zmiana struktur społecznych, ekonomicznych i politycznych — choć ważna — może się jednak okazać niewykorzystaną szansą, jeśli nie stoją za nią ludzie sumienia. Oni przecież przyczyniają się do tego, że całokształt życia społecznego formowany jest ostatecznie według reguł tego prawa, którego człowiek sam sobie nie nakłada, ale je odkrywa «w głębi sumienia jako głos, któremu winien być posłuszny» (por. Gaudium et spes, 16). Ten głos, to wewnętrzne prawo wolności, które ją ukierunkowuje na dobro i ostrzega przed czynieniem zła.”

Abp Gądecki przypominał dalej, że „odzyskanej wolności nie rozwinie się ani się nie obroni, jeśli na każdym odcinku życia społecznego, gospodarczego i politycznego nie staną ludzie prawego sumienia zdolni oprzeć się nie tylko różnym zmiennym wpływom i naciskom zewnętrznym, lecz także temu wszystkiemu, co osłabia albo wręcz niszczy wolność człowieka od wewnątrz. Ludzie sumienia to ludzie duchowo wolni, zdolni do rozeznania w świetle odwiecznych wartości i norm, które się tyle razy sprawdziły, nowych zadań, przed jakimi Opatrzność stawia nas w chwili obecnej. Każdy chrześcijanin powinien być człowiekiem sumienia odnoszącym naprzód to najważniejsze i poniekąd najtrudniejsze ze zwycięstw — zwycięstwo nad samym sobą. Powinien nim być we wszystkich sprawach dotyczących jego życia prywatnego i publicznego”.

Zgodnie z nauczaniem Soboru Watykańskiego II, podstawową misją Kościoła w porządku świeckim jest obrona podstawowych praw człowieka, wynikających z godności osoby ludzkiej. I z tego Kościół, w imię żadnych doraźnych racji, nie może zrezygnować. A jednym z nich jest prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci.

Dlatego przewodniczący polskiego Episkopatu we wczorajszej homilii zaapelował o „odnowę polityki”, wyraźnie upominając się także o prawo do życia. Powiedział wprost: „Nie myślę tutaj jedynie o sporze o reformę sądownictwa, ale o czymś znacznie bardziej podstawowym, o prawach, które w zasadniczy sposób są sprzeczne z prawdą o człowieku i w konsekwencji uznają życie niektórych ludzi za niewarte życia. Jakże bym pragnął, aby ludzie, którym na sercu leży praworządność z pełnym przekonaniem zaangażowali się w zniesienie takich praw, bo jak istnieją fake news, tj. fałszywe informacje tak też istnieją fake laws, czyli fałszywe prawa”.

Yad Vashem: nigdy więcej nie dzielić ludzi

Nie wolno nigdy dzielić ludzi. Nie jesteśmy masą, ale jednostkami. Wszystko jedno, kim jesteś – jesteś człowiekiem. Każdy rodzaj ksenofobii i rasizmu może prowadzić do strasznej ludzkiej tragedii – mówi KAI Ewa Lutkiewicz, która po wydarzeniach marcowych w 1968 r. wyjechała z Polski, a dziś mieszka w Izraelu i pracuje w Instytucie Pamięci Męczenników i Bohaterów Holokaustu Yad Vashem. To szczególne miejsce odwiedzili 1 listopada dziennikarze z katolickich mediów w Polsce.

W dniu zwiedzania Yad Vashem przez katolickich dziennikarzy z Polski świeci ostre słońce, ale jak to w Jerozolimie jesienią, wieje też przeszywający powietrze wiatr. Hall wejściowy jak niemal co dzień wypełnia wiele grup zwiedzających z całego świata. Dziś najwięcej jest Amerykanów, Włochów i Hiszpanów, ale są też goście z krajów afrykańskich.

Po wyjściu z hallu natrafiamy od razu na pierwsze polskie ślady historii ratowania Żydów przed okrucieństwem Zagłady: drzewko Ireny Sendler, zasadzone przez nią samą dopiero w maju 1983 r., choć tytuł Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata otrzymała jeszcze w 1965 r., ale komunistyczne władze długo odmawiały jej wydania paszportu.

Na lewo od drzewka Ireny Sendlerowej można się natknąć na drzewko upamiętniające Raoula Wallenberga, szwedzkiego dyplomatę, który jako sekretarz ambasady w Budapeszcie wydawał paszporty dla tysięcy Żydów zagrożonych eksterminacją. Wallenbergowi poświęcona jest też jedna z warszawskich ulic.

Wśród drzewek w Alei Sprawiedliwych jest też drzewko posadzone w 1963 r. przez Władysława Bartoszewskiego i Marię Kann w imieniu Rady Pomocy Żydom „Żegota” – jedynej organizacji w okupowanej Europie powołanej w celu ratowania Żydów.

Uwagę zwraca też przejmująca rzeźba autorstwa Borisa Saktsiera pt. “Korczak i Dzieci Getta”, poświęcony wielkiemu pedagogowi i działaczowi społecznemu zamordowanemu w Treblince.

Osobną część ekspozycji poświęcono ulicy Leszno, której duża część w czasie okupacji hitlerowskiej stolicy znajdowała się w granicach getta warszawskiego. Obok wielkich fotografii stłoczonej przy jednej z kamienic ludności żydowskiej zainstalowano oryginalny bruk i fragment torów tramwajowych.

Instytut Yad Vashem położony jest na jerozolimskim Wzgórzu Herzla. Został założony w 1953 r. na mocy Ustawy o Pamięci, przyjętej przez izraelski parlament Kneset. Poświęcony jest upamiętnieniu żydowskich ofiar Holokaustu. Dokumentuje zarówno sam przebieg prześladowań ludności żydowskiej, jak i poprzedzający te wydarzenia kontekst historyczny, społeczny i polityczny w Europie, a zwłaszcza w Niemczech po zdobyciu władzy przez Adolfa Hitlera. Wielkie wrażenie na zwiedzających robi Nowe Muzeum Historyczne z Salą Imion, gdzie przechowywane są, niczym w monumentalnej bibliotece, dane o ofiarach Holokaustu.

Po Yad Vashem oprowadza Ewa Lutkiewicz. Czas na bliższą rozmowę o jej osobistej historii znajdujemy dopiero pod koniec spotkania. Jak znalazła się w tym miejscu?

„Jestem z Warszawy. Już wiele lat w Izraelu. Pracuję w Yad Vashem już prawie 23 lata. Moja mama pochodziła z Sosnowca, ale mieszkała w Warszawie już przed wojną. Uciekła z getta warszawskiego, w czasie wojny straciła całą rodzinę. Ojciec wrócił do Warszawy z Rosji. Też stracił rodzinę, dzieci. Po wojnie zostali w Warszawie, bo uważali się za całkowitych Polaków, pochodzenia żydowskiego, ale nie mieliśmy żadnych kontaktów z ludnością żydowską czy z religią” – mówi na wstępie pani Ewa.

„W roku 1968 zaczęła się nagonka antysemicka. Rodzice bardzo nie chcieli wyjeżdżać, ale w końcu przestraszyli się, że może się stać coś tak strasznego jak w czasie wojny. Nagonka na Żydów była bardzo nieprzyjemna i postanowili jednak wyjechać wtedy z Polski. Nie chcieli przyjeżdżać do Izraela, bo na początku faktycznie nie mieli z Izraelem i żydostwem żadnego kontaktu. Ostatecznie jednak, po rocznym pobycie w Rzymie, postanowiliśmy tu przyjechać pod koniec 1969 r.” – wspomina przewodniczka.

Jak jej się żyje w Izraelu? Mówi, że pochodzi z rodziny całkowicie spolszczonej, choć sama nie lubi tego określenia. Pewnie dlatego początki w nowym kraju były niełatwe. – Rodzicom było tu bardzo ciężko, bo jednak panuje tu inna mentalność i inna kultura – dodaje.

Na początku dla 16-letniej wówczas Ewy trudne było też zetknięcie z nowym, obcym jej językiem. – Nie wiedziałam, że jestem pochodzenia żydowskiego, bo rodzice nie chcieli tego mówić. Nie dlatego, że się czegoś wstydzili czy bali, tylko to nie miało dla nich większego znaczenia. Dla mnie też – podkreśla.

Powiedzieli dopiero, gdy trzeba było wyjeżdżać. – Mnie do tej pory jest trochę ciężko, bo jest tu inna mentalność, a kraj jest bardzo skomplikowany, ale jednak tutaj mieszkam. W Polsce się czuję jak w domu. To jest mój język, to jest moja kultura, moja literatura. Często wracam do Warszawy. Wiem, że czasy nie są teraz takie łatwe. Uważam, że kontakt personalny z ludźmi zawsze pomaga i zawsze można się dogadać. Człowiek z człowiekiem zawsze może się dogadać, bo każdy jest tylko jednostką, każdy jest inny. Mam w Polsce bardzo dobre kontakty, dużo szkolnych koleżanek – mówi.

Biskupi w 100. rocznicę niepodległości

Rodzina Ewy Lutkiewicz, jak wiele innych rodzin pochodzenia żydowskiego, po wydarzeniach marcowych 1968 opuszczała Polskę roku ze stacji Dworzec Gdański w Warszawie.

– Gdy wyjeżdżaliśmy, na stację przyszli nas odprowadzić wszyscy sąsiedzi. Pytali: „Dlaczego wyjeżdżacie, skoro my jesteśmy w takiej samej sytuacji, jak wy? Wy macie gdzie wyjechać, a my tu zostajemy”. To były bardzo skomplikowane czasy – podkreśla przewodniczka.

O czym jej zdaniem należy pamiętać, gdy odwiedza się Yad Vashem? „Po pierwsze o tym, by nigdy nie dzielić ludzi. Nie jesteśmy jakąś masą, każdy jest jednostką. Wszystko jedno, kim jesteś – jesteś człowiekiem. Po drugie, choć może to brzmi utopijnie: aby nie było problemów rasowych i ksenofobii i aby pamiętać o tym, co się stało i w jaki sposób ideologia i propaganda tego rodzaju ożywia nienawiść przeciwko komuś, kogo się nie zna. To może łatwo działać na ludzi. Każdy rodzaj ksenofobii i rasizmu może prowadzić do strasznej ludzkiej tragedii – podkreśla Ewa Lutkiewicz.

Yad Vashem – zaznacza przewodniczka – „upamiętnia właściwie wszystkie ofiary nazizmu, ale szczególnie osoby pochodzenia żydowskiego, gdyż znajdujemy się w Jerozolimie, w Izraelu i jest to narodowy pomnik ludności żydowskiej”.

Jej zdaniem, nie ma jednej odpowiedzi na bardzo często stawiane tu pytanie: dlaczego do tego doszło? – Myśląc o każdym rodzaju ideologii, trzeba patrzeć też na jej przeciwną stronę, sprawdzać różne punkty widzenia, zobaczyć inną stronę medalu – czy chodzi o media, czy konkretne przemawiające osoby. Zawsze może być inna strona medalu – uważa Ewa Lutkiewicz.

Ostatnim punktem naszej wizyty jest memoriał poświęcony dzieciom zamordowanym w czasie Holokaustu. Upamiętnia najmłodszych do 18. roku życia, którzy, jak się umownie szacuje, stanowili jedną czwartą wszystkich ofiar Zagłady.

Ów multimedialny pomnik jest chyba najbardziej przejmującym miejscem całego kompleksu Yad Vashem. Jest pogrążony w całkowitej ciemności, w której rozbłyskują archipelagi gwiazd i gwiazdeczek. Każda z nich symbolizuje jedno dziecko. Ich imiona i nazwiska oraz wiek w chwili śmierci wyczytywane są przez męskiego i żeńskiego lektora. W poruszaniu się po tej swoistej jaskini pamięci pomaga specjalna długa poręcz. Nikt z tego miejsca nie wychodzi obojętnym.

– Ta sala upamiętnia 1,5 mln dzieci żydowskich, które zostały zgładzone tylko dlatego, że Niemcy wyznawali ideologię, według której żydowska ludność do ostatniego dziecka i niemowlęcia nie może zostać w Europie przy życiu, bo ich krew zagraża „czystej rasie niemieckiej” – opowiada Ewa Lutkiewicz.

Zwiedzający Yad Vashem może odnieść jednak wrażenie, że ekspozycje traktują tragedię Holokaustu nieco delikatniej niż miejsca pamięci utworzone na terenach byłych obozów koncentracyjnych.

Ewa Lutkiewicz tłumaczy: „Trzeba pamiętać, że Yad Vashem, tak jak Muzeum Pamięci Holokaustu w Waszyngtonie, nie znajduje się geograficznie w miejscu pamięci. Gdy zwiedza się Auschwitz czy Majdanek to wiadomo, że w tych miejscach to się stało, widzi się komory gazowe czy krematoria. W Auschwitz opowiada się o tym, co wydarzyło się tam. My musimy przekazać historię ludności żydowskiej w całej Europie. W jaki sposób ta ideologia się zaczyna i jak się kończy, doprowadzając do eksterminacji połowy ludności żydowskiej na kontynencie”.

Wymowa poszczególnych ekspozycji miała też swoje wytłumaczenie w oczekiwaniach samych ocalałych, którzy po wojnie stali się obywatelami Izraela. Z powodów psychologicznych nie chciano epatować okrucieństwem przekazu, choć poszczególne zdjęcia czy fragmenty filmów dokumentalnych, np. z wyzwolenia obozów koncentracyjnych czy z getta warszawskiego, i tak są niezwykle przejmujące.

Jak podkreśla przewodniczka, ludność żydowska, która przetrwała obozy koncentracyjne, po prostu nie chciała po przyjeździe do Izraela przypominać sobie tego, co stało się za sprawą Holokaustu. – Yad Vashem chciało to pokazać, ale z drugiej strony bardziej wskazać, do czego może doprowadzić taki rodzaj ideologii – dodaje Ewa Lutkiewicz.

Mówi, że choć jako przewodniczka oprowadza codziennie wiele grup, nigdy nie będzie miała dystansu do tego, co można zobaczyć w Yad Vashem. – Przez wiele lat jako dziecko nie wiedziałam, co się wydarzyło, ale jednak wychowałam się w Polsce, gdzie była wojna, a my byliśmy pierwszym powojennym pokoleniem. Choć nie wiedziałam, że jestem żydowskiego pochodzenia, to wiedziałam, jak straszna była wojna w Polsce – mówi w rozmowie z KAI przewodniczka.

„Moi rodzice byli humanistami. Mówili, że to człowiek człowiekowi zgotował taki los. To brzmi trochę naiwnie, ale naprawdę mam nadzieję, że ludzie na całym świecie zrozumieją… To jest coś, co mi daje trochę… nie wiem, może tego dystansu, ale też sprawia, że mogę tu pracować” – mówi na koniec Ewa Lutkiewicz.

Jedlnia-Letnisko: rozpoczęły się krajowe rekolekcje duszpasterzy leśników

W Leśnym Ośrodku Edukacyjnych w Jedlni-Letnisku rozpoczęły się trzydniowe ogólnopolskie rekolekcje duszpasterzy leśników. Z uczestnikami spotkania spotkał się m.in. Andrzej Konieczny, Dyrektor Generalny Lasów Państwowych. Rekolekcje prowadzi ks. Zbigniew Niemirski z Gościa Niedzielnego. W Polsce jest 40 duszpasterzy leśników.

– Dzięki Kościołowi Polska przetrwała trudny czas zaborów. Przetrwały nasze wartości. W naszej codziennej pracy opieramy się na wsparciu zespołu duszpasterskiego. Przywiązuje do niego ogromną wagę. Bez trwałego, mocnego fundamentu, opartego na wierze, łatwiej jest pokonywać codzienne trudności. Łatwiej nam, kiedy mamy silnego ducha – powiedział dyrektor Andrzej Konieczny.

Ks. Wiktor Ojrzyński, Krajowy Duszpasterz Leśników jest z wykształcenia magistrem, inżynierem leśnikiem oraz autorem „Modlitewnika Leśników” i książki “Etos leśnika polskiego”.

– Naszą pracą jest towarzyszenie leśnikom. To trudna praca. Tutaj potrzebne jest wsparcie duchowe z naszej strony. Większość z nas to duszpasterze pracujący w parafii, ale są wśród nas księża z wykształceniem leśnym – powiedział ks. Ojrzyński.

Rekolekcje duszpasterzy leśników zbiegły się ze stuleciem odzyskania przez Polskę niepodległości. – W etosie zawodu leśnika dostrzegamy ogromną dbałość o patriotyzm, historię. Leśnicy są często strażnikami miejsc historycznych z różnych okresów historii Polski. Ponadto wiele mogił w lasach otoczonych jest należytą troską – dodał ks. Ojrzyński.

Ks. Andrzej Kos jest kapelanem Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Toruniu. – Jestem proboszczem parafii Śliwice. Opiekuję się także 5 leśnictwami. To nie jest rolnicza parafia, ale związana z przemysłem drzewnym. Mocno jest związana z tradycjami, sięgającymi średniowiecza. A dzisiaj jestem na rekolekcjach, by wzmacniać swoją wiarę – powiedział ksiądz kapelan.

Organizatorem rekolekcji jest ks. Stanisław Wlazło, duszpasterz leśników w diecezji radomskiej. Na co dzień jest proboszczem parafii w Bliżynie. – Celem spotkania jest formacja. Każdy z nas ma obowiązek uczestniczyć w tego typu spotkaniach. Współpraca między duszpasterzami a Lasami Państwowymi jest bardzo dobra. Cieszę się, że tegoroczne rekolekcje odbywają się w stuleciu odzyskania przez Polskę niepodległości – powiedział ks. Wlazło.

We wtorek duszpasterze udadzą się do Nadleśnictwa w Marculach, gdzie znajduje się Centrum Edukacji Przyrodniczej im. bpa Jana Chrapka, później odwiedzą sanktuarium maryjne w Skarżysku-Kamiennej. W środę w programie jest pobyt w Nadleśnictwie Kozienice i w Ośrodku Edukacyjno-Charytatywnym Emaus w Turno koło Białobrzegów oraz sanktuarium maryjnym w Starej Błotnicy. Z uczestnikami rekolekcji spotkają się biskupi radomscy: Henryk Tomasik i Piotr Turzyński.

Kielecka Caritas zachęca parafie do obchodów Światowego Dnia Ubogich

Kielecka Caritas zachęca duszpasterzy parafii, aby w niedzielę 18 listopada, gdy przypada II Światowy Dzień Ubogich, podjęli w parafiach inicjatywy z tym związane, wprowadzili odpowiednią liturgię oraz do tego, aby uczestniczyć w obchodach diecezjalnych.

– Diecezjalne obchody Światowego Dnia Ubogich rozpoczną się w niedzielę, 18 listopada o godz. 11 Mszą św. w bazylice katedralnej w Kielcach. Następnie na kieleckim Rynku ustawiony będzie Namiot Miłosierdzia, w którym przedstawiciele Parafialnych Zespołów Caritas przygotują poczęstunek dla ubogich. Zapraszamy do wspólnej modlitwy i akcji w Kielcach – zachęca ks. Krzysztof Banasik, zastępca dyrektora Caritas kieleckiej.

W sobotę 17 listopada Caritas kielecka w Ośrodku Caritas w Kaczynie organizuje spotkanie formacyjno-integracyjne. Są na nie zaproszeni członkowie Parafialnych Zespołów Caritas oraz osoby świeckie i duchowne, które chciałyby takie grupy w parafiach zainicjować, względnie ożywić. Istnieje możliwość noclegu i wspólnego wyjazdu do Kielc na niedzielne obchody Dnia Ubogich.

W tym dniu może być wprowadzona specjalna liturgia, którą Caritas kielecka udostępnia za pomocą strony internetowej diecezji kieleckiej. Specjalne Orędzie przygotował także Ojciec Święty Franciszek.

„Zapraszam braci Biskupów, Kapłanów a w szczególności Diakonów, na których nałożono ręce dla służby ubogim (por. Dz 6,1-7), zapraszam Osoby konsekrowane oraz Świeckich, którzy w parafiach, stowarzyszeniach oraz ruchach dają konkretną odpowiedź Kościoła na wołanie ubogich, aby przeżyli w ten Światowy Dzień Ubogich jako uprzywilejowany moment nowej ewangelizacji. Ubodzy nas ewangelizują, pomagając nam odkrywać każdego dnia piękno Ewangelii. Nie przegapmy tej okazji do bycia łaskawymi” – napisał papież Franciszek.

Kraków: artystyczna strona Światowego Dnia Ubogich

Podczas obchodów Światowego Dnia Ubogich, które rozpoczęły się w Krakowie, Archidiecezja Krakowska przygotowała szereg wydarzeń artystycznych. W Namiocie Spotkań będzie można wziąć udział w koncertach, spektaklach oraz różnorakich warsztatach rękodzielniczych.

– Większość z osób, do których kierujemy wydarzenia ŚDU nie może sobie pozwolić na wyjście do teatru czy kina przez swoje ograniczenia finansowe – zauważa Julia Bomberek, rzecznik prasowy 2. ŚDU w Archidiecezji Krakowskiej. Z tego powodu Archidiecezja i organizacje współpracujące przygotowały szereg wydarzeń, z których osoby ubogie będą mogły skorzystać w Namiocie Spotkań na Małym Rynku już od środy 14 listopada.

Codziennie na scenie w Namiocie odbywać się będą koncerty, spektakle i spotkania. W planach znajdują się m.in. występ Lidii Jazgar z zespołem Galicja oraz koncert muzyki gospel w wykonaniu Mistral Gospel Choir oraz koncert uwielbieniowy z Siewcami Lednicy. Wśród zaproszonych gości są m.in. Agnieszką Mandat, aktorką i reżyserka oraz Krzysztof Stanio, który opowie o projekcie związanym ze św. Szarbelem. – Przez udział w tym wydarzeniu chcemy także dać szanse samym artystom. Chcemy, żeby wśród osób ubogich poczuli się potrzebni, mieli poczucie misji i odkryli, że dzięki swoim talentom i pracy, robią coś ważnego – zwraca uwagę J. Bomberek.

Największym wydarzeniem teatralnym obchodów będzie spektakl „Lilia” teatru tańca działającego w ramach Duszpasterstwa Akademickiego „PATMOS” Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie. Przedstawienie odbędzie się w sobotę 17 listopada o godz. 17.00. Spektakl inspirowany jest życiem Maryi. Artyści przez różne techniki tańca współczesnego ukazują nie tylko życie codzienne Matki Bożej, ale też jej przeżycia wewnętrzne, angażując widza zarówno emocjonalnie, jak i duchowo.

– Wystawienie “Lilii” dla tak wyjątkowej publiczności jest dla nas wielką radością. Zawsze kiedy tańczymy dla osób w trudnej sytuacji życiowej, odczuwamy jeszcze większą motywację do tego, aby dać swoje maksimum i podzielić się tym, co w nas dobre i piękne – nie poprzez to, że mamy piękne stroje i czyste buzie, ale poprzez doświadczenie Miłości Bożej, którą chcemy ukazywać, wierząc, że jest ona dla każdego, kto tylko jej zapragnie, bez względu na to, co mamy i czego nie mamy – podkreśla Agata Stodolska, koordynator artystyczny Zespołu LILIA.

– Nasz spektakl może stać się dla niektórych pouczeniem, dla innych pocieszeniem i podniesieniem na duchu. Dla nas z pewnością jest sposobnością do spotkania się z osobami, którym być może trudno jest wielbić Pana Boga w swoim ciele. My tańczymy, a więc modlimy się dla nich i za nich, prosząc o łaski potrzebne im do odzyskania wiary, nadziei i miłości, a czasem zdrowia lub zniesienia cierpienia w duchu wiary – podsumowuje Stodolska.

W zeszłorocznych obchodach ŚDU udało się zachęcić widzów i słuchaczy w koncerty. – Mamy nadzieję, że wzorem roku ubiegłego osoby ubogie i bezdomne, które coś tworzą: piszą, grają czy śpiewają, wejdą na scenę – mówi J. Bomberek. – My, chcemy dać im poczucie zainteresowania i pokazać, że są dla nas ważni – dodaje.

Do aktywnego udziału zachęcają także liczne warsztaty, które codziennie odbywać się będą w przestrzeni Namiotu Spotkań. W planach są warsztaty robienia świec, fotograficzne, dekoracji metodą decoupage czy warsztaty wyrobów sweterków dla dzieci z Afryki. – Często osoby na co dzień doświadczające problemu ubóstwa są bardzo uzdolnione w rożnych dziedzinach życia. Chcemy dać im szanse zaprezentowania się, bo może dzięki temu, tak jak było to rok temu, ktoś zostanie zauważony, znajdzie pracę czy odnowi pewne dobre nawyki. To może być pierwszym krokiem do zmian dla tej osoby – zaznacza Julia Bomberek, rzecznik ŚDU w Archidiecezji Krakowskiej.

Pełny program warsztatów i wydarzeń scenicznych można znaleźć na stronie: http://sdu.malopolska.pl/program-2-sdu/. Obchody 2. ŚDU w Archidiecezji Krakowskiej rozpoczęły się w niedzielę 11 listopada Mszą Święta i inicjatywą Modlitewne Jerycho. Od 14 listopada czynny będzie Namiot Spotkań, a od 15 listopada trwać będą rekolekcje w Bazylice Mariackiej. Kulminacja obchodów odbędzie się 18 listopada w dzień Światowego Dnia Ubogich przeżywanego w całym Kościele.

Warszawa: Msza św. w intencji wybitnego adwokata śp. Macieja Bednarkiewicza

Mszę św. w intencji Macieja Bednarkiewicza, zmarłego dwa lata temu jednego z najbardziej znanych polskich prawników, obrońcy represjonowanych w stanie wojennym, sprawowano w poniedziałek w kościele św. Marcina na warszawskim Starym Mieście. – Był człowiekiem wiary, nigdy nie gardził człowiekiem, oddał swoje życie dla Ojczyzny i Kościoła – mówił podczas Mszy ks. Andrzej Gałka, rektor kościoła.

Na Mszy św. zgromadzili się oprócz rodziny przyjaciele i znajomi mec. Bednarkiewicza oraz członkowie warszawskiej palestry, dziennikarze i parlamentarzyści. Obecna była b. premier i b. ambasador Polski przy Stolicy Apostolskiej Hanna Suchocka.

Eucharystii przewodniczył ks. Andrzej Gałka, rektor kościoła św. Marcina. We wstępie do liturgii podkreślił, że świątynia ta była dla śp. mec. Bednarkiewicza z różnych powodów bardzo ważna, w niej bowiem m.in. przed laty zawarł związek małżeński.

Zmarły przed dwoma laty adwokat – jak mówił ks. Gałka – “w jakiejś mierze oddał swoje życie dla Ojczyzny i dla Kościoła”. – Dzisiaj chcemy dziękować Panu Bogu za niego, polecać jego rodzinę oraz dzieła, w których uczestniczył i które animował; za które czuł się odpowiedzialny – powiedział duchowny.

W homilii przypomniał o swoich częstych rozmowach, jakie przeprowadził z mec. Bednarkiewiczem, gdy ten był już bardzo ciężko chory. – Do końca jego życia, gdy już bardzo cierpiał w szpitalu, gdy było już wiadomo, że toczy go nowotwór, nigdy nie wątpiłem, że jest to człowiek wiary i że z tej wiary rodziło się w nim życie, które potrafiło wybaczyć, przyjąć człowieka takim, jakim jest, nawet jeżeli poglądy były dalekie – mówił ks. Gałka.

“Nigdy nie słyszałem, aby kiedykolwiek gardził jakimś człowiekiem” – dodał kaznodzieja.

Msza św. poprzedziła spotkanie na kanwie premiery książki pt. “Wspomnienia o Macieju Bednarkiewiczu” zorganizowane w Pałacu Rzeczypospolitej przy placu Krasińskich w Warszawie. Wybitnego adwokata wspominają w tomie m.in. kard. Stanisław Dziwisz, abp Józef Kowalczyk, Hanna Suchocka, sędzia Barbara Piwnik oraz reżyser Krzysztof Zanussi. Organizatorami spotkania są Biblioteka Narodowa i Wydawnictwo “Więź”, a wydanie książki dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury.

Maciej Bednarkiewicz (1940-2016) był jednym z najbardziej znanych adwokatów w Polsce, znakomitym znawcą praktyki prawa. Studia prawnicze odbył na Uniwersytecie Warszawskim. Od 1969 r. prowadził praktykę adwokacką. Był wychowawcą wielu pokoleń adwokatów.

W latach 80. współpracował z Prymasowskim Komitetem Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom. Występował jako obrońca w procesach politycznych, był też pełnomocnikiem Barbary Sadowskiej, matki Grzegorza Przemyka. W 1984 został tymczasowo aresztowany za rzekome udzielanie mu pomocy jako rzekomemu dezerterowi. Był przyjacielem bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

Maciej Bednarkiewicz był wieloletnim członkiem Rady Administracyjnej Fundacji Jana Pawła II w Rzymie oraz współtwórcą w 1981 r. Towarzystwa Przyjaciół Fundacji Jana Pawła II, którego prezesem jest od lat jego żona Ewa Bednarkiewicz.

W wolnej Polsce był oskarżycielem posiłkowym w procesie sprawców Grudnia `70, posłem na Sejm X kadencji z ramienia Komitetu Obywatelskiego (1989–1991). Pełnił też funkcję sędziego Trybunału Stanu w latach 1991–1993 i 1997–2001. Od 1989 do 1995 stał na czele Naczelnej Rady Adwokackiej, wchodził też później w skład władz polskiej adwokatury. Został także przewodniczącym rady nadzorczej Banku Millennium, jak i członkiem powołanej w 2004 r. rady programowej Platformy Obywatelskiej.

Od 2002 r. zasiadał w radzie konsultacyjnej Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Odznaczony został Wielką Odznaką “Adwokatura Zasłużonym” oraz przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Zmarł 11 listopada 2016 r. w Warszawie w wieku 76 lat.

Jasna Góra: muzykolodzy o liturgii paulińskiej w średniowieczu

Na Jasnej Górze trwa IV Międzynarodowa Konferencja Naukowa „Liturgia Paulinów w średniowieczu” z udziałem historyków Kościoła, liturgistów i muzykologów. Naukowcy rozmawiają m.in. o specyfice i kierunkach rozwoju kultu maryjnego w liturgii. Zaprezentowane zostały dwa wyjątkowe zabytki paulińskie autorstwa o. Mikołaja z Wilkowiecka, rówieśnika Jana Kochanowskiego, które są także ważnym przyczynkiem do badań nad językiem polskim.

Dzisiejsza konferencja jest kolejną debatą o liturgii paulińskiej w średniowieczu w świetle wpływów tradycji diecezjalnej i zakonnej. Wpisuje się ona w trwającą przez cały rok V edycję Festiwalu Musica Claromontana.
Obrady uwieńczy koncert w Jasnogórskiej Bazylice. Utwór ze średniowiecznych zbiorów paulińskich: „Nieszpory ku czci św. Andrzeja” wykona Schola Gregoriana Cardinalis Stephani Wyszyński, pod dyrekcją Michała Sławeckiego.

Podczas sympozjum zaprezentowane zostały dwa bardzo ważne wykłady dotyczące jednego z najwybitniejszych paulinów, o. Mikołaja z Wilkowiecka. Dr Magdalena Komorowska z Uniwersytetu Jagiellońskiego mówiła o dziele „O Mszy Świętej opisanie”, które jest jednym z pierwszych podręczników mówiących o właściwym przeżywaniu Mszy św. To dzieło napisane w języku polskim stanowi ważne źródło do dalszych badań nad polszczyzną – podkreśla o. Nikodem Kilnar, prezes Stowarzyszenia „Kapela Jasnogórska”.

Praca o. Mikołaja z Wilkowiecka stanowi też ważny przyczynek do badań nad tradycją liturgiczną paulinów. Drugi wykład dotyczący tego żyjącego w XVI wieku paulina ukazywał symbolikę śpiewów mszalnych według „Interpretatio missae” i ten referat przedstawił dr hab. Jakub Kubieniec z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Prelegenci ze Słowacji m.in. zapoznają uczestników sympozjum z fragmentami rękopisów chorałowych paulińskiej proweniencji ze swoich terenów i będzie to pierwsza taka prezentacja – zaznacza o. Kilnar, nazywając odkrycia naukowców z południa wręcz sensacyjnymi.

Od wielu lat klasztor jasnogórski ze specjalnie powołanymi zespołami prowadzi wnikliwe i wszechstronne badania nad muzycznymi archiwami paulinów.

W 2010 r. został zainicjowany nowy projekt badawczy związany z tradycją liturgiczno-muzyczną Zakonu Paulinów w okresie średniowiecza. Grupa specjalistów powołała Podkomisję Liturgiczno-Muzykologiczno-Historyczną przy Zespole Naukowo-Redakcyjnym Jasnogórskich Muzykaliów. W skład Podkomisji weszli liturgiści, bibliści, historycy, muzykolodzy na czele z prof. Remigiuszem Pośpiechem oraz paulini odpowiedzialni za archiwa, biblioteki i wydawnictwa w Zakonie Paulinów.

Podobne komisje powołano na Węgrzech i w Chorwacji. Konferencje odbywają się co dwa lata w różnych krajach, gdzie znajdowały się klasztory Paulinów.

Zespoły opracowują naukowo liturgiczną i muzyczną spuściznę Zakonu Paulinów z okresu średniowiecza, a także z okresu potrydenckiego. Głównym przedmiotem badań jest próba określenia specyfiki celebracji liturgicznych sprawowanych w klasztorach paulińskich (szczególnie do 1600 r., kiedy zakon przyjął oficjalnie powszechny ryt liturgii rzymskiej, ale także w późniejszym okresie), w odniesieniu do polskiej i europejskiej tradycji zakonnej i diecezjalnej, szczególnie w zakresie charakterystycznego dla tego zakonu kultu maryjnego – wyjaśnia o. Kilnar.

Ważnym zadaniem jest również ukazanie wkładu klasztornych środowisk paulińskich dla rozwoju kultury muzycznej w dawnej Polsce i na terenie Europy.

Badane są źródła na Jasnej Górze, w Polsce oraz na Węgrzech, Chorwacji, Słowacji, Niemczech i Austrii, gdzie Zakon posiada długą tradycję. Źródła, które się zachowały, nie zostały dotąd od strony naukowej wystarczająco opracowane, a dotyczą one początku działalności Zakonu Paulinów. Badania te ukazują nieznana dotąd historię Zakonu Paulinów.

„Liturgia była wydarzeniem muzycznym, staramy się zgłębiać jej pewną specyfikę, ale też wpływy w kontekście i diecezjalnym i zakonnym, bo one są bardzo ciekawe i ogólnoeuropejskie – w końcu jest to przynależność do jednego Kościoła Powszechnego, który zawsze charakteryzował się jednością, także jednością liturgii, ale różnorodnością w szczegółach właśnie w repertuarze – tłumaczy przewodniczący Zespołu Naukowo-Redakcyjnego Jasnogórskich Muzykaliów.

Owocem badań nad „paulińskim średniowieczem” jest także wydanie fototypiczne Mszału Jagiellonów z Jasnej Góry pod red. Remigiusza Pośpiecha z 2013 r. To dokładna, fototypiczna kopia zabytkowego Mszału jasnogórskiego z królewskim herbem Jagiellonów, który jest najcenniejszym rękopisem przechowywanym w bibliotece paulinów na Jasnej Górze. Na ponad 300 stronicach przedstawiono reprodukcje kolejnych stron Mszału, z nieznacznym pomniejszeniem formatu.

Starano się jednak zachować wszystkie inne szczegóły oryginału, jak np. widoczne na wielu kartach przebicia atramentu z odwrotnej strony, czy wszelkiego rodzaju uszkodzenia. Pochodzący z początku XVI w. Missale Paulinorum (ok. 1506), zwany powszechnie – ze względu na osobę jego fundatora, króla Jana Olbrachta – Mszałem Jagiellonów albo Mszałem Olbrachta, należy niewątpliwie do najcenniejszych i najbardziej wartościowych kodeksów liturgiczno-muzycznych zachowanych w jasnogórskim archiwum.

Także w serii płytowej „Musica Claromontana” ukazały się już nagrania z muzyką średniowieczną m.in. „Oficjum o św. Pawle Pierwszym Pustelniku” czy chorał gregoriański o św. Antonim Pustelniku.

Popularyzowanie dzieł zgromadzonych w jasnogórskich archiwach muzycznych, to nie tylko opracowania naukowe tekstów, dygitalizacja dźwięków i koncerty, ale to również dbałość o pokaźny zbiór zabytkowych i unikatowych instrumentów.

Organizatorami IV Międzynarodowej Konferencji Naukowej „Liturgia Paulinów w średniowieczu” konferencji są: Stowarzyszenie Kapela Jasnogórska, Klasztor OO. Paulinów na Jasnej Górze i Zespół Naukowo-Redakcyjny Jasnogórskich Muzykaliów.

Bp Libera: kształtujmy swoje sumienia w świetle prawdy

Chodzi o to, byśmy pracowali nad sobą, byśmy chodzili w prawdzie i w jej świetle kształtowali nasze sumienia – powiedział bp Piotr Libera w Pułtusku z okazji 300. rocznicy konsekracji kościoła pw. św. Piotra i Pawła. Z okazji jubileuszu ukazała się książka pt. „Kościół pw. świętych Piotra i Pawła w Pułtusku (1718-2018) w trzechsetną rocznicę konsekracji świątyni” autorstwa Radosława Lolo, ks. Sławomira Stefańskiego i Krzysztofa Wiśniewskiego.

Bp Libera w homilii zaznaczył, że jubileusz kościoła jest wymowną katechezą o nim: tym widocznym, wzniesionym z kamieni i cegieł, a przede wszystkim o Kościele jako wspólnocie, którą w ludziach i między nimi sprawia Duch Święty. Ojcowie Kościoła znali piękną metaforę, że kamienie, aby stać się budowlą, muszą zostać wpierw obciosane tak, by do siebie przystawały, i to samo dotyczy ludzi.

– Chodzi bowiem o to, byśmy pracowali nad sobą, byśmy chodzili w prawdzie i w jej świetle kształtowali nasze sumienia. Chodzi o to, abyśmy przez pokorę i posłuszeństwo wiary „obciosywali” miłość własną i pychę, byśmy piętnowali w sobie głupotę i niesprawiedliwość między nami, by przy kratkach konfesjonału demaskować grzechy ukryte i zaniedbania, by społecznie się miłować i po chrześcijańsku, autentycznie angażować się w budowanie dobra wspólnego – mówił biskup.

Zastanawiał się też, czy wielkość i wspaniałość kościołów nie przerasta i nie zawstydza wiernych, czy obecnie stać ich na wypełnienie tych kościołów obecnością na Mszy św. niedzielnej, na adoracji, na różańcu, wypominkach, w innych parafialnych dziełach, grupach i wspólnotach – tak jak chętnie wypełniają się ludźmi galerie handlowe, sale koncertowe, stadiony, rynki czy giełdy.

– Czy życiowe drogi naszej młodzieży, która jest przecież nadzieją i „jutrem” naszej ojczyzny i Kościoła, prowadzą ich jeszcze do kościoła, do konfesjonału i na lekcję religii? Czy wy sami, jako rodzice i dziadkowie, uczycie ich tego żywego wyznania wiary waszym słowem, modlitwą i przykładem? – pytał biskup mieszkańców Pułtuska.

W procesji z darami niesiono m.in. ikonę Świętej Rodziny, symboliczne serca, publikacje o historii kościoła i kolegium jezuickiego w Pułtusku, a także ornat i sygnaturkę.

W programie jubileuszu znalazł się także referat dr. hab. Radosława Lolo z Akademii Humanistycznej w Pułtusku. Historyk przypomniał m.in. że konsekrowana w 1718 r. świątynia Towarzystwa Jezusowego przetrwała najazd Szwedów w czasie III wojny północnej, kasatę jezuitów, dwie wojny światowe, powodzie i pożar z 1875 r., co odbiło się na jego wyglądzie i wyposażeniu. Prezentowała się jednak okazale i należała do największych w ówczesnej diecezji płockiej.

– Kościół był tak pomyślany, by górował nad miastem ze swoimi wieżami. Jezuici zatroszczyli się o to, aby na zewnątrz wieży południowej zawieszono dwa dzwony i sygnaturkę, zaś w wieży północnej znajdował się zegar używany przez dłuższy czas. Fasadę frontową zdobiły sztukaterie, a na jej półokrągłym zwieńczeniu umieszczony był złocony krzyż. Obecnie kościół pozbawiony wież i zwieńczenia fasady, mocno zmienił swe pierwotne proporcje i nie jest już monumentalny. Mimo to, w małej przestrzeni swego bezpośredniego otoczenia, przytłacza swymi rozmiarami – podkreślił pułtuski historyk.

Z okazji jubileuszu powstała książka autorstwa Radosława Lolo, ks. Sławomira Stefańskiego – proboszcza parafii i Krzysztofa Wiśniewskiego pt. „Kościół pw. świętych Piotra i Pawła w Pułtusku (1718-2018) w trzechsetną rocznicę konsekracji świątyni”.

Pułtuski kościół pw. św. Piotra i Pawła w 1718 r. konsekrował biskup płocki Ludwik Bartłomiej Załuski. Kościół został wzniesiony przez Towarzystwo Jezusowe (dlatego nazywany jest szkolnym), a następnie zarządzany przez benedyktynów. Był też kościołem filialnym – do momentu powołania w 2011 r. parafii pw. św. Jana Pawła II. Jej wykończenie i doposażenie trwało aż do 1764 r. i właściwie nigdy nie zostało ukończone. Świadczy o tym fakt, że ulokowane w fasadzie frontowej kościoła nisze do dziś są puste, a zwyczajem innych świątyń jezuickich z tego okresu, powinny się tam znajdować posągi jezuickich świętych.

Kościół należał do największych w całej ówczesnej diecezji płockiej. Był tak pomyślany, że górować nad miastem ze swoimi wieżami. Na zewnątrz wieży południowej zawieszono dwa dzwony i sygnaturkę, zaś w wieży północnej znajdował się zegar używany przez dłuższy czas. Fasadę frontową zdobiły sztukaterie, a na jej półokrągłym zwieńczeniu umieszczony był także złocony krzyż. Obecnie kościół, pozbawiony wież i zwieńczenia fasady, bardzo zmienił swe pierwotne proporcje.

Autobus Uśmiechu Caritas na ulicach Łodzi

„Miłość zaczyna się od uśmiechu” – to hasło znajduje się na autobusie, który wyruszył na łódzkie ulice, a w którym ubodzy i potrzebujący będą mogli uzyskać stosowaną pomoc lekarską i psychologiczną, otrzymają ciepły posiłek oraz odzież.

Przed wyruszeniem w drogę autobusu z zajezdni przy ul Nowe Sady, odbył się briefing prasowy rozpoczynający całą akcję.

– Arcybiskup Grzegorz Ryś zaproponował, aby autobus – który w okresie zimowym jeździ po mieście pomagając potrzebującym – wyjechał na ulice Łodzi w Tygodniu Ubogich, który właśnie dziś się rozpoczyna – tłumaczy ks. Andrzej Partyka, dyrektor łódzkiej Caritas. – Zależało nam na tym, aby Światowy Dzień Ubogich, który obchodzić będziemy w niedzielę 18 października poprzedzić tygodniem informacyjno-edukacyjnym, ale także pomocowym – dodaje.

Akcja związana z autobusem Caritas na ulicach Łodzi nie byłaby możliwa, gdyby nie Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne (MPK), które udostępniło autobus oraz inne Autobus Uśmiechu – wyruszył na łódzkie ulice instytucje, które wspierają i chętnie się włączyły w tę akcję. Wśród nich jest Straż Miejska, Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej, Siostry Misjonarki Miłości, Rycerze Kolumba, Szpital Bonifratrów oraz Centrum Służby Rodzinie.

– W tym roku nie tylko obchodzimy Światowy Dzień Ubogich, ale cały Tydzień Ubogich – mówił podczas briefingu abp Grzegorz Ryś. – W tych wszystkich obchodach nie chodzi tylko o to, by zebrać dary dla uboższych rodzin czy uboższych w ogóle i potem im je rozdać. Tylko lepiej zebrać te dary i mając je do dyspozycji zaprosić ludzi biedniejszych na obiad i spożyć go razem z nimi. Ważny jest moment spotkania, w którym odkrywamy też wartość drugiego człowieka – podkreślił.

Każdy przychodzący do autobusu i korzystający z pomocy otrzyma bezpłatny „Przewodnik po Łodzi”, w którym znajdzie potrzebne adresy, mapki związane z tym gdzie można zjeść, spać i umyć się.

Dodatkowa inicjatywą, która odbędzie się w II Światowy Dzień Ubogich jest akcja „Różaniec dla Braci”, której inicjatorem jest ks. Przemysław Szewczyk. – Młodzież przygotowała drewniane rożeńce, które zakończone są krzyżykiem wykonanym z drewna pochodzącego ze zniszczonego podczas wojny w Syrii kościoła – tłumaczy inicjator akcji.

Łódzki Autobus Uśmiechu będzie kursował po całej Łodzi w dniach od 12-18 listopada w godz. 14.00-20.00.

Bp Solarczyk: duszpasterstwo młodzieży musi być oparte na parafii

Duszpasterstwo młodzieży musi być oparte na parafii – mówił bp Marek Solarczyk podczas tradycyjnych listopadowych Dni Duszpasterskich w Radomiu. Zachęcał też do tego, żeby ksiądz był zawsze pośród młodych ludzi, by ta obecność “ostatecznie prowadziła człowieka do tajemnicy Boga”. W spotkaniu uczestniczyło ponad 200 księży. Wcześniej celebrowana była msza święta za zmarłych księży diecezji radomskiej.

W czasie spotkania z księżmi w Wyższym Seminarium Duchownym w Radomiu bp Marek Solarczyk mówił o “mocnym doświadczaniu duchowym w czasie synodu o młodzieży w Rzymie”. – Odczuwałem to wsparcie modlitewne w czasie obrad biskupów w Rzymie. Wiele osób modliło się za mnie, za to spotkanie. Wiem, że w diecezji radomskiej również trwała wielka modlitwa w tych intencjach – mówił ks. Solarczyk.

Dalej mówił, że w czasie synodu terminem młodzież określono osoby między 16. a 29. rokiem życia. – U nas wciąż panuje przekonanie, że młodzież to szkoła – mówił biskup. Zwrócił uwagę, że na świecie żyje ok. 1 mld 800 mln młodych ludzi, z czego ponad 50% żyje w Azji, 17% w Afryce, 9% Ameryce Południowej i Łacińskiej, 4% Ameryce Północnej a 6% w Europie. – Ile jest w Polsce osób w wieku synodalnym? Ok. 7 mln, a więc co piąty Polak. Nie zapominajmy, że młodzi ludzie żyją w różnych środowiskach. Według badań o religijności młodzieży w Europie, przeprowadzonych w latach 2014-16 wynika, że 17% młodzieży w Polsce nie przyznaje się do żadnej religii. W Czechach to ponad 91%. U nas młodzież, która przyznaje do katolicyzmu, stanowi 82%. Co tydzień do kościoła chodzi 47% młodych Polaków. W Belgii zaledwie 2%. Biorąc pod uwagę polskie wady czy zalety, plusy czy minusy, to powinniśmy być szczęśliwi – mówił bp Marek Solarczyk.

O strategii duszpasterstwa na płaszczyźnie parafialnej, dekanalnej i diecezjalnej mówił z kolei ks. prof. Wiesław Przygoda, z katedry teologii pastoralnej społecznej KUL. – Żeby zbudować strategię, trzeba poznać kondycję rodziny, która przeżywa swoje problemy. Tylko w ubiegłym roku rozpadło się 65 tys. małżeństw. Wiele par nie chce zawierać ślubu. Mimo tego, nie wolno załamywać rąk. W przypadku niepowodzeń, trzeba zwiększyć wysiłek duszpasterski. Często słyszę od księdza proboszcza „co ja mogę, skoro nie ma w parafii młodzieży”. Ja mówię natomiast, że nawet z jedną osobą młodą można wiele zrobić nie tyle w parafii, ale w dekanacie, czy diecezji. Po modlitwie w kościele, trzeba wyjść do świata, który buduje swoją strategię, strategię szkodzenia Kościołowi. Świeccy katolicy powinni być świadkami w miejscu pracy. Im więcej takich osób, tym więcej możemy razem zrobić dobrych rzeczy w Kościele – mówił ks. prof. Przygoda.

Na koniec głos zabrali księża, którzy pracują wśród młodzieży. Wśród nich: ks. Mariusz Wilk, ks. Michał Michnicki, ks. Krzysztof Dukielski, ks. Grzegorz Łabądź. Ks. Wilk mówił o wydarzeniu, które odbędzie się w czerwcu 2019 roku w Muzeum Wsi Radomskiej. Będzie to Diecezjalny Dzień Młodzieży. W programie m.in. warsztaty, spotkania i koncert, czas na modlitwę i zawieranie nowych znajomości. Podpisano list intencyjny między Muzeum Wsi Radomskiej a duszpasterstwem młodzieży diecezji radomskiej. – To będzie trzydniowe wydarzenie. Plan spotkań zakłada, że będą to imprezy o charakterze kulturalnym i religijnym. Będą warsztaty, czy kurs pierwszej pomocy. W centrum znajdzie się wspaniały koncert, połączony ze świadectwami ludzi, którzy odkryli w swoim życiu Chrystusa – powiedział ks. Mariusz Wilk, diecezjalny duszpasterz młodzieży.

Jutro w ramach Dni Duszpasterskich “Obraz współczesnej młodzieży. Wyzwania duszpasterskie” przedstawi ks. prof. Krzysztof Pawlina a w środę na ten sam temat będzie mówił ks. prof. Paweł Mąkosa.

Warszawa: czy możliwe są cuda w XXI wieku? Katolicka wizja choroby i uzdrowienia (zapowiedź)

Mszom i modlitwom o uzdrowienie, ruchom charyzmatycznym i pentekostalizacji poświęcone będą wykłady otwarte z cyklu “Duchowość dla Warszawy”, organizowane przez Papieski Wydział Teologiczny. Wykłady wygłoszą ks. prof. Andrzej Kobyliński z UKSW oraz ks. prof. Krzysztof Guzowski z KUL. Spotkanie odbędzie się we wtorek 27 listopada.

Papieski Wydział Teologiczny w Warszawie zaprasza na wykłady otwarte w cyklu „Duchowość dla Warszawy”.

Kolejne spotkanie, zatytułowane „Czy możliwe są cuda w XXI wieku?”, dotyczyć będzie katolickiej wizji choroby i uzdrowienia, działań grup charyzmatycznych i Mszy o uzdrowienie. Wykłady wygłoszą: ks. prof. Andrzej Kobyliński (UKSW) oraz ks. prof. Krzysztof Guzowski (KUL).

– Coraz częściej słyszy się o uzdrowieniach mających miejsce podczas Mszy czy modlitewnych spotkań. Wykład ma na celu przyjrzenie się od różnych stron rzeczywistości funkcjonowania i posługi charyzmatycznej w Kościele – mówi s. dr Judyta Pudełko z PWTW, współorganizatorka spotkań.

Ks. prof. Andrzej Kobyliński, filozof i etyk, wykładowca UKSW w Warszawie, zauważa w związku z coraz liczniejszymi spotkaniami grup charyzmatycznych wzrastający problem pentekostalizacji w polskim Kościele, przeniesienie akcentu na emocjonalny charakter religijności i jej subiektywne pojmowanie.

Ks. prof. Krzysztof Guzowski, dyrektor Instytutu Teologii Dogmatycznej na KUL, zwraca natomiast uwagę na szerokie i wielorakie przejawy Ducha Świętego, który działa wszędzie tam, gdzie jest wiara, czynna miłość i zwycięstwo dobra nad złem w ludzkich sercach.

Wykład odbędzie się 27 listopada (wtorek) o godz. 19.00, w Centralnej Bibliotece Rolniczej, ul. Krakowskie Przedmieście 66. Spotkanie poprowadzą ks. prof. Krzysztof Pawlina i s. dr Judyta Pudełko. Wstęp wolny.

Cykl wykładów otwartych „Duchowość dla Warszawy” koncentruje się wokół szeroko rozumianej duchowości współczesnego człowieka. Tematy dotyczą zagadnień wiedzy teologicznej oraz praktycznego wymiaru relacji z Bogiem (modlitwa, drogi duchowości). Część tematów dotyczy zagadnień z psychologii: więzi i komunikacji międzyludzkiej, wychowania do dojrzałości, relacji małżeńskich i rodzinnych. Niektóre wykłady mają też formę poetyckich koncertów okolicznościowych. To spotkania i wykłady, które pomagają mieszkańcom stolicy i okolic odkrywać niezmierzone horyzonty duchowości chrześcijańskiej i własnego serca.

„Serce Łodzi” dla Katolika, Luteranina i Żyda

W niedzielę, 11 listopada 2018 roku, o godz. 19:00, podczas Wieczoru Uwielbienia połączonego z modlitwą ekumeniczną w 100-lecie Niepodległości, w ewangelickim kościele św. Mateusza w Łodzi, przy ul. Piotrkowskiej wręczona została tegoroczna nagroda „Serce Łodzi”.

Członkowie wielowyznaniowej Kapituły na posiedzeniu, które odbyło się 23 października, zdecydowali, by w roku 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, przyznać pośmiertnie nagrodę przedstawicielom łódzkich wspólnot wyznaniowych: katolickiej, ewangelickiej i żydowskiej, którzy w okresie walki o niepodległość i tuż po jej odzyskaniu, zatroszczyli się, by Łódź i jej mieszkańcy w bezpieczny sposób mogli skorzystać z daru wolności.

Każda ze wspólnot wyznaniowych wybrała jednego, charakterystycznego dla ówczesnych czasów przedstawiciela, który jest symbolem zaangażowania na rzecz wolności i poprawy bytu łodzian okresu odzyskania wolności.

Wspólnota łódzkich ewangelików wskazała ks. Rudolfa Gundlacha, proboszcza parafii ewangelicko-augsburskiej Świętej Trójcy w Łodzi, prezesa i działacza licznych organizacji dobroczynnych w Łodzi. Katolicy wskazali ks. prałata Wincentego Tymienieckiego, ówczesnego proboszcza parafii św. Stanisława Kostki w Łodzi, wiceprzewodniczącego Głównego Komitetu Obywatelskiego, zaangażowanego szczególnie w pomoc osobom bezdomnym, zaś wspólnota łódzkich Żydów wskazała Filipa Śmiłowskiego, żołnierza Wojska Polskiego, wielce zasłużonego w walkach o niepodległość Polski, odznaczonego pośmiertnie Virtuti Militari V klasy i Krzyżem Niepodległości.

Zgoda Watykanu na proces beatyfikacyjny ks. Kotlarza

Statuetka Nagrody – miniatura dzwonu Serce Łodzi – wręczona została duchownym stojącym na czele wspólnot wyznaniowych przez członków Kapituły w Święto Odzyskania Niepodległości, a podczas spotkania z koncertem wystąpił zespół muzyczny Exodus 15.

W imieniu zmarłego bpa Włodzimierza Tymienieckiego nagrodę odebrał jego następca – abp Grzegorz Ryś, który dziękując za uhonorowanie swojego poprzednika podkreślił, że proboszcz parafii p.w. św. Stanisława Kostki, późniejszy pierwszy biskup łódzki, na długo przed powstaniem ruchu ekumenicznego działał na tym polu w mieście Łodzi. – To pokazuje, że ksiądz Tymieniecki wyprzedził Kościół katolicki o 50 lat. To oznacza, że jest jednym z protagonistów ekumenizmu po stronie katolickiej. Tak odczytuję to zobowiązanie, że nie możemy się wlec w ogonie ekumenizmu w Polsce, ale mamy mieć odwagę wyznaczać mu pierwsze i nowe ślady. Z taką nadzieją zaniosę tę nagrodę jutro i położę księdzu biskupowi na grobie, nie w poczuciu, że jemu jest to potrzebne, ale mnie ten widok się przyda. – mówił metropolita łódzki.

Nagroda „Serce Łodzi” przyznawana jest w celu uhonorowania osoby fizycznej lub instytucji, która oddaje swoje serce miastu i jego mieszkańcom. Nagrodę przyznaje Kapituła Nagrody złożona z duchownych czterech wyznań: Kościoła rzymskokatolickiego w Łodzi, Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Łodzi, Katedralnej Parafii Prawosławnej p.w. św. Aleksandra Newskiego w Łodzi i Parafii Ewangelicko-Augsburskiej św. Mateusza w Łodzi.

Bp Nitkiewicz: polskość to solidne fundamenty i duma

Polskość to solidne fundamenty i duma z przynależności do wielkiego narodu, ratunek przed bezideowością oraz ogromny potencjał – wskazywał bp Krzysztof Nitkiewicz podczas obchodów 100. rocznicy niepodległości w Ostrowcu Świętokrzyskim.

Eucharystii w intencji ojczyzny przewodniczył bp Krzysztof Nitkiewicz. We wspólnej modlitwie uczestniczyli przedstawiciele parlamentu, władze miasta i powiatu, poczty sztandarowe, uczniowie szkół, harcerze, przedstawiciele służb mundurowych oraz liczni wierni świeccy. Za muzykę podczas liturgii odpowiedzialny był Chór Parafialny „Michael”.

Podczas homilii biskup sandomierski zwrócił uwagę, że takie momenty jak 100. rocznica odzyskania niepodległości wydobywają z kart historii imiona wielkich Polaków oraz córek i synów innych narodów, którzy przez ofiarę krwi, a niejednokrotnie życia oraz geniusz umysłu, przysłużyli się Polsce. Przypomniał, że są wśród nich mężowie stanu, duchowni, uczeni i artyści oraz miliony bezimiennych żołnierzy, ojców i matek, a nawet małych dzieci.

– W tym miejscu pragnę wspomnieć Achillesa Rattiego, późniejszego papieża Piusa XI, który przed stu laty, dokładnie 7 września 1918 r., przybył do Ostrowca Świętokrzyskiego jako wizytator apostolski i w tej kolegiacie odprawił Mszę św. Dla mieszkańców było to już w jakimś sensie ogłoszenie niepodległości Polski, stąd wielka radość i entuzjastyczne przyjęcie dostojnego gościa. Cieszę się, że mogliśmy odsłonić dzisiaj tablicę pamiątkową, którą ufundowała społeczność parafialna. Pielęgnowanie pamięci o przyjaciołach i dobroczyńcach, a takim był dla Polaków Achilles Ratti, jest czymś niezwykle szlachetnym – wskazywał biskup.

Hierarcha podkreślał, że to świętowanie i wspominanie bohaterów stanowi wyraz naszej wdzięczności i ma jednocześnie wymiar edukacyjny, bo w tłumie różnych miałkich i nadętych współczesnych autorytetów, można się łatwo pogubić.

– Dobrze, że tu w parafii poprzedziliście dzisiejszą uroczystość modlitewnym czuwaniem. Chrześcijanin powinien widzieć wszystko w duchu wiary. To właśnie duch ma charakteryzować jego patriotyzm – podkreślał kaznodzieja.

Biskup wyraził radość z tego, że rządzący w kraju coraz lepiej pilnują polskich spraw oraz, że zmieniła się polityka historyczna.

– Pomimo tych pozytywnych przemian, ciągle za mało jest Polski w myśleniu i działaniu niektórych parlamentarzystów, działaczy samorządowych, artystów, dziennikarzy. Szkalowanie kraju na arenie międzynarodowej czy układanie się z zagranicznymi ośrodkami władzy, godzą w dobro wspólne. I nie wiadomo czym by się to wszystko skończyło gdyby nie miliony bezimiennych, „ubogich wdów”, jak przywołana przez Chrystusa w dzisiejszej Ewangelii. Ich patriotyzm, bynajmniej nie na pokaz, wyraża się w codziennej modlitwie, poświęceniu dla innych, w trosce o rodzinę, wnuków i parafię, w pielęgnowaniu patriotycznej pamięci – mówił ordynariusz.

Biskup wskazywał, że wbrew temu, co głoszą niektórzy, przywiązanie do wiary chrześcijańskiej i do polskości nie stanowi w żadnym wypadku ograniczenia, ale największą wartość.

– Wiara pozwala właściwie interpretować wydarzenia i okoliczności. Pomaga żyć z przekonaniem, że wszystko jest w rękach Boga i w Nim pokładać ufność, przyjmować Jego wolę. Polskość to solidne fundamenty i duma z przynależności do wielkiego narodu, ratunek przed bezideowością oraz ogromny potencjał. W jednym i drugim przypadku nasuwa się podobieństwo do wypełnionego miłością rodzinnego domu. W nim przychodzimy na świat, dorastamy, aby go kiedyś opuścić i założyć swój własny. Musi być jednak zawsze jakiś dom – wskazywał ordynariusz.

Zdaniem biskupa, jeśli domu zabraknie, trudno zdobyć się na coś wielkiego, trwałego, trudno kochać. Pozostaje wtedy żywot nomady, wiecznego tułacza, który nie wiąże się z nikim i z niczym.

– Stąd potrzebujemy Kościoła i Polski, lecz jedno i drugie powinno stawać się jeszcze bardziej rodzinnym domem. Każdy z nas ma w tej dziedzinie swoje zaniedbania. Jubileusz odzyskania niepodległości stanowi dobrą okazję, aby odwrócić kartę i zacząć zapisywać kolejną w nowy, piękniejszy sposób – mówił bp Nitkiewicz.

Na stulecie niepodległości odsłonięto tablicę upamiętniającą pobyt wizytatora apostolskiego Achillesa Rattiego w 1918 r. w kościele pw. Świętego Michała Archanioła. Odsłonięcia dokonały stuletnia ostrowczanka pani Stanisława Gryz oraz urodzona w tym roku Hania Rokośny wraz z rodzicami. Tablicę pobłogosławił bp Krzysztof Nitkiewicz.

St. insp. Dariusz Kaszuba ze Związku Strzeleckiego przekazał biskupowi sandomierskiemu „Ogień Niepodległości”, który dotarł do Polski z Kostiuchnówki na Ukrainie, miejsca bitwy Legionów Polskich. Na zakończenie Mszy św. odśpiewano hymn dziękczynny „Ciebie Boga wysławiamy”.

Rusza rejestracja na 25. edycję Międzynarodowego Festiwalu Kolęd i Pastorałek im. ks. K. Szwarlika

Rejestracja Uczestników 25. edycji Międzynarodowego Festiwalu Kolęd i Pastorałek im. ks. K. Szwarlika odbywa przez formularz zgłoszeniowy dostępny na stronie www.mfkip.pl i trwa do 27 listopada. Udział w Festiwalu jest bezpłatny i otwarty dla wszystkich amatorów.

– Przez 25 lat jako organizatorzy udowadniamy, że tradycja wspólnego śpiewania kolęd jest nie tylko żywa, ale i dynamicznie się rozwija. Od początku istnienia Festiwalu udział wzięło w nim kilkaset tysięcy osób zgrupowanych w niemal 30 tysięcy jednostek wykonawczych (solistów, chórów i zespołów). Co roku jesteśmy zaskakiwani poziomem wykonań, ale i świeżością, z jaką interpretowane są tradycyjne kolędy i pastorałki. Wciąż zaskakują nas także nowe kompozycje pokazujące, że cud sprzed dwóch tysięcy lat z Betlejem wciąż inspiruje i daje wiele radości twórcom – mówi ks. Piotr Pilśniak, pomysłodawca i dyrektor Festiwalu.

Rejestracja Uczestników 25. edycji odbywa przez formularz zgłoszeniowy dostępny na stronie www.mfkip.pl i trwa do 27 listopada. Udział w Festiwalu jest bezpłatny i otwarty dla wszystkich amatorów (w tym uczniów i absolwentów szkół muzycznych I stopnia), którzy ukończyli 6 lat i śpiewają solo, w duetach, chórach, zespołach czy scholach.

Przez cały grudzień eliminacje do Festiwalu będą odbywały się w 33 polskich miastach (Będzin, Bielsko-Biała, Częstochowa, Dąbrowa Górnicza, Dębno, Dobrodzień, Gdańsk, Gniezno, Goleniów, Jarosław, Jaworzno, Katowice, Kielce, Kołobrzeg, Kraków, Krasnobród, Lipsko, Lublin, Łambinowice, Łódź, Nowa Sól, Olsztyn, Ostrowiec Świętokrzyski, Piotrków Trybunalski, Racibórz, Radom, Rybnik, Sanok, Tarnowskie Góry, Tuchów, Wadowice, Warszawa i Wrocław) oraz na Litwie, Białorusi i Ukrainie.

Wielki finał z udziałem ponad setki najlepszych wykonawców odbędzie się w Będzinie w dniach 10-12 stycznia 2019 r., a Festiwal zwieńczy odbywający się 13 stycznia 2019 r. o g. 16 Jubileuszowy Koncert Galowy, podsumowujący nie tylko bieżącą edycję, ale minione ćwierć wieku. Całość przesłuchań finałowych i Koncert Galowy będą otwarte dla publiczności i transmitowane na żywo w Internecie.

Partnerem Strategicznym Festiwalu jest Polska Spółka Gazownictwa.

Specjalny pokaz filmu „Dywizjon 303. Prawdziwa historia”

To miał być jednorazowy pokaz. Okazało się jednak, że chętnych jest tylu, że na pewno nie pomieszczą się w sali, w której przewidziano emisję filmu. Producenci wraz z gospodarzami miejsca podjęli decyzję, że jutro wieczorem wyświetlą film po raz kolejny. Tak „Dywizjon 303. Historia prawdziwa” zagościł na Jasnej Górze na dłużej, niż jeden dzień. Specjalny pokaz, odbywający się w niedzielę 11 listopada odbywał się przy udziale twórców filmu. Przed seansem można zobaczyć także mundury użyte w ekranizacji.

„Ten film jest o wolności i trzeba pamiętać, że gdyby nie wiara, to Polska nie byłaby wolnym krajem. Pisząc scenariusz, pamiętałem, że polskim pilotom wszędzie na obczyźnie towarzyszyło hasło: Bóg, Honor, Ojczyzna – właśnie w takiej kolejności” – tłumaczył Jacek Samojłowicz. Producent i scenarzysta filmowy wyznał, że zaprezentowanie filmu na Jasnej Górze było jego marzeniem, z którym podzielił się ze swoim przyjacielem. I okazało się, że takie przedsięwzięcie jest możliwe.

Na jasnogórską emisję przybył także Aleksander Wróbel, wcielający się w rolę Jana Kazimierza Daszewskiego. „Dla mnie udział w tej produkcji, to była piękna przygoda, w trakcie której mogłem poznać wielu wspaniałych ludzi ze świata filmu, ale także ze świata lotnictwa” – tłumaczył Wróbel.

Biskupi w 100. rocznicę niepodległości

Aktor zdradził, że przygotowując się do zdjęć filmowych dwukrotnie odwiedził Londyn: „Wraz z producentem miałem okazję spotkać się z rodziną mojego filmowego bohatera, a to było „przełomowym momentem, bo dostęp do kronik rodzinnych i wcześniej niepublikowanych zdjęć Daszewskiego pomogły mi wykreować tę rolę najlepiej, jak potrafiłem”.

Film „Dywizjon 303. Historia prawdziwa” inspirowany jest książką Arkadego Fiedlera o tym samym tytule. Obraz opowiada nie tylko o spektakularnych akcjach, w których brali udział polscy lotnicy podczas Bitwy o Anglię, ale pokazuje również ich życie prywatne. Polscy piloci, początkowo niedoceniani i wyśmiewani, stali się legendą. W ramach Królewskich Sił Powietrznych Wielkiej Brytanii (RAF) tworzyli oni elitarną jednostkę – Dywizjon 303, który był jednym z najlepszych i najskuteczniejszych jednostek myśliwskich w czasie II wojny światowej. Podczas Bitwy o Anglię zaliczono mu 126 pewnych zestrzeleń – najwięcej spośród dywizjonów myśliwskich, biorących udział w potyczkach.

Opisująca losy Dywizjonu 303 książka Arkadego Fiedlera po raz pierwszy ukazała się w Polsce w 1942 r. Do dziś wyszło jej 30 krajowych wydań oraz liczne zagraniczne tłumaczenia, m.in. w języku: angielskim, francuskim, portugalskim, holenderskim, a nawet języku niemieckim.

Bp Rakoczy w Skoczowie: być człowiekiem sumienia to znaczy ciągle się nawracać

Słowa św. Jan Pawła II o sumieniu przypomniał bp senior Tadeusz Rakoczy, który przewodniczył 11 listopada br. Mszy św. za Ojczyznę w skoczowskim kościele pw. św. ap. Piotra i Pawła. W 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, nieopodal miejsca, gdzie padły słynne słowa, wygłoszone na Kaplicówce 22 maja 1995 roku, hierarcha powtórzył za papieżem Polakiem, że być człowiekiem sumienia oznacza wymagać od siebie i podnosić się z własnych upadków.

Bp Rakoczy przypominając słowa Jana Pawła II z Kaplicówki, wyjaśnił, że bycie człowiekiem sumienia wymaga wysiłku ciągłego nawrócenia i podnoszenia się z własnych upadków. Powtórzył za papieżem, że bycie człowiekiem sumienia oznacza zaangażowania się w budowanie „królestwa Bożego, królestwa prawdy i życia, sprawiedliwości, miłości i pokoju w naszych rodzinach, społecznościach, w których żyjemy, oraz w naszej Ojczyźnie”. Zacytował słowa świętego papieża, tłumaczące, że taka postawa oznacza także troskę o dobro wspólne, nie zamykanie oczu „na biedy i potrzeby bliźnich, w duchu ewangelicznej solidarności”.

„O taką wolność dla Polski i Polaków, w stulecie odzyskania niepodległości prosimy słowami pięknej modlitwy za Ojczyznę ks. Piotra Skargi, oddając się w opiekę Bożą. Módlmy się, aby było jak najlepiej” – dodał bp Rakoczy i zaapelował, aby kształtować swoje życie, zgodnie z wolą Boga Stwórcy i Odkupiciela, z chrześcijańskim powołaniem i godnością dzieci Bożych.

W kazaniu emerytowany przypomniał rolę Kościoła w pracy nad odrodzeniem ducha narodu pozbawionego politycznej wolności. Wspomniał w tym kontekście sylwetkę św. ks. Zygmunta Szczęsny Felińskiego i bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

W Eucharystii z udziałem licznych księży dekanatu skoczowskiego uczestniczyli m.in. przedstawiciele rządu, parlamentu, władz samorządowych i reprezentanci różnych instytucji i organizacji. Nie zabrakło duchownych i przedstawicieli lokalnego Kościoła ewangelicko-augsburskiego.

Zgoda Watykanu na proces beatyfikacyjny ks. Kotlarza

Stolica Apostolska wyraziła zgodę na rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego ks. Romana Kotlarza – niezłomnego kapłana i męczennika czasów komunizmu. Poinformował o tjknym Biskup Radomski Henryk Tomasik. Postulatorem procesu na szczeblu diecezjalnym będzie ks. Edward Poniewierski, Kanclerz Kurii Biskupiej w Radomiu. Pierwszą sesję procesu zaplanowano na 1 grudnia w radomskiej katedrze.

– Dekret Kongregacji ds. Świętych stwierdza, że Stolica Apostolska nie widzi żadnych przeszkód, by rozpocząć sprawę beatyfikacji i ewentualnego wyjaśnienia męczeństwa sługi Bożego ks. Romana Kotlarza. Mamy pozytywną odpowiedź Kongregacji. A więc możemy rozpocząć proces beatyfikacyjny – poinformował biskup Tomasik na antenie Radia Plus Radom.

Pierwsza sesja procesu beatyfikacyjnego odbędzie się 1 grudnia w radomskiej katedrze. Wówczas zostanie zaprzysiężony tzw. Trybunał Beatyfikacyjny. W ramach czynności przedprocesowych ks. Edward Poniewierski zostanie mianowany postulatorem sprawy. Następnie zostanie wybrana Komisja Historyczna. W jej skład wejdą: ks. dr Szczepan Kowalik, ks. dr Rafał Piekarski i dr Arkadiusz Kutkowski z Instytutu Pamięci Narodowej. Kolejnym aktem będzie powołanie Teologów Cenzorów. Tutaj nie podaje się do publicznej wiadomości ich nazwisk. – Chodzi o to, by spokojnie mogli przeprowadzić kwerendę i pokazać osobowość, ale także heroiczność cnót i ofiarę życia ks. Kotlarza – wyjaśnił biskup Henryk Tomasik. Dodał, że ks. Romanowi Kotlarzowi przysługuje już tytuł Sługi Bożego.

Mirosław Baka zagra postać ks. Romana Kotlarza w filmie „Klecha”

Bp Tomasik zwrócił uwagę, że Stolica Apostolska „w pewnym sensie ukierunkowała proces beatyfikacyjny”. – Zwykle w procesach są dwa kierunki, czyli udowodnienie heroiczności cnót i wykazanie męczeństwa, które zaistniało na skutek działania osoby bądź grupy podejmującej walkę z nienawiści do wiary. W dokumencie Stolicy Apostolskiej jest mowa o tym, że ks. Kotlarz, który został zabity w 1976 roku jest ofiarą działania takiej grupy. W pewnym sensie ten dokument już wskazuje kierunek procesu. Tutaj ogromną rolę odegrają członkowie Komisji Historycznej – powiedział ksiądz biskup Tomasik.

Miesiąc temu ekipa filmowy “Klechy” odtworzyła przebieg robotniczego protestu z czerwca 1976 roku i scenę błogosławienia robotników przez ks. Romana Kotlarza. Reżyser filmu Jacek Gwizdała powiedział, że była to kluczowa scena obrazu. – Ten moment przyczynił się do tego, że ksiądz Roman Kotlarz został zabity. Jak to to się stało i dlaczego, dowiemy się z filmu. Ta scena spowodowała, że księdzem Romanem zajęła się „elita” Samodzielnej Grupy „D” Departamentu IV MSW, która została powołana do walki z Kościołem – powiedział Jacek Gwizdała.

Ks. Roman Kotlarz jest jednym z bohaterów protestu robotniczego w czerwcu 1976 roku. Do dziś pozostaje w pamięci wielu osób symbolem walki robotników o wolność i godność ludzkiego życia. Od wielu lat wierni modlą się o jego rychłą beatyfikację.

Ks. Roman Kotlarz (1928-1976) 25 czerwca 1976 r. znalazł się – jak sam pisał – “świadomie i dobrowolnie” w ogromnej rzeszy strajkujących z Zakładów Metalowych Waltera w Radomiu. Następnie ze schodów kościoła Świętej Trójcy błogosławił protestujących robotników w czasie manifestacji.

Po wydarzeniach Czerwca ’76 ks. Kotlarz modlił się w parafii w Pelagowie wraz z wiernymi w intencji pobitych, aresztowanych i usuwanych z pracy robotników. W kazaniach domagał się szacunku dla człowieka i jego pracy, piętnował kłamstwo i brak sprawiedliwości w PRL. Wzywany na przesłuchania, przechodził “ścieżki zdrowia”, kilkakrotnie w okrutny sposób został pobity do nieprzytomności przez “nieznanych sprawców”.

15 sierpnia 1976 r. ks. Kotlarz odprawiał w parafii w Pelagowie Mszę św. za pobitych robotników. W jej trakcie zasłabł. Po trzydniowym pobycie w szpitalu zmarł 18 sierpnia. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną zgonu była niewydolność mięśnia sercowego. Mimo wielu świadectw o znęcaniu się nad księdzem, lekarze nie stwierdzili obrażeń mogących powstać po pobiciu.

W 1981 r. po licznych protestach wiernych, władze wszczęły śledztwo w sprawie śmierci kapłana, które po kilku miesiącach dochodzenia zakończyło się umorzeniem.

W 1990 r. prokuratura wojewódzka w Radomiu wznowiła śledztwo, ale i ono zostało umorzone, chociaż prokuratorzy przesłuchali prawie wszystkich funkcjonariuszy SB zajmujących się w Radomiu zwalczaniem Kościoła katolickiego.

Ks. Roman Kotlarz został pośmiertnie odznaczony przez Prezydenta RP jednym z najwyższych polskich odznaczeń, Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce.

Warszawa: Ryngraf dla Stanisława Michnowskiego – rówieśnika Polski niepodległej: żołnierza, naukowca i Sodalisa

Symboliczny ryngraf od władz państwowych, jako dowód wdzięczności i uznania za niezwykłe życie, otrzymał 11 listopada stuletni kpt. Stanisław Michnowski, dzielny żołnierz, wybitny naukowiec, Sodalis Marianus. Dzień wcześniej jubilat otrzymał medal „Za zasługi dla Archidiecezji Warszawskiej” oraz został uhonorowany odznaczeniem „Pro Bono Poloniae”.

Stanisław Michnowski urodził się dokładnie 100 lat temu, jest rówieśnikiem Niepodległej Polski. Jego życie wypełniła walka o wolność Ojczyzny, praca naukowa i aktywna działalność w Sodalicji Mariańskiej, której struktury reaktywował po II wojnie światowej. Jego jubileusz stulecia urodzin zgromadził 11 listopada wieczorem w katedrze warszawsko-praskiej św. Floriana kilkuset gości.

Zasługi Stanisława Michnowskiego wspominano podczas uroczystej Mszy św. w stulecie odzyskania niepodległości, której przewodniczył ordynariusz warszawsko-praski bp Romuald Kamiński. Obchody Jubilata były kontynuowane następnie w podziemiach katedry św. Floriana. Obecne były m.in. córki Stanisława Michnowskiego i jego wnuk.

Przedstawicielka Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, w imieniu min. Jana Józefa Kasprzyka, ale także Ministra Obrony Narodowej Mariusza Błaszczaka, wręczyła Stanisławowi Michnowskiemu symboliczny ryngraf, jako dowód wdzięczności i uznania za niezwykłe życie.

Głos zabrała dr Anna Odzimek z Instytutu Geofizyki PAN, która przypomniała karierę naukową Jubilata, wybitnego specjalisty w zakresie m.in. elektryczności atmosfery.

Na spotkaniu nie zbrakło sodalisek i sodalisów. Serdeczne życzenia p. Stanisławowi składał o. Emilio de Cardenas, asystent kościelny Federacji Sodalicji Mariańskich w Polsce. Grzegorz Baran, prezes Federacji przedstawił zaangażowanie Michnowskiego w życie sodalicyjne. Przypomniał, że Jubilat do Sodalicji Mariańskiej Akademików wstąpił w Warszawie w 1937 r., będąc studentem Politechniki Warszawskiej. Ówczesna sodalicja akademicka była bardzo prężną wspólnotą ludzi dążących do świętości pod opieką Maryi. Z niej wyszło wiele wybitnych osobowości, przyszłe elity państwa. Do dziś p. Stanisław aktywnie włącza się w pracę sodalicyjną i szczególnie dba, aby młode pokolenie wzrastało w duchu wiary.

– Ponieważ Stanisław Michnowski był od zawsze człowiekiem głęboko religijnym, zaangażowanym w życie Kościoła, z tego tytułu spotykały go represje, czyniono mu trudności w prowadzeniu pracy naukowej – mówił Baran.

Stanisław Michnowski na zakończenie ptzyznał, że “wszystko co zrobił jest zasługą Boga”. – Bardzo dużo też zawdzięczam rodzicom, a zwłaszcza mamie. Całemu pokoleniu moich rodziców należy się uznanie i wdzięczność, bo niepodległość Polski była odzyskana dzięki ich wysiłkowi. Jestem wdzięczny Bogu, że jestem dzieckiem tego pokolenia i starałem się ich ducha przekazać innym. Życzę nowemu pokoleniu Polaków, żeby osiągnęło to, co nam się nie udało, pomimo naszych starań – mówił Michnowski.

Spotkanie zakończył koncert kwartetu smyczkowego, śpiew pieśni patriotycznych i poczęstunek.

Subskrybuje zawartość