Informacje Katolickiej Agencji Informacyjnej

Subskrybuje zawartość
Portal Katolickiej Agencji Informacyjnej
Zaktualizowano: 20 sek. temu

Pułtusk: XXI Dni Patrona św. Mateusza

0 sek temu
Msza św. w bazylice pułtuskiej w intencji mieszkańców miasta i okolic, była najważniejszym punktem kilkudniowych obchodów XXI Dni Patrona Pułtuska św. Mateusza. – Owocem chrześcijańskiego świadectwa powinien być pokój i zgoda – powiedział w homilii biskup płocki Piotr Libera.

Zdaniem duchownego miasto Pułtusk mocno wpisało się w historię ojczyzny, jest swoistym świadkiem polskich, bardzo trudnych i bolesnych dziejów. Dni Patrona św. Mateusza, to doskonała okazja, aby sobie o tym przypomnieć, raz jeszcze odkryć w mieście autentycznego świadka polskiej historii, także tych najtrudniejszych jej momentów.

Dodał, że obecnie Polska i Pułtusk to kraj i miasto wolnych i dumnych ludzi. Kraj i miasto ludzi, którzy mogą wybierać drogi, po których idą, mogą decydować o swoim własnym losie.

Biskup przypomniał też postać Mateusza, celnika z dalekiej Palestyny, który spotkał Jezusa Chrystusa i stał się świadkiem Jego ziemskiego życia: Jego słów, czynów, Śmierci i Zmartwychwstania.

– Choć Mateusz miał poukładane i wygodne życie, to na słowo Mistrza z Nazaretu zostawił swoją „komorę celną”: swoje miejsce pracy, dom, przyjaciół i poszedł za Tym, w którym dostrzegł coś niezwykłego – za Jezusem. Widział wielkie dzieła, jakich dokonywał Boski Nauczyciel, wsłuchiwał się w Jego słowa, doświadczał Jego miłości. A później swoje niezwykłe doświadczenie wyraził w słowach spisanej przez siebie Ewangelii. Był świadkiem Bożej prawdy – podkreślił hierarcha.

Powiedział też, że przed wiernymi stoi wielkie wyzwanie: jest nim świadectwo, do którego są wezwani Polacy, mieszkańcy mazowieckiej ziemi, ale jednocześnie świadectwo, do którego wzywa chrześcijaństwo, wiara, przynależność do grona Jezusowych uczniów.

Takie właśnie świadectwo: umiłowania Ojczyzny i umiłowania Boga dawał swoim życiem św. Stanisław Kostka, którego 450. rocznica narodzin dla nieba jest właśnie przeżywana. Młody Polak, syn mazowieckiej ziemi, swoim krótkim, lecz szlachetnym życiem rozsławił Ojczyznę i zdobywał dla Jezusa ludzkie serca. Świadectwo Stanisława Kostki wyraziło się w dobrym, pobożnym i mądrym życiu.

Pasterz Kościoła płockiego zachęcił też pułtuszczan, aby owocem świadectwa był pokój i zgoda, wprowadzane ich do domów, rodzin, szkół i miejsc pracy, bo tego i Polakom, i chrześcijanom najbardziej dzisiaj potrzeba.

W Mszy św. uczestniczył ks. prał. Wiesław Kosek, proboszcz parafii św. Mateusza i dziekan pułtuski, kanonicy Kapituły Kolegiackiej Pułtuskiej, przedstawiciele władz państwowych, oświatowych, miejskich i samorządowych z p.o. burmistrza Dorotą Subdą oraz jej zastępcą Andrzejem Popowiczem.

Program XXI Dni Patrona Pułtuska św. Mateusza (20-24 września) był bogaty w różne wydarzenia. Odbył się m.in. „Wyścig po historię”, czyli konkurs wiedzy o historii Pułtuska, połączony z marszobiegiem i konkurencjami sprawnościowymi, z udziałem 9 drużyn szkolnych. W tegorocznych zmaganiach w kategorii klas gimnazjalnych zwyciężyła drużyna z Publicznego Gimnazjum nr 2 im. Jana Pawła II w Pułtusku, natomiast w kategorii uczniów szkół podstawowych drużyna z Publicznej Szkoły Podstawowej nr 1 im. Klaudyny Potockiej w Pułtusku.

Tłumy mieszkańców miasta i okolic przyszły na koncert Anny Wyszkoni. Poza tym, na miejskiej scenie można było zobaczyć koncert afrykańskiej grupy Jambo Africa. A lokalnych muzyków reprezentowała Miejska Młodzieżowa Orkiestra Dęta Ochotniczej Straży Pożarnej.

Organizatorzy tegorocznych Dni Patrona Miasta nie zapomnieli też o najmłodszych mieszkańcach. Specjalnie dla nich na scenie, zaprezentowano spektakl pt. „Miś Podróżnik”. Zagrała dla nich także Arka Noego.

Kęty: Ponad 19 litrów krwi oddano podczas parafialnej akcji

0 sek temu
Podczas niedzielnej akcji honorowych krwiodawców przy parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Kętach zebrano 23 września ponad 19 litrów krwi. Drogocenny dar złożyło 43 krwiodawców. Z przyczyn medycznych 8 osób, gotowych oddać krew, musiało z tego zrezygnować.

Była to kolejna w tym roku akcja parafialnego klubu HDK, jednego z najprężniej działających w Polsce. Parafialny klub honorowego krwiodawstwa w Kętach działa od około 20 lat. Inicjatorem powstania klubu był ówczesny proboszcz parafii ks. Jerzy Leśko.

W 2000 roku klub wsławił się akcją, podczas której 518 osób oddało 233 litry krwi. Była to największa tego typu akcja w Europie.

Klinikom i szpitalom polskim potrzeba dziennie blisko 1,5 tys. litrów krwi. Rocznie zbiera się jej ok. 600 tys. litrów.Dawcą krwi może zostać każda zdrowa osoba w wieku od 18 do 65 lat. W Polsce jest ponad 400 tys. honorowych dawców.

Abp Ryś: „Bóg też zna się na sporcie”- nowe boiska u Salezjanów

0 sek temu
Bóg zna się na sporcie – mówił abp Grzegorz Ryś podczas uroczystego otwarcia kompleksu sportowego, który powstał przy Zespole Szkół Salezjańskich przy ul. Wodnej 34 w Łodzi. Skorzysta z niego ponad 800 uczniów.

„Boisko martwe – diabeł żywy, boisko żywe – diabeł martwy”- tymi słowami św. Jana Bosko, ks. Julian Dzierżak, dyrektor Zespołu Szkół Salezjańskich, otworzył uroczystość poświęcenia nowych boisk na terenie placówki w Łodzi.

– Te słowa, które wspomniałem, to była jedna z najważniejszych dewiz jego życia i jego systemu wychowawczego- mówił o patronie Szkół Salezjańskich ks. Dzierżak. W salezjańskiej pedagogice sport odgrywa kluczową rolę w formacji dorastającego człowieka. Jest tak samo ważny ja muzyka, teatr czy nauka różnych dyscyplin. Chcemy, żeby te boiska rzeczywiści były żywe, a w konsekwencji, by diabeł był od nas daleko.

W słowie skierowanym do licznie zgromadzonych dzieci i młodzieży ksiądz arcybiskup Grzegorz Ryś powiedział, że ksiądz Bosko znał się na sporcie, bo Bóg też zna się na sporcie. – Pan Bóg zna się co najmniej na dwóch dyscyplinach sportowych. Pierwsza z nich to zapasy. W Księdze Rodzaju Pan Bóg się zmaga w zapasach z Jakubem. To jest bardzo ciekawa scena z Pisma Świętego, bo obaj wygrywają. I to jest taka pierwsza uwaga na temat sportu. W sporcie każdy wygrywa. W sporcie nie ma przegranych. Jakub po tej walce stał się innym człowiekiem. Bo człowiek w trakcie zmagań sportowych przemienia się- staniecie się innymi ludźmi poprzez sport- powiedział do młodych abp Ryś.

– Drugi sport na którym się Pan Bóg zna to bieganie – mówił dalej metropolita łódzki. – Bardzo często św. Paweł pisze o biegach. Mówi, że każdy w biegach dostaje nagrodę pod warunkiem, że biegł czysto. Każdy, kto w sporcie gra fair dostaje nagrodę. A jak ktoś nie grał fair, to nawet jak wygrał, to przegrał – dodał.

Arcybiskup Grzegorz Ryś poświęcił nowy salezjański kompleks sportowy, a potem wraz z przedstawicielami rządu oraz osobami zaangażowanymi w tworzenie obiektu dokonał jego uroczystego otwarcia.

Nowy kompleks sportowy powstał przy Zespole Szkół Salezjańskich przy ul. Wodnej 34. Od tej pory ponad 800 uczniów podstawówki, gimnazjum i liceum oraz podopiecznym parafialnej świetlicy środowiskowej będzie mogło korzystać z piłkarskiego boiska ze sztuczną trawiastą nawierzchnią i oświetleniem, tartanową bieżnią oraz boiskami do koszykówki, piłki ręcznej, siatkówki i badmintona.

Dziś papież Franciszek odwiedzi Łotwę

4 godziny 3 min. temu
Dziś Franciszek odwiedzi Łotwę. W ramach drugiego etapu podróży do Krajów Bałtyckich papież odwiedzi stolicę kraju, Rygę i narodowe sanktuarium maryjne w Agłonie.

Papież przyleci z Wilna do Rygi 24 września rano o godz. 8.20 (7.20 czasu polskiego). Odwiedzi prezydenta Raimondsa Vējonisa w jego pałacu, spotka się z ok. 500 osobami przedstawicielami władz, społeczeństwa obywatelskiego i korpusu dyplomatycznego. Potem, tak jak wszystkie głowy państw, złoży kwiaty przed Pomnikiem Wolności położonym w samym centrum miasta. Tam też przewidziane jest krótkie spotkanie z ok. 200 osobową grupą przedstawicieli młodzieży, m. in. gimnazjum katolickiego i rodzin z reprezentacją Spotkań Małżeńskich.

Stamtąd papież przez ryskie stare miasto przejedzie do gotyckiej katedry Kościoła luterańskiego, gdzie o godz. 11.50 (10.50 czasu polskiego) weźmie udział w modlitewnym spotkaniu ekumenicznym z udziałem ok. ponad tysiąca osób. Tam powita go luterański arcybiskup Rygi Jānis Vanags. Będą przedstawiciele wszystkich wyznań i religii.

Franciszek w krajach bałtyckich [SERWIS SPECJALNY]

Potem Franciszek odwiedzi katolicką katedrę św. Jakuba, gdzie będzie miało miejsce spotkanie z ok. 300 osobami w podeszłym wieku. Będą wśród nich osoby, które w sile wieku witały przed 25 laty św. Jana Pawła II a także ci, dzięki którym Kościół katolicki przetrwał 50 lat komunistycznych prześladowań. Wśród zaproszonych będą też przedstawiciele instytucji opiekujące się starszymi oraz dzieł charytatywnych.

Po spotkaniu w Archidiecezjalnym Domu Świętej Rodziny papież zje obiad z łotewskimi biskupami, czterema czynnymi i czterema seniorami, wśród których będzie 87-letni kard. Jānis Pujats.

Z Rygi Franciszek helikopterem uda się do sanktuarium maryjnego w Agłonie, gdzie o godz. 16.30 (15.30 czasu polskiego) odprawi Mszę św. na której spodziewanych jest ok. 300 tys. osób a wśród nich najwyżsi rangą przedstawiciele władz. Eucharystię poprzedzi kilkugodzinny Festiwal Wiary ze śpiewem i modlitwami.

W Agłonie zakończy się łotewski etap papieskiej wizyty do krajów bałtyckich. Stamtąd Franciszek odleci helikopterem do Wilna. Dzień papieskiej wizyty będzie na Łotwie dniem wolnym od pracy. Agłona nazywana “łotewską Częstochową” jest duchowym sercem Łotwy. Każdego roku na uroczystość Wniebowzięcia NMP 15 sierpnia przyjeżdża tam ok. 100 tys. pielgrzymów. Od czasu upadku komunizmu jest ona transmitowana przez publiczne media. Co roku uczestniczy w niej prezydent, premier i marszałek Sejmu, nawet gdy nie są katolikami.

Na niespełna 2 mln mieszkańców kraju ponad 1 mln 440 tys. to osoby deklarujące się jako wierzący, przy czym prawie połowa z nich to luteranie, następnie prawosławni i katolicy. Według najnowszych danych społeczność luterańska liczy ponad 700 tys. Znacznie spadła natomiast liczba katolików: z ponad 415 tys. w 2015 r. do 337 tys. Na drugie miejsce wyszli pod tym względem prawosławni, których jest ok. 370 tys. Inne wyznania to: staroobrzędowcy, baptyści, zielonoświątkowcy, ewangeliczni chrześcijanie, Adwentyści Dnia Siódmego i Świadkowie Jehowy.

Zakończył się XI Zjazd Gnieźnieński

ndz., 23/09/2018 - 22:39
Apelem do Europejczyków o pielęgnowanie chrześcijańskiej postawy przebaczenia, miłosierdzia i poświęcenia zakończył się XI Zjazd Gnieźnieński. Międzynarodowe spotkanie z udziałem duchownych różnych wyznań, przedstawicieli władz, ludzi nauki i kultury z 13 krajów odbywało się od piątku pod hasłem „Europa ludzi wolnych. Inspirująca moc chrześcijaństwa”. Gościem spotkania był prezydent Andrzej Duda. Zjazd zorganizowało 14 organizacji i stowarzyszeń katolickich i ekumenicznych.

„Europa ludzi wolnych jest Europą ludzi zdolnych do przekraczania dzielących nas barier, do pokonywania nieufności, ludzi wezwanych w imię wolności do budowania a nie niszczenia” – powiedział Prymas Polski abp Wojciech Polak, otwierając wydarzenie. Przewodniczący Zjazdu zachęcał też, by powracać do źródła wolności, które bije w człowieku stworzonym na obraz i podobieństwo Boga.

Z kolei bp Jerzy Samiec, zwierzchnik Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP zauważał: „Gdy myślimy o Europie i o wolności to powinniśmy też pamiętać o tych najsłabszych. O tych, którzy pukają do jej drzwi szukając ratunku czy lepszego życia”.

Natomiast prezydent Andrzej Duda stwierdził, że „aby zdać egzamin z wolności nie wystarczy z niej tylko korzystać, trzeba to robić w sposób, który będzie służył dobru wspólnemu, zbliżał i łączył, a nie dzielił”. Wskazywał, że „pluralizm i wolność słowa nie muszą i nie powinny prowadzić do trwałych podziałów społecznych czy wzajemnej wrogości. Społeczeństwo obywatelskie to pluralizm i dobro wspólne”.

Zgodnie z tradycją prezydent RP spotkał się z obecnymi na Zjeździe przedstawicielami Kościołów zrzeszonych w Polskiej Radzie Ekumenicznej oraz Kościoła katolickiego. „Spotkanie miało bardzo otwarty i przyjacielski charakter” – poinformował KAI bp Jerzy Samiec.

Wiara, nadzieja i miłość – recepta dla Europy

Jeżeli Ewangelia, wiara chrześcijańska i chrześcijaństwo pozostaną źródłami nadziei dla Europy, to nasz kontynent, czerpiąc z nich, będzie mógł budować dobrą przyszłość wraz z całą wspólnotą międzynarodową – mówił na Zjeździe abp Ludwig Schick, metropolita Bambergu. Współprzewodniczący Polsko-Niemieckiej Grupy Kontaktowej Biskupów mówił o potrzebie otwartości Europy na wszystkich potrzebujących, w tym uchodźców, popierając zdecydowanie ideę „korytarzy humanitarnych”, wysuniętych przez polski Episkopat.

Wśród najbardziej charakterystycznych cech chrześcijaństwa, gość z Niemiec wymienił: poszanowanie dla godności osoby ludzkiej oraz miłość bliźniego, dążenie do pojednania i pokoju oraz odpowiedzialność za sprawy świata. Walkę o lepszy świat „winniśmy prowadzić w duchu chrześcijańskiego realizmu, pozostając krytyczni wobec wszelkich form utopii” – wskazywał.

Abp Schick zdecydowanie polemizował z poglądem, jakoby w obliczu fali uchodźców i migrantów oraz rosnącej liczby muzułmanów na naszym kontynencie, chrześcijanie winni „bronić chrześcijańskiego Zachodu”, także przez ograniczanie praw człowieka, a zasadę solidarności stosować wyłącznie wobec swoich.

Wśród innych niebezpieczeństw, a zarazem wyzwań dla Europy, abp Schick wymienił skrajny indywidualizm i konsumpcjonizm oraz traktowanie religii wyłącznie jako tradycji, a nie siły inspirującej także i dziś.

Powrót Europy do pogaństwa

– Dzisiejsza Europa w istocie, a nawet bezwiednie, powraca do dawnego pogaństwa – stwierdziła prof. Chantal Delsol w referacie, jaki – wobec niemożności osobistego przybycia filozofki – odczytano podczas spotkania. Autorka wykazała, że charakteryzujący XXI wiek niepohamowany rozwój indywidualnie pojmowanej wolności, cofa nas ku sposobom traktowania człowieka w epoce pogańskiej.

Paradoksalnie w historii Europy, w epoce nowożytnej – wykazywała francuska filozof – pojęcie „osoby” zastąpione zostało pojęciem „jednostki”. A jednostka to zupełnie co innego niż osoba. Jednostka bowiem kieruje się wyłącznie indywidualną wolnością, bez poczucia zobowiązań wobec innych osób czy wspólnot. A to prowadzi do tego – jak powiedziała, że „jednostka, lekkomyślna i dziecinna, wpada w sam środek dawnych, instytucjonalnych form despotyzmu, współczesnego totalitaryzmu i wszechwiedzącego państwa”.

Zdaniem prof. Delsol, antropologia stawiająca w centrum pojęcie jednostki jest w gruncie rzeczy bardzo daleka od antropologii chrześcijańskiej, mimo że wywodzi się z tego samego pnia. Jest to „utopia, będąca dziełem współczesnego Zachodu”, która nie ma przyszłości.

Aborcja czy eutanazja, które są wypisane dziś na sztandarach jako szczyt indywidualnej wolności, są powrotem do powszechnych praktyk stosowanych w społeczeństwach pogańskich, a zastopowanych dopiero przez chrześcijaństwo. „Powróciliśmy zatem do starożytnego pogaństwa, do pogaństwa widocznego w innych kulturach” – zakończyła Delsol.

Pamięć o przesłaniu Jana Pawła II

Europejczycy powinni wznieść serca i umysły ku wartościom, na które wskazywał Jan Paweł II – mówił prof. Rocco Buttiglione. Włoski filozof i były polityk ocenił, że jedyną drogą wiodącą do ponownego rozkwitu Europy jest połączenie humanizmu świeckiego i chrześcijańskiego.

„Muzyką wolności jest Słowo Boże, które stało się ciałem i stało się częścią naszej historii. Poprzez wielkich świętych, którzy ewangelizowali Europę, Słowo to weszło w życie naszych narodów, w proces tworzenia samoświadomości” – powiedział Buttiglione. Jego zdaniem byłoby trudne, a być może w ogóle niemożliwe, aby Europa kontynuowała swój taniec wolności, o ile muzyka ta nie zabrzmi ponownie w sercach i duszach naszych narodów.

Znawca myśli Karola Wojtyły zwrócił też uwagę, by właściwie rozumieć proces integracji Europy. Nie jest bowiem tak, że kraje Zachodu w jakiś sposób „dopuszczają” do integracji z krajami byłego bloku komunistycznego. Jednoczenie Europy należy rozumieć raczej jako wymianę darów. „Zachód pomaga nowym krajom unijnym zbudować solidną gospodarkę rynkową, natomiast Wschód ofiaruje fundamentalne wartości chrześcijańskie na nowo odkryte dzięki walce ‘za waszą wolność i naszą’” – podkreślił Rocco Buttiglione.

Nauczyciele polskiej wolności

Kard. Stefan Wyszyński był wodzem i narodowym mężem stanu, kard. Karol Wojtyła zaś z uroczego biskupa krakowskiego przeistoczył się w autorytet intelektualistów i międzynarodowego męża stanu – mówili uczestnicy dyskusji panelowej “Nauczyciele polskiej wolności: kard. Stefan Wyszyński i Karol Wojtyła-św. Jan Paweł II”.

Zdaniem Massimiliano Signifrediego, odpowiedzialnego w Polsce za Wspólnotę Sant`Egidio, historie obydwu postaci są nie tylko interesująca i inspirująca dla historyków, ale też jest przykładem dla współczesnych. – My wszyscy, Europejczycy, wiele zawdzięczamy tym wielkim osobowościom XX wieku, które były ludźmi wolnymi – powiedział.

Wedle Bohdana Cywińskiego różnice między Wojtyłą a Wyszyńskim jak najbardziej istniały i nie trzeba tego ukrywać. Począwszy od różnicy generacyjnej (Wojtyła był 19 lat młodszy od Wyszyńskiego), aż po inną formację intelektualną. Wojtyła filozofem i teologiem. Wyszyński natomiast ukończył wprawdzie studia teologiczno-filozoficzne, ale też posiadł dużą wiedzę socjologiczną. – Wyjątkowo dobrze czuł społeczeństwo, widział jak bardzo jest zróżnicowane – mówił panelista.

Zjazd Gnieźnieński [SERWIS SPECJALNY]

Kard. Wyszyńskiego nazwał wodzem, zaś kard. Wojtyła był “najpierw tylko uroczym młodym biskupem krakowskim”. Później stał się autorytetem dla tych, którzy mieli wymagania intelektualne wobec współczesnej kultury. Wybór na papieża w 1978 był momentem przełomowym. – Wtedy nas uderzyło, z jak wielkim mieliśmy dotąd i mamy do tej pory do czynienia – powiedział prof. Cywiński. Wtedy dopiero papież Polak zyskał w oczach polskiego społeczeństwa “format wielkiego nauczyciela”.

Ojciec Maciej Zięba OP stwierdził, że obydwaj – Wyszyński i Wojtyła – dorastali w warunkach zniewolenia z epizodem wolności, ale o tej wolności mówili inaczej. Przyszły papież mocniej akcentował kwestię wolności jako źródło przyrodzonej ludzkiej godności, czynił to jako filozof i intelektualista.

Kard. Wyszyński akcentował z kolei moralne znaczenie bycia wolnym, co uwidoczniło się w słynnym “Non possumus” wobec władz komunistycznych. Prymasa Tysiąclecia nazwał narodowym mężem stanu, a św. Jana Pawła II – międzynarodowym mężem stanu.

Historyk dr hab. Paweł Skibiński stwierdził, Wyszyński i Wojtyła byli ludźmi, którzy mając różne doświadczenia życiowe i wrażliwości oraz wywodząc się z różnych pokoleń, mówili jednak spójnie. – Obaj byli wolni, mimo że żyli długo w systemie zniewolenia. Nie ma takiego momentu w życiu Wojtyły i Wyszyńskiego, które pozwoliłyby nam powiedzieć, że ich zachowania są pozbawione wolności – stwierdził Skibiński.

Polska w Europie

Sugestie, jakoby Polska zmierzała opuścić Unię Europejską są kompletnie bezpodstawne – zapewniał podczas Zjazdu sekretarz stanu w MSZ min. Konrad Szymański. Uczestnicy spotkania, w tym byli premierzy rządu: Hanna Suchocka i Jerzy Buzek ocenili jednak, że postępowanie polskich władz daje podstawy do niepokoju, co do przyszłości Polski w Unii.

Podczas panelu: „Ojczyzna europejska. Rola Polski w Europie” Jerzy Buzek ocenił, że jednym z najtrudniejszych wyzwań dla Unii jest zapewnienie wszystkim państwom takiego sposobu współdziałania, aby żadne z nich nie czuło się zmarginalizowane. Ważnym zadaniem jest także zapewnienie każdemu krajowi możliwości zachowania swojej tożsamości.

Minister Szymański w Gnieźnie: Polska nie wystąpi z UE

Była premier Hanna Suchocka zwracała uwagę, że pracom na rzecz integracji naszego kraju z UE towarzyszyło ogromne pragnienie powrotu Polski do państw respektujących wartości europejskie, takie jak wolność jednostki i państwo prawa.

Minister Szymański wskazywał, że „nasz los, nasze interesy, nasze wartości – nie zawsze są wspólne” z interesami Unii oraz, że problem jedności Unii nie jest tylko problemem Polski – to kwestia dotycząca każdego kraju europejskiego jak i wspólnoty jako całości. „Każdy kraj musi wiedzieć, że sposób prowadzenia polityki może spowodować naddatek lub upływ jedności” – stwierdził.

Polityk stanowczo też odrzucił pojawiające się w Polsce oskarżenia o to, że obecny rząd chce opuścić Unię.

Jerzy Buzek ripostował jednak, że takie obawy podsycają same władze. Były szef Parlamentu Europejskiego przytoczył niedawne słowa prezydenta RP, który nazwał Unię ”jakąś wyimaginowaną wspólnotą, z której dla nas niewiele wynika”. Buzek podkreślał, że Polska nie jest posądzana o rozbijanie jedności lecz o odstępstwo od europejskich zasad.

Patriotyzm a egoizm narodowy

Czym jest patriotyzm? Co stanowi o jego sile, a co jest dziś największym zagrożeniem? Czy miłość Ojczyzny wyklucza otwartość na innych i czy istnieje kanon polskiego patrioty? W dyskusji na ten temat uczestniczyli: b. marszałek Sejmu Marek Jurek, prof. Paweł Śpiewak, politolog prof. Waldemar Łazuga, Michał Drozdek – filozof społeczny i publicysta oraz etyk ks. prof. Alfred Wierzbicki.

„Patriotyzm pojmujemy najczęściej w kategoriach emocjonalnych i definiujemy jako miłość, tymczasem można na niego spojrzeć ze strony innej kategorii moralnej – sprawiedliwości. Sytuowałbym patriotyzm na polu sprawiedliwości społecznej, a mniej na polu miłości i emocjonalności” – mówił ks. prof. Alfred Wierzbicki.

Według prof. Pawła Śpiewaka patriotyzm to przede wszystkim lojalność i zobowiązanie.

Na ładunek emocjonalny w pojmowaniu, definiowaniu i deklarowaniu patriotyzmu zwrócili uwagę także Marek Drozdek i prof. Waldemar Łazuga, który przyznał, że każdy z nas jest patriotą na kilka sposobów w różnych okresach życia. Osobiście – jak dodał – patriotyzm łączyłby przede wszystkim z odpowiedzialnością.

Marek Jurek z kolei zwrócił uwagę, że współcześnie traktujemy świadomość narodową i patriotyzm jako kwestie przeszłości, tymczasem równie ważna jest przyszłość i nasza aktywność w teraźniejszości. „Nasza obecność wśród innych narodów powinna być obecnością aktywną, z pełnym poczuciem tego, że nasze potrzeby, nasze interesy, nasze bezpieczeństwo jest konieczne dla trwania Europy” – stwierdził były marszałek Sejmu.

Zdaniem prof. Waldemara Łazugi siłą polskiego patriotyzmu jest paradoksalnie jego słabość, a więc nasza polska emocjonalność i uczuciowość. Politolog wskazał też na powszechność frazesów patriotycznych. Trzeba mówić dużo i głośno. Z drugiej strony mamy pasywizm, czyli „nasza chata z kraja”, co jest dalej, to nas nie interesuje.

Prof. Śpiewak zwrócił z kolei uwagę na niebezpieczeństwo patosu aż do śmieszności w prezentowaniu postaw patriotycznych. Tym, co grozi nam szczególnie – mówił – jest jednak nacjonalizm w trzech postaciach: ten, który krzyczy „Europa dla białych”, ten, który każe się izolować od świata i ten, który nie dopuszcza autoironicznego stosunku do samych siebie.

Siłą polskiego patriotyzmu według Pawła Śpiewaka może być nasza obecność we wspólnocie europejskiej. Nie chodzi tu jednak – dodał – o przynależność geograficzną, ale o przynależność, którą musimy codziennie wybierać i potwierdzać.

Uchodźcy i solidarność

W kwestii polityki uchodźczej panuje złożoność poglądów i informacji, bardzo często negatywnych, trzeba patrzeć szerzej, bo jest to problem globalny – mówił bp Krzysztof Zadarko w dyskusji “Kryzys migracyjny – kryzys uchodźczy – kryzys solidarności?”. Jeśli nie jesteśmy w stanie integrować tych ludzi, to lepiej ich nie przyjmujmy, bo robimy im krzywdę – argumentował z kolei ks. dr hab. Waldemar Cisło.

Zauważał on, że uchodźcy szukają wprawdzie lepszego miejsca do życia, ale bardzo często padają ofiarą nielegalnych praktyk. – Rozmawiałem niedawno z rodzinami, które wróciły z Francji i Włoch, bo nie umiały się tam odnaleźć, a więc nie jest to ruch jednokierunkowy – wskazywał dodając: „Jeśli nie jesteśmy w stanie integrować tych ludzi, to lepiej ich nie przyjmujmy, bo robimy im krzywdę, dając fałszywą nadzieję”. Jego zdaniem, trzeba wskazywać na realną pomoc udzieloną ofiarom konfliktów wojennych na Bliskim Wschodzie, a nie narażać na utratę życia poprzez sprowadzanie do kraju, co wcale nie musi oznaczać zintegrowania się ze społeczeństwem ich goszczącym.

Bp Zadarko, przewodniczący Rady KEP ds. Migracji Turystyki i Pielgrzymek mówił, że w kwestii polityki uchodźczej panuje złożoność postaw, informacji, poglądów w większości negatywnych, pochodzących najczęściej z internetu. Chaos informacyjny służy pogłębianiu się niewiedzy. W dyskusji na temat pomocy uchodźcom nie widać zatem całego kontekstu problemu.

Jeżeli parafia spotka uchodźcę, na pewno mu pomoże – wskazywał bp Zadarko. Ale jeśli tego uchodźcy nie ma, siłą rzeczy przeciętny polski katolik konfrontuje się z postawami negatywnymi, krążącymi w przestrzeni publicznej.

Biskup zapewnił, że przekaz Episkopatu na temat uchodźców jest cały czas niezmienny, ewangeliczny, a od czasów konkretnych konfliktów wojennych, w tym II wojny światowej, staje się coraz bardziej precyzyjny. Nie dociera jednak do duchowieństwa, a przez to do wiernych. Wiele dokumentów kościelnych na temat tego, jak traktować problem uchodźczy, jest szerzej nieznanych.

Agnieszka Kosowicz, prezes Fundacji Polskie Forum Migracyjne poinformowała, że jest w Polsce grupa katolików, ok. 10-15 proc., którzy są po prostu przeciwni koncepcji przyjmowania uchodźców, gdyż – ich zdaniem – zagrażają oni chrześcijańskiej tożsamości. Drugie 15 proc. wręcz przeciwnie, uważa, że pomoc uchodźcom jest podstawowym zadaniem chrześcijanina. Cały natomiast środek polskiego społeczeństwa – jak to określiła Kosowicz – jest zdezorientowana. – Wielu katolików i księży jest po prostu zagubionych, co ma myśleć.

Najczęściej istnieje obawa przed budzeniem kontrowersji – wielu księży wyrażało bowiem obawy nie o to, czy pomagać uchodźcom, ale o to, żeby w ogóle poruszać ten temat wśród parafian. – Kościół miał obawy, by wejść w ten dialog – dodała Kosowicz.

Trudy pojednania

Duchowni prawosławni i katoliccy oraz świeccy pracujący na rzecz pojednania w różnych kontekstach społeczno-kulturowych i politycznych zastanawiali się nad tym, czym jest pojednanie i jak je budować.

Co jest istotne w pojednaniu między narodami, wyznaniami czy w ramach jednego zwaśnionego społeczeństwa? Jak skutecznie prowadzić dialog, przezwyciężyć bolesne rany i nauczyć się żyć razem? – rozmawiali o tym uczestnicy dyskusji panelowej „Wolni do pojednania”.

Niemiecki ksiądz Manfred Deselaers od ponad 20 lat pracujący w Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu ocenił, że jego obecność w miejscu byłego niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego daje więcej niż wszystkie organizowane akcje na rzecz pojednania. “Spotykam się ludźmi, którzy przyjeżdżają do Auschwitz. To miejsce nie przestaje boleć, Auschwitz jest do dziś otwartą raną. Staram się pomóc zrozumieć to miejsce tym ludziom. Jest to miejsce wciąż pełne emocji zarówno dla Polaków, jak i dla Niemców – powiedział ks. Deselaers.

O. dr Gieorgij Koczetkow z Moskwy, który jest założycielem prawosławnego Bractwa Przemienienia dążącego do pojednania Rosjan poprzez osobiste nawrócenie i pokutę, podkreślał, że Bractwo działa wśród rodzin, w których do dziś żywe są podziały spowodowanie okrucieństwem rewolucji bolszewickiej oraz okresu stalinizmu. „To bardzo ważne: modlimy się za wszystkich, nie wybieramy, nie osądzamy” – konstatował.

Czy możemy pokutować za nie swoje winy? Co to znaczy dla współczesnej Rosji? – pytała Koczetkowa Marta Titaniec. Bractwo działa nie według zasady “nie zapomnimy – nie wybaczymy”. Natomiast w czasie zgromadzeń na ulicach i placach wielu rosyjskich miast odczytywane są np. nazwiska i wyroki Rosjan rozstrzelanych przez sowieckie wojsko.

Apelowi pamięci towarzyszy modlitwa za zmarłych, ale i za żywych. – To bardzo ważne: modlimy się za wszystkich, nie wybieramy, nie osądzamy. Jest to modlitwa nie tylko za ofiary, ale i za ich katów, np. funkcjonariuszy KGB. Modlitwa dotyczy wszystkich, bo nie jest miejscem dla naszych osądów. To Bóg osądza tych, którzy zawodowo zabijali i torturowali oraz tych, którzy niewinnie zginęli – tłumaczył o. Koczetkow.

Dr Jörg Lüer, sekretarz generalny niemieckiej komisji “Justitia et Pax”, współsekretarz Grupy Kontaktowej Konferencji Episkopatów Polski i Niemiec pracuje na rzecz pojednania w różnych kontekstach państwowych i kulturowych: od Ukrainy i Rosji, poprzez Ugandę, aż do Kolumbii.

Jego zdaniem, nie chodzi o to, aby po prostu pojechać do danego kraju i udzielić jednorazowej pomocy. Liczy się coś bardziej skomplikowanego i długotrwałego – nieustanne uczenie się przebaczenia i życia w pokoju. – Chodzi o to, aby przebyć pewną bolesną drogę i aby był to proces uczenia się dla obu stron konfliktu.

Z kolei o. dr Gieorgij Kowalenko z Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego współtworzy wspólnotę “Otwarte prawosławie” oraz Otwarty Uniwersytet Prawosławny. Celem uczelni jest współpraca międzywyznaniowa na Ukrainie. Po rewolucji Euromajdanu w ukraińskim społeczeństwie powstała nadzieje na demokratyzację państwa, na kształtowanie postaw obywatelskich, ale i na większe otwarcie się prawosławia i innych wspólnot religijnych – stwierdził duchowny.

Młodsi bracia…

Co łączy narody środkowoeuropejskie i co znaczymy dla reszty Europy? Jakie są obecnie nasze wspólne wartości? – zastanawiali się uczestnicy dyskusji “‘Młodsi bracia’ w starej Europie: razem, ale jak?”

Dr Pavol Demeš, słowacki niezależny ekspert w zakresie stosunków międzynarodowych i społeczeństwa obywatelskiego, stwierdził, że jeżeli jest cokolwiek, co zbliża narody środkowoeuropejskie, to jest to strach przed niepewnością oraz dezorientacja. – Jeśli nie będziemy wspólnie rozmawiali na temat projektu Europa, to wówczas na Starym Kontynencie bardzo wiele czynników może spowodować, że przyszłość będzie trudna – dodał słowacki ekspert.

Dr Kai-Olaf Lang, analityk berlińskiej Fundacji Nauka i Polityka zajmujący się Europą Środkową i Wschodnią, stwierdził, że mamy do czynienia z poważnym konfliktem aksjologicznym w Unii Europejskiej. Wcześniej bywały spory, ale zwykle kwitowało się je stwierdzeniem “znowu chodzi o pieniądze”. Teraz natomiast chodzi o fundamentalne wartości i normy postępowania.

Kard. Turkson w Gnieźnie: jesteśmy posłani w świat, aby go rozwijać i o niego dbać

Lang wymienił trzy wartości, które mają dla krajów środkowoeuropejskich najważniejsze znaczenie, gdyż właśnie z nimi na sztandarach wchodziły do Unii Europejskiej: wolność, solidarność i równość.

Dr Alaksandr Milinkiewicz, białoruski polityk i działacz opozycyjny, b. kandydat w wyborach na prezydenta tego kraju nazwał swój kraj najmniej znanym i najbardziej niedemokratycznym krajem w Europie. Białorusini żyją w strachu przed dyktaturą, ale reżim Łukaszenki znalazł sposób, by skutecznie obrzydzać obywatelom wszelkie protesty.

“Nasza droga do Europy na pewno nie będzie łatwa” – powiedział Milinkiewicz. Przyznał, że były próby realizacji pokojowej rewolucji, ale nieudane. Na Ukrainie wystarczyło przełamać marazm obywateli. Na Białorusi ludzie po prostu boją się wyjść na ulice, a wszelkie protesty są brutalnie tłumione.

Wyzwaniem jest edukacja elit nastawionych na pracę na rzecz demokratyzacji Białorusi. Większość bowiem młodych kształcących się Białorusinów czyni to w Rosji i z tym krajem wiąże swoją przyszłość.

Dr Marek Prawda, dyplomata, dyrektor Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce, powiedział, że pierwszym poważnym tąpnięciem w łonie UE był ukraiński Majdan. Została wtedy wystawiona na próbę skuteczność działania Trójkąta Weimarskiego, czyli porozumienia Polski, Niemiec i Francji.

Zdaniem dyplomaty, dzisiejsze “razem” Europy tkwi w doświadczeniach z przeszłości i warto po nie sięgać. Dla Europy doświadczeniem roku 1989 jest to, że ludzie mogą zmieniać historię.

Oleksyj Panycz, członek ukraińskiego PEN-Clubu pytał, co to znaczy, że jesteśmy braćmi, tym bardziej młodszymi? Podobnego określenia przez lata używali wobec Ukraińców Rosjanie. – A przecież wiemy, że bliskość wobec Europy bardziej była widoczna wokół Kijowa niż wokół Moskwy – argumentował Panycz.

W tym sensie, w przypadku Ukrainy chodzi raczej o powrót do rodziny europejskiej, a nie przybycie do niej po raz pierwszy. Ukraińcy chcą dołączyć do Europy, ale jednocześnie chcą zachować wartości istotne dla swej ojczyzny.

Na pierwszym miejscu?

Nie mitologizujmy niepełnosprawności, akcentujmy to, co nas łączy, a nie to, co różni apelowały uczestniczki debaty o sytuacji osób niepełnosprawnych w Kościele i społeczeństwie. Wskazywały też na potrzebę większej aktywizacji osób niepełnosprawnych m.in. na rynku pracy oraz przejścia w Kościele od modelu charytatywnego do modelu włączającego.

W debacie uczestniczyły kobiety znające temat niepełnoprawności nie tylko w teorii, ale z doświadczenia. Są mamami dzieci z niepełnosprawnością lub z dziećmi takimi pracują. Jedno z pytań, które postawiono na początku dotyczyło postrzegania niepełnosprawności jako „szczególnego daru i łaski”, które to sformułowanie w języku kościelnym często się pojawia.

Taki język i takie podejście – jak stwierdziła Maria Libura, ekspert ds. zdrowia, kierownik Zakładu Dydaktyki i Symulacji Medycznej Collegium Medicum Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie – budzi u wielu rodziców i opiekunów osób niepełnosprawnych sprzeciw, bunt i frustrację. „Kiedy słyszę o szczególnym darze, to budzi to mój niepokój, bo podkreśla to, co dzieli osoby niepełnosprawne od pełnosprawnych, zwraca uwagę na różnice, a nie na to, co nas łączy” – tłumaczyła prelegentka.

Mówiąc o miejscu niepełnosprawnych w Kościele i społeczeństwie stwierdzono, że temat ten wciąż jest zbyt rzadko i w zbyt wąskim zakresie podejmowany. Postulowały szersze włączenie osób niepełnosprawnych np. w życie parafialne, w działania duszpasterskie, a nie izolowanie ich w specjalnych duszpasterstwach. „W Kościele wciąż dominuje model charytatywny w podejściu do osób niepełnoprawnych, a potrzebny byłby model włączający” – stwierdziła Maria Libura.

Dr Anna Maliszewska, pracownik Katedry Teologii Dogmatycznej i Duchowości Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego, zwróciła z kolei uwagę, by nie traktować osób niepełnosprawnych jedynie jako podmiotów opieki, „niewinnych świętych”. Oni – jak dodała – mogą światu wiele zaoferować, o czym z kolei mówiła s. Eliza Myk OP, koordynatorka budowy „Domu Chłopaków” w Broniszewicach.

„My mamy czas i oni mają czas podarowany nam od Boga. My jednak wykorzystujemy ten czas na zdobywanie tytułów, a te osoby wykorzystują go na to, by kochać, czekać, cieszyć się” – mówiła.

Warsztaty

W ramach Zjazdu odbyło się ponad 20 spotkań warsztatowych dotyczących różnych wymiarów chrześcijańskiej działalności i refleksji. Na spotkaniu zatytułowanym „Jak być polskim patriotą a zarazem solidarnym Europejczykiem” zastanawiano się nad pojęciami patriotyzmu i nacjonalizmu. Po długiej i burzliwej dyskusji uzgodniono, że patriotyzm jest postawą miłości do własnego kraju i narodu, połączonej z otwartością na innych i nie uznawaniem własnej wyższości. W opozycji do tego pozostaje nacjonalizm, nacechowany egoizmem narodowym, połączonym z poczuciem wyższości wobec innych i zamknięciem na ich potrzeby.

Podczas spotkania „Auschwitz jako ostrzeżenie” podkreślano, że w przeciwieństwie do sytuacji na Zachodzie, w Polsce praktycznie nieobecna jest refleksja teologiczna czy filozoficzna poświęcona problemowi Auschwitz.

Na innym spotkaniu zastanawiano się „jak bez kłótni rozmawiać o polityce w rodzinie”. Uczestnicy doszli do zgody, że „lepiej mieć rodzinę, niż rację” i że warto do rodzinnego stołu „zapraszać prawdę i miłość”. Natomiast podczas warsztatów „Nowe technologie to szansa czy bariera dla ewangelizacji?” zwracano uwagę, że technologie te w wielkim stopniu wpływają także na człowieka, na społeczeństwo, na relacje między ludźmi, ale także na system wartości.

Ekumeniczna Droga Wolności

„Wyzwala tylko ta prawda, w której się trwa, w której zamieszkam, w której się zadomowię” – mówił metropolita łódzki abp Grzegorz Ryś podczas piątkowego nabożeństwa ekumenicznego. Rozpoczęło się ono wieczorem na gnieźnieńskim Rynku i prowadzone było kolejno przez duchownych dziesięciu Kościołów chrześcijańskich.

W drodze do bazyliki, zatrzymując się przy dziesięciu stacjach, uczestnicy rozważali słowo Boże nt. wolności. Procesja ta symbolizowała pielgrzymkę życia, a także pracę nad wolnością, która została nam dana i zadana.

Grzech szkodzi wiarygodności Kościoła

Homilię podczas Mszy św. sprawowanej w katedrze gnieźnieńskiej na zakończenie Zjazdu wygłosił kard. Peter Turkson, prefekt Dykasterii ds. Integralnego Rozwoju. „Złe pragnienia i nawyki, pochodzące z wnętrza każdego człowieka zniekształcają nasz sposób rozumienia Ewangelii i sprawiają, że nasze Kościoły mogą stać się niewiarygodnymi świadkami – mówił pochodzący z Ghany purpurat. – Jeśli chcemy realizować cele Zjazdów, czyli budować europejską wspólnotę ducha poprzez świadectwo chrześcijańskiej wiary, nie możemy pozwolić, by jej światło zaciemniły nasze wady charakteru – podkreślił.

– Chcąc realizować cele Zjazdów Gnieźnieńskich, nie możemy pozwolić, aby nasze wady charakterów i nasze przyzwyczajenia zaciemniły światło naszej wiary i znieczuliły nasze zmysły na jej wymagania – podsumował.

Przesłanie końcowe: Wolność to miłość

W Przesłaniu ogłoszonym a katedrze gnieźnieńskiej na zakończenie zaapelowano do Europejczyków o pielęgnowanie chrześcijańskiej postawy przebaczenia, miłosierdzia i poświęcenia. Uczestnicy wydarzenia zwracają uwagę, że Bóg uczynił nas ludźmi wolnymi, dzięki temu wolność jest w nas i nie ogranicza się do niezależności od tego, co zewnętrzne.

Uczestnicy Zjazdu zadeklarowali, iż chcą tworzyć Europę ludzi wolnych, inspirowanych chrześcijańskim przesłaniem. Odnoszą się też do sytuacji w naszym kraju zwracając uwagę, że w głęboko podzielonej politycznie Polsce potrzeba dialogu, który przywróci poczucie narodowej wspólnoty.

„W historii ludzkości to właśnie chrześcijaństwo przyniosło wartości wcześniej mało obecne w życiu publicznym: przebaczenie, miłosierdzie, oddanie siebie” – podkreślają uczestnicy Zjazdu.

Jeśli jednocząca moc wiary w Jezusa Chrystusa rzeczywiście wypełni nasze życie osobiste i społeczne, „również Europa będzie bardziej wspólnotą ducha i ojczyzną ludzi prawdziwie wolnych” – czytamy w Przesłaniu.

 

Franciszek na Litwie: wizyta nadziei i pamięci

ndz., 23/09/2018 - 22:12
Apel o „Kościół wychodzący” ku współczesnym peryferiom oraz o nadzieję, były głównymi motywami wizyty Franciszka na Litwie, 22 i 23 września, która przebiegała pod hasłem: „Jezus Chrystus – nasza nadzieja”.. Ojciec Święty w Wilnie spotkał się z młodzieżą, do której apelował, by nie bała się udziału w „rewolucji czułości”, modlił się też w Ostrej Bramie i przy grobie św. Kazimierza, patrona Litwy. Podczas niedzielnej mszy w Kownie apelował o otwartość na najbardziej potrzebujących w tym zamieszkujące Litwę mniejszości. Duchownych prosił, aby nie stali się „funkcjonariuszami Boga”. W dawnej wileńskiej katowni KGB modlił się za ofiary totalitaryzmu.

22 września o godz. 11.16 (10.16 czasu polskiego) samolot Airbus 320 A włoskich linii lotniczych Alitalia “Aldo Palazzeschi” z papieżem Franciszkiem wylądował na międzynarodowym lotnisku w Wilnie. Mimo chłodnej i deszczowej pogody zgromadziła się liczna grupa dzieci i młodzieży z flagami Litwy i Watykanu, gorąco witając papieża. Na płycie lotniska Franciszka powitała prezydent Litwy, Dalia Grybauskaitė, premier Saulius Skvernelis z przedstawicielami rządu oraz przewodniczący Konferencji Episkopatu Litwy, arcybiskup Wilna Gintaras Grušas.

Litwa pomostem między Wschodem a Zachodem

Podczas spotkania z władzami i przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego Litwy oraz korpusem dyplomatycznym, Franciszek wskazał na znaczenie wierności korzeniom oraz na potrzebę tolerancji, gościnności, szacunku i solidarności. Apelował też o troskę o młodych. Spotkanie odbyło się na dziedzińcu przed Pałacem Prezydenckim.

Prezydent Litwy, Dalia Grybauskaitė przypomniała, iż głęboka wiara umożliwiła przetrwanie jej rodakom najtrudniejszych prób: wygnania, łagrów, więzień, bunkrów partyzanckich.

Ojciec Święty rozpoczął od nawiązania do słów wypowiedzianych przed 25 laty przez św. Jana Pawła II, który określił Litwę jako „milczącego świadka żarliwego umiłowania wolności religijnej”. Podkreślił, że jego wizyta zbiega się z obchodami 100. rocznicy ogłoszenia niepodległości Litwy.

Przypomniał, że na przestrzeni dziejów Litwa potrafiła udzielać gościnności różnym grupom etnicznym i religijnym. „Wszyscy znaleźli na tych ziemiach miejsce do życia: Litwini, Tatarzy, Polacy, Rosjanie, Białorusini, Ukraińcy, Ormianie, Niemcy…; katolicy, prawosławni, protestanci, starowiercy, muzułmanie, żydzi. Mieszkali razem i w pokoju, aż do nadejścia ideologii totalitarnych, które skruszyły zdolność gościnności i zharmonizowania różnic, siejąc przemoc i nieufność”. Apelował by nie zatracić ducha tolerancji, gościnności, szacunku i solidarności.

Wskazał też najpilniejsze wyzwania chwili obecnej – w obliczu narastania tendencji do siania podziałów. Przypomniał, że Litwini mają własne oryginalne hasło: „ugościć różnice”. „Poprzez dialog, otwartość i zrozumienie mogą one stać się pomostem między Europejskim Wschodem a Zachodem. Może to być owocem dojrzałej historii, którą jako naród ofiarowujecie wspólnocie międzynarodowej, a zwłaszcza Unii Europejskiej” – powiedział.

W Ostrej Bramie: szukajmy swego brata!

Udając się do Ostrej Bramy papieski samochód zatrzymał się na placu między siedzibą prawosławnego metropolity Wilna a katolickim kościołem św. Teresy. Tam powitali go prawosławny metropolita Inocenty i proboszcz parafii.

Franciszek dłuższą chwilę modlił się przez łaskami słynącym obrazem Matki Bożej Miłosierdzia – Mater Misericordiae. Jest to najważniejsze i najsłynniejsze sanktuarium maryjne na Litwie, a jego dzieje są ściśle związane także z historią Polski. Papieskiej modlitwie towarzyszyły zgromadzone przed kaplicą liczne rodziny zastępcze i sieroty oraz chorzy, z którymi Franciszek powitał się bardzo serdecznie.

Po modlitwie podkreślił, że obraz Matki Bożej Miłosierdzia uczy nas, iż można „bronić nie atakując, że można być roztropnym, bez niezdrowej nieufności wobec wszystkich”. Przestrzegł przed zamykaniem się w obawie przed innymi, gdyż wówczas odcinamy się od Dobrej Nowiny Jezusa. Wskazał, że dzisiaj trzeba „spojrzeć sobie w twarz i rozpoznać siebie jako bracia, aby iść razem, odkrywając i doświadczając z radością i pokojem wartość braterstwa”.

Franciszek w krajach bałtyckich [SERWIS SPECJALNY]

„Matka Miłosierdzia, jak każda dobra matka stara się zjednoczyć rodzinę i podpowiada: «szukaj swego brata». W ten sposób otwiera drzwi do nowego świtu, do nowej jutrzenki. Prowadzi nas do progu, jakby do drzwi bogacza z Ewangelii” – podkreślił.

W drodze z Ostrej Bramy na Plac Katedralny Franciszek spotkał się z osobami w stanie terminalnym, którymi opiekuje się Hospicjum im. bł. ks. Michała Sopoćki w Wilnie. Znajduje się ono w murach dawnego klasztoru wizytek, tam gdzie Eugeniusz Kazimirowski malował obraz Jezusa Miłosiernego, a w okresie komunistycznym było więzienie.

Do młodych – nie bójmy się udziału w rewolucji czułości!

Franciszek, kiedy przybył na plac Katedralny najpierw przejeżdżał w papamobile pomiędzy sektorami, gdzie był entuzjastycznie witany przez kilkadziesiąt tysięcy młodych – nie tylko z Litwy ale i z Łotwy, Estonii, Białorusi, Polski i Ukrainy. Byli także młodzi z wielu innych krajów, przebywający na Listwie w ramach programu Erasmus. Spotkanie wypełnione było pieśniami i programem tanecznym.

Młodym towarzyszył oryginalny obraz Jezusa Miłosiernego: „Jezu, ufam Tobie“. Na co dzień znajduje się on w ołtarzu sanktuarium Miłosierdzia Bożego w dawnym kościółku Świętej Trójcy.

Czekający od rana młodzi z humorem i cierpliwością znosili organizacyjny chaos, gdyż większość z nich miała okazję zobaczyć papieża po raz pierwszy życiu. “Nie miałem nigdy okazji pojechać do Rzymu ani uczestniczyć w Światowych Dniach Młodzieży. Dopiero kiedy przeprowadziłem się tutaj, mogę tego doświadczyć. Na placu stoję od rana, żeby nie przegapić wejścia do mojego sektoru” – powiedział KAI 23-letni Lodyenne z Rwandy, student pielęgniarstwa w Kownie.

Na początku Ojciec Święty z uwagą wysłuchał świadectw. Monika opowiedziała o swojej wierze przekazanej przez babcię i mamę, bolesnych doświadczeniach rodzinnych naznaczonych alkoholizmem, a później samobójstwem ojca i próbami szukania szczęścia w akceptacji rówieśników. Wreszcie o spotkaniu wspólnoty żywej wiary wokół duszpasterstwa franciszkanów.

Z kolei Jonas podzielił się doświadczeniem swego małżeństwa i nieuleczalnej choroby, która naznaczyła jego życie. Wskazał na znaczenie zaufania Bogu, które sprawia, że ten okres, pomimo konieczności dializ trzy razy w tygodniu, uważa za najpiękniejszy w swoim życiu.

„Nie pozwólcie, aby świat przekonał was, że lepiej iść samotnie – przekonywał Franciszek. – Nie ulegajcie pokusie koncentrowania się na sobie, stawaniu się samolubnymi lub powierzchownymi w obliczu cierpienia, trudności lub przelotnego sukcesu. (…) Dążcie do świętości, wychodząc od spotkania i komunii z innymi, zwracając uwagę na ich potrzeby” – apelował Franciszek.

A nawiązując do problemów jakie dziś przeżywają Litwini, powiedział: „Iluż młodych ludzi opuszcza swą ojczyznę z powodu braku szans! Iluż pada ofiarą depresji, alkoholu i narkotyków! Ileż osób starszych żyje w samotności, bez kogoś, z kim można by dzielić się teraźniejszością i obawą, żeby nie wróciła przeszłość. Możecie odpowiedzieć na te wyzwania swoją obecnością i spotkaniem między wami a innymi”.

Franciszek nie krył, że wiara w Jezusa często pociąga za sobą stawianie sobie pytań, porzucania utartych schematów, wymaga odwagi. Tym niemniej zachęcił do pójścia drogą wiary.

„Podążanie za Jezusem jest ekscytującą przygodą, która napełnia nasze życie znaczeniem, które sprawia, że czujemy się częścią wspólnoty, która dodaje nam otuchy i nam towarzyszy, która angażuje nas w posługę. Drodzy młodzi, warto iść za Chrystusem, nie bójmy się udziału w rewolucji, na którą On nas zaprasza: rewolucji czułości” – przekonywał papież.

Po spotkaniu z młodzieżą Franciszek udał się do katedry. Modlił się w ciszy w kaplicy św. Kazimierza Jagiellończyka, patrona Litwy. Następnie w jednej z kaplic złożył bukiet kwiatów przed figurą Matki Bożej z Syberii.

Franciszek w Kownie: zaświadczmy, że Jezus Chrystus jest naszą jedyną nadzieją!

Do otwartości na potrzeby najmniejszych i świadectwa, że „Jezus Chrystus jest naszą jedyną nadzieją” – cytując słowa motta swej pielgrzymki – zachęcił Ojciec Święty podczas Eucharystii sprawowanej na błoniach parku Santakos w Kownie. Franciszek wskazał na potrzebę bycia „Kościołem wychodzącym”, nie lękania się wyjścia i poświęcenia, wychodząc ku ubogim, bezrobotnym zmuszonym do emigranci oraz ku mniejszościom etnicznym mieszkającym na Litwie. Przy okazji wspomniał 75. rocznicę zagłady wileńskiego getta.

W centralnej papieskiej Eucharystii na Litwie uczestniczyło ponad 100 tys. wiernych. Koncelebrowało 30 biskupów z przewodniczącym litewskiego episkopatu abp. Gintarasem Grušasem oraz 800 księży z Litwy, Polski, Białorusi, Łotwy, Ukrainy, Rosji i Islandii. A z polski przybył metropolita białostocki abp Tadeusz Wojda i jego pomocniczy bp Henryk Ciereszko oraz biskup ełcki Jerzy Mazur. Obecna była prezydent Litwy Dalia Grybauskaitė i najwyższe władze kraju. Wśród tłumów wiernych widać było dużo młodych i rodzin z małymi dziećmi.

Przy ołtarzu ustawiono łaskami słynący obraz Matki Bożej Trockiej, którego jubileusz 300-lecia jest obecnie obchodzony na Litwie. A także relikwiarz męczennika czasów komunizmu bł. abp. Teofila Matulionisa, beatyfikowanego przez rokiem w Wilnie. Papież posługiwał się krzyżem (pastorałem) Jana Pawła II, tym samym, który towarzyszył mu podczas słynnej pielgrzymki na Litwę sprzed 25 lat.

Franciszek nawiązując do historii Litwy, która przeżyła dwie okupacje: niemiecką i sowiecką, wskazał na doświadczenia minionych pokoleń: okupacji, deportacji, a także donosicielstwa i zdrady. Apelował o „uleczenie pamięci swej historii”, nie dyskutując, kto „był czystszy w przeszłości, kto ma większe prawo do posiadania przywilejów, niż inni”.

Franciszek wskazał na potrzebę bycia „Kościołem wychodzącym, nie lękania się wyjścia i poświęcenia, nawet wówczas, gdy zdaje się nam, że się rozproszymy, zagubimy się za najmniejszymi, zapomnianymi, żyjącymi na obrzeżach egzystencjalnych”.

„Czasami musimy zachowywać się jak ojciec syna marnotrawnego, który trwa w bramie, oczekując na jego powrót, aby mu otworzyć, skoro tylko przyjdzie, lub jak uczniowie, którzy muszą się nauczyć, że kiedy przyjmuje się kogoś maluczkiego, to przyjmuje się samego Jezusa” – zaznaczył Ojciec Święty.

Apelował o solidarność z potrzebującymi. „Kim będą najmniejsi, najbiedniejsi spośród nas, których winniśmy przyjąć w setną rocznicę naszej niepodległości? Kto nie ma nic do dania w zamian, żeby wynagrodzić nasze wysiłki i nasze wyrzeczenia? Może są to mniejszości etniczne naszego miasta lub bezrobotni, którzy są zmuszeni do emigracji. Może są to samotne osoby starsze lub ludzie młodzi, którzy nie znajdują sensu życia, ponieważ zatracili korzenie” – powiedział papież.

A nawiązując do trudnej historii Litwy, szczególnie w czasach sowieckiej okupacji, Franciszek zachęcił do przyjęcia Jezusa, „aby pojednał naszą pamięć i towarzyszył nam w teraźniejszości, która wciąż pasjonuje nas swoimi wyzwaniami, znakami, jakie nam pozostawia”. Na zakończenie zaznaczył, że „jako wspólnota czujemy się prawdziwie i wewnętrznie solidarni z ludzkością – tego miasta i całej Litwy – i z jej historią, pragniemy poświęcić swe życie służąc z radością, i w ten sposób uzmysłowić wszystkim, że Jezus Chrystus jest naszą jedyną nadzieją”.

Podczas rozważań przed modlitwą Anioł Pański Ojciec Święty nawiązał do ukazanego w pierwszym czytaniu dzisiejszej liturgii prześladowania sprawiedliwych. W tym kontekście przypomniał zagładę narodu żydowskiego i 75 rocznicę zniszczenia wileńskiego getta.

Nawiązując do dramatu holokaustu przypomniał, że niejednokrotnie zdarzyło się, że jakiś naród, uważał się za lepszy, posiadający większe prawa i przywileje. W opozycji do tego ukazał postawę Jezusa, który proponuje, by stać się ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich. Zachęcił po raz kolejny do podejmowania służby na rzecz wykluczonych, mniejszości, aby oddalić możliwość unicestwienia drugiego, tworzenia gett, odrzucania tych, którzy nas irytują i zakłócają wygodę.

Do duchownych: Nie bądźcie funkcjonariuszami Boga!

Nie bądźcie funkcjonariuszami Boga! Bądźcie blisko Tabernakulum, twarzą w twarz z Bogiem i ludźmi! – apelował podczas spotkania z kapłanami, zakonnikami, osobami konsekrowanymi, seminarzystami w katedrze pw. świętych Piotra i Pawła w Kownie.

W improwizowanym w dużej części przemówieniu Ojciec Święty wyznał, że patrząc na litewskich duchownych ma świadomość, że wielu ich przodków oddało życie za wiarę. “Nie wiemy nawet, gdzie niektórzy z nich są pochowani. Niektórzy z was byli uwięzieni” – powiedział.

A nawiązując do dzisiejszych wyzwań duszpasterskich podkreślił, że aby Jezus Chrystus był doprawdy naszą nadzieją, konieczne jest przede wszystkim żarliwe poszukiwanie głębi, prawdy i piękna Boga. „Być może «społeczeństwo dobrobytu» uczyniło nas zbyt nasyconymi, pełnymi dóbr i usług, a my jesteśmy «przygnieceni» wszystkim i pełni pustki. Może to sprawiło, że jesteśmy oszołomieni lub opieszali, lecz niespełnieni. My, mężczyźni i kobiety szczególnej konsekracji, nigdy nie możemy sobie pozwolić na utratę tego jęku/wzdychania, tego niepokoju serca, które tylko w Panu znajdzie spoczynek” – mówił do kapłanów i zakonników oraz sióstr.

Wskazał na konieczność pielęgnowania ducha modlitwy, od której nie może odrywać kapłana żadna pilna informacja, żadna natychmiastowa komunikacja wirtualna. Podkreślił potrzebę bycia blisko ludzi i ich problemów, aby rozeznać powody dla których niekiedy przestają oni „poszukiwać wody, która gasi pragnienie”.

Franciszek podkreślił także znaczenie stałości w cierpieniu, stałości trwania w dobrym, co oznacza mocne zakorzenienie w Bogu, będąc wiernym Jego miłości. Przypomniał świadectwo najstarszych kapłanów, którzy wytrwali w obliczu prześladowań reżimu komunistycznego, wymieniając z nazwiska abp. Sigitasa Tamkevičiusa, wieloletniego więźnia łagrów. Zachęcił do dzielenia się doświadczeniami niełatwej przeszłości.

Następnie w spontanicznych, przerywanych oklaskami słowach, Ojciec Święty przestrzegł litewskich kapłanów przed mentalnością „funkcjonariuszy Boga”. Zaznaczył, że droga kapłaństwa czy życia konsekrowanego jest życiem umiłowania Pana i gorliwości apostolskiej wobec ludzi. Wskazał na potrzebę zażyłości z Bogiem w tabernakulum i bliskości z ludźmi. Zachęcił do podejmowania wysiłków, by przyciągnąć młodzież.

„Bliskość oznacza miłosierdzie – tłumaczył. – Na tej ziemi, gdzie Jezus objawił się jako Jezus Bliskość oznacza miłosierdzie. Na tej ziemi, gdzie Jezus objawił się jako Jezus Miłosierny, kapłan nie może nie być miłosierny. Dotyczy to zwłaszcza konfesjonału. Pomyślcie, jak Jezus przyjąłby tę osobę? [która przychodzi do konfesjonału]. Życie dostatecznie obiło tego biedaka. Pozwól jemu odczuć objęcie w ramionach przebaczającego Ojca. Jeśli na przykład nie możesz mu udzielić rozgrzeszenia, daj mu pocieszenie brata, ojca. Dodaj mu otuchy, by szedł naprzód. Przekonaj go, że Bóg przebacza wszystko. Ale trzeba to czynić z serdecznością ojca. Nigdy nie wolno nikogo wypędzać z konfesjonału! Trzeba go zapewnić, że Bóg go miłuje, zachęcić do modlitwy i powrotu, by porozmawiać o życiu, okazując w ten sposób bliskość. To oznacza bycie ojcem” – wyjaśniał litewskim biskupom i duchownym.

„Musimy ponownie zadać sobie pytanie: czego żąda od nas Pan? Jakie peryferie najbardziej potrzebują naszej obecności, aby przynieść im światło Ewangelii? W przeciwnym razie, kto uwierzy, że Jezus Chrystus jest naszą nadzieją? Tylko nasz przykład życia da świadectwo naszej nadziei pokładanej w Nim” – dodał. Jego słowa zostały przyjęte długotrwałą owacją.

Modlitwa za ofiary totalitaryzmu

Ostatnim punktem programu Franciszka na Litwie była jego modlitwa w Muzeum Okupacji i Walk o Wolność w Wilnie, gdzie śmierć poniosło wielu litewskich patriotów, w tym księży i biskupów. Przybyła prezydent kraju Dalia Grybauskaitė oraz wielu byłych więźniów. Ojcu Świętemu towarzyszyli bezpośrednio metropolici: wileński – abp Gintaras Grušas i emerytowany kowieński – abp Sigitas Tamkevičius, który był tutaj więziony.

Po przybyciu na teren Muzeum papież złożył wieniec z żółtych róż i przez dłuższą chwilę modlił się, po czym zszedł do piwnic, gdzie torturowano i rozstrzeliwano litewskich patriotów. Zapalił ofiarowaną przez siebie oliwną lampę w celi, gdzie przetrzymywany był abp. Teofilius Matulionis, męczennik czasów komunizmu, beatyfikowany przed rokiem. Tam przez długą chwile modlił się w całkowitym milczeniu. Na ścianie widniały portrety także innych biskupów litewskich, ofiar komunizmu, którzy przeszli przez więzienie KGB w Wilnie, m. in. biskupa telszańskiego Vincentasa Borisevičiusa i jego biskupa pomocniczego Pranciškusa Ramanauskasa oraz arcybiskupa wileńskiego Mečyslovasa Reinysa.

Na zakończenie wpisał się do księgi pamiątkowej, słowami: „W tym miejscu, upamiętniającym wielu ludzi, którzy cierpieli w wyniku przemocy i nienawiści i którzy poświęcili swe życie za sprawę wolności i sprawiedliwości, modliłem się, aby Wszechmogący Bóg zawsze udzielał tego daru pojednania i pokoju narodowi litewskiemu”.

Z Muzeum papież udał się pod Pomnik Ofiar Totalitaryzmu, pod którym modlił się słowami: “Twój krzyk, Panie, stale rozbrzmiewa, a słychać go pośród tych murów, które pamiętają cierpienia zaznane przez wielu synów tego narodu. Litwini i osoby pochodzące z różnych narodów na własnym ciele znosili urojenia wszechmocy ludzi, którzy chcieli kontrolować wszystko”.

Na zakończenie udzielił błogosławieństwa apostolskiego, w tym byłym więźniom i zesłańcom na Sybir, którzy zgromadzili się na leżącym naprzeciwko pomnika Placu Łukiskim.

Papież odwiedził Muzeum Okupacji i Walki o Wolność w Wilnie

ndz., 23/09/2018 - 21:11
Ostatnim punktem programu pobytu Franciszka na Litwie była jego modlitwa w Muzeum Okupacji i Walk o Wolność w Wilnie, gdzie śmierć poniosło wielu litewskich patriotów, w tym księży i biskupów. Przybyła prezydent kraju Dalia Grybauskaitė oraz wielu byłych więźniów. Ojcu Świętemu towarzyszyli bezpośrednio metropolici: wileński – abp Gintaras Grušas i emerytowany kowieński – abp Sigitas Tamkevičius, który był tutaj więziony.

Po przybyciu na teren Muzeum papież złożył wieniec z żółtych róż i przez dłuższą chwilę modlił się, po czym zszedł do piwnic, gdzie torturowano i rozstrzeliwano litewskich patriotów. W skupieniu obejrzał kilka cel. Zapalił ofiarowaną przez siebie oliwną lampę w celi, gdzie przetrzymywany był abp. Teofilius Matulionis, męczennik czasów komunizmu, beatyfikowany przed rokiem. Tam przez długą chwile modlił się w całkowitym milczeniu. Na ścianie widniały portrety także innych biskupów litewskich, ofiar komunizmu, którzy przeszli przez więzienie KGB w Wilnie, m. in. biskupa telszańskiego Vincentasa Borisevičiusa i jego biskupa pomocniczego Pranciškusa Ramanauskasa oraz arcybiskupa wileńskiego Mečyslovasa Reinysa. Odwiedził także celę śmierci, gdzie rozstrzeliwano więźniów.

Franciszek w krajach bałtyckich [SERWIS SPECJALNY]

Na zakończenie wpisał się do księgi pamiątkowej, słowami: „W tym miejscu, upamiętniającym wielu ludzi, którzy cierpieli w wyniku przemocy i nienawiści i którzy poświęcili swe życie za sprawę wolności i sprawiedliwości, modliłem się, aby Wszechmogący Bóg zawsze udzielał tego daru pojednania i pokoju naród litewski”.

Z Muzeum papież udał pod stojący pod murem muzeum Pomnik Ofiar Totalitaryzmu, pod którym również złożył kwiaty i znów modlił się w milczeniu. A podszedłszy do mikrofonu modlił się słowami: “Twój krzyk, Panie, stale rozbrzmiewa, a słychać go pośród tych murów, które pamiętają cierpienia zaznane przez wielu synów tego narodu. Litwini i osoby pochodzące z różnych narodów na własnym ciele znosili urojenia wszechmocy ludzi, którzy chcieli kontrolować wszystko”. Dodał, że “w tym miejscu pamięci błagamy Cię, Panie, aby Twój krzyk nie pozwalał nam zasnąć. Niech Twój krzyk, o Panie, zachowa nas od choroby duchowej, którą jesteśmy zawsze zagrożeni jako ludzie: zapomnienia o naszych ojcach, o przeżytych doświadczeniach i cierpieniach”.

Na zakończenie udzielił wszystkim błogosławieństwa apostolskiego, w tym byłym więźniom i zesłańcom na Sybir, którzy zgromadzili się na leżącym naprzeciwko pomnika Placu Łukiskim.

Do Ojca Świętego podeszła prezydent Dalia Grybauskaitė dziękując za hołd złożony ofiarom komunizmu. Po czym Ojciec Święty odjechał do nuncjatury, będącej jego siedzibą w czasie pobytu w tym kraju.

Obecne Muzeum Okupacji i Walk o Wolność jest budynkiem, w którym w latach II wojny i później, w okresie sowieckiej okupacji Litwy, byli więzieni, przesłuchiwani, torturowani i mordowani patrioci litewscy i członkowie innych narodowości, zamieszkujący ten kraj (m.in. Polacy). Po wojnie od 1944 do lat sześćdziesiątych zginęło tu ponad tysiąc osób. Pod odzyskaniu przez Litwę niepodległości, w 1992 miejsce to stało się Muzeum Okupacji i Walk o Wolność, do którego często przybywają różne grupy ludności, w tym także byli więźniowie, są tam wyświetlane filmy dokumentalne i prowadzone są badania naukowe.

 

Bp Ivanauskas dla KAI: bł. Teofil Matulionis łączy sąsiednie narody

ndz., 23/09/2018 - 20:38
Papież Franciszek odwiedził celę w dawnym więzieniu KGB w Wilnie, w której przetrzymywany był m.in. litewski męczennik, bł. abp Teofil Matulionis. Wspominając go w rozmowie z KAI jego następca w diecezji koszedarskiej bp Jonas Ivanauskas podkreśla, że bł. Teofil jest „tak ważną postacią Kościoła na Litwie, jaką w Polsce był kard. Stefan Wyszyński w czasach prześladowania Kościoła”.

Zaznaczył, że abp Matulionis pracował wśród Litwinów, Łotyszów, Polaków, Białorusinów, Rosjan. Był „biskupem Kościoła powszechnego”. Łączy on sąsiednie narody. Relatorem jego sprawy beatyfikacyjnej w Rzymie był Polak, o. prof. Zdzisław Kijas. Polakiem był też autor obrazu beatyfikacyjnego Zbigniew Gierczak z Krakowa.

Bp Ivanauskas zapowiedział, że w przyszłym tygodniu przekaże relikwie bł. Teofila do sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Suwałkach. – Teofil był pierwszym biskupem, który uznał objawienia Pana Jezusa św. Faustynie. Już w 1942 r. wydrukował obrazki Jezusa Miłosiernego – tego pierwszego obrazu wileńskiego – i koronkę do Miłosierdzia Bożego w języku litewskim. Był wśród takich apostołów miłosierdzia Bożego, jak św. Faustyna, św. Jana Paweł II, bł. Michał Sopoćko – zaznaczył ordynariusz diecezji koszedarskiej.

Franciszek w krajach bałtyckich [SERWIS SPECJALNY]

Jest on przekonany, że bł. Teofil przyczynił się do papieskiej wizyty na Litwie. – Kiedy Franciszek wydał dekret otwierający drogę do beatyfikacji abp. Matulionisa, pojechałem do Rzymu i w czasie audiencji zaprosiłem go na Litwę w imieniu episkopatu. Papież powiedział: „W tym roku nie, ale myślę, że w następnym roku odwiedzę wszystkie kraje bałtyckie” – wspominał bp Ivanauskas.

Pytany o znaczenie wizyty Franciszka, hierarcha podkreśla, że „dla Litwinów, dla Polaków mieszkających na Litwie, dla Polaków mieszkających w Polsce, dla Białorusinów, dla Łotyszy papież jest pasterzem Kościoła powszechnego”. – Łączy nas Pan Jezus, Ewangelia święta, wiara. Papież przyjechał, żeby wezwać, aby wszystkie narody tej części Europy były razem w wierze. Hasłem pobytu papieża na Litwie są słowa: „Jezus Chrystus naszą nadzieją”. Najpierw On jest naszą nadzieją w relacjach codziennych, międzyludzkich, w relacjach między narodami, a potem „przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie”, jak mówimy w czasie Mszy św., jesteśmy dla siebie braćmi i siostrami – powiedział biskup koszedarski.

Ksiądz-więzień łagrów: papież chce uczcić tych, którzy wiele przecierpieli

ndz., 23/09/2018 - 20:30
Papież chce uczcić tych, którzy byli tam męczeni i wiele przecierpieli – tak wizytę papieża w dawnej siedzibie KGB w Wilnie, gdzie obecnie znajduje się Muzeum Okupacji i Walk o Wolność, zwane też Muzeum Ofiar Ludobójstwa, skomentował dla KAI 95-letni ks. Antoni Dilys. Ten pochodzący z litewsko-polskiej rodziny był w latach 1949-56 więźniem łagrów w Karagandzie, gdzie pracował w tartaku, i w Workucie, gdzie pracował w kopalni węgla.

– Ja w tym budynku nie byłem przetrzymywany, bo mnie aresztowano w Nowych Święcianach i przewieziono do więzienia na Łukiszkach w Wilnie. Pół roku czekałem tam na wyrok z Moskwy, bo była kolejka do ich wydawania. Sądu nie było, ale wyrok zapadł: 25 lat więzienia – wspomina sędziwy duchowny, który przyjął święcenia kapłańskie 72 lata temu.

– Jako wierzący katolik i jako ksiądz zrozumiałem, że tam, gdzie będą katolicy, Litwini czy Polacy, potrzebna jest pomoc kapłańska. W ciągu siedmiu lat, które przebyłem w więzieniu, początkowo w Karagandzie, potem w Workucie, odprawiałem Mszę św., w której uczestniczyli inni więźniowie. Na Wielkanoc odprawiłem nawet cztery Msze w kilku barakach! W ciągu tych siedmiu lat odprawiłem tysiąc Mszy św. Starałem się pomóc wierzącym, podtrzymać ich na duchu – mówi skromnie ks. Dilys.

Opowiada, że udawało mu się także spowiadać, a raz nawet odprawił pogrzeb. – To było już po wojnie. Wtedy już tak strasznie w więzieniu nie było – zauważa duchowny. Gdy zmniejszono mu wyrok z 25 na 10 lat, mógł wychodzić bez straży na miasto. W Workucie odwiedziła go nawet siostra. – Tydzień jechała pociągiem, żeby tydzień ze mną pobyć – przyznaje ks. Dilys.

Pytany, czy Msze można było w łagrze odprawić oficjalnie, czy też trzeba było się z tym ukrywać, kapłan odpowiada, że „oficjalnie nie było można, a ukrywać się – też nie, bo kierownictwo wiedziało, co się dzieje w baraku, ale nie przeszkadzało”. – Niektórzy strażnicy szli do kopalni wydobywać węgiel razem z więźniami, więc się ich lękali. Patrzyli obojętnie na to, co robimy. Na przykład otrzymywałem w paczkach komunikanty i hostie. Pytali, co to jest. Mówiłem, że ciasteczka, więc pozwalali je jeść. Innym razem powiedzieli, że sprzedaję te ciasteczka, kiedy udzielam komunii świętej i mi je zabrali – czyli wiedzieli, że odprawiałem Mszę św. Aż w końcu przed Wielkanocą strażnik zapytał więźnia pracującego na poczcie: „Czy może na święta są potrzebne te ciasteczka? To proszę oddać tym, którzy ich potrzebują” – wspomina ks. Dilys.

Franciszek w krajach bałtyckich [SERWIS SPECJALNY]

Zamknięty w małej w walizeczce przenośny ołtarzyk, na którym odprawiał Msze w łagrze znajduje się obecnie w Litewskim Muzeum Narodowym. – Ks. Antoni Szeszkiewicz zrobił dla mnie ten ołtarzyk i mi go przywiózł. Kiedy szedłem z tą walizeczka z baraku do baraku, to niektórzy mówili: „Muzykant idzie, będą tańce” – uśmiecha się na to wspomnienie sędziwy kapłan.

Uważa, że w swoim życiu doświadczył to dwóch cudów. – Pierwszym cudem jest to, że Jan Paweł II mnie pobłogosławił, gdy przyjechał do Wilna w 1993 r. Kiedy papież wychodził z katedry po spotkaniu z księżmi i osobami konsekrowanymi, przechodził koło mnie, więc powiedziałem: „Ojcze Święty, ja byłem w więzieniu w Workucie”. Jan Paweł II zrobił palcami krzyżyk na moim czole – mówi ze wzruszeniem najstarszy kapłan archidiecezji wileńskiej.

Za drugi cud uważa to, osobiście nigdy nie ucierpiał w czasie pobytu w łagrach. – W ciągu śledztwa, w ciągu podróży na Wschód, w ciągu przebywania w więzieniu nikt ani razu mnie nawet nie popchnął. Przeklinali, łajali, krzyczeli, ale nigdy mnie nie powalili na ziemię ani mnie nie uderzyli. Tego w moim życiu nie było. Po co mam ukrywać? Nie było! Pan Bóg mi błogosławił i teraz dał tyle lat życia – podkreśla z przekonaniem duchowny.

Co drugi dzień jest zawożony ze swego mieszkania do kościoła Świętych Piotra i Pawła na Antokolu, gdzie przez wiele lat był proboszczem. – A w niedzielę na sumę, żeby ludzie zobaczyli, że jeszcze żyję. Siedzę w koncelebrze, nic więcej. Kazań już nie mówię. Czasem spowiadam. Ale żadnych pogrzebów, żadnych chrztów. Od tego są młodzi – wskazuje ks. Dilys.

Tłumaczy, że wizyta Franciszka na Litwie „wzbudza mniej ciekawości i entuzjazmu niż wizyta Jana Pawła II sprzed 25 lat, ponieważ teraz każdy ma telewizor i telefon komórkowy, może więc oglądać papieską wizytę „nie ruszając się ze swego pokoju”.

Franciszek do duchownych: Nie bądźcie funkcjonariuszami Boga!

ndz., 23/09/2018 - 20:14
Nie bądźcie funkcjonariuszami Boga! Bądźcie blisko Tabernakulum, twarzą w twarz z Bogiem i ludźmi! – apelował Franciszek podczas spotkania z kapłanami, zakonnikami, osobami konsekrowanymi, seminarzystami w katedrze pw. świętych Piotra i Pawła w Kownie. W improwizowanym w dużej części przemówieniu papież zaznaczył, że “bliskość” oznacza przede wszystkim “miłosierdzie”. Zakonnice zachęcił aby były “ikonami Kościoła i Maryi”.

W imieniu zgromadzonych Franciszka powitał odpowiedzialny w episkopacie litewskim za zagadnienia życia zakonnego biskup Linas (Genadijus) Vodopjanovas, OFM z Poniewieża. Zaznaczył, że duchowni z niecierpliwością czekali na to spotkanie i przygotowywali się na nie żarliwą modlitwą oraz posługą Bogu i bliźniemu. Nie ukrywał trudności, na jakie napotyka ich wiara, a których źródłem jest duch sekularyzacji i brak gorliwości.

„Gdy dotykają nas wątpliwości dotyczące powołania, obojętność, kiedy nasze serca już nie płoną, ale dymią jak niedopałki, gdy boimy się przyszłości i zamykamy się tylko w naszych grupach i w naszych parafiach, kiedy szukamy bezpieczeństwa w sprawach doczesnych, jakie proponuje nam świat, niestety zapominamy, że tylko «Jezus Chrystus jest naszą nadzieją»” – powiedział bp Vodopjanovas. Dlatego wielkie znaczenie dla zgromadzonych mają słowa Ojca Świętego, umacniające na drodze wiary.

Ordynariusz Poniewierski zapewnił Franciszka i modlitwach w jego intencji i prosił też o modlitwę za litewskich duchownych diecezjalnych i zakonnych, a także kandydatów do kapłaństwa i osoby zakonne

W improwizowanym w dużej części przemówieniu Ojciec Święty wyznał, że patrząc na litewskich duchownych ma świadomość, że wielu ich przodków oddało życie za wiarę. “Nie wiemy nawet, gdzie niektórzy z nich są pochowani. Niektórzy z was byli uwięzieni” – powiedział.

Jezus nadzieją

Zaznaczył, że Bóg wyprostowuje wszystkie ludzkie sprawy, współdziałając we wszystkim dla ich dobra. Podkreślił, że aby Jezus Chrystus był doprawdy naszą nadzieją, konieczne jest przede wszystkim żarliwe poszukiwanie głębi, prawdy i piękna Boga. „Być może «społeczeństwo dobrobytu» uczyniło nas zbyt nasyconymi, pełnymi dóbr i usług, a my jesteśmy «przygnieceni» wszystkim i pełni pustki. Może to sprawiło, że jesteśmy oszołomieni lub opieszali, lecz niespełnieni. My, mężczyźni i kobiety szczególnej konsekracji, nigdy nie możemy sobie pozwolić na utratę tego jęku, tego niepokoju serca, które tylko w Panu znajdzie spoczynek” – podkreślił Franciszek.

Wskazał na konieczność pielęgnowania ducha modlitwy, od której nie może odrywać kapłana żadna pilna informacja, żadna natychmiastowa komunikacja wirtualna. Podkreślił potrzebę bycia blisko ludzi i ich problemów, aby rozeznać powody dla których niekiedy przestają oni „poszukiwać wody, która gasi pragnienie”. “Jest to także chwila na rozeznanie, co znieczula głos naszego ludu” – stwierdził i jednocześnie zachęcił, by dostosować działania duszpasterskie do potrzeb ludu.

Franciszek w krajach bałtyckich [SERWIS SPECJALNY]

Franciszek podkreślił także znaczenie stałości w cierpieniu, stałości trwania w dobrym, co oznacza mocne zakorzenienie w Bogu, będąc wiernym Jego miłości. Przypomniał świadectwo najstarszych kapłanów, którzy wytrwali w obliczu prześladowań reżimu komunistycznego, wymieniając z nazwiska abp. Sigitasa Tamkevičiusa, wieloletniego więźnia łagrów. Zachęcił do dzielenia się doświadczeniami niełatwej przeszłości.

Zwracając się do młodych duchownych papież powiedział: „Kiedy w obliczu zniechęcających was małych frustracji macie skłonność do zamykania się w sobie, uciekania się do postaw i uników, które są niezgodne z waszą konsekracją, poszukujcie waszych korzeni i spójrzcie na drogę przebytą przez starszych. To właśnie prześladowania nakreślają cechy charakterystyczne nadziei chrześcijańskiej, ponieważ kiedy jest to tylko nadzieja ludzka, możemy się frustrować i być zmiażdżeni niepowodzeniem. Ale nie dzieje się tak w przypadku nadziei chrześcijańskiej: wychodzi z nich czystsza, bardziej doświadczona w tyglu udręki”.

Franciszek podkreślił także konieczność rozwijania wymiaru wspólnotowego w życiu kapłańskim i zakonnym, aby wyruszyć na drogi ewangelizacji.

„Musimy ponownie zadać sobie pytanie: czego żąda od nas Pan? Jakie peryferie najbardziej potrzebują naszej obecności, aby przynieść im światło Ewangelii? (por. Adhort. ap. Evangelii gaudium, 20). W przeciwnym razie, kto uwierzy, że Jezus Chrystus jest naszą nadzieją? Tylko nasz przykład życia da świadectwo naszej nadziei pokładanej w Nim” – powiedział papież do litewskiego duchowieństwa.

Następnie w spontanicznych, przerywanych oklaskami słowach, Ojciec Święty przestrzegł przed mentalnością funkcjonariuszy. Zaznaczył, że droga kapłaństwa czy życia konsekrowanego jest życiem umiłowania Pana i gorliwości apostolskiej wobec ludzi. Wskazał na potrzebę zażyłości z Bogiem w tabernakulum i bliskości z ludźmi. Zachęcił do podejmowania wysiłków, by przyciągnąć młodzież.

„Bliskość oznacza miłosierdzie – tłumaczył. – Na tej ziemi, gdzie Jezus objawił się jako Jezus Miłosierny, kapłan nie może nie być miłosierny. Dotyczy to zwłaszcza konfesjonału. Pomyślcie, jak Jezus przyjąłby tę osobę? Życie dostatecznie obiło tego biedaka. Pozwól jemu odczuć objęcie w ramionach przebaczającego Ojca. Jeśli na przykład nie możesz mu udzielić rozgrzeszenia, daj mu pocieszenie brata, ojca. Dodaj mu otuchy, by szedł naprzód. Przekonaj go, że Bóg przebacza wszystko. Ale trzeba to czynić z serdecznością ojca. Nigdy nie wolno nikogo wypędzać z konfesjonału! Trzeba go zapewnić, że Bóg go miłuje, zachęcić do modlitwy i powrotu, by porozmawiać o życiu, okazując w ten sposób bliskość. To oznacza bycie ojcem” – wyjaśniał litewskim biskupom, duchownym i siostrom zakonnym pasterz Kościoła powszechnego.

Jego słowa zostały przyjęte długotrwałą owacją

W modlitwie wiernych modlono się po litewsku za Ojca Świętego i wszystkich pasterzy Kościoła: “Panie, umocnij swą łaską papieża Franciszka i wszystkich pasterzy Kościoła oraz pomóż nam wszystkim odpowiadać mądrze na wyzwania naszych czasów”; za kapłanów i diakonów: “Panie, pobłogosław tych, którzy są powołani do posługi kapłańskiej i diakońskiej, aby głoszone przez nich Słowo Życia rozpalało serca i przynosiła liczne owoce duchowe”; za osoby konsekrowane: “Panie, pomóż osobom konsekrowanym przeżywać prawdziwie ich powołanie i świadczyć o radości wspólnoty w Chrystusie w świecie, w którym przeważają często samotność i podziały”; za braci i siostry, znajdujące się na drodze formacji oraz za seminarzystów: “Panie, mądrych nauczycieli tym, którzy przygotowują się do życia konsekrowanego i do kapłaństwa, aby umieli pomagać w zrozumieniu piękna życia w Chrystusie i odpowiadać wielkodusznie na Twoje wezwanie”.

Po polsku zabrzmiało wezwanie za cierpiących: “Panie, chroń nas przed obojętnością wobec tych, którzy znaleźli się na marginesie życia społecznego, przygnieceni chorobą i ubóstwem i daj nam łaskę, abyśmy w nich Ciebie rozpoznali”.

Na zakończenie modlono się za młodych: “Panie, otwórz serca młodych na natchnienie Ducha Świętego oraz pomóż im odkrywać w Chrystusie prawdziwy sens życia i źródło świętości”.

Po przybyciu do katedry Franciszek modlił się przed Najświętszym Sakramentem i w jednej z naw wygłosił spontanicznie kilkuminutowe słowo do zgromadzonej tam grupy zakonnic. Całemu spotkaniu w koweńskiej katedrze towarzyszyła muzyka na harfie i śpiew mieszanego chóru zakonnego.

Kraków: relikwie dla bezdomnych

ndz., 23/09/2018 - 19:59
Relikwie św. Ojca Pio oraz bł. Marii Angeli Truszkowskiej zostały zainstalowane w centrum pomocy dla osób bezdomnych Dzieła Pomocy św. Ojca Pio i Kuchni Społecznej Siostry Samueli. Celebracja była elementem uroczystości św. Ojca Pio w 50 rocznicę jego śmierci.

– Osoby bezdomne razem z nami i wszystkimi czcicielami św. Ojca Pio łączą się w modlitwie i czuwaniu w tym Jubileuszowym roku stu lat od otrzymania przez naszego patrona stygmatów i pięćdziesięciu lat od Jego przejścia do domu Ojca – mówi br. Grzegorz Marszałkowski OFMCap, dyrektor Dzieła Pomocy św. Ojca Pio. – Obecność relikwii naszego Patrona jest znakiem Jego modlitewnego wsparcia dla naszych wszelkich działań – dodaje kapucyn.

Relikwie świętego Ojca Pio umieszczone zostały w atrium budynku Dzieła przy ul. Smoleńsk 4, w którym znajdują się m.in.: łaźnia, pralnia, garderoba, świetlica i punkt doradztwa zawodowego dla osób bezdomnych i zagrożonych bezdomnością.

Obok św. Ojca Pio umieszczono relikwiarz bł. Marii Angeli Truszkowskiej CSSF, założycielki Zgromadzenia Sióstr Świętego Feliksa z Kantalicjo Trzeciego Zakonu Regularnego Świętego Franciszka Serafickiego. Siostry felicjanki, prowadzą w budynku kuchnię społeczna, z której korzystają osoby ubogie i potrzebujące. – Siostry, z inspiracji bł. Matki Angeli, prowadzą te kuchnie już od 1872 roku. Najpierw działanie kuchni skierowane było na osoby starsze, potem, w krótkim czasie, pojawili się też młodzi studenci. I tak jak siostry wtedy zorientowały się, żeby ludziom potrzebującym pomagać na miarę możliwości – tak robią do dziś – zauważa s. Alina Płoszczyca – przełożona prowincjalna Zgromadzenia Sióstr Felicjanek.

Relikwie umieszczono w przestrzeni dostępnej dla wszystkich przychodzących, zarówno po pomoc Dzieła Pomocy, jak i korzystających ze stołówki sióstr. – Centralnym miejscem naszego budynku przy ul. Smoleńsk 4 w Krakowie jest atrium, w którym chcemy stworzyć taką przestrzeń do modlitwy i wyciszenia. Relikwie będą tu obecne, aby nam nieustannie przypominać, że naszym powołaniem jest świętość – twierdzi br. Marszałkowski.

Relikwie mają służyć także pracownikom instytucji, która tak mocno związana jest z postacią kapucyńskiego świętego i stygmatyka oraz wszystkim jej gościom. – Od początku istnienia Dzieła Pomocy św. Ojca Pio bardzo silnie odczuwamy Jego wsparcie modlitewne. Obecność jego doczesnych szczątków jest dla nas zachętą, by razem ze św. Ojcem Pio zanosić do Boga modlitwy za naszych podopiecznych – podsumowuje br. Marszałkowski. – Wierzymy, że dla nas i naszych podopiecznych tego typu obecność obu świętych i błogosławionych przypominać będzie, by słowo przemieniać w czyni oraz że zamiana w życiu zawsze jest możliwa – podsumowuje s. Płoszczyca.

Centrum przy ulicy Smoleńsk działa od 23 września 2013 roku. Wtedy Kuchnia Społeczna Siostry Samueli przeniosła się tu ze swojej poprzedniej siedziby. S. Maria Samuela Piksa, której imię nosi dziś stołówka, była kierowniczką przez 60 lat. Dzieło Pomocy św. Ojca Pio we wspomnienie św. Ojca Pio świętuje 14 rocznicę powstania.

40-lecie sakry biskupiej i 60 lat kapłaństwa Adama Dyczkowskiego

ndz., 23/09/2018 - 18:28
Bp senior Adam Dyczkowski przewodniczył 23 września Eucharystii w swych rodzinnych Kętach na Podeskidziu z okazji jubileuszu 40 lat posługi biskupiej i 60. rocznicy święceń kapłańskich. Kęczanie dziękowali także za koronację łaskami słynącego wizerunku Matki Bożej Pocieszenia, który 30 lat temu został przyozdobiony koronami.

Uroczystości odbyły się w kęckim kościele parafii św. św. Małgorzaty i Katarzyny, z którym od dzieciństwa związany jest biskup jubilat. Proboszcz ks. Zbigniew Jurasz zapewnił 85-letniego biskupa seniora zielonogórsko-gorzowskiego, że kęcka fara, od wieków nazywana „Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia”, zawsze będzie jego domem.

„Dzisiaj jesteś w swoim domu, jesteś wśród swoich. To przecież tutaj ponad 60 lat temu usłyszałeś głos Bożego wezwania, to tu przed obliczem Matki Bożej Kęckiej podejmowałeś decyzję, by zostać kapłanem. Zapewne przy Niej byłeś, gdy Jezus 40 lat temu zaprosił cię do grona następców apostołów” – podkreślił.

Podczas liturgii kaznodzieja kustosz sanktuarium św. Barbary w Strumieniu ks. Jacek Kobiałka odczytał specjalny list gratulacyjny skierowany do jubilata przez bp. Romana Pindla. „Świadectwo księdza biskupa uczy nas, że ten, kto zaufa Bogu, jest przez Niego prowadzony, a jego życie przynosi owoc. Dziękuję Bogu, że nasza diecezja wydała tak wielu dobrych pasterzy, dziękuję za osobę księdza biskupa” – napisał ordynariusz diecezji bielsko-żywieckiej.

Dziękując za życzenia, jubilat, który w swoim herbie biskupim umieścił słowa „Sursum corda” przypomniał w krótkim wspomnieniu, jak ważną postacią w jego życiu kapłańskim i biskupim był Jan Paweł II. Przyznał, że za najszczęśliwsze lata swego życia uznaje te spędzone na działalności duszpasterskiej. Były uczestnik wypraw wysokogórskich, nazywany „Harnasiem”, przywołał moment, gdy został duszpasterzem młodzieży akademickiej.

„Wspaniała to była młodzież. Lata z nią spędzone były moimi najradośniejszymi. Dla nas księży to największa radość, kiedy włączamy się w grupy i czynne życie parafialne, w troskę o świątynię” – podkreślił wzruszony jubilat, który usłyszał życzenia i otrzymał kwiaty od przedstawicieli parafii i gminy z burmistrzem na czele.

„Nadzwyczajnością biskupa jest jego zwyczajność: dobroć, pokora, otwartość, serdeczność i wierność kęckiej ziemi” – zaznaczyła jedna z parafianek kęckiej wspólnoty, przypominając, że gościnność biskupa „wzrusza i onieśmiela”.

Wśród uczestników uroczystości byli zaproszeni księża rodacy. Mszę z biskupem jubilatem celebrował m.in. ks. inf. Władysław Gasidło, proboszcz parafii świętej Anny w Krakowie, kustosz Grobu św. Jana z Kęt. W świątyni modlili się m.in. członkowie rodziny bp. Dyczkowskiego.

Bp senior Adam Dyczkowski urodził się 17 listopada 1932 r. w Kętach. Do kapłaństwa przygotowywał się w Wyższym Seminarium Duchownym we Wrocławiu. 23 czerwca 1957 r. przyjął święcenia kapłańskie z rąk kard. Bolesława Kominka. Po uzyskaniu stopnia doktora podjął wykłady w Wyższym Seminarium Duchownym we Wrocławiu, a także pełnił funkcję wikariusza w parafii katedralnej. 21 września 1978 r. decyzją Jana Pawła I został mianowany biskupem pomocniczym w archidiecezji wrocławskiej. Święceń biskupich udzielił mu 26 listopada 1978 r. abp Henryk Gulbinowicz. 17 lipca 1993 r. został biskupem zielonogórsko-gorzowskim.

Biskup został uhonorowany w 2015 roku tytułem „Zasłużony dla NSZZ „Solidarność”, a w tym roku z rąk prezydenta RP Andrzeja Dudy otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski – „za wybitne zasługi dla społeczności lokalnej, za wspieranie przemian demokratycznych w Polsce, za pracę duszpasterską”.

Mysłowice: 150 lat dekanatu

ndz., 23/09/2018 - 18:27
150-lecie istnienia świętował dekanat mysłowicki. Z tej okazji uroczystą Eucharystię sprawował abp Wiktor Skworc. Kilka godzin przed Mszą św. rozpoczął się 35 kilometrowy bieg charytatywny przez parafie Mysłowic. Całość zakończyła się dekanalnym festynem.

Arcybiskup Skworc mówił w homilii, że Kościół trwa, ponieważ kieruje nim Jezus Chrystus. Przypomniał, że „Tam, gdzie jest Chrystus, tam jest pokój i bezpieczeństwo, radość i nadzieja, których nie są w stanie uśmiercić żadne wewnętrzne czy zewnętrzne burze; żadna pisana ani filmowana propaganda”.

Hierarcha podkreślił, że pierwszorzędnym celem Kościoła jest „salus animarum” czyli zbawienie dusz. – Tym prawem Kościół kierował się zawsze w swojej działalności, której celem było głoszenie Dobrej Nowiny i ewangelizacja. Temu celowi służyły także struktury, które Kościół tworzył i tworzy – tłumaczył.

Metropolita katowicki wskazał na znaczenie parafii w Kościele. – W niej realizuje się zbawcza misja Kościoła, w niej dostępne są wszystkie konieczne do zbawienia środki, jakie pozostawił nam Chrystusa: słowo Boże, sakramenty święte, przewodnictwo duszpasterzy – mówił.

Zwrócił uwagę, że łódź Kościoła jest często „statkiem ratunkowym”, w którym nikt nikogo za burtę nie wyrzuca. – Bywa, że nieraz sami na niej płynący opuszczają jej pokład. To im Kościół rzuca koła ratunkowe w postaci sakramentu pokuty i pojednania. A czasem nawet wysyła szalupy – w postaci Roku Miłosierdzia, aby ratować rozbitków dryfujących w łupinach własnego egoizmu i grzechu – mówił.

Podczas Eucharystii śpiewał też chór utworzony ze śpiewaków pięciu mysłowickich parafii. – W sumie jest nas dzisiaj ponad 80 osób – mówi dyrygent zespołu. Uroczystościom towarzyszyła także orkiestra dęta z KWK „Mysłowice-Wesoła”, która dała koncert zarówno przed kościołem, jak i podczas festynu dekanalnego.

Kilka godzin przed rozpoczęciem Eucharystii wyruszył natomiast bieg charytatywny, którego uczestnicy na trasie liczącej 35 km odwiedzili wszystkie parafie dekanatu. Cały dochód z imprezy został przeznaczony na działalność hospicjum „cordis”, które swoją opieką obejmuje chorych z terenu Mysłowic.

Dekanat mysłowicki powstał w 1868. Został wydzielony dekretem biskupa wrocławskiego Henryka Fröstera z dekanatu bytomskiego. Aktualnie na dekanat mysłowicki składa się 12 parafii. W posługę duszpasterską zaangażowanych jest 12 proboszczów, 16 wikariuszy oraz kilku księży emerytów. Zamieszkuje go ok. 70 tys. parafian.

Bp Janiak: o. Pio był żywym świadkiem cierpienia i wiary

ndz., 23/09/2018 - 18:25
O. Pio był żywym świadkiem cierpienia i wiary i przez to, że służył ludziom głównie przez konfesjonał. Dzisiaj za jego przyczyną ludzie dostępują wielu łask – mówił biskup kaliski Edward Janiak, który przewodniczył Mszy św. z okazji 600-lecia istnienia parafii pw. Rozesłania Świętych Apostołów w Brzeziu.

W homilii biskup kaliski dziękował parafianom, że następnemu pokoleniu przekazują zadbaną świątynię. – Najważniejsza w Kościele jest obecność ludzi, czyli żywy Kościół. Nigdzie w Piśmie Świętym nie znajdziemy słów, gdzie Pan Bóg żądałby od nas bogatych świątyń, czy złotych tabernakulów. On chce czegoś więcej od nas, On chce mieszkać w naszych sercach, a świątynia jest świadectwem o ludziach tutaj mieszkających. Dziękuję za piękne świadectwo dbałości o ten kościół murowany, który jest dowodem waszej wiary – zaznaczył celebrans.

Wskazywał, że dziś mija 100 lat od dnia, kiedy o. Pio dostał stygmaty na rękach, stopach i ramieniu od krzyża. – O. Pio był prostym zakonnikiem, spowiadał i odprawiał Msze św., ale jako młody ksiądz otrzymał stygmaty. Obarczony tym cierpieniem dawał piękne świadectwo swoim milczeniem, nawet zakrywał ręce, nie chciał tej sławy. Cierpiał przez 50 lat. Był żywym świadkiem cierpienia i wiary i przez to, że służył ludziom głównie przez konfesjonał. Dzisiaj za jego przyczyną ludzie dostępują wielu łask – powiedział bp Janiak.

Podczas Mszy św. biskup poświęcił tablicę upamiętniającą 600-lecie istnienia parafii w Brzeziu.

Po Eucharystii bp Janiak udał się na cmentarz, gdzie modlił się za zmarłych i poświęcił odrestaurowany grobowiec fundatorów kościoła. Biskup pobłogosławił także znajdujący się przed Domem Kultury obelisk upamiętniający lokację wioski. Odsłonięcia tablicy dokonała Anna Smolińska, najstarsza mieszkanka Brzezia.

W uroczystościach uczestniczyli: ks. kan. Grzegorz Szymański, proboszcz parafii pw. Rozesłania Świętych Apostołów w Brzeziu, ks. kan. Rafał Mielcarek, dziekan dekanatu pleszewskiego, duchowieństwo, parlamentarzyści, przedstawiciele władz samorządowych i licznie zgromadzeni parafianie.

Najstarsza informacja o miejscowości pochodzi z dokumentu wystawionego w 1338 r., w którym Stanisław z Brzezia i jego żona Wisenega przekazali ją w posagu swej córce Felicji, żonie Mikołaja z Topoli. W 1341 r. akt tej darowizny potwierdził król Kazimierz Wielki dokumentem wydanym w Wiślicy.

Nie znana jest data budowy pierwszego kościoła w Brzeziu. Przypuszcza się, że świątynię wzniósł w drugiej dekadzie XV w. Lutogniew z Brzezia jako wotum za swój szczęśliwy powrót z bitwy pod Grunwaldem w 1410 r.

Parafię w Brzeziu erygowano w 1418 r. wydzielając ją z parafii Tursko.

Obecny kościół ufundował w 1789 r. sędzia ziemski kaliski Andrzej Bogdański. W ołtarzu głównym znajduje się obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem pochodzący z XVIII w. Od 2012 r. proboszczem jest ks. kan. Grzegorz Szymański.

Abp Gądecki: nie należy szukać pierwszeństwa, lecz pożądać pokory

ndz., 23/09/2018 - 18:03
„Nie należy szukać pierwszeństwa, lecz pożądać pokory. Jezus najpierw upomina uczniów zwyczajnym nakazem pokory, a następnie poucza przykładem dziecięcej niewinności” – mówił w Poznaniu abp Stanisław Gądecki. Metropolita poznański przewodniczył Mszy św. w kościele pw. Wszystkich Świętych, połączonej z poświęceniem odnowionego krzyża przy ul. Chwaliszewo, obok dawnego koryta Warty.

Uroczystość poświęcenia drewnianego krucyfiksu, zwanego Złotym Krzyżem Chwaliszewskim, który od końca II wojny światowej stał przy ul. Chwaliszewo, obok dawnego koryta Warty, odbyła się po Eucharystii.

W homilii przewodniczący KEP nawiązał do czytanego dziś fragmentu Listu św. Jakuba,
który stara się odpowiedzieć na pytanie, skąd się bierze złość grzesznika i przewrotność człowieka.

Metropolita poznański podkreślił, że zazdrość jest korzeniem wszelkiego zła, źródłem klęski i pośrednich występków. Zaznaczył, że zazdrość nie ma granic – to zło trwające zawsze.

„Z niej powstaje nienawiść, uprzedzenia, ona zespala się z chciwością, gardzi bojaźnią Bożą. Przez nią zniewala się miłość braterską i niszczy pokój Boży, fałszuje prawdę i zrywa jedność” – zauważył abp Gądecki.

Przewodniczący KEP podkreślił, że jedynym antidotum na pokonanie tego grzechu jest przyjęcie postawy dziecka. „Dla uleczenie tej choroby Zbawiciel powiedział: kto jest najmniejszy, ten jest wielki” – stwierdził metropolita poznański.

„Jezus pokazuje, że biedacy mają być przyjmowani przez tych, którzy chcą być większymi dla oddania im czci lub też widząc ich złość zachęca, aby zachowali prostotę dziecięcą bez bezczelności, miłość bez zazdrości i pobożność bez złośliwości” – zauważył abp Gądecki, nawiązując do czytanej dziś Ewangelii św. Marka.

Przekonywał, że pragnienie znaczenia często szkodzi relacjom między najbliższymi, niszczy przyjaźnie, wprowadza niepokój, zawiść i wzbudza zazdrość. MetropoPrzewodniczący KEP zaznaczył, że przyczyną zła jest nie tyle pragnienie wielkości, ile błędne pojmowanie jej prawdziwego sensu.

Metropolita poznański zwrócił uwagę na zachętę Jezusa skierowaną do uczniów, sprzeczających się o status pierwszeństwa, aby zachowali ten rodzaj cnoty, w jaki w naturalny sposób zachowuje dziecko.

Po Eucharystii wierni w procesji przeszli pod znajdujący się w niedalekiej odległości od świątyni odnowiony krzyż.

Do czasu zmiany biegu koryta Warty i zburzenia mostu Chwaliszewskiego w 1968 roku Złoty Krzyż Chwaliszewski był charakterystycznym element mostu i krajobrazu i przypominał o przedwojennym Złotym Krzyżu, którzy niemieccy okupanci wrzucili do Warty.

„Krzyż Chwaliszewski ma wskazywać przechodzącym drogę ku górze, drogę ku naszemu Stwórcy, który z miłości ofiarował to, co miał najcenniejszego dla każdego z nas po to, abyśmy wszyscy mogli z martwych powstać najpierw z naszych grzechów, a następnie w ciele przemienionym” – powiedział abp Gądecki.

Nowy krzyż jest żeliwny i stoi na betonowym cokole, na którym widnieje napis: „Jezu, ufam Tobie”. Twórcą krzyża jest artysta rzeźbiarz Bartosz Lisiecki, absolwent Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu.

Z krzyżem przy ul. Chwaliszewo związana jest legenda, według której sam Chrystus przypłynął Wartą z Jasnej Góry podczas powodzi w 1736 roku, zatrzymał się przy moście Chwaliszewskim, woda gwałtownie opadła, ratując tym samym miasto przed zalaniem. Na pamiątkę tego zdarzenia krucyfiks stanął na moście Chwaliszewskim.

Pierwsza wzmianka na temat drewnianego krzyża pochodzi z II poł. XIX wieku i dotyczy drewnianego, XVIII-wiecznego krucyfiksu. Krótko po tym w 1877 roku władze miejskie postanowiły zbudować żelazny most. Drewniany krzyż został przeniesiony w 1877 roku na Jeżyce, po rozebraniu starej, drewnianej konstrukcji mostu.

Ostatecznie w 1880 roku zamiast na moście, a w sąsiedztwie mostu stanął żelazny krzyż. Cynkowa postać Chrystusa pierwotnie była pomalowana farbą, a od 1937 pokryto ją grubą warstwą 22,5-karatowego złota. Krzyż ufundowany ze składek społeczeństwa, mimo kar grożących za tę zbiórkę, w odpowiedzi na apel proboszcza parafii św. Małgorzaty i redaktorów polskich gazet.

Od 1880 roku do 1939 krzyż był odnawiany, a szczególne zasługi miał w tym Cech Rybacki.

W roku 1939 krzyż został wrzucony do Warty, a figura Chrystusa została rozbita. Po zakończeniu wojny w 1945 roku w miejscu zniszczonego przez Niemców krzyża ustawiono prosty drewniany krucyfiks przydrożny.

Bp Balcerek: małżeństwo jest drogą wielkiego szczęścia

ndz., 23/09/2018 - 18:01
Małżeństwo z woli Boga jest drogą wielkiego szczęścia i radości, jest zaproszeniem do współpracy z Bogiem w dziele stwarzania nowych ludzi przez przekazanie im nie tylko życia biologicznego, ale też duchowego – mówił do małżonków obchodzących rocznicę ślubu bp Grzegorz Balcerek.

W katedrze poznańskiej zgromadzili się małżonkowie ‒ złoci i srebrni jubilaci.

– To, że żyjemy na tej ziemi zawdzięczamy naszym rodzicom, ich małżeństwu. Wasze dzieci i wnuki tak wiele zawdzięczają sakramentowi małżeństwa jaki wy przed laty zawarliście. Sakramentowi małżeństwa zawdzięczmy także nasze istnienie narodowe i społeczne – mówił do nich bp Balcerek.

Poznański biskup pomocniczy przypomniał 1050. rocznicę powstania biskupstwa poznańskiego i rolę małżeństwa Mieszka z księżną Dobrawą w przyjęciu chrześcijaństwa w kraju Polan.

„Sakrament małżeństwa to nie tylko piękna uroczystość w kościele, która kiedyś się odbyła. Liturgia sakramentu małżeństwa to otwarcie źródła, z którego przez całe wspólne życie, każdego dnia, mają czerpać małżonkowie. Dzieje się to wtedy, kiedy razem się modlą” – mówił do małżonków bp Balcerek.

Bp Milewski: nie można rozdzielać wiary w Boga i miłości do Ojczyzny

ndz., 23/09/2018 - 17:26
O tym, żeby każdego dnia zdawać egzamin ze swej wiary w Boga i ze swej miłości do Ojczyzny, bo są to sprawy, których rozdzielać nie można, powiedział bp Mirosław Milewski 23 września w Strzygach w diecezji płockiej. W 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości dokonał tam poświęcenia pomnika marszałka Józefa Piłsudskiego.

Bp Mirosław Milewski przewodniczył Mszy św. w intencji Ojczyzny w parafii pw. Stanisława BM św. w Strzygach. W homilii podkreślił, że „Ojczyzna, to dobro wspólne, to wspólnota gromadząca wiele parafii i diecezji, dobro, okupione wysiłkiem wielu pokoleń”.

Dodał, że gdy wielu drwi z historii, z tradycji, z tego, co było w nich piękne i wartościowe, mieszkańcy Strzyg w swojej „małej Ojczyźnie” wracają do przeszłości, ponownie stawiając pomnik Marszałka Józefa Piłsudskiego: legionisty, pierwszego marszałka wolnej Polski, wybitnego męża stanu i stratega, który uratował Polskę w 1920 roku przed bolszewicką nawałą.

– Pomnik stanął, bo znaleźli się wśród was ludzie, dla których hasła „Bóg – honor – Ojczyzna” to nie jest tylko zbyt często powtarzany slogan, ale zasada, definicja, program dobrego i uczciwego życia. Ludzie, dla których patriotyzm nie polega jedynie na zbieraniu papierków czy sprzeciwianiu się wycince drzew, ale jest życiową dewizą, troską o kultywowanie pamięci o osobach i wydarzeniach, które ukształtowały naszą Ojczyznę – stwierdził hierarcha.

Zaakcentował też, że pomnik ten jest „wierną wdzięcznością za tamte czasy i tamtych ludzi”, dzięki którym Anno Domini 2018, wiek po odzyskaniu niepodległości, można w suwerennej Ojczyźnie stawiać pomniki jej wyzwolicielom i bohaterom.

– Czcimy w ten sposób pamięć o nich, ale także przypominamy młodym, że kolejne pokolenia kształtuje miniona historia, że należy jej się szacunek, że dobra teraźniejszość wzięła się z dobrej przeszłości. I życzymy im, aby za kilkadziesiąt lat pokazywali siebie wnukom na zdjęciach z tej uroczystości, żeby z satysfakcją odnajdywali swoje twarze na fotografiach wykonanych obok dziś odsłoniętego pomnika Marszałka Józefa Piłsudskiego – powiedział bp Milewski.

Zaznaczył również, że „polska wolność jest trudna”. W jej stuletniej historii było wielu jej twórców, wiele idei, różne, konkurujące ze sobą frakcje i nurty wyzwoleńcze, ale cel był jeden – wolna Ojczyzna. Polacy cieszą się wolnością, pamiętając o mogiłach bohaterskich przodków i dziękując Bogu, że ostatnia wojna na polskiej ziemi teoretycznie zakończyła się 73 lata temu, ale ostatnie wojska radzieckie zostały z niej wyprowadzone dopiero 16 września 1993 roku, a więc zaledwie 25 lat temu.

Biskup pomocniczy diecezji płockiej podziękował za obecność na uroczystości przedstawicieli kilku pokoleń i całych rodzin, bo jakiegoś czasu ma wrażenie, że wielu usiłuje zrobić wiele, aby rodzin w takim kształcie, w jaki zna się je od pokoleń i który najlepiej sprawdza się w społeczeństwie – nie było.

– Dąży się do tego, rodziny funkcjonowały genderowo, patchworkowo czy jako jakiś dziwny stwór, w którym mamę i tatę zastępuje rodzic A i rodzic B, albo jeszcze gorzej, gdy dzieci wychowują dwie tzw. mamy lub dwóch tzw. tatusiów. Zamiast tradycyjnej rodziny forsuje się „rodzinny nowotwór”, nie mający nic wspólnego z pierwotnym zamierzeniem Boga – ubolewał kaznodzieja.

Po Mszy św. bp Mirosław Milewski poświęcił pomnik Marszałka Józefa Piłsudskiego.

Pierwszy pomnik Marszałka Józefa Piłsudskiego, wykonany z kamienia, stanął w Strzygach w 1938 roku, z okazji 20-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę. Był na nim napis: „Obrońcy Ojczyzny, Marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu społeczeństwo parafii Strzygi”. Rok później wybuchła II wojna światowa, Niemcy aresztowali proboszcza ks. Stanisława Przybyłowskiego i zamordowali go 2 listopada 1939 roku w Michałkach. Jak zapisano we wspomnieniach, 8 września 1939 roku wpadł do wsi oddział niemieckich żołnierzy i rozkazał zniszczyć pomnik. Prawdopodobnie został on gdzieś zakopany.

Nowy pomnik, z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości, stanął w Strzygach z inicjatywy obecnego proboszcza parafii ks. Jarosława Macieja Jastrzębskiego. Koszty budowy pomnika pokrył parafianin Daniel Zdziarski. Przy pracach budowlanych pomagali parafianie i sympatycy parafii.

Prawosławny patriarcha Aleksandrii odwiedził Lublin

ndz., 23/09/2018 - 17:20
Przebywający z wizytą w Polsce prawosławny patriarcha Aleksandrii i całej Afryki, Teodor II, odwiedził w niedzielę Lublin. W cerkwi katedralnej Przemienienia Pańskiego przewodniczył Boskiej Liturgii i modlił się z wraz z wiernymi, potem złożył kwiaty pod mauzoleum na Majdanku.

Po liturgii Teodor II podziękował całej wspólnocie za modlitwę. Podkreślił związek, jaki łączy afrykańskich i polskich chrześcijan. – Cieszę się, że moja wizyta w Polsce kończy się Boską Liturgią. Cóż jest bardziej świętego, radosnego i budującego niż to, że przyjmujemy Komunię ze wspólnego kielicha. Aleksandria i Warszawa to dwie siostrzane cerkwie. Starajcie się pielęgnować ten skarb, który nazywamy prawosławiem – wezwał hierarcha.

Zwrócił się bezpośrednio do wiernych, proszą ich o miłość do własnego kraju. – Kiedy staniemy przed obliczem Boga, nie będzie brana pod uwagę ani nasza mądrość, ani teologia, lecz miłość, to, co mamy w naszych sercach. Kiedy wszystko przeminie, zostanie tylko ona. Bóg obdarzył Was w centrum Europy pięknym krajem, jakim jest Polska. Ta ziemia zostawała odkupiona krwią męczenników, dlatego kochajcie swój kraj, a Bóg obdarzy was wdzięcznością – mówił Teodor II.

Zwracając się do pasterza diecezji lubelsko-chełmskiej, abp. Abla, wyraził wdzięczność za trud jego biskupiej posługi. – Niech Cię nie boli widok nielicznych wiernych, mogą tacy być, jeśli ich wiara jest żarliwa i gorliwa. Niech wszyscy ludzie, którzy stukają do twoich drzwi, wiedzą, że zawsze zostaną wysłuchani – tłumaczył gość.

W rozmowie z dziennikarzami patriarcha podzielił się swoimi przemyśleniami o obecnej sytuacji chrześcijan w Afryce i na Bliskim Wschodzie. – Jest bardzo ciężko, ale dokładamy wszelkich starań, aby doszło do poprawy. Mamy dobre relacje z prezydentem Egiptu as-Sisim. W Bari spotkałem się z patriarchą antiocheńskim, patriarchą ekumenicznym i papieżem Franciszkiem, żeby wspólnie pomodlić się i zastanowić nad możliwością i poprawy jakości życia chrześcijan – tłumaczył.

Na koniec wizyty w Lublinie, Teodor II udał się do Państwowego Muzeum na Majdanku, gdzie modlił się przy Mauzoleum z prochami zmarłych więźniów oraz złożył okolicznościowy wieniec.

Teodor N. Horeftakis kanonicznie objął urząd patriarchy 24 października 2004 r. Jest następcą Piotra VII, który zginął w wypadku helikoptera we wrześniu 2004 r. w drodze z Aten na Świętą Górę Atos.

Patriarchat Aleksandryjski zajmuje drugie miejsce na honorowej liście autokefalicznych (niezależnych) Kościołów prawosławnych, po Konstantynopolu, a jego “terytorium kanoniczne” obejmuje całą Afrykę.

W wyniku konfliktu pomiędzy patriarchą Moskwy i całej Rusi Cyrylem I a patriarchą Konstantynopola Bartłomiejem I, lider rosyjskiej cerkwi przestał wymieniać patriarchę ekumenicznego w ramach liturgicznej modlitwy za wszystkich metropolitów. Od tej pory patriarcha Aleksandrii będzie wymieniany jako pierwszy.

Bp Vodopjanovas: duch sekularyzacji i brak gorliwości utrudnia wiarę

ndz., 23/09/2018 - 15:58
Podczas spotkania z duchowieństwem i osobami życia konsekrowanego w koweńskiej katedrze pw. św. Piotra i Pawła w imieniu zgromadzonych Franciszka powitał odpowiedzialny w episkopacie litewskim za zagadnienia życia zakonnego biskup Linas Vodopjanovas OFM z Poniewieża.

Zaznaczył, że duchowni z niecierpliwością czekali na to spotkanie i przygotowywali się na nie żarliwą modlitwą oraz posługą Bogu i bliźniemu. Nie ukrywał trudności, na jakie napotyka ich wiara, a których źródłem jest duch sekularyzacji i brak gorliwości.

Franciszek w krajach bałtyckich [SERWIS SPECJALNY]

„Gdy dotkają nas wątpliwości dotyczące powołania, obojętność, kiedy nasze serca już nie płoną, ale dymią jak niedopałki, gdy boimy się przyszłości i zamykamy się tylko w naszych grupach i w naszych parafiach, kiedy szukamy bezpieczeństwa w sprawach doczesnych, jakie proponuje nam świat, niestety zapominamy, że tylko «Jezus Chrystus jest naszą nadzieją»” – powiedział bp Vodopjanovas. Dlatego wielkie znaczenie dla zgromadzonych mają słowa Ojca Świętego, umacniające na drodze wiary.

Ordynariusz Poniewierski zapewnił Franciszka i modlitwach w jego intencji i prosił też o modlitwę za litewskich duchownych diecezjalnych i zakonnych, a także kandydatów do kapłaństwa i osoby zakonne.

Młodzież z całego świata na spotkaniu z papieżem

ndz., 23/09/2018 - 15:47
Podczas wczorajszego spotkania młodzieży z papieżem Franciszkiem na placu Katedralnym w Wilnie byli nie tylko obywatele Litwy, ale i przyjezdni z całej Europy oraz studiujący w Wilnie stypendyści programu Unii Europejskiej Erasmus z Afryki, Azji i Australii. Swoimi wrażeniami ze spotkania młodych z papieżem Franciszkiem w Wilnie dzieli się Karolina Sarniewicz, dziennikarka współpracująca z portalem Aleteia Polska.

Wszyscy z humorem i cierpliwością znosili organizacyjny chaos, gdyż większość z nich miała okazję zobaczyć papieża po raz pierwszy życiu. “Nie miałem nigdy okazji pojechać do Rzymu ani uczestniczyć w Światowych Dniach Młodzieży. Dopiero kiedy przeprowadziłem się tutaj, mogę tego doświadczyć. Na placu stoję od rana, żeby nie przegapić wejścia do mojego sektoru” – powiedział 23-letni Lodyenne z Rwandy, student pielęgniarstwa w Kownie.

Z kolei dla Remantasa z Kowna, jednego z najlepszych studentów ekonomii uniwersytetu ekonomiczno-technicznego było to “niezapomniane i niepowtarzalne wydarzenie!”

Ks. Pedro, kapłan z Barcelony, który od 25 lat pracuje na tym samym uniwersytecie, gdzie studiuje Remantas uczy na co dzień ponad dwa tysiące studentów, z których wielu namówił na przyjście na spotkanie z papieżem. Sam przyszedł z “wielkiej miłości do papieża Franciszka“. “Kiedy kard. Bergoglio został papieżem, zacząłem chodzić do więzienia odwiedzać osadzonych. Dziś są już na wolności, dzięki Franciszkowi wierzą, a dziesięciu z nich jest tu z nami. To jest niesamowity papież, ekstremalny w swojej otwartości na wykluczonych. On jest cudem. Sam w sobie jest Ewangelią” – wyznał.

Ks. Pedro stwierdził, że to właśnie papież Franciszek przekonał go, żeby zaczynać od “ostatnich wśród ostatnich” i ze szpitala, w którym pomagał, przeniósł się do zakładów karnych. Remantas dodał: “Cudem jest też, że możemy dzisiaj na Litwie gościć Franciszka, który jest najlepszy z żyjących liderów współczesnego świata. To dla mnie wielki zaszczyt, że mogłem urodzić się właśnie w tych czasach, żeby tego doświadczyć. Przywilejem jest dla mnie bycie tutaj i uważam to za wielkie wydarzenie”.

“Papież mógł wybrać Nowy York czy Los Angeles, a wybrał skromne Wilno. To dla nas praktycznie niewyobrażalne, a jednak się dzieje” – zwrócił uwagę Peter z Hiszpanii. “To coś niebywałego również z mojej perspektywy” – do rozmowy włączyła się Lodyenne z Rwandy i dodała: “Z papieży, do mojego kraju dotarł jedynie Jan Paweł II, ale wtedy nie było mnie jeszcze na świecie. Poza tym wierzę, że ta wizyta może wiele zmienić na Litwie. Przypadkowe osoby, które się tu zjawiły, mogły poczuć się częścią wspólnoty, a to już jest coś. Ten papież naprawdę ma zdolność, żeby pociągnąć za sobą rzesze ludzi”.

Mniej entuzjastycznie do papieskiej wizyty podchodzi Justyna, Litwinka, studentka socjologii. “Szczerze mówiąc nie wiem jeszcze, co myślę o tym wydarzeniu. Pamiętam, jak 25 lat temu, kiedy byłam bardzo mała, przyjechał tutaj Jan Paweł II, a moja mama nie uznała nawet, że to na tyle ważne, żeby przyjść go zobaczyć. Poczułam, że mam okazję to za nią nadrobić – w końcu takie odwiedziny nie zdarzają się tu często” – powiedziała. Jej zdaniem wielu ludzi liczy, że “papież na nowo wskrzesi w nich nadzieję i wiarę w sens życia, które gdzieś w erze konsumpcjonizmu zdążyły zaginąć”. “Mimo to jest wielu, którzy wyjechali na czas wizyty Franciszka z Wilna. Wolą nie być świadkami tego miejskiego zamieszania, a w samym spotkaniu nie widzą niczego szczególnego” – dodała Justyna.

Joanna, studentka germanistyki z Polski przyjechała na papieską wizytę, aby doznać pokrzepienia, które zawsze znajduje w słowach papieża Franciszka. “Wystarczy mi parę krótkich zdań. Modlę się, żeby dały mi inspirację na przyszłość. Tłumaczę Bogu, że nie muszę się wzruszać i ocierać łez, bo to tylko chwilowe. Często przy tego typu wydarzeniach boję się wręcz, że intensywne emocje przeminą, a ja nie będę wiedziała, co dalej robić. Chcę zatem usłyszeć tu coś, co zostanie we mnie na dłużej” – wyznała.

Polka, Katarzyna z Rypina w kujawsko-pomorskim z mocą podkreśliła, że papieża Franciszka nie traktuje jak gwiazdę rocka, którą chce się zobaczyć na żywo, zrobić zdjęcie i pochwalić się nim w internecie. “Postrzegam ten dzień jak spotkanie z kimś bliskim. Nigdy nie widziałam na żywo papieża, ale czuję, jakby był moim bratem. Mimo że wokół będzie tylu ludzi, a ja nie usiądę z Franciszkiem przy jednym stole, wizytę odbieram bardzo osobiście” – powiedziała.

Franciszek w krajach bałtyckich [SERWIS SPECJALNY]

Czekającym na papieża młodym ludziom nie można było odmówić samozaparcia w oczekiwaniu przy naprawdę spartańskich warunkach. Wczoraj temperatura spadła z 30 do 15 stopni. Siedzący na betonie mogli się mocno przeziębić. Padał deszcz, grzmiało i wiał porywisty wiatr. W kolejce do wejścia czekało się nawet trzy godziny, a do toalet – półtorej. Potem jeszcze kolejne cztery godziny wielu młodych bezczynnie siedziało w przydzielonych im sektorach.

Jednak kiedy tylko na telebimie zobaczono, że papież wyjeżdża z Ostrej Bramy, nikt nie pamiętał o chłodzie i zmęczeniu. Wszyscy poderwali się na proste nogi i biegali od barierki do barierki. A nuż Franciszek przejedzie z tej strony gdzie się znajdują. Wszyscy chwalili program artystyczny, bo chociaż cały był wykonany po litewsku, widać było, że został zrealizowany z dużym zaangażowaniem.

Kiedy papież przemawiał stałam się tłumaczem jego słów z włoskiego na polski dla przypadkowej grupy Polaków. Gdy wracaliśmy do autokaru Joanna z Suwałk powiedziała, że w przemówieniu papieża znalazła dla siebie wymarzone przesłanie. “Bardzo poruszył mnie mówiąc, że w wierze nie idzie się samemu, tylko w grupie. Że trzeba w innych szukać głębi, zanim zaczniemy ich zagadywać. Że nie zdołamy nigdzie dojść, jeśli będziemy skupiać się na sobie i na tym, jak widzą nas inni. Musimy wyjść poza swój ból i bezsens, zacząć widzieć troski innych” – stwierdziła i dodała: “Nigdzie indziej nie spotkasz tylu osób tak otwartych i empatycznych jak właśnie na spotkaniu z Franciszkiem. Kiedy papież wjeżdża swoim `papa mobile` na plac, ekscytacja tłumu zmienia się w pokorne oczekiwanie; kiedy błogosławi – pozostaje już tylko nieme wzruszenie”.

Katarzynę z Polski najbardziej przejęły słowa Franciszka o nieskończonej trosce Boga. “Wzruszyło mnie, że Jezus jest z nami na każdym rozdrożu. Jeśli postąpimy źle, jest gotowy naprawiać nasze błędy, a jeśli trzeba, wyśle do nas odpowiednich ludzi. Podobało mi się też, jak bardzo Franciszek był otwarty na każdego z kim się spotykał. Z jaką troską podchodził pobłogosławić każdego z chorych. Znowu zobaczyliśmy, jak wielką sympatią darzy słabszych, chorych, wykluczonych” – powiedziała.

Katia z Węgier wyszła ze spotkania z Franciszkiem zaniepokojona. “Papież był bardzo zmęczony – to wyraźnie widać. Martwię się o niego, musimy się za niego modlić. W jego oczach było skupienie i zatroskanie, ale też jakiś niemy smutek. Bardzo bym nie chciała, żeby z jakiegoś powodu cierpiał” – wyznała. Jej zdaniem łaska doskonali się w słabości i papież to pokazuje swoim działaniem, które jest czystą Ewangelią. “Nie chcę popaść w nadmierną egzaltację, ale mam wrażenie, że w pewnym sensie jest to człowiek-symbol” – dodała.

“Czuję, że Jezus był na tym spotkaniu między nami. To unikanie marudzenia i akceptowanie trudów było rozbrajające. Kiedy papież przemawiał, a ty go tłumaczyłaś, skupiałam się początkowo na tym, jak bardzo niewygodnie mi się stoi. Ale obserwacja ciebie uświadomiła mi, jak bardzo jest ci teraz ciężko, że musisz słuchać i tłumaczyć jednocześnie. Wtedy przestałam narzekać. I jestem pewna, że wiele osób widziało, jak wiele w tym spotkaniu jest nie tak. Ale każdy pokochał to niechcenie. Żeby było tak, jak mówił papież, żeby się chciało dla innych” – wyznała Katarzyna z Polski.