Informacje Katolickiej Agencji Informacyjnej

Subskrybuje zawartość
Portal Katolickiej Agencji Informacyjnej
Zaktualizowano: 2 godziny 50 min. temu

Przeor krakowskich bonifratrów: lecząc ciało, trzeba docierać do duszy pacjenta (wywiad)

ndz., 11/02/2018 - 10:24
„W dobie dzisiejszych trudów związanych z opieką medyczną i częstym uprzedmiatawianiem pacjenta należy pamiętać o słowach naszego założyciela, św. Jana Bożego, że lecząc ciało trzeba docierać do duszy pacjenta” – powiedział w rozmowie z KAI, o. Ambroży Maria Pietrzkiewicz OH, przeor bonifratrów, prowadzących Szpital Zakonu Bonifratrów w Krakowie. W niedzielę 11 lutego przypada XXVI Światowy Dzień Chorego.

Łukasz Kaczyński (KAI): Ojcze, dlaczego Światowy Dzień Chorego jest tak ważny?

O. Ambroży Maria Pietrzkiewicz OH: Myślę, że trzeba zauważyć, że to dzień chorego, a nie chorych. Jak gdyby Jan Paweł II, rozpoczynając tą inicjatywę, chciał podkreślić, że ma ona wyrażać troskę o konkretną osobę, która choruje i cierpi. Ten dzień uwrażliwia nas wszystkich – Kościół, instytucje katolickie i świeckie oraz każdego człowieka z osobna – aby nie tylko pomagać bliźniemu i zaradzać jego fizycznym niedomaganiom, ale zatrzymać się i być z nim.

KAI: Dlaczego ta troska jest ważna dla bonifratrów?

– Nazwa naszego zgromadzenia to Zakon Szpitalny św. Jana Bożego. To istota naszej bytności. Nasz założyciel jest patronem chorych, szpitali i pielęgniarzy. Sam doznał nieludzkiego traktowania, gdy trafił do szpitala dla obłąkanych. Dlatego po wyjściu z niego zaczął wspomagać pacjentów, czyniąc to z wielką miłością. Także Kościół zatwierdzając nasz zakon podkreślił, że zrodził się on z Ewangelii miłosierdzia. Czyli z Ewangelii św. Łukasza mówiącej o dobrym samarytaninie, który rozeznał potrzeby człowieka napadniętego, opatrzył go, a także pozostawił środki na jego utrzymanie. W jakiś sposób my także staramy się naśladować właśnie takie działanie, posługując chorym i potrzebującym.

KAI: Co jest najważniejsze w realizowaniu charyzmatu waszego założyciela?

– Naszą misję staramy się realizować w myśl jego słów: „Czynić dobro”. Te słowa są skierowane do wszystkich – nas, braci, naszych współpracowników, ale także chorych, którzy trafiają do naszego szpitala. Byśmy na jego terenie się spotykali i czynili dobro względem siebie, biorąc za wzór Jezusa.

KAI: Jednak w dobie wielu problemów administracyjnych i różnych zawirowań w polskiej służbie zdrowia chyba łatwo zatracić to podejście Jana Bożego do chorego?

– Na pewno jest wiele sytuacji, które mogą spowodować, że człowiek przestaje być podmiotem, a stanie się przedmiotem. Dziś często nie mówi się o chorym, ale o rozliczaniu procedury medycznej, co może prowadzić do dehumanizacji opieki nad pacjentem. My staramy się w naszych ośrodkach prowadzić stałą formację zarówno braci, jak i współpracowników w duchu i charyzmacie św. Jana Bożego. Po to właśnie, by najważniejszy był chory, a nie lekarz, nie zakonnik, ani nie dyrektor. Dzięki temu, jak podkreślają nasi pacjenci, w krakowskim szpitalu bonifratrów nie ma zbytniej nerwowości, czuć natomiast pewne sacrum. W dobie dzisiejszych trudów związanych z opieką medyczną i częstym uprzedmiatawianiem pacjenta nie wolno nam zapominać o słowach naszego założyciela, św. Jana Bożego, że lecząc ciało trzeba docierać do duszy chorego.

KAI: A jak to wygląda z perspektywy pracowników – wiele ostatnio mówi się o sporze o wyższe płace, klauzuli sumienia i braku lekarzy na dyżurach.

– Mamy bardzo dobrych współpracowników – zarówno tych konsekrowanych, jak i świeckich. Chcielibyśmy, aby byli oni godnie wynagradzani, ale nie zawsze jest to możliwe. Co niezmiernie ważne społeczeństwo już wie, że osoby związane ze służbą zdrowia muszą pracować więcej niż po 8h, często w szpitalu, poradni czy wielu miejscach naraz. To niełatwa sytuacja, ale ona powoli zaczyna się krystalizować – widać jakieś zielone światełko dla rzeczywistej reformy opieki zdrowotnej w naszej ojczyźnie. Nie mieliśmy takiej sytuacji, że na oddziałach zabrakło opieki lekarskiej czy pielęgniarskiej. Myślę, że jest to wynik dobrego sposobu prowadzenia rozmów z personelem, który pozwolił wychodzić naprzeciw jego problemom i jednocześnie uczyć, że wszyscy jesteśmy współodpowiedzialni za funkcjonowanie i przyszłość naszego ośrodka medycznego.

KAI: W utrzymaniu tego sacrum, o którym wspomniał ojciec, na pewno pomagają kapelani. Czasem słychać jednak ze strony niektórych pacjentów głosy, że są im oni niepotrzebni. Czy tak jest naprawdę?

– Trzeba podkreślić, że osoby sprawujące opiekę duszpasterską w szpitalach są dla chorych dosłownie 24 godziny na dobę. Nie zgadzam się z takim stwierdzeniem, że nie są potrzebni. Widzimy często jak pacjenci przeżywają różnego rodzaju nawrócenia podczas hospitalizacji. Niejednokrotnie pacjenci, widząc jak inne osoby z ich sal szpitalnych korzystają z pomocy kapłana, sami się na nią decydują. Owszem zdarzają się przypadki, że ktoś nie chce lub boi się poprosić o pomoc kapłana. Dlatego też w naszym szpitalu działa zespół opieki duszpasterskiej, w skład którego wchodzą poza kapelanami, bracia i siostry zakonne, lekarze, pielęgniarki, fizjoterapeuci, a także pracownicy administracji. Taki system jest potrzebny tym pacjentom, którzy nie potrafią się otworzyć przed duchownym. Czasami szybciej do wnętrza pacjenta dotrze lekarz czy pielęgniarka, a dzięki ich pośrednictwu może zostać nawiązana również więź z księdzem.

KAI: W waszym ośrodku chorych wspierają także wolontariusze – co daje taka forma pomocy?

– To niewątpliwie realna możliwość spełniania uczynku miłosierdzia „Chorych nawiedzać”. Wielu pacjentów, poza odwiedzinami rodziny, czuje się osamotnionych. Co dopiero tacy, którzy nie mają bliskich. Choć wolontariusz nie może często wykonywać czynności pielęgnacyjnych przy pacjencie, to jego zaangażowanie może być jeszcze większe. Może pomóc w dotarciu chorego do kaplicy, przeczytać coś czy zwyczajnie porozmawiać. To uśmierza okres przebywania w szpitalu. Wolontariusze dają swój czas, aby chorzy choć na moment zapomnieli o swoim schorzeniu. Mamy wolontariuszy dorosłych, ale wspomaga nas także młodzież, która uczy się w Katolickim Gimnazjum Sióstr Augustianek w Krakowie. To dla młodych niezwykłe doświadczenie – bo kiedy odwiedzają oni chorych, uwrażliwiają swoje serca na potrzeby drugiego człowieka na całe dorosłe życie.

KAI: Od dwóch lata przy szpitalu, w waszym zgromadzeniu istnieje diecezjalne Sanktuarium św. Jana Bożego – jaka jest jego rola?

– Ono w jakiś sposób przekroczyło nasze oczekiwania. Nie spodziewaliśmy się, że prośby czy podziękowania od wiernych kierowane do Boga przez wstawiennictwo św. Jana Bożego będą tak dojrzałe i poruszające. To naprawdę piękne. Widać żywą wiarę, która może uzupełnić proces leczenia czy też przeżywania choroby. Co ważne intencje nie pochodzą często od samych chorych, ale właśnie od bliskich czy rodziny. To sanktuarium jest miejscem świętym i miejscem niezwykłej modlitwy osób dotkniętych różnymi fizycznymi, ale i duchowymi dolegliwościami. Bardzo ważnym dniem dla ośrodka jest czwartek, kiedy to odbywa się nabożeństwo do św. Jana Bożego, odczytywane są prośby i podziękowania do św. Jana Bożego, a następnie odprawiana jest Msza św. wotywna i odbywa się czuwanie przed Najświętszym Sakramentem.

KAI: Czego Ojciec życzy chorym w dniu, w którym cały świat powinien o nich najbardziej pamiętać?

– Każdy pragnie być szczęśliwym, można jednak sobie zadać pytanie co to oznacza. Dla człowieka chorego oznacza to pewnie powrót do pełni zdrowia, ale to nie zawsze jest możliwe. Dlatego życzę chorym, aby zawsze, obojętnie od aktualnej kondycji zdrowotnej czuli, że Bóg przy nich jest i otacza ich swoją niepowtarzalną i nieskończoną miłością. I aby wiedzieli, że ich cierpienie i odczuwane dolegliwości nie są bez znaczenia. One po pierwsze budują tożsamość człowieka. Cierpienie jest także nieodzownym elementem zbawienia człowieka przez Jezusa. Dlatego cierpiący na brak zdrowia muszą pamiętać, że mają współudział w dziele zbawienia świata. I taka była od zawsze misja chorych w Kościele.

Skrzypnia: bp Janiak spotkał się ze strażakami

ndz., 11/02/2018 - 10:18
W parafii, gdzie jest straż, szkoła i koło gospodyń wiejskich jest życie. Nic i nikt tego nie zastąpi – mówił bp Edward Janiak do strażaków z diecezji kaliskiej. Tegoroczne spotkanie ochotników odbyło się w Skrzypni.

Zaproszonych gości powitał Krzysztof Grabowski, wicemarszałek Województwa Wielkopolskiego, a zarazem wiceprezes Zarządu Oddziału Wojewódzkiego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych. – Pragnę podziękować strażakom za trud i ofiarną pracę. Bez strażaków ochotników nie udałoby się zapobiec wielu różnym zdarzeniom i nieść tej pomocy na czas w wielu miejscach – mówił organizator spotkania noworocznego.

Biskupowi kaliskiemu Edwardowi Janiakowi podziękował za przewodniczenie w ubiegłym roku Mszy św. z okazji wielkopolskich wojewódzkich obchodów Dnia Strażaka w Krotoszynie i poświęcenie 41 nowych wozów strażackich, a także za życzliwość okazywaną strażakom.

Wskazał, że w 2017 roku udało się zakupić sprzęt i nowe wozy strażackie. Zaznaczył, że aż 71 samochodów trafiło do Ochotniczych Straży Pożarnych w Wielkopolsce.

W swoim wystąpieniu bp Edward Janiak wskazywał na ważną rolę strażaków w życiu społeczeństw lokalnych. – Dziękuję wam, że wychowujecie młodych ludzi do ofiarności, poświęcenia dla drugiego człowieka, aby potrafili przejść z teorii do życia. Spełniacie w tym zakresie ogromną rolę. Wasza obecność szybko zorganizowana, w ciągu kilkunastu minut, ratuje ludziom życie – stwierdził ordynariusz diecezji kaliskiej

Biskup zapewniał o pamięci modlitewnej. Wyjawił, że raz w miesiącu odprawia Mszę św. w intencji strażaków.

W spotkaniu noworocznym uczestniczyli m.in.: starosta kaliski Krzysztof Nosal,
starosta pleszewski Maciej Wasielewski, zastępca wójta Gminy Czermin Marieta Cierniak, przewodniczący Rady Gminy w Czerminie Robert Mikołajczak, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Kaliszu Stanisław Piotrowski, prezes Zarządu Oddziału Powiatowego Związku OSP w Pleszewie, a zarazem członek Zarządu Głównego Związku OSP Zbigniew Serbiak, prezesi Zarządu Oddziałów Powiatowych OSP z Ostrowa Wielkopolskiego, Kępna, Jarocina, Pleszewa, Krotoszyna, Ostrzeszowa, kapelani OSP z terenu diecezji kaliskiej: ks. kan. Marian Ostach, proboszcz parafii w Czerminie, ks. Piotr Kuświk, kapelan strażaków powiatu ostrowskiego, ks. kan. Jerzy Rychlewski, kapelan strażaków powiatu jarocińskiego, ks. Józef Wachowiak, kapelan strażaków powiatu kępińskiego.

Pięć lat temu Benedykt XVI ogłosił ustąpienie z papieskiego urzędu

ndz., 11/02/2018 - 09:44
Bez wątpienia dla Kościoła i świata był to historyczny moment gdy Benedykt XVI 11 lutego 2013 ogłosił swoje ustąpienie z papieskiego urzędu. Po pięciu latach do tego wydarzenia, już się przyzwyczailiśmy, że mamy w Watykanie dwóch papieży, z których jeden „ukryty dla świata” żyje i modli się w klasztorze Mater Ecclesiae na stoku Wzgórza Watykańskiego, 200 metrów od Domu św. Marty, siedziby swego następcy Franciszka.

W niedawnym liście do rzymskiej redakcji dziennika „Corriere della Sera” Benedykt XVI napisał: „Mogę tylko powiedzieć w tym względzie, że w powolnym słabnięciu sił fizycznych, wewnętrznie pielgrzymuję do Domu. To wielka łaska dla mnie, gdy jestem otoczony, na tym ostatnim odcinku drogi, czasami trochę męczącym, przez tak wielką miłość i dobroć, jakich nie mogłem sobie wyobrazić”.

Historia rezygnacji

11 lutego 2013 r. Benedykt XVI na godz. 11 zwołał konsystorz z udziałem kardynałów przebywających w Rzymie. Głównym jego tematem miały być trzy kanonizacje. Tymczasem na zakończenie papież nieoczekiwanie odczytuje po łacinie swoją rezygnację, wyjaśniając, że nie jest już w stanie pełnić swej posługi, ze względu na wiek i stan zdrowia. Włoska watykanistka z agencji prasowej ANSA Giovanna Chirri znająca łacinę miała łzy w oczach, gdy uświadomiła sobie co usłyszała z ust papieża. Jako pierwsza o godz. 11.46 wysyła pilną wiadomość i zamieszcza na twitterze informację: „B 16 si è dismesso” – Benedykt XVI ustąpił”. Podjęły ją natychmiast inne agencje i media: Reuters, CNN, Al-Arabiya. Papież zapowiedział, że jego pontyfikat kończy się wieczorem 28 lutego 2013 r.

Chirri nadal niedowierzała ale otrzymała potwierdzenie od rzecznika prasowego Watykanu ks. Federico Lombardiego i sensacja rozeszła się po całym świecie. Wczesnym popołudniem rzecznik zwołał konferencję prasową podczas której powiedział, że wiadomość jest „zaskakująca”. Wykluczył przy tym, aby powodem decyzji była choroba i zapowiedział, że Benedykt XVI przeniesie się do klasztoru Mater Ecclesiae w Ogrodach Watykańskich. Wieczorem – na Placu św. Piotra zgromadzili się wierni na modlitwę. W Niemczech świętowano tego dnia koniec karnawału tzw. „różowy poniedziałek” i media ostrzegały: „Uwaga, to nie żart karnawałowy!”

13 lutego w Środę Popielcową, w bazylice św. Piotra Joseph Ratzinger sprawował Mszę św. W kazaniu ubolewał z powodu rozdarcia w Kościele. Wcześniej, podczas audiencji ogólnej, po raz pierwszy publicznie powiedział o swym ustąpieniu.

Następnego dnia Ojciec Święty żegnał się z księżmi swojej diecezji rzymskiej. W przemówieniu do nich, a raczej – jak podkreślił – „rozmowie”, dokonał osobistego bilansu Soboru Watykańskiego II (1962-65).

W połowie lutego Benedykt XVI wziął udział w tradycyjnych rekolekcjach wielkopostnych dla Kurii Rzymskiej.

Ostatnim dokumentem „Normas nonnullas” podpisanym 26 lutego papież otworzył drogę do wcześniejszego otwarcia konklawe. Przy tej okazji zapowiedziano, że w przyszłości Benedykt XVI będzie „papieżem seniorem”, przysługiwać mu będzie nadal tytuł „Jego Świątobliwość” i zachowa także swoją białą sutannę. 27 lutego odbyła się ostatnia audiencja ogólna Benedykta XVI. Wobec zebranych na placu św. Piotra 150 tys. wiernych papież podziękował za „poszanowanie i zrozumienie” jego decyzji, na co zgromadzeni odpowiedzieli długotrwałymi oklaskami.

28 lutego przed południem – Benedykt XVI pożegnał się z kardynałami a przyszłemu papieżowi, ze przed jego wyborem, przyrzekł „bezwarunkowy szacunek i posłuszeństwo. Po południu wraz z osobistym sekretarzem abp. Georgiem Gänsweinem opuścili Pałac Apostolski. Abp Gänswein miał łzy w oczach. Do Castel Gandolfo przewiózł ich śmigłowiec prezydenta Włoch.

Odlotowi emerytowanego już papieża towarzyszyło bicie dzwonów we wszystkich kościołach Rzymu. Ówczesny sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej kard. Tarcisio Bertone opatrzył apartamenty papieskie pieczęciami lakowymi, tak jak po śmierci papieża.

Wieczorem Benedykt XVI przybył do Castel Gandolfo i udzielił zgromadzonym wiernym swojego ostatniego błogosławieństwa apostolskiego. Żegnał się z nimi jako „prosty pielgrzym, wchodzący na ostatni etap swojej drogi przez Ziemię”. Na zakończenie po włosku powiedział „Buona notte!” – „Dobranoc”. Po raz pierwszy od ponad 700 lat papież zrezygnował dobrowolnie z urzędu. O godz. 20.00 – po siedmiu latach, dziesięciu miesiącach i dziewięciu dniach pontyfikat Benedykta XVI dobiegł końca.

Dlaczego Benedykt XVI ustąpił?

Z perspektywy czasu rezygnacja Benedykta XVI wydaje się logiczna. Dużo wcześniej niż został papieżem kard. Joseph Ratzinger, wtedy prefekt Kongregacji Nauki Wiary powiedział w ostatnich miesiącach pontyfikatu Jana Pawła II w wywiadzie dla tygodnika archidiecezjalnego „Münchner Kirchenzeitung”, że papież może zrezygnować z urzędu. Niektórzy kardynałowie byli z jego wypowiedzi niezadowoleni zastrzegając, że mówienie tego jest nierozsądne.

Później swoją własną rezygnację Benedykt XVI uznał za „obowiązek”. W książce wywiadzie ze swym niemieckim biografem Peterem Seewaldem „Światłość świata” z 2011 r. tłumaczył: „Jeśli papież fizycznie albo psychicznie nie jest w stanie wypełniać swoich obowiązków, ma nie tylko prawo, ale i obowiązek odejść”. Z kolei w wydanej w 2016 książce „Benedykt XVI. Ostatnie rozmowy”, swego rodzaju testamentem, zwrócił uwagę, że ustąpienie z urzędu przygotowywał w gronie kilku najbliższych osób i był niespokojny na myśl o ewentualnym przecieku wiadomości na ten temat. Obawy te były uzasadnione, gdyż tak wielu podobnych wycieków wiadomości i tekstów, jak za jego pontyfikatu, nigdy do tego czasu w Watykanie nie było. Wspomina też o wewnętrznych wątpliwościach, co do wpływu planowanej decyzji na przyszłość papiestwa. Zaprzeczył, jakoby wywierano nań jakieś naciski w tej sprawie.

Jednak nie tylko stan zdrowia skłonił Benedykta XVI do rezygnacji ale też zobowiązania, których, jak sam powiedział, nie mógł już dobrze wypełnić a wśród których na pierwsze miejsce wysuwa się jego walka z „brudami w Kościele” m. in.: praniem brudnych pieniędzy w watykańskich instytucjach finansowych, pedofilią czy „gejowskim lobby” w Watykanie. Ponadto jak sam przyznał ogromne zadanie reformy papiestwa, a zwłaszcza Watykanu, dalece przerastały jego siły.

Dobry Dziadek

Wkrótce po swym wyborze odwiedził go jego następca, Franciszek. Wizerunek dwóch spotykających się papieży krążył po całym świecie i stopniowo stał się czymś normalnym. Franciszek publicznie pokazuje się z „papieżem seniorem” np. przy kreacji nowo mianowanych kardynałów, mszach św. w Bazylice św. Piotra. Szczególnie zapadł w pamięci udział Benedykta XVI w kanonizacji Jana XXIII i Jana Pawła II, z którym wiązały szczególnie silne a którego często prosił o zwolnienie z obowiązków. Ale papież Polak zawsze odmawiał, gdyż chciał go mieć przy sobie do końca.

Franciszek często mówi o „dobrym dziadku” mieszkającym w klasztorze „Mater ecclesiae”, którego może wysłuchać i udziela mu rad. We wstępie do książki Elio Guerriero, „Servitore di Dio e dell’umanità” (Sługa Boga i ludzkości) z 2016 r., biografii Benedykta XVI papież Bergoglio napisał: „Jego dyskretna obecność i modlitwa za Kościół są nieustannie wsparciem i pokrzepieniem dla mojej posługi. […] We wszystkich spotkaniach z nim mogłem doświadczyć nie tylko szacunku i posłuszeństwa, ale również serdecznej bliskości duchowej, radości wspólnej modlitwy, szczerego braterstwa, zrozumienia i przyjaźni, a także gotowości, by służyć radą”.

Nie potwierdziły się obawy niektórych, że papież senior może stać się antagonistą Franciszka. W żadnym wypadku obaj nie stanowią skrajnie różnych osobowości choć jeden jest „papieżem duszpasterzem” z Buenos Aires a drugi „papieżem profesorem” z Bawarii. Teologicznie, wbrew niektórym opiniom, różnice między nimi są tak niewielkie, tak że „może się zmieścić kartka papieru”. Niebezpieczeństwo tkwi jedynie w tym, że niektórzy mogą sobie pozwalać na przeciwstawianie ich obu i wykorzystywanie dla swoich własnych interesów.

Ostatnio wizyty Franciszka w klasztorze Mater Ecclesiae stały się rzadsze. Wcześniej zazwyczaj spotykał się z Benedyktem XVI przed podróżą zagraniczną lub bezpośrednio po niej, ale także z okazji świąt kościelnych. W saloniku na pierwszym piętrze odbywali rozmowy w cztery oczy. Jednak o treści tych rozmów nic nie wiadomo, ale można przypuszczać, że Franciszek opowiadał swemu poprzednikowi o aktualnych sprawach i od czasu do czasu prosił o radę. Ale niezależnie od tych wizyt obaj do dzisiaj są często w kontakcie telefonicznym. Ostatni raz Franciszek pod koniec grudnia złożył Benedyktowi XVI życzenia z okazji Bożego Narodzenia.

Aktywny papież senior

Po ustąpieniu papież senior stał się człowiekiem dużo bardziej aktywnym niż początkowo oczekiwano. Owszem zapowiedział, że będzie służyć Kościołowi w modlitwie ale też nigdy nie deklarował, że będzie milczał, czego dowodem jest choćby przedmowa do książki kard. Roberta Saraha w 2017 roku, w której zapewnia prefekta watykańskiej Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, że liturgia jest „w dobrych rękach”. Niedawno napisał też list, który otwiera księgę pamiątkową z okazji 70. urodzin i 40. rocznicy święceń kapłańskich kard. Gerharda Müllera, byłego prefekta Kongregacji Nauki Wiary, w którym dziękuje niemieckiemu purpuratowi za obronę jasnych tradycji wiary, ale „zgodnie z linią papieża Franciszka starał się zrozumieć, jak można przeżywać ją dzisiaj”. Podobno przed publikacją wszystkich oficjalnych tekstów Benedykt XVI zawsze zwraca się z prośbą o ich zatwierdzenie do swojego następcy.

Rzadko pokazuje się publicznie

Benedykt XVI bardzo rzadko pokazuje się publicznie. Ale w lipcu 2015 r. otrzymał tytuł doktora honoris causa Akademii Muzycznej w Krakowie i Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie. Uroczystość miała miejsce w Castel Gandolfo. W podziękowaniu papież senior mówił o muzyce klasycznej i wierze.

Z kolei podczas uroczystości w Watykanie z okazji 65. rocznicy swoich święceń kapłańskich, z udziałem Franciszka, w spontanicznym wystąpieniu podkreślił, że istotą misji chrześcijan jest pomoc w przeistoczeniu świata, aby nie był światem śmierci, lecz życia, światem, w którym miłość zwyciężyła śmierć.

Rok temu w kwietniu podczas swoich 90 urodzin na spotkaniu z rodakami ze swej bawarskiej ojczyzny w Ogrodach Watykańskich dziękował Bogu, że „obdarował go piękną ojczyzną”. „Bawaria ukazuje piękno stworzenia. Kraj ten jest piękny z wieżami kościołów, domami z balkonami, kwiatami i dobrymi ludźmi” – powiedział. Ponadto co roku, na początku września, zawsze znajduje czas na spotkanie ze swymi byłymi uczniami z „Kręgu Uczniów Josepha Ratzingera – Benedykta XVI” (Ratzinger Schülerkreis), którzy organizują tematyczne sympozja inspirowane jego nauczaniem.

Dzień Benedykta XVI

W ostatnim czasie Benedykt XVI podupadł na zdrowiu i znacznie ograniczyła się jego sprawność fizyczna. Trudności sprawia mu chodzenie, dlatego udając się na spacer korzysta z pojazdu golfowego i „balkonika”. Również w domu coraz częściej skazany jest na pomoc w chodzeniu. Papież senior ma stały program dnia: rano sprawuje Mszę św., potem je śniadanie, oddaje się modlitwie, lekturze, bogatej korespondencji i czasem przyjmuje gości. Dwa razy dziennie spaceruje: krócej po obiedzie na klasztornym tarasie, na dłuższy spacer udaje się po południu, kiedy wraz ze swoim sekretarzem idą do groty Matki Bożej z Lourdes, by tam odmówić różaniec. Po modlitwie wieczornej w kaplicy ok. godziny 21.00 Benedykt XVI idzie do swoich pokoi. Nad jego domowym gospodarstwem stale czuwają cztery członkinie stowarzyszenia „Memores Domini”, które wcześniej pracowały w Pałacu Apostolskim. Niestety papież senior nie gra już na fortepianie, gdyż jak wyjaśnił: „Ręce już mi tak nie służą i głowa czasami też”. Jak zapewnia abp Gänswein i inne osoby, które go odwiedzają mentalnie papież senior jest nadal sprawny.

Co do wszystkich spraw dotyczących reformy kurii rzymskiej, którą rozpoczął Benedykt XVI, a także materiały dotyczące walki z nadużyciami w Kościele, w tym pedofilią wśród duchownych, a których nie był w stanie zrealizować, symbolicznie przekazał swemu następcy w dwóch dużych kartonach z aktami.

Abp Gänswein zapytany, czy Benedykt XVI przygotował testament odpowiedział, że za testament należy uznać trzytomową książkę o Jezusie z Nazaretu i dodał, że „przygotował także swój osobisty testament”. Zapewnił, że papież poprzez wszystkie swoje działania „przygotowuje się na definitywne spotkanie z Panem i przeżywa to wszystko z wielką pogodą ducha”.

Niektórzy kościelni prawnicy do dzisiaj zastanawiają się czy rezygnacja Benedykta XVI była zgodna z prawem i czy oraz w jaki sposób należy szczegółowo uregulować rezygnację z papieskiego urzędu. Z kolei Franciszek jest przekonany, że ustąpienie papieża Ratzingera nie było jednostkowym incydentem w nowożytnej historii papiestwa.

Długoletni dyrektor Ligi Przeciwko Zniesławieniu: ten konflikt trzeba szybko zażegnać

ndz., 11/02/2018 - 08:15
Na podstawie swego doświadczenia mógłbym powiedzieć, że Polacy to ludzie sprawiedliwi. Tylko co powiedziałby na to ktoś, komu spalono rodzinę w stodole w Jedwabnem? – mówi w wywiadzie dla Katolickiej Agencji Informacyjnej Abraham Foxman, długoletni dyrektor Ligi Przeciwko Zniesławieniu (ADL). Jego zdaniem, konflikt o nowelizację ustawy o IPN, w imię relacji polsko-żydowskich trzeba szybko zażegnać. – W obecnej sytuacji trzeba rozmawiać i tych rozmów nigdy nie będzie za wiele, tylko wtedy można osiągnąć wspólny cel – dodaje.

Publikujemy wywiad z Abrahamem Foxmanem, jaki dla KAI przeprowadził Waldemar Piasecki.

KAI: Jak po błyskawicznej nowelizacji ustawy o IPN czuje się polski Żyd uratowany jako dziecko z Holocaustu przez Polkę, długoletni promotor dialogu polsko-żydowskiego i chrześcijańsko-żydowskiego, wydawca dzieł wszystkich papieża Jana Pawła II o judaizmie, Żydach i relacjach judeochrześcijańskich?

– Nim odpowiem jak się czuję, uzupełnię, że tę ustawę prezydent Polski podpisał, ale wyrażając swoje do niej uwagi, skierował do Trybunału Konstytucyjnego w celach – nazwijmy to – naprawczych. Intencje ustawodawcy powinny być wyrażane precyzyjnym i zrozumiałym językiem, nie pozostawiającym miejsca na domysły i spekulacje. Na całym świecie nie tylko Żydzi i Amerykanie wiążą nadzieje z tą inicjatywą Andrzeja Dudy.

Oczywiście, kiedy w Międzynarodowym Dniu Pamięci o ofiarach Holokaustu dotarła do mnie wiadomość o przejściu ustawy przez Sejm, byłem zszokowany. Przez ponad dwadzieścia ostatnich lat tylu ludzi dobrej woli w Polsce, Izraelu i Ameryce starało się wspólnie naprawiać stosunki polsko-żydowskie, często poprzez niełatwe i bolesne dyskusje. Dominowało jednak przesłanie celu, jakim było doprowadzenie tych relacji do poziomu, jaki wyznaczała historia tysiącletniej współobecności na tej samej ziemi, zwanej przez Żydów – Polin. Jako zasadniczy motyw sprawczy normalizacji postrzegaliśmy papieża Jana Pawła II, który nie tylko definiował Żydów jako starszych braci w wierze, ale miał również osobiste relacje z Żydami, sięgające wadowickiego dzieciństwa.

Kilka miesięcy przy odejściem Ojca Świętego, ostatnie spotkanie.

Swoistym pokłonem Janowi Pawłowi II była wydana przez kierowaną przeze mnie Ligę Przeciwko Zniesławieniu (ADL), monografia „The Saint for Shalom”, do której słowo wstępne napisaliśmy wspólnie z moim przyjacielem kard. Stanisławem Dziwiszem, sukcesorem papieskiego dzieła dialogowego. Obaj z kardynałem jesteśmy laureatami Nagrody Orła Jana Karskiego, co też uważam za symbolicznie znamienne. Dobrych faktów zbliżających nas ku sobie było oczywiście więcej i było to dostrzegane w całym świecie, w tym przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych. Dlatego nowelizacja ustawy w takim nagłym trybie i w takim kierunku musiała budzić reakcje, jakie wywołała. Była szokująca, zaskakująca i przykra. Dla mnie szczególnie.

KAI: Słyszy się próby tłumaczenia, że izraelskie i amerykańskie reakcje na ustawę są przesadzone, kiedy postrzega się ją jako próbę penalizacji wolności słowa i wypowiedzi oraz że obawy wynikają z niezrozumienia.

– Język polski nie jest łatwy, ale przecież dający się przekładać na inne. Dotyczy to zarówno „Quo vadis” Henryka Sienkiewicza, jak i dokumentów prawnych. Moim zdaniem, obawy zagrożeń zostały dobrze zidentyfikowane i zrozumiane w Izraelu i Stanach Zjednoczonych, skoro prezydent Andrzej Duda też na nie wskazał i legislację odesłał do Trybunału Konstytucyjnego. W Ameryce wiąże się to dodatkowo z tym, że pierwsza poprawka do Konstytucji, dotycząca wolności słowa i wypowiedzi, traktowana jest jak świętość i fundament demokratycznego ładu cywilizacji, w jakiej żyjemy. Nie tylko jednak to. Legislacja, w jej kontrowersyjnych punktach, zawiera bolesny przekaz polityczny. Taki oto, że nie może być swobodnej wymiany myśli na temat bolesnej historii, która przecież ma wpływ na politykę.

KAI: Czy zatem wolność słowa ma oznaczać wolność zniesławiania? Pytam Pana także jako długoletniego lidera Ligi Przeciwko Zniesławieniu.

– To są dwie zupełnie różne rzeczy. Wolność słowa daje możliwość wyrażania dowolnych treści, ale z pełną świadomością, że kto inny za te treści może cię pozwać do sądu, czując się zniesławiony. To dotyczy wolności i odpowiedzialności. Wolność daje ci konstytucja, odpowiedzialności wymaga prawo realizowane przez władzę sądowniczą.

Trzeci dzień pontyfikatu Benedykta XVI. Fot. Archiwum ADL

Przywołana ADL powstała w 1913 roku w Chicago jako reakcja na falę dzikiego antysemityzmu, wyrażającego się m.in. napisami na lokalach publicznych, iż nie mają tam wejścia psy i Żydzi. Takie treści zaczęły być zaskarżane. Podobnie jak inne formy zniesławiania. Równocześnie prowadzona była działalność edukacyjna, ale także dialogowa, uwrażliwiająca na stereotypy i mająca zmieniać świadomość.

Myślę, że najwybitniejszym przykładem takie dobrej zmiany była adhortacja papieska „Nostra Aetate”, zdejmujaca z Żydów odium bogobójstwa i wiecznej odpowiedzialności narodu za śmierć Jezusa Chrystusa. Kościół jasno to wyraził i nikt nie domaga się, aby w kodeksach karnych znalazł się paragraf, że za głoszenie, iż Żydzi zabili Chrystusa, grozi na przykład kara grzywny lub pozbawienia wolności do lat trzech. Poziom relacji Stolicy Apostolskiej z narodem żydowskim i Izraelem może tylko cieszyć, bowiem podnoszony jest na coraz wyższy poziom.

KAI: Jak zatem odniósłby się Pan do sformułowania: „Polacy zabijali Żydów w czasie Holokaustu”?

– Uznałbym to za uproszczenie na granicy prowokacji. Bowiem mogące sugerować, że chodzi o wszystkich Polaków. Dlatego bezwarunkowo dodałbym słowo „niektórzy”. I nie tylko ze strachu przed znowelizowaną ustawą o IPN, ale z potrzeby prawdy, czystego sumienia i przyzwoitości. Z tych samych powodów, kierowana przeze mnie ADL od początku popierała akcję zorganizowanego protestu przeciwko kłamliwemu i zniesławiającemu określeniu „polskie obozy śmierci”. Czyniliśmy to nawet jeszcze wcześniej. Uważam, że używanie takiego zwrotu powinno być wprost spenalizowane.

KAI: Bliski Panu Jan Karski mówił, że Żydzi w okupowanej Polsce znaleźli się pomiędzy ludźmi sprawiedliwymi (gotowymi do ratunku), mordercami (gotowymi do własnoręcznego zabijania), szmalcownikami (gotowymi do wydawania) i ludźmi obojętnymi. Żydowski los zależał od tego, na których trafią. Postrzeganie proporcji między tymi grupami Profesor uważał za kluczowe dla opisu sytuacji tego, co się pod okupacją działo. I tak zindywidualizowane, że niemal niemożliwe do wspólnego i jednoznacznego uzgodnienia.

– Miał absolutną rację! Indywidualna pamięć Holokaustu determinuje postrzeganie całości zjawiska i odpowiedzialności za to, co się w jego ramach działo. Najlepiej mówić o sobie. Mnie uratowała moja polska niania pani Bronisława Kurpi. Byłem ochrzczony jako Henio Kurpi, nie znałem innego języka niż polski. Kiedy po wojnie okazało się, że moi rodzice przeżyli, z bólem serca oddała mnie im. Kobieta święta. Na podstawie swego doświadczenia mógłbym powiedzieć, że Polacy to ludzie sprawiedliwi. Tylko co powiedziałby na to ktoś, komu spalono rodzinę w stodole w Jedwabnem?

Bp Pieronek wręcza A. Foxmanowi Nagrodę Orła Jana Karskiego. Fot. Archiwum ADL

Nieżyjący już Eli Zborowski z Żarek pod Częstochową, założyciel International Society for Yad Vashem, którego z matką, bratem i siostrą uratowali Polacy, ale inni Polacy zabili jego ojca, mówił: „nie wolno uogólniać”. Wszystko jest kwestią ważenia proporcji. Zaś momentem najbardziej wrażliwym – publiczne komunikowanie swoich wyników tego ważenia. To zwykle wywołuje wiele emocji i często rani innych. Powiedzmy zatem, że w mojej ocenie najwięcej było ludzi obojętnych. I na tym poprzestańmy.

KAI: Kto spośród sprawiedliwych wśród narodów świata zajmuje w Pańskim sercu miejsce szczególne?

– W moim planie osobistym – Bronisława Kurpi, czego nie musze uzasadniać. W planie postaci indywidualnej – Jan Karski, bowiem chciał uratować nie jakiegoś konkretnego Żyda, a wszystkich wciąż jeszcze żyjących. W planie zbiorowości – naród Danii, jako jedyny grupowo uhonorowany tytułem sprawiedliwych. Kiedy Niemcy zażądali wydania im wszystkich Żydów, Duńczycy wywieźli ich statkami, kutrami i łodziami do Szwecji. Cały naród ratował inny cały naród żyjący na tej samej ziemi.

KAI: Nie brakuje opinii, że nowelizacja ustawy ma służyć pisaniu historii na nowo.

– Rozumiem takie obawy. Są tu dwa aspekty. Po pierwsze, wszelkie ograniczenia wolności słowa mogą mieć wpływ na badania naukowe, akademicką debatę i edukację. Po drugie, mogą sprzyjać prezentacji pozytywnych czy chwalebnych faktów historii oraz pomijaniu tych mniej strzelistych czy niekiedy podłych. Pamiętajmy, że do czasu transformacji politycznej, która przyniosła Polsce niepodległość w 1990 roku, historia Polski była wpisana jeżeli nie pod dyktando Moskwy, to w każdym razie musiała uwzględniać i adaptować jej punkt widzenia. Przytoczę przykład sowieckiej zbrodni w Katyniu. W latach 90. sytuacja się zmieniła. Polska pisała swoją własną historię, sięgając odważnie także do ujawniania jej kart mniej chwalebnych czy zawstydzających. Stałoby się bardzo źle, gdyby zdolność do pełni historycznych badań została ograniczona przez literę prawa, czy tylko autocenzurę badaczy obawiających się ewentualnych konsekwencji.

KAI: W Polsce mówi się o „pedagogice wstydu” na określenie prezentacji tej mniej chwalebnej historii.

– Równocześnie powtarza się jednak za Janem Pawłem II o potrzebie „stawania w prawdzie”. Czy owo stawanie ma się stawać wstydem? Każdy, kto oczekuje stawania w prawdzie od innych, sam powinien być na to gotowy.

KAI: Czy Stany Zjednoczone i Izrael mają prawo wpływania na stanowienie prawa w Polsce czy wręcz pisania go?

– Czym innym jest wpływanie na coś poprzez wyrażanie opinii, a czym innym dyktowanie czegoś. Kiedy Polska zabiegała o przyjęcie do NATO, zależało to od przyjęcie przez Senat Stanów Zjednoczonych legislacji to aprobującej. Polska i amerykańska Polonia rozpoczęły wówczas bezprecedensowo energiczną kampanię lobbingową mającą wpłynąć na senatorów, by wsparli aspiracje Polski. Nikomu nawet nie przyszłoby do głowy, aby zarzucać Polsce, że miesza się w amerykański proces legislacyjny. Po prostu, demokratycznie wyrażała swoje oczekiwania i argumentowała, dlaczego jest to dla niej ważne. Tak samo dzieje się obecnie. Stany Zjednoczone i Izrael otwarcie wyrażają swoją opinię, zaniepokojenie i oczekiwania związane wolnością słowa i wypowiedzi na temat zagłady Żydów. Robią to w sposób demokratyczny i w trosce o demokratyczne standardy współczesnego świata.

A. Foxman ze swym przyjacielem kard. T. Dolanem, Metropolitą Nowojorskim. Fot. Archiwum ADL

KAI: Jest Pan postacią o międzynarodowym autorytecie. W ostatnim 30-leciu miał Pan bezpośredni kontakt z prezydentami i premierami Izraela, prezydentami Stanów Zjednoczonych, prezydentami demokratycznej Polski, także kolejnym następcami Świętego Piotra na Stolicy Apostolskiej i sekretarzami generalnymi ONZ. Wielu mężów stanu, hierarchów Kościoła, polityków darzy Pana zaufaniem, uważając za człowieka dobrej woli i dialogu. Zawsze był Pan uważnie słuchany, wielokrotnie doprowadzał do lepszego wzajemnego zrozumienia i łagodzenia konfliktów. Czy w obliczu obecnego, którego dotyczy nasza rozmowa oraz zbliżających się rocznic 75-lecia Powstania w Getcie Warszawskim i 50-lecia wydarzeń Marca ’68, dostrzegałby Pan swoją rolę w budowaniu mostów porozumienia i łagodzenia napięć?

– Zawsze byłem gotów angażować się w działania mające czynić polsko-żydowskie i polsko-izraelskie relacje możliwie jak najlepszymi, opartymi na dobrej woli i szacunku. To się nie zmieniło. Jest oczywiste, że w obecnej sytuacji trzeba rozmawiać i tych rozmów nigdy nie będzie za wiele. Tylko wtedy można osiągnąć wspólny cel.

Papieskie orędzie na XXVI Światowy Dzień Chorego

ndz., 11/02/2018 - 07:54
O macierzyńskim powołaniu Kościoła w stosunku do osób będących w potrzebie i chorych pisze papież Franciszek w swym orędziu na XXVI Światowy Dzień Chorego, który obchodzony będzie 11 lutego 2018 r.

Poniżej publikujemy polskie tłumaczenie papieskiego orędzia:

Mater Ecclesiae: « „Oto syn Twój (…) Oto Matka twoja”.

I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie»

(J 19, 26-27)

Drodzy Bracia i Siostry!

Posługa, jaką Kościół niesie chorym i osobom, które się nimi opiekują, musi być kontynuowana z wciąż odnawianą energią, z wiernością poleceniu Pana (por. Łk 9, 2-6; Mt 10, 1-8; Mk 6, 7-13) i zgodnie z bardzo wymownym przykładem, jego Założyciela i Nauczyciela.

W tym roku tematem Dnia Chorego są słowa, które Jezus, wywyższony na krzyżu, kieruje do swojej Matki Maryi i do Jana: „«Oto syn Twój (…) Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie” (J 19, 26-27).

1. Te słowa Pana rzucają głębokie światło na tajemnicę krzyża. Nie jest on beznadziejną tragedią, ale miejscem, gdzie Jezus ukazuje swoją chwałę i przekazuje swoją ostatnią wolę miłości, która staje się konstytutywną zasadą wspólnoty chrześcijańskiej i życia każdego ucznia.Przede wszystkim słowa Jezusa zapoczątkowują powołanie Maryi jako Matki całej ludzkości. Będzie Ona w szczególności Matką uczniów swojego Syna i będzie się nimi opiekowała i czuwała nad ich drogą. A wiemy, że matczyna troska o syna czy córkę obejmuje zarówno materialne, jak i duchowe aspekty ich wychowania. Niewysłowione cierpienie krzyża przeszywa duszę Maryi (por. Łk 2, 35), ale Jej nie paraliżuje. Przeciwnie, zaczyna się dla Niej, jako Matki Pana, nowa droga poświęcenia. Jezus na krzyżu troszczy się o Kościół i o całą ludzkość, a Maryja jest powołana do dzielenia tej Jego troski. Dzieje Apostolskie, opisując wielkie wylanie Ducha Świętego w dniu Pięćdziesiątnicy, ukazują Maryję, która zaczęła wykonywać swoje zadanie w pierwszej wspólnocie Kościoła. Zadanie, które nigdy się nie kończy.

2. Uczeń Jan, umiłowany, reprezentuje Kościół, lud mesjański. Ma on uznać Maryję za swoją Matkę. A w tym uznaniu ma Ją przyjąć, kontemplować w Niej wzór ucznia, a także macierzyńskie powołanie, które Jezus Jej powierzył, wraz z troskami i projektami, jakie się z tym wiążą – ma być Matką, która kocha i rodzi dzieci, potrafiące kochać zgodnie z przykazaniem Jezusa. Zatem macierzyńskie powołanie Maryi, powołanie do opieki nad dziećmi przechodzi na Jana i na cały Kościół. Cała wspólnota uczniów jest włączona w macierzyńskie powołanie Maryi.

3. Jan, jako uczeń, który dzielił z Jezusem wszystko, wie, że Nauczyciel chce doprowadzić wszystkich ludzi do spotkania z Ojcem. On może zaświadczyć, że Jezus spotykał wielu ludzi, którzy byli chorzy na duchu, gdyż byli pełni dumy (por. J 8, 31-39), i chorych na ciele (por. J 5, 6). Wszystkim im darował miłosierdzie i przebaczenie, a chorym – także uzdrowienie fizyczne, znak obfitości życia w królestwie, gdzie każda łza zostaje osuszona. Tak jak Maryja, uczniowie są powołani, by opiekowali się sobą nawzajem, ale nie tylko. Wiedzą, że serce Jezusa jest otwarte dla wszystkich bez wyjątku. Wszystkim musi być głoszona Ewangelia o królestwie i wszystkich, którzy są w potrzebie, musi obejmować miłość chrześcijan, po prostu dlatego, że są osobami, dziećmi Bożymi.

4. To macierzyńskie powołanie Kościoła w stosunku do osób będących w potrzebie i chorych urzeczywistniało się na przestrzeni jego dwutysiącletniej historii w przebogatej serii inicjatyw na rzecz chorych. Nie należy zapominać o tej historii ofiarności. Dziś trwa ona nadal na całym świecie. W krajach, gdzie istnieją wystarczające systemy publicznej opieki zdrowotnej, działalność zgromadzeń katolickich, diecezji i ich szpitali oprócz zapewniania opieki medycznej na wysokim poziomie ma na celu stawianie człowieka w centrum procesu leczenia i prowadzenie badań naukowych z poszanowaniem życia i chrześcijańskich wartości moralnych. W krajach, w których systemy opieki zdrowotnej są niewystarczające lub ich brakuje, Kościół stara się zaoferować ludziom możliwie jak najwięcej w zakresie opieki zdrowotnej, aby wyeliminować śmiertelność niemowląt i wykorzenić niektóre szeroko rozpowszechnione choroby. Gdziekolwiek się znajduje, stara się on leczyć, nawet kiedy nie jest w stanie przywrócić zdrowia. Obraz Kościoła jako „szpitala polowego”, otwartego dla wszystkich zranionych przez życie, jest rzeczywistością bardzo konkretną, bowiem w niektórych częściach świata tylko szpitale misyjne i diecezjalne zapewniają niezbędną opiekę zdrowotną ludności.

5. Pamięć o długiej historii posługi niesionej chorym jest powodem do radości dla wspólnoty chrześcijańskiej, a przede wszystkim dla tych, którzy w dzisiejszych czasach pełnią tę posługę. Trzeba jednak patrzeć na przeszłość, zwłaszcza po to, aby się nią ubogacać. Od niej powinniśmy się uczyć: wielkoduszności, aż po całkowite poświęcenie się wielu założycieli instytutów posługującym chorym; kreatywności, inspirowanej przez miłość, wielu inicjatyw realizowanych na przestrzeni wieków; zaangażowania w badania naukowe, aby oferować chorym nowatorskie i niezawodne leczenie. To dziedzictwo przeszłości pomaga dobrze planować przyszłość. Na przykład, aby ustrzec szpitale katolickie przed niebezpieczeństwem stosowania logiki przedsiębiorstwa, która na całym świecie usiłuje włączyć opiekę zdrowotną w działalność rynkową, czego skutkiem jest odrzucanie ubogich. Myślenie organizacyjne i miłość wymagają natomiast tego, aby była szanowana godność człowieka chorego i żeby był on zawsze stawiany w centrum procesu leczenia. Takie nastawienie winno cechować także chrześcijan pracujących w placówkach publicznych, którzy są powołani do tego, by przez swoją służbę dawali dobre świadectwo o Ewangelii.

6. Jezus pozostawił Kościołowi w darze swoją moc uzdrawiania: „Te zaś znaki towarzyszyć będą tym, którzy uwierzą: (…) Na chorych ręce kłaść będą, a ci odzyskają zdrowie” (Mk 16, 17-18). W Dziejach Apostolskich czytamy opis uzdrowień dokonanych przez Piotra (por. 3, 4-8) i Pawła (por. 14, 8-11). Odpowiedzią na dar Jezusa jest zadanie Kościoła, który wie, że powinien obejmować chorych takim samym jak jego Pan spojrzeniem, pełnym czułości i współczucia. Duszpasterstwo służby zdrowia jest i zawsze pozostanie niezbędnym i istotnym zadaniem, które należy realizować z wciąż nowym zapałem, poczynając od wspólnot parafialnych aż po najlepsze ośrodki opieki zdrowotnej. Nie możemy w tym miejscu nie wspomnieć o czułości i wytrwałości, z jakimi wiele rodzin opiekuje się swoimi dziećmi, rodzicami i krewnymi, chronicznie chorymi lub z poważną niepełnosprawnością. Opieka świadczona w rodzinie jest nadzwyczajnym świadectwem miłości do osoby ludzkiej i winna być otaczana odpowiednim uznaniem oraz wspierana przez stosowną politykę. Dlatego lekarze i pielęgniarze, kapłani, osoby konsekrowane i wolontariusze, członkowie rodzin oraz wszyscy, którzy angażują się w opiekę nad chorymi, uczestniczą w tej misji Kościoła. Jest to wspólna odpowiedzialność, która podnosi wartość codziennej posługi każdego.

7. Maryi, Matce czułości, pragniemy powierzyć wszystkich chorych na ciele i duchu, aby umacniała ich nadzieję. Prośmy Ją także, aby nam pomagała być otwartymi na chorych braci. Kościół wie, że potrzebuje specjalnej łaski, aby mógł sprostać swojej posłudze ewangelicznej w zakresie opieki nad chorymi. Toteż zjednoczmy się wszyscy w modlitwie do Matki Pana, błagając usilnie, aby każdy członek Kościoła przeżywał z miłością powołanie do służby życiu i zdrowiu. Niech Dziewica Maryja wstawia się za tym XXVI Światowym Dniem Chorego; niech pomaga osobom chorym przeżywać swoje cierpienie w jedności z Panem Jezusem i niech wspiera tych, którzy się nimi opiekują. Wszystkim – chorym, pracownikom służby zdrowia i wolontariuszom – udzielam z serca Błogosławieństwa Apostolskiego.

Watykan 26 listopada 2017 r.

Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata.

FRANCISZEK

Służba zdrowia w Polsce

ndz., 11/02/2018 - 07:46
Tylko 2,3 lekarza na tysiąc mieszkańców, 4,7 proc. PKB, średnio trzy miesiące oczekiwania na świadczenie zdrowotne, zadłużenie szpitali sięgające ok. 10 mld zł i 19 ministrów zdrowia od 1989 roku – tak w kilku liczbach można scharakteryzować polską służbę zdrowia. Przypadający 11 lutego Światowy Dzień Chorego to dobra okazja, by opisać największe dolegliwości polskiego systemu opieki zdrowotnej.

Konstytucja RP w art. 68 gwarantuje nam prawo do ochrony zdrowia oraz równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych. W ostatniej dekadzie nakłady na ochronę zdrowia – jeśli weźmie się pod uwagę liczby bezwzględne – nieustannie rosły. W 2007 r. było to 50 mld zł, w 2010 – 66,5 mld, w 2014 – 79 mld, a w roku ubiegłym już ok. 87 mld zł. Jeśli jednak weźmie się pod uwagę udział tych wydatków w PKB, to wzrost nakładów nie jest już tak oczywisty. Pomiędzy 2007 a 2009 rokiem zauważalna była tendencja wzrostowa. Wtedy to aż 4,8 proc. PKB przeznaczane było na ochronę zdrowia. W kolejnych latach, do roku 2012, udział ten wyraźnie spadł do poziomu 4,3 proc. PKB. Dziś wynosi 4,5 – 4,7 proc. PKB.

Skoro kwoty, które pochłania system opieki zdrowotnej są tak wysokie, to skąd powszechne przekonanie o niedofinansowaniu służby zdrowia? Odpowiedź można znaleźć w raporcie Komisji Europejskiej i Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Statystycznie na jednego mieszkańca Polski wydatki związane z publiczną ochroną zdrowia szacuje się na 1 tys. 259 euro. Mniej wydają tylko w Chorwacji, Bułgarii, na Łotwie i w Rumunii. Dla porównania – w Luksemburgu jest to 6 tys. 023 euro. Co więcej, nasze 4,5 – 4,7 proc. PKB na publiczną służbę zdrowia to piąty najgorszy wynik w Unii Europejskiej. Mniej wydają: Rumunia, Litwa, Łotwa i Cypr. W skali światowej daje nam to miejsce 70. Więcej na zdrowie z publicznych pieniędzy wydają np. w Czechach (6,26 proc.), na Słowacji (5,84 proc.) czy na Węgrzech (4,88 proc. PKB).

Protestujący od kilku miesięcy lekarze rezydenci domagali się skokowego wzrostu nakładów do 6,8 proc. PKB – w liczbach bezwzględnych to ok. 38 mld zł więcej niż obecnie. Tymczasem Wieloletni Plan Finansowy Państwa zakłada dojście do poziomu 6 proc. PKB dopiero w roku 2025. W wyniku negocjacji i osiągniętego porozumienia ustalono, że wzrost nakładów na ochronę zdrowia do 6 proc. PKB nastąpi do 2024 r. Mimo wszystko jest to odległa przyszłość, a pieniędzy brakuje już dziś.

Publiczną służbę zdrowia uzupełniają oczywiście świadczeniodawcy prywatni. Według szacunków na prywatną służbę zdrowia w Polsce wydajemy ok. 30 mld zł rocznie. W kwocie tej są zarówno ubezpieczenia komercyjne, ryczałty (np. pracownicze) w prywatnych zakładach opieki medycznej, jak i opłaty wnoszone bezpośrednio przez pacjentów podczas wizyt w niepublicznych przychodniach.

Brak środków musi się przełożyć na jakość i dostępność usług w sektorze publicznym. Według Fundacji Watch Health Care średnio pacjenci w Polsce czekają trzy miesiące na świadczenie zdrowotne. Słowo „średnio” jest tu kluczowe, jeśli bowiem przyjrzeć się kolejkom do lekarzy specjalistów okazuje się, że czas oczekiwania jest zdecydowanie dłuższy. Na wizytę u ortopedy polski pacjent czeka 9,5 miesiąca, a do lekarza chorób zakaźnych 6,9 miesiąca. Jeszcze gorzej jest jeśli weźmie się pod uwagę zabiegi operacyjne. Średni czas oczekiwania na protezoplastykę stawu kolanowego to 42,9 miesiąca (prawie 4 lata), a na operację usunięcia zaćmy 22,4 miesiąca (niemal 2 lata).

Polskie 87 mld zł na służbę zdrowia ma bezpośredni wpływ także na kondycję poszczególnych placówek. Według różnych szacunków zadłużenie szpitali to ok. 10 mld zł, a wierzytelności do natychmiastowej spłaty sięgają ok. 2 mld zł. Kłopoty finansowe placówek medycznych mają bezpośrednie przełożenie na jakość a często i zakres oferowanych usług. Gdy bowiem brakuje pieniędzy na bieżącą działalność trudno sobie wyobrazić zakup nowoczesnego sprzętu. Stąd w Polsce na milion pacjentów przypada np. 16 tomografów komputerowych. W Japonii jest ich ponad sto. Jeszcze gorzej jest z rezonansem magnetycznym – mniej niż siedem na milion (w USA prawie 40).

W powszechnym przekonaniu lekarze w Polsce są dobrze wynagradzani. Wspominany już protest rezydentów nieco obalił ten mit. Odpowiedź na pytanie ile średnio zarabia lekarz nie jest łatwa. Pensja zależy bowiem od ilości dodatkowych dyżurów, rodzaju umowy, liczby etatów czy innych premii. Gdyby brać jednak pod uwagę tylko wynagrodzenie z jednego stosunku pracy to średnia ta wynosi 3 tys. 207 zł brutto.

W przypadku medyka po specjalizacji I stopnia przeciętne wynagrodzenie oscyluje wokół 3,4 tys. zł brutto. Uzyskując II stopień specjalizacji lekarz może liczyć na ok. 4 tys. zł brutto. By jednak zdobyć specjalizację potrzeba szereg kursów i szkoleń, a te nie są bezpłatne. Przykładowo: kurs diagnostyki USG narządów jamy brzusznej to koszt ok. 2,6 tys. zł. W takiej sytuacji jedynym rozwiązaniem dla wielu lekarzy są dodatkowe dyżury i zatrudnienie w kilku placówkach, co skutkuje zmęczeniem po wielogodzinnych lub nawet kilkudniowych dyżurach, kolejno na oddziale szpitalnym, na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym czy w placówce świadczącej nocną i świąteczną pomoc medyczną. Efektem jest zmęczenie, a to skutkuje większą podatnością na błędy. Każdego roku w Polsce notuje się ok. 3,5-4,5 tys. roszczeń dotyczących błędu medycznego. Średnio 25 proc. z nich kończy się uwzględnieniem powództwa w całości lub części.

Podniesienie wydatków na służbę zdrowia, a co za tym idzie także wynagrodzenia lekarzy, nie rozwiąże jednak wszystkich problemów. Jedną z bolączek rodzimej opieki zdrowotnej jest brak odpowiedniej liczby medyków. Problem ten ujawnił się ze szczególną mocą, gdy lekarze rezydenci masowo zaczęli wypowiadać tzw. klauzule opt-out. Pozwalały one lekarzom na pracę powyżej 48 godzin tygodniowo. Wypowiadanie klauzuli doprowadziło do problemów z obsadą dyżurów lekarskich i ograniczenia lub zawieszenia działalności już kilku oddziałów szpitalnych. Kłopoty mają placówki w Bielsku-Białej, Krakowie, Białymstoku, Giżycku czy Oleśnie.

Ministerstwo Zdrowia zobowiązało się, że w ciągu najbliższej dekady doprowadzi do likwidacji konieczności stosowania klauzuli opt-out. Jej wypowiadanie, a zrobiło to ok. 4 tys. lekarzy rezydentów, przyczyniło się nie tylko do kłopotów z obsadą na oddziałach szpitalnych, ale także do realnego wzrostu kosztów. Tam, gdzie rezydencji wypowiedzieli klauzule, dla zapewnienia właściwej opieki pacjentom, dyżury musieli przejąć lekarze z wyższych specjalizacji, a ci po prostu są drożsi, co uszczupla i tak napięte budżety szpitali.

Według danych Centralnego Rejestru Lekarzy RP należącego do Naczelnej Rady Lekarskiej w Polsce czynnych zawodowo na koniec grudnia 2017 roku było ponad 135 tys. lekarzy. Większość stanowią kobiety (57 proc.). 12 procent to lekarze w wieku 51-55 lat.

Według raportu Komisji Europejskiej i Organizacji Współpracy Gospodarczej i na tysiąc mieszkańców Rozwoju w Polsce przypada 2,3 lekarza – najmniej w UE. Średnia europejska to 3,5, ale np. w Austrii jest to 5,1 a w Grecji nawet 6,3 na tysiąc mieszkańców.

Jeśli chodzi o ogólną liczbę pracowników ochrony zdrowia to na tysiąc Polaków przypada ich 25. Mniej jest tylko w Chile (22 osoby) i Meksyku (13). Najlepiej jest w Norwegii, gdzie na każdy tysiąc mieszkańców przypada ok. 100 osób zatrudnionych w służbie zdrowia.

Jedną z przyczyn jest niska liczba absolwentów studiów medycznych. Statystyki nie pozostawiają złudzeń – każdego roku uczelnie opuszcza ok. 3,5 tys. przyszłych medyków, czyli niespełna 20 na 100 tys. mieszkańców, co plasuje nas w europejskim ogonie. Mniej lekarzy kształcą jedynie w Bułgarii czy Grecji.

Nie można jednak zapominać o emigracji medyków. Jednoznacznych danych nie ma, ale pewne wyobrażenie o skali problemu dają informacje z Naczelnej Izby Lekarskiej, która wydaje zaświadczenia o posiadaniu przez lekarza odpowiednich kwalifikacji, co z kolei pozwala na podjęcie pracy za granicą. W 2016 roku NIL wydała takich dokumentów 694. W roku 2015 – 836. Nie oznacza to jednak, że wszyscy, którzy o dokumenty wystąpili pracują za granicą.

Jednym z problemów, które spędzają sen z lekarskich powiek jest powszechna biurokracja. Stykają się z nią także pacjenci. „Papierologia”, a często także „zeszytologia” to codzienność polskiej służby zdrowia. Każdy z pacjentów spotkał się zapewne z zeszytem, będącym we władaniu rejestratorki w przychodni, w którym zapisywani są pacjenci na wizyty do specjalisty. Istnieje co prawda elektroniczny Ogólnopolski Informator o Czasie Oczekiwania na Świadczenia Medyczne, ale każdy kto próbował skorzystać z tego narzędzia wie jak bardzo jest ono nieprecyzyjne. Najpewniejszy jest zawsze zeszyt w rejestracji.

Brak centralnego i skutecznego systemu powoduje, że pacjenci – często zapisując się w kilku miejscach na raz (bo może będzie szybciej) – tworzą wirtualne kolejki, blokując dostęp do specjalistów. Można już co prawda w niektórych przychodniach podstawowej opieki zdrowotnej zapisach się przez internet, ale ten kanał pozwala często tylko np. na zapis na wizytę w kolejnym tygodniu. Gdy od kilku dni mamy gorączkę to raczej nie będziemy czekać kolejnych siedmiu dni. Pozostaje wstać wczesnym rankiem, stanąć w kolejce i „pobrać numerek”, by móc umówić wizytę na ten sam dzień u lekarza podstawowej opieki zdrowotnej.

Biurokracja nie omija samych medyków. Z raportu „E-zdrowie oczami Polaków”, który przygotowany został na zlecenie LekSeek Polska, wynika, że podczas 20-minutowej wizyty aż 16 minut lekarz musi poświęcić na czynności organizacyjne (szukanie historii choroby, wypisanie recept, zwolnień, uzupełnienie danych osobowych). Na zbadanie pacjenta i rozmowę z nim pozostają niespełna 4 minuty. Informatyzacja rodzimej ochrony zdrowia jest w powijakach, co przyznał sam minister Łukasz Szumowski.

Pomocą miały być sekretarki medyczne. Do ich zadań należy m.in. obsługa korespondencji, wsparcie pracowników kliniki czy umawianie pacjentów na zabiegi, ale także prowadzenie dokumentacji medycznej. Zawód ten jest wciąż mało popularny. Resort zdrowia zobowiązał się do promowania tego stanowiska, tak by odciążyć lekarzy. Prowadzący pacjenta musi jednak skontrolować przygotowaną przez sekretarkę medyczną dokumentację. Co więcej, to sam lekarz bierze odpowiedzialność za wprowadzone dane.

Od 1989 r. fotel ministra zdrowia zajmowało 19 osób (obecny minister jest 20., ale dwukrotnie, najpierw w rządzie Leszka Millera, a potem w drugim rządzie Marka Belki, funkcję tę pełnił Marek Balicki). Najkrócej ministrem zdrowia był Wojciech Rudnicki (zaledwie 17 dni), a najdłużej Ewa Kopacz (1452 dni). Żaden z ministrów nie przetrwał pełnej kadencji, za to każdy raczej doraźnie rozwiązywał pojawiające się problemy, jak strajki lekarzy czy pielęgniarek, niż próbował wypracować rozwiązania systemowe. W efekcie mamy niewydolny, niedofinansowany i chaotyczny system opieki zdrowotnej.

Obecny minister Łukasz Szumowski ma świadomość, że w dwa lata (tyle pozostało do zakończenia kadencji) nie zmieni całkowicie ochrony zdrowia. Przyznał to podczas styczniowych obrad sejmowej komisji zdrowia. Zatem ponownie czeka nas raczej łatanie największych dziur w systemie niż jego gruntowna i całościowa reforma. Należy mieć jednak nadzieję, że Łukasz Szumowski na tyle ustabilizuje służbę zdrowia w Polsce, że kolejny minister – bez względu na to jaki obóz polityczny będzie reprezentował – będzie mógł podjąć się wielkiej reformy całego systemu, w przygotowaniu której uczestniczyć będą wszystkie zainteresowane strony. Jeśli takie dzieło nie uda się w najbliższych latach, a demografia nie jest tu naszym sprzymierzeńcem (wzrasta liczba osób starszych w stosunku do tych, którzy są aktywni na rynku pracy, a co za tym idzie rosnąć będą koszty ochrony zdrowia), czeka nas prawdziwa katastrofa systemu opieki zdrowotnej.

Dziś obchody XXVI Światowego Dnia Chorego

ndz., 11/02/2018 - 07:39
Msze św. z sakramentem namaszczenia, odwiedziny chorych przez duszpasterzy i biskupów w szpitalach, bezpłatne porady lekarskie oraz zbiórki na leczenie i rehabilitację dzieci oraz osób niepełnosprawnych – to stałe punkty diecezjalnych obchodów Światowego Dnia Chorych. W niedzielę 11 lutego i dniach kolejnych odbędą się one już po raz dwudziesty szósty.

Światowy Dzień Chorego obchodzony jest 11 lutego, we wspomnienie Matki Bożej z Lourdes. Został ustanowiony przez św. Jana Pawła II 13 maja 1992 roku, w dniu 75. rocznicy objawień fatimskich i 11. rocznicy zamachu na życie papieża.

Kard. Kazimierz Nycz odprawi 11 lutego o godz. 11.30 Mszę świętą w hospicjum stacjonarnym Caritas Archidiecezji Warszawskiej przy Krakowskim Przedmieściu. Bp Rafał Markowski będzie przewodniczył Mszy św. z okazji Światowego Dnia Chorego 11 lutego o godz. 11.30 w Centralnym Szpitalu Klinicznym przy ul. Banacha, a bp Michał Janocha 9 lutego o godz. 10.30 w Kaplicy Res Sacra Miser przy Krakowskim Przedmieściu.

Przewodniczący Zespołu ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia bp Romuald Kamiński w niedzielę o godz. 9.00 odprawi Mszę św. w intencji chorych w Bazylice Świętego Krzyża. Będzie to Msza transmitowana przez Polskie Radio. Hierarcha dwie godziny później będzie też przewodniczyć Eucharystii w Sanktuarium MB z Lourdes (ul. Wileńska 69), a o godz. 14.30 odwiedzi chorych w Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim przy ul. Kondratowicza 8. Również tam zaplanowana jest Msza św. z sakramentem namaszczenia chorych.

Z kolei 13 lutego o godz. 10.30 bp Marek Solarczyk odwiedzi mieszkańców i pracowników Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego im. Sue-Ryder (ul. Mehoffera 72/74), a tego samego dnia bp Kamiński złoży wizytę w Szpitalu Dziecięcym im. prof. Bogdanowicza (ul. Niekłańska 4/24).

W Poznaniu centralnym wydarzeniem Dnia Chorego będzie Eucharystia z błogosławieństwem na wzór Lourdes, sprawowana przez biskupa seniora Zdzisława Fortuniaka w niedzielę 11 lutego o godz. 13.30 w kościele pw. Matki Boskiej Bolesnej.

W niedzielę Bazylice Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach odbędą się diecezjalne obchody Światowego Dnia Chorego. Tradycyjnie na ten dzień do Łagiewnik zapraszane są osoby chore, niepełnosprawne i starsze oraz wszyscy, którzy poprzez swoją pracę służą człowiekowi choremu. Uroczystość rozpocznie się koronką do Bożego Miłosierdzia o godz. 15.00.

Po koronce uczestnicy wezmą udział we Mszy św., która rozpocznie się o godz. 15.20. W czasie Mszy św. wszyscy chętni chorzy i starsi uczestnicy pielgrzymki otrzymają sakrament namaszczenia chorych. Po Mszy św. organizatorzy zapraszają uczestników na ciepłą herbatę i poczęstunek do Domu Duszpasterskiego.

Do modlitwy za chorych zachęca w Katowicach abp Wiktor Skworc. W liście do kapłanów apeluje o tworzenie grup modlitwy za osoby chore oraz dziękuje za ofiarną posługę na rzecz cierpiących. – Światowy Dzień Chorego jest także dobrym czasem na promowanie nowych inicjatyw, do których należy chociażby tzw. apostolstwo zdrowia. To grupa, która krzewi umiłowanie Eucharystii i modli się w intencji ludzi chorych, szczególnie na chorobę nowotworową – pisze metropolita katowicki.

Abp Skworc przypomina także duszpasterzom, by zachęcali chorych „do uczestniczenia we Mszy św. transmitowanej przez różnego rodzaju media”.

Obchody Światowego Dnia Chorego w archidiecezji lubelskiej odbędą się 12 lutego. W archikatedrze uroczystej Eucharystii o godz. 11.00 przewodniczył będzie abp Stanisław Budzik. W sposób szczególny zaproszone są na nią wszystkie osoby chore i cierpiące, ich rodziny, wolontariusze oraz pracownicy służby zdrowia, hospicjów, domów opieki i wszystkich miejsc niosących pomoc chorym i cierpiącym.

Msza św. w archikatedrze, nocne czuwanie na Jasnej Górze i kwesta na pomoc dla niepełnosprawnych sierot społecznych, złożą się na obchody XXVI Światowego Dnia Chorego w archidiecezji częstochowskiej.

Datki z kwesty zostaną przeznaczone na domy z niepełnosprawnymi oraz na prowadzenie działalności wśród osób niepełnosprawnych i chorych w archidiecezji częstochowskiej, w tym na niepełnosprawnych domowników wspólnoty „Betel”. Ruch ten organizuje spotkania dla osób chorych, starszych, ich rodzin oraz przyjaciół. Swoją działalność oprócz terenu Polski skierował także na Białoruś, gdzie tworzy świetlice dla niepełnosprawnych oraz do Etiopii, gdzie prowadzi dom z sierotami społecznymi.

W niedzielę biskup kielecki Jan Piotrowski odwiedzi szpital im. Jana Pawła II we Włoszczowie. Wraz z pacjentami, pracownikami oraz odwiedzającymi będzie modlił się w intencji chorych i cierpiących. Po Mszy św. uda się do sal szpitalnych i do hospicjum, by słowem i modlitwą wesprzeć i dodać otuchy cierpiącym.

W orędziu na tegoroczny, XXVI Światowy Dzień Chorego, papież Franciszek przywołuje „obraz Kościoła jako «szpitala polowego», otwartego dla wszystkich zranionych przez życie”. Wskazuje, że jest on „rzeczywistością bardzo konkretną, bowiem w niektórych częściach świata tylko szpitale misyjne i diecezjalne zapewniają niezbędną opiekę zdrowotną ludności”.

Papież przestrzega szpitale katolickie „przed niebezpieczeństwem stosowania logiki przedsiębiorstwa, która na całym świecie usiłuje włączyć opiekę zdrowotną w działalność rynkową, czego skutkiem jest odrzucanie ubogich”. – Myślenie organizacyjne i miłość wymagają natomiast tego, aby była szanowana godność człowieka chorego i żeby był on zawsze stawiany w centrum procesu leczenia – podkreśla Franciszek.

Stwierdza on, że Kościół „powinien obejmować chorych takim samym jak jego Pan spojrzeniem, pełnym czułości i współczucia”. Dlatego „duszpasterstwo służby zdrowia jest i zawsze pozostanie niezbędnym i istotnym zadaniem, które należy realizować z wciąż nowym zapałem, poczynając od wspólnot parafialnych aż po najlepsze ośrodki opieki zdrowotnej”.

Franciszek chwali też czułość i wytrwałość, „z jakimi wiele rodzin opiekuje się swoimi dziećmi, rodzicami i krewnymi, chronicznie chorymi lub z poważną niepełnosprawnością”. – Opieka świadczona w rodzinie jest nadzwyczajnym świadectwem miłości do osoby ludzkiej i winna być otaczana odpowiednim uznaniem oraz wspierana przez stosowną politykę – przekonuje papież.

Kościół katolicki w Polsce jest zaangażowany w opiekę nad chorymi na wielu płaszczyznach: przez księży niosących w parafii pomoc duchową, wolontariuszy odwiedzających chorych, zakonników i zakonnice w placówkach służby zdrowia prowadzonych przez zgromadzenia zakonne oraz dzięki kapłanom, którzy pracują w państwowych lub prywatnych placówkach służby zdrowia jako kapelani.

Zakony prowadzą w naszym kraju 6 szpitali, 14 hospicjów, 43 domy opieki, 26 ośrodków terapii dla osób uzależnionych, 16 lecznic i punktów ziołolecznictwa i tyle samo aptek.

W Polsce kapelanów szpitalnych ma niemal każdy z 600 szpitali, w tej liczbie jest mniej więcej tyle samo zakonników co księży diecezjalnych. Pomocą ze strony parafii objętych jest ponad 664 tys. osób chorych. Jest to głównie opieka duchowa, organizowanie czasu wolnego i np. spotkań opłatkowych dla chorych, pomoc pielęgniarska i materialna, wsparcie dla członków rodziny pozostających w żałobie.

Działalność na rzecz chorych prowadzona jest w 95 proc. polskich parafii. Chodzi tu m.in. o organizowanie im czasu wolnego, wypoczynku (w tym pielgrzymki, spotkania, opłatek wigilijny, paczki na święta), rekolekcje, pomoc żywieniową (przygotowywanie, wydawanie posiłków, paczek z żywnością), leczenie i rehabilitację, świadczenie usług opiekuńczych i pielęgnacyjnych, pomoc materialną i finansową, wsparcie duchowe, modlitwa (w tym sakramenty, nabożeństwa, odwiedziny). Szacuje się, że odbiorcami kościelnej pomocy w parafii jest blisko 700 tys. chorych.

Najbardziej popularną formą pomocy chorym jest różnego typu pomoc duchowa – prowadzą ją niemal wszystkie parafie – wynika z ogólnopolskich badań Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego (ISKK). W co czwartej organizowane są dla chorych różne formy spędzania wolnego czasu oraz spotkań. 10 proc. parafii prowadzi działalność opiekuńczą (pielęgnacyjną) nad chorymi.

Aż w 67 proc. parafii aktywni są świeccy wolontariusze (ok. 33 tys. osób), którzy opiekują się chorymi członkami wspólnoty parafialnej. Robią to indywidualnie lub za pośrednictwem organizacji charytatywnych działających w parafii.

Bp Milewski do duszpasterzy młodzieży: bądźcie realistami

sob., 10/02/2018 - 21:56
Bądźcie duszpasterskimi realistami – róbcie tyle ile można, ale niech to będzie prawdziwe – powiedział bp Mirosław Milewski 10 lutego w Płocku do dekanalnych duszpasterzy młodzieży. Wręczył też 15 osobom nominacje do Młodzieżowej Rady Duszpasterskiej na 3-letnią kadencję.

Bp Mirosław Milewski powiedział, że w codziennej pracy duszpasterskiej z młodzieżą można się dużo uczyć od sportowców – od skoczków narciarskich. Od kilku tygodni, bez względu na zadane pytania, odpowiadają tak samo: że mają do wykonania na skoczni pracę, że ich zadaniem są dobre skoki i chcą czerpać z nich radość.

Poprosił duszpasterzy młodzieży, aby poważnie traktowali zadanie zlecone im przez Kościół: „Dobrze wypełniajcie swoje obowiązki, i nie bądźcie księżmi na pół etatu, albo na kilka godzin w ciągu dnia. W Kościele nie można tworzyć fikcji duszpasterskiej, udawać, że coś działa bardzo dobrze, a w praktyce działa słabo bądź w ogóle i jest tylko na pokaz. Bądźcie duszpasterskimi realistami – róbcie tyle ile można, ale niech to będzie prawdziwe” – polecił biskup.

Wskazał też, że budowanie duszpasterstwa musi być oparte na życiu wewnętrznym, na modlitwie. To jest fundament, na którym trzeba opierać akcje duszpasterskie. Jeśli jakiemuś dziełu nie będzie towarzyszyć modlitwa duszpasterza, to będzie to tylko „kolos na glinianych nogach”.

Bp Milewski wręczył także nominacje 15 członkom Młodzieżowej Rady Duszpasterskiej, powołanej na 3-letnią kadencję. W jej skład weszło sześciu księży oraz dziewięciu świeckich członków wspólnot młodzieżowych.

Uczestnicy spotkania wysłuchali także konferencji pt. „Propedeutyka wspólnot – o duszpasterstwie młodzieży w parafii”, którą wygłosił ks. Krzysztof Ruciński, diecezjalny duszpasterz młodzieży. Zaznaczył, że trzeba to duszpasterstwo rozpocząć od zainicjowania kontaktu. Wejście do wspólnoty jest już pewnym zobowiązaniem, wiąże się z ryzykiem, czy uda się w niej odnaleźć. Zwrócił też uwagę na potrzebę relacji oraz budowania wspólnoty myśli, przeżyć i doświadczeń.

Podkreślił, że aby nie dopuścić do powstania „duchowej i emocjonalnej pustyni” należy dążyć do kontaktu, do przyjacielskich relacji z młodymi, mieć dla nich czas, organizować dla nich integracyjne spotkania i wyjazdy, rozmawiać przy różnych okazjach, poznać rzeczy, którymi żyją, nie traktować ich z wyższością: „Buduj autentyczną i szczerą relację, nie udawaj kogoś, kim nie jesteś. Zawsze pamiętaj, że jesteś księdzem. Młodzi niesamowicie wyczuwają, czy ktoś jest autentyczny” – powiedział ks. Krzysztof Ruciński.

W programie spotkania znalazło się także omówienie wydarzeń duszpasterskich z udziałem młodzieży. Podczas wszystkich w Roku św. Stanisława Kostki będzie miało miejsce wiele nawiązań do tego głównego patrona diecezji płockiej oraz patrona dzieci i młodzieży.

W diecezji w roku 2018 odbędzie się: Światowy Dzień Młodzieży w Niedzielę Palmową w Płocku (25 marca), peregrynacja relikwii św. Stanisława Kostki w diecezji (6 kwietnia – 7 grudnia), Diecezjalne Dni Młodzieży w Ciechanowie i Rostkowie, połączone z Synodem Młodych diecezji płockiej (22-24 czerwca), doroczna Pielgrzymka Dzieci i Młodzieży do Przasnysza i Rostkowa pod hasłem „Kostka znaczy więcej”. Poza tym grupa młodzieży z diecezji weźmie udział w Światowych Dniach Młodzieży w Panamie w dniach 22-27 stycznia 2019 r.

W spotkaniu w Młodzieżowym Centrum Edukacyjno-Wychowawczym „Studnia” w Płocku uczestniczyli dekanalni duszpasterze młodzieży oraz członkowie Młodzieżowej Rady Duszpasterskiej.

Łódź: sesja charyzmatyczna w łódzkiej hali sportowej

sob., 10/02/2018 - 21:23
„Moc uwielbienia” – to hasło dwudniowej sesji formacyjnej odbywającej się 10 i 11 lutego w łódzkiej Hali Sportowej. Spotkanie skierowane do wspólnot Odnowy w Duchu Świętym działających na terenie całej Polski, zostało zorganizowane przez Centrum Mocni w Duchu, działające przy parafii księży Jezuitów w Łodzi.

Wyjątkowymi gośćmi tegorocznej sesji są diakon Larry Oney i jego żona Andi Oney, którzy do zebranych wygłosili cztery konferencje. Lary jest stałym diakonem katolickiej archidiecezji Nowego Orleanu i posługuje w parafii Bożego Miłosierdzia w Kenner w stanie Luizjana. Mieszka w Nowym Orleanie z żoną Andi i ma 5 dzieci. Diakon Oney międzynarodowym mówcą i kaznodzieją. Prowadzi wyjazdy misyjne w wielu miejscach Afryki, Brazylii, Europy, Kanady i w całych Stanach Zjednoczonych. Dynamiczny styl i przesłanie pełne nadziei doprowadziły go do setek przemówień na całym świecie.

W pierwszym dniu spotkania Mszy świętej przewodniczył i homilię wygłosił abp Grzegorz Ryś, który wskazał na to, że działalność charytatywna Kościoła jest działem ewangelizacyjnym, jest wielkim dziełem miłości względem potrzebujących. – Ten rodzaj ewangelizacji był obecny w pierwotnym Kościele i dziś jest obecny- niestety już nie w takim samym wymiarze jak kiedyś – podkreślił arcybiskup.

Przypominając fragmenty ewangeliczne o rozmnożeniu chleba, łódzki pasterz zauważył, że uczniowie, a także ci, którzy szli za Jezusem doświadczyli Boga, który usługuje! – Jezus każe tłumom usiąść. Składa Bogu dziękczynienie, a następnie daje chleb, aby został rozdzielony. Ten, kto otrzymuje chleb, dostaje wiadomość, że to jest dopiero początek, że coś będzie jeszcze dalej, że coś kryje się jeszcze dalej za tym chlebem – zaznaczył arcybiskup.

Uczestnicy spotkania obok konferencji i codziennej Mszy świętej wezmą udział w modlitwie uwielbienia, wieczorze chwały oraz w adoracji Najświętszego Sakramentu połączonej z modlitwą o uzdrowienie.

Według organizatorów w spotkaniu bierze udział blisko dwa tysiące osób, którzy przyjechali do Łodzi za całej Polski. Spotkanie można śledzić za pomocą środków multimedialnych – Facebooka (fanpage Wspólnota „Mocni w Duchu”) oraz na kanale YouTube (Mocni w Duchu – Jezuici TV) Spotkania tego typu odbywają się w Łodzi już od kilku lat dwa razy w roku: jesienią i na wiosnę.

Bydgoszcz: konferencja „Jak chronić dzieci przed zachowaniami ryzykownymi?”

sob., 10/02/2018 - 20:24
„W tej chwili świat, cała atmosfera, rzeczywistość, w której żyjemy, nie sprzyja budowaniu więzi” – uważają Magdalena i Wiesław Grabowscy. Małżonkowie, którzy od 1993 prowadzą Służbę Rodzinie w ramach Ruchu Nowego Życia, byli gośćmi bydgoskiej konferencji „Jak chronić dzieci przed zachowaniami ryzykownymi?”.

Wydarzenie, które odbyło się w SP nr 16 z inicjatywy Akcji Katolickiej w, zostało podzielone na zagadnienia dotyczące zarówno rodziców, jak i dzieci. – Jako rodzice potrzebujemy: wiedzieć, że nie jesteśmy idealni i popełniamy błędy, patrzeć na dzieci z Bożej perspektywy, mieć świadomość, jakie są dzieci, oraz jak je pragniemy wychowywać. Potrzebujemy rozumieć proces wychowania i ducha czasów, w jakich żyjemy – powiedziała Magdalena Grabowska.

Konferencje prowadzone przez małżeństwo mają mocne oparcie w Piśmie Świętym. – Biblia mówi zarówno o naszej relacji z Bogiem, jak i o naszych relacjach społecznych, rodzinnych. Mamy różne propozycje związane z wychowaniem, które daje nam świat, współczesna nauka. Wiele pomysłów związanych z metodami wychowania pomija kwestie tego, czym jest ludzka natura, jakie są jej predyspozycje oraz specyfika. Natomiast Bóg w swoich propozycjach wychowawczych to wszystko uwzględnia – dodała Magdalena Grabowska.

Magdalena i Wiesław Grabowscy mocno podkreślali, że dzieci potrzebują obojga kochających się i szanujących rodziców. – Potrzebują nas jako autorytetu. Potrzebują rodziców, którzy mają jasne przekonania i żyją nimi. Potrzebują rodziców, którzy zawsze mówią prawdę oraz właściwie wypełniają swoje role mamy i taty – podkreślili. Magdalena Grabowska podkreśliła również, że współczesny świat, cała atmosfera, rzeczywistość, w której żyjemy, nie sprzyja budowaniu więzi.

Organizacji różnego rodzaju konferencji od ponad dziesięciu lat podejmuje się Parafialny Oddział Akcji Katolickiej przy wspólnocie św. Antoniego z Padwy. Wybór tematyki nie jest nigdy przypadkowy i wynika z zapotrzebowania osób zainteresowanych. – Ważne jest również to, że możemy wymienić swoje rodzicielskie doświadczenia z innymi osobami, dla których wychowanie dzieci w duchu wiary katolickiej jest ogromnie ważne – powiedziała Teresa Misiewicz z zarządu Akcji Katolickiej Diecezji Bydgoskiej. – Żyjemy w takich czasach, w których na nowo trzeba się uczyć jak wychowywać dzieci. Z drugiej strony, mamy coraz więcej odpowiedzi na te problemy w postaci różnych sympozjów, szkoleń, gdzie mówi się istocie dialogu w małżeństwie i rodzinie – zakończył proboszcz parafii św. Antoniego z Padwy w Bydgoszczy oraz moderator diecezjalny Domowego Kościoła ks. Janusz Konysz.

Magdalena i Wiesław Grabowscy są małżeństwem od 1979 roku. Mieszkają w Warszawie. Mają trzech dorosłych synów i sześcioro wnucząt. Oboje ukończyli dwuletnie Studium Życia Rodzinnego. Są współautorami podręcznika do przedmiotu Przygotowanie do Życia w Rodzinie pt. „Zanim wybierzesz”. Prowadzą kursy dla narzeczonych, są doradcami małżeńskimi. Magdalena jest coachem, wykładowcą na konferencjach, seminariach i spotkaniach dla kobiet.

Puck: 98. rocznica Zaślubin Polski z Morzem

sob., 10/02/2018 - 20:19
W Pucku odbyły się dziś uroczystości religijno-patriotyczne z okazji 98. rocznicy Zaślubin Polski z Morzem. Z tej okazji abp Sławoj Leszek Głódź przewodniczył w puckiej farze okolicznościowej Mszy św. w intencji Ojczyzny, w której wzięli udział przedstawiciele władz państwowych i samorządowych, oficerowie Marynarki Wojennej i reprezentanci służb mundurowych oraz licznie przybyli wierni.

– Wspominamy dzisiaj dzień zaślubin Polski z morzem, jaki miał miejsce w Pucku, 10 lutego 1920 roku. Biły tego dnia radośnie dzwony kościołów i kaplic wojskowych całego kraju. A pierwszy biskup polowy Wojska Polskiego, Stanisław Gall, pisał w okolicznościowym liście pasterskim: „Ten przestwór morski, który się roztworzy – to wielka nadzieja najśmielszych naszych poczynań na wszechświatowej arenie pracy, przemysłu i handlu” – przypomniał w homilii metropolita gdański.

– Tamtego dnia – w tamtym symbolicznym akcie zaślubin – wstająca do życia Rzeczypospolita obiecywała morzu, do którego dostęp w niewielkim wymiarze otrzymała, miłość i wierność. Egzamin z tej miłości i wierności zdała. Aktu zaślubin dokonał żołnierz bez skazy, generał Józef Haller, organizator Wojska Polskiego w Rosji, a potem dowódca słynnej „Błękitnej Dywizji”, którą przyprowadził ze sobą z Francji, nie wiedząc jeszcze, jak wielką odegra rolę w kampanii 1920 roku – podkreślił hierarcha.

– Jakże prostą i głęboką lekcję zawiera nasza dzisiejsza obecność nad polskim morzem, odzyskanym dla Polski przed dziewięćdziesięciu ośmiu laty. Właśnie tutaj w Pucku Rzeczpospolita wróciła nad morze, nad skrawek morza; ruszyła – na morze i poczęła, wysiłkiem swych żołnierzy – marynarzy, strzec swego morza. Mieli bowiem wówczas Polacy jasno określony cel: odzyskaną niepodległość zagospodarować w sposób nowoczesny i zabezpieczający żywotne interesy Ojczyzny – stwierdził metropolita gdański.

– Nie zaświtałaby Polsce wolność bez Legionów i Pierwszej Kadrowej. Nie byłoby Cudu nad Wisłą i Powstań Śląskich bez ducha entuzjazmu i bezinteresownego idealizmu, który w młodzieńczym zapale i trudzie przekuwał się w konkretne czyny. Z podobną pasją odbywał się powrót Polski nad morze – kontynuował abp Głódź.

– Nasza dzisiejsza modlitewna i rocznicowa obecność nad polskim morzem stanowi doniosłą okazję, by prosić szczególnie o dar zaufania do Boga i wybory dobra. Dzisiejsza Ewangelia to zaproszenie do pogłębiania relacji z Jezusem, która zaowocuje głębszym uczestniczeniem we Mszy Świętej, umocnieniem wiary i doświadczeniem nieba tu na ziemi. Maryjo, którą czci Lud Kaszubski niedaleko stąd, w Swarzewskim wizerunku, jako Królową Polskiego Morza. Prowadź nas po drogach wiary, tej wiary w Boga i służby Ojczyźnie – zakończył hierarcha.

Na zakończenie Eucharystii przedstawiciele Związku Piłsudczyków odznaczyli abp. Głódzia Medalem 450. Rocznicy Komisji Morskiej. Oprócz metropolity gdańskiego odznaczenie otrzymali m.in.: Marek Gróbarczyk, minister Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, miasto Puck, Dariusz Drelich, wojewoda pomorski, Danuta Sikora, dyrektor Oddziału Regionalnego Agencji Mienia Wojskowego oraz przedstawiciele Marynarki Wojennej RP.

Po Mszy św. w puckim porcie pod pomnikiem Generała Józefa Hallera odbyła się druga część uroczystości. Odczytano listy Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy, Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego i Ministra Obrony Narodowej Mariusza Błaszczaka. Na placu zgromadziły się ponadto liczne poczty sztandarowe, a spotkaniu towarzyszyła Orkiestra Reprezentacyjna oraz Kompania Reprezentacyjna Marynarki Wojennej.

„Ojczyznę wolną pobłogosław Panie!” – list pasterski abp. Wacława Depo

sob., 10/02/2018 - 19:26
„Ojczyznę wolną pobłogosław Panie!” – to tytuł listu pasterskiego abp Wacława Depo metropolity częstochowskiego, który został skierowany do wiernych archidiecezji częstochowskiej z racji obchodów XXVI Światowego Dnia Chorego i pierwszego dnia nowenny przed Narodowym Świętem Niepodległości, w setną rocznicę odzyskania przez Polskę Niepodległości. List ten zostanie odczytany we wszystkich kościołach i kaplicach archidiecezji w niedzielę 11 lutego br.

Na początku swojego listu abp Depo podkreśla, że „rok 2018, pośród rożnych patriotycznych inicjatyw, jest dla nas czasem dziękczynienia Bogu i modlitwy o Jego błogosławieństwo dla naszej ojczyzny”.

„Modlitewne, jubileuszowe czuwanie za Polskę, będziemy przeżywać w Archidiecezji Częstochowskiej w ramach dziewięciomiesięcznej nowenny, odprawianej przed Narodowym Świętem Niepodległości, obchodzonym w dniu 11 listopada. Dzisiaj, w pierwszym dniu nowenny, a zarazem w Światowym Dniu Chorego podejmijmy refleksję na temat chrześcijańskiego patriotyzmu w kontekście troski o ludzi chorych” – podkreśla abp Depo.

Metropolita częstochowski odnosząc się do Ewangelii o uzdrowieniu trędowatego zaznacza, że „Jezus dotknął tego, którego nie wolno było dotykać, a moc Jego słowa przywróciła choremu nie tylko zdrowie fizyczne, ale również godność człowieka i przynależność do Ludu Bożego”.

– Skoro – jak uczy dziś św. Paweł – mamy być naśladowcami Chrystusa, zapytajmy, jak w takim razie powinien wyglądać nasz patriotyzm? – pyta arcybiskup. „Patriotyzm jest konkretyzacją przykazania miłości Boga oraz człowieka i polega na umiłowanie własnej ojczyzny. Jest obowiązkiem chrześcijańskim wynikającym z czwartego przykazania Bożego” – przypomina arcybiskup i dodaje: „Już sam termin „ojczyzna” przywodzi na myśl tak bliską każdemu osobę ojca i matki. Ojczyzna jest więc poniekąd ojcowizną, czyli umiłowanym dziedzictwem otrzymanym po rodzicach. Na to dziedzictwo składa się nie tylko pewne terytorium zamieszkania, ale również historia, tradycja, kultura, język oraz religia i wartości duchowe. To właśnie dzięki kulturze i wartościom duchowym Naród Polski pozbawiony swojej państwowości i wymazany z mapy Europy nie tylko przetrwał”.

„Patriotyzm, który z pewnością trzeba zaszczepiać i pielęgnować w kolejnych pokoleniach Polaków nie jest jednak wartością absolutną i zasadniczo różni się od nacjonalizmu. Tak jak nie można bardziej kochać rodzonej matki i ojca od Jezusa, tak również miłości do ojczyzny nie można stawiać ponad prawo Boże i wymagania Ewangelii” – kontynuuje metropolita częstochowski i przypomina, że „Jezus, który odrzucił mesjanizm polityczny, pragnie zbawienia wszystkich narodów”.

Arcybiskup przypomina również słowa, które św. Jan Paweł II wypowiedział na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ w 1995 r. „Należy ukazać zasadniczą różnicę, jaka istnieje między szaleńczym nacjonalizmem, głoszącym pogardę dla innych narodów i kultur, a patriotyzmem, który jest godziwą miłością do własnej ojczyzny. Prawdziwy patriota nie zabiega nigdy o dobro własnego narodu kosztem innych. To bowiem przyniosłoby ostatecznie szkody także jego własnemu krajowi, prowadząc do negatywnych konsekwencji zarówno dla napastnika, jak i dla ofiary” – mówił wówczas Papież.

Abp Depo zauważa, że chociaż na przestrzeni wieków setki tysięcy Polaków zdało egzamin z patriotyzmu, oddając życie za ojczyznę w powstaniach narodowych, wojnach światowych czy w walce z reżimem komunistycznym, to miłość do ojczyzny sprawdza się jednak nie tylko w chwilach zagrożenia i wojny, ale również w czasie pokoju. „Wyrazem tej miłości jest solidarność społeczna oraz troska o najsłabszych i najuboższych, w tym ludzi chorych. Jezus, który dotykając chorego na trąd niejako przekracza granice prawa Mojżeszowego, pokazuje nam, że w trosce o chorych zawsze można zrobić więcej”.

Na zakończenie abp Depo odnosząc się do hasła na XXVI Światowy Dzień Chorego „Oto syn Twój (…). Oto Matka twoja” wyraża swoją wdzięczność za wiele przedsięwzięć na rzecz chorych i niepełnosprawnych dziękując szczególnie Katolickiemu Ruchowi Dobroczynnemu „BETEL” i przypominając, że Ruchowi temu patronuje Matka Boża Częstochowska, Madonna ze zranionym obliczem, a jego główną misją jest prowadzenie domów, w których żyją wspólnie osoby niepełnosprawne wraz z opiekunami. Domy te, nazywane Wspólnotami Życia, rozsiane są w całej Polsce. „W dobie kryzysu migracyjnego warto zauważyć, że od kilku lat świadectwem misyjnego zaangażowania „BETEL” jest dom dla upośledzonych sierot społecznych w Etiopii. Obecnie czynione są starania, by podobna placówka powstała w Kamerunie” – podkreśla abp Depo.

Metropolita częstochowski zaapelował również, by od 11 lutego, każdego 11. dnia miesiąca aż do października, we wszystkich kościołach archidiecezji odprawiano nabożeństwo za ojczyznę, dostosowując jego formę do przeżywanego okresu liturgicznego. Ponadto zachęca wiernych, aby odpowiadając na prośbę Ojca Świętego Franciszka podjęli modlitwę i post w intencji pokoju w dniu 23 lutego br., czyli w piątek pierwszego tygodnia Wielkiego Postu, szczególnie za mieszkańców Demokratycznej Republiki Konga i Sudanu Południowego.

Charyzmat, który się nie starzeje – 40 lat odrodzonej wspólnoty paulistów w Polsce

sob., 10/02/2018 - 17:46
Głoszą Chrystusa językiem ludzi XXI w., dziesięć lat temu oddali polskim wiernym przekład Pisma Świętego z języków oryginalnych. Mowa o członkach Towarzystwa św. Pawła, nazywanych też paulistami, którzy dziś na Jasnej Górze przeżywają 40-lecie odrodzenia zgromadzenia w naszym kraju. – Wasz charyzmat nigdy się nie starzeje – mówił w homilii bp senior Antoni Długosz z Częstochowy.

W Polsce Towarzystwo Świętego Pawła, założone przez włoskiego kapłana, bł. Jakuba Alberione, pojawiło się już w latach 30. XX wieku, ale wojna, a następnie prześladowania ze strony komunistycznych władz uniemożliwiły jego istnienie. W 1947 r. został deportowany ostatni włoski kapłan. W 1968 r. zmarł pierwszy i jedyny paulista Polak, ks. Józef Alojzy Łabędź, pochowany na cmentarzu św. Rocha w Częstochowie. Od tego czasu zgromadzenie przestało istnieć.

Odrodzenie paulistów następowało stopniowo od 1978 r. Grunt pod ten proces przygotowywały także siostry Uczennice Boskiego Mistrza, należące do rodziny zakonnej założonej przez bł. Alberione. Stało się to w dużej mierze za sprawą włoskiego kapłana Innocenzo Dante, który przybył do Polski z misją rozpoczęcia na nowo apostolstwa paulistów. Ks. Dante w chwili śmierci ostatniego polskiego paulisty, jeszcze jako kleryk, poczuł powołanie do misji w Polsce. Po latach odczytuje to jako prawdziwe działanie Bożej Opatrzności.

– Lata 70. to był trudny czas, czas realnego komunizmu, ale także wtedy widziałem, że Boża Opatrzność pisze historię ze swojego punktu widzenia – opowiada ks. Dante. Przyznał, że ogromną pomoc i wsparcie otrzymał wówczas od sióstr Uczennic Boskiego Mistrza.

Ks. Dante wyraził radość, że po 40 latach zgromadzenie się rozwija i wykorzystuje wszystkie dostępne środki społecznego przekazu w niesieniu orędzia Dobrej Nowiny. – Wciąż naszym najważniejszym zadaniem pozostaje rozpowszechnianie Biblii, dzięki różnym możliwościom, które daje współczesna technika – podkreśla Włoch.

Prowincjał ks. Bogusław Zeman, przypomniał, że pragnieniem założycieli polskiej prowincji Towarzystwa Świętego Pawła w latach 30. XX w. ks. Domenico Raviny ks. Cesare Robaldo było przetłumaczenie na język polski Ewangelii z komentarzem zaczerpniętym z Katechizmu i nauczania Kościoła, także o komunizmie. Do takiego wydania doszło w 1936 r., a po wojnie właśnie rozpowszechnianie tego tłumaczenia przyczyniło się do uwięzienia, a później deportowania z Polski ks. Raviny.

– Cieszę się, że tak pięknie służycie wielkiemu charyzmatowi waszego założyciela, którego nazywam włoskim Maksymilianem Kolbe, bo tak jak Maksymilian Kolbe, on, na terenie Włoch, a potem całego świata, realizował misje ewangelizacji, o której wiele razy mówił św. Jan Paweł II” – mówił podczas Mszy św. dziękczynnej odprawionej przed Cudownym Obrazem bp senior Antoni Długosz z Częstochowy.

– Wasz charyzmat nigdy się nie starzeje – zapewniał w homilii bp Długosz i życzył paulistom własnej rozgłośni radiowej i stacji telewizyjnej.

Wśród świętujących jubileusz był ks. Ryszard Maria Tomaszewski, który 22 lutego 1978 r. był jednym z trzech chłopców, którzy wstąpili do postulatu Towarzystwa Świętego Pawła. Ks. Tomaszewski, mówiąc o swoim realizowaniu powołania, zauważył, że „pierwszym apostołem trzeba być dla siebie, potrzeba wciąż wewnętrznego nawrócenia, żeby Chrystus mógł działać przez nas”.

Kleryk Paweł Leonik poznał charyzmat Towarzystwa św. Pawła w internecie. Młody paulista przyznał, że to, czym się pasjonuje to ewangelizacja poprzez media.

Celem Towarzystwa Świętego Pawła jest ewangelizacja za pośrednictwem środków społecznego przekazu, a nade wszystko rozpowszechnianie Pisma Świętego. Pauliści udostępnili wiernym pierwszy w trzecim tysiącleciu przekład Pisma Świętego z języka hebrajskiego, aramejskiego i greckiego na język polski z komentarzem.

Nowatorstwo tego przekładu polega na jego komunikatywnym, literackim i artystycznym charakterze z jednoczesną dbałością o wierność oryginałowi. Wydawcą nowego przekładu Pisma Świętego jest Edycja Świętego Pawła. To katolicka międzynarodowa grupa wydawnicza działająca w kilkudziesięciu krajach świata, prowadzona przez paulistów.

Obecnie zgromadzenie liczy ok. 1100 członków w 120 wspólnotach w 30 krajach świata. Towarzystwo św. Pawła liczy prawie trzydziestu członków mieszkających w czterech domach zakonnych w Polsce. W Częstochowie znajduje się Dom Prowincjalny oraz centrum apostolstwa – wydawnictwo Edycja św. Pawła.

Bp Tyrawa: jednocząc swoje cierpienie z Chrystusem, człowiek niesie z Nim swój krzyż

sob., 10/02/2018 - 17:39
„Człowiek, jednocząc swoje cierpienie z Jezusem Chrystusem, niesie wspólnie z Nim swój krzyż” – powiedział biskup ordynariusz Jan Tyrawa. Z okazji Światowego Dnia Chorego na wspólnej modlitwie w bydgoskiej katedrze spotkali się chorzy, kapłani, kapelani placówek medycznych oraz pracownicy Służby Zdrowia.

Dlaczego cierpi człowiek sprawiedliwy? Według biskupa, na pytanie, dlaczego tak jest, nie ma odpowiedzi. Dodał, że jest to tajemnica ludzkiego życia. – Co może uczynić taki człowiek? Jedno – jako chrześcijanin swoje cierpienie, chorobę, całą tę niesprawiedliwość, jakiej w życiu doświadcza, usensownić przez to, że nada jej szczególną intencję – powiedział.

Biskup bydgoski zauważył, że człowiek, jednocząc swoje cierpienie z Jezusem Chrystusem, niesie wspólnie z Nim swój krzyż. I dlatego – tak jak Jezus – potrafi go donieść do końca. – Chrystus dlatego, że potrafił donieść cierpienie do końca, zmartwychwstał. To właśnie zmartwychwstanie jest jedyną odpowiedzią nie tyle na pytanie, dlaczego cierpi człowiek sprawiedliwy, tylko co człowiek ze swoim cierpieniem może uczynić. Może je związać z cierpieniem Jezusa i wspólnie z Nim je nieść do końca, aby móc również uczestniczyć w chwale zmartwychwstałego Chrystusa. To jest jedyna odpowiedź, jaką proponuje chrześcijaństwo – tłumaczył.

Według hierarchy, trzeba pamiętać również o tym, że Jezus Chrystus nie zostawia samego człowieka, który niesprawiedliwie cierpi. Daje mu wewnętrzną moc uniesienia tego wszystkiego, co na niego spada.

Kieżmark: słowiańskie redemptorystki na historycznym spotkaniu na Słowacji

sob., 10/02/2018 - 17:09
Siostry redemptorystki z Bielska-Białej, Kieżmarku, Vranowa, Lwowa i obecne dzięki połączeniu internetowemu zakonnice z Pietropawłowska spotkały się w dniach 6-9 lutego na Słowacji, by rozmawiać, słuchać i lepiej poznawać się w ramach wspólnego charyzmatu zakonnego. Była to odpowiedź zgromadzenia, założonego przez włoską mistyczkę bł. s. Marię Celestę Crostarosę, na konstytucję apostolską papieża Franciszka „Vultum Dei quaerere” (Poszukiwanie oblicza Boga) na temat żeńskiego życia kontemplacyjnego.

Jak wyjaśniła w rozmowie z KAI, s. Kazimiera Kut OSsR z bielskiej wspólnoty redemptorystek, spotkanie w słowackim Kieżmarku, było konkretną odpowiedzią na jeden z postulatów watykańskiego dokumentu, by wspólnoty weszły w związki z innymi wspólnotami. Zakonnica zaznaczyła, że chodzi m.in. o to, by, idąc za sugestiami papieża, powołać do życia struktury wspólnotowe między klasztorami, praktykującymi ten sam charyzmat.

„Chcemy w ten sposób być dla świata silnym znakiem jedności” – podkreśliła i zaznaczyła, że historyczne wydarzenie służyło zacieśnieniu związków i pogłębieniu współpracy w ramach wspólnot redemptorystek na terenie kilku słowiańskich krajów.

Większość z kilkunastu redemptorystek, które wzięły udział w spotkaniu, związana była niegdyś ze wspólnotą klasztorną na bielskich Trzech Lipkach, pierwszą, jaka powstała w tej części Europy. W ciągu ponad 25 lat istnienia bielska wspólnota założyła dwa klasztory na Słowacji: w Kieżmarku i pierwszą grekokatolicką wspólnotę we Vranowie nad Toplą. Klasztor powstał też w Pietropawłowsku w Kazachstanie, gdzie pierwotnie pojechały dwie siostry, aby stworzyć tam wspólnotę modlitwy Niedawno powstała też kolejna grekokatolicka wspólnota redemptorystek w Lwowie.

W Kieżmarku zabrakło jedynie redemptorystek z Kazachstanu. Kontakt z nieobecnymi fizycznie zakonnicami zapewniło jednak połączenie internetowe.

Dzięki Skype’owi trzy siostry z Kazachstanu mogły na bieżąco brać udział w spotkaniu. W rozmowach uczestniczyło 10 sióstr z vranowskiej wspólnoty, cztery siostry z Bielska-Białej oraz jedna siostra z Lwowa.

Siostry redemptorystki, nazywane także mniszkami Zakonu Najświętszego Odkupiciela, noszą charakterystyczne, ciemnoczerwone habity. Zakon powstał we włoskim miasteczku Scala w 1731 r. Jego założycielką była włoska mistyczka s. Maria Celeste Crostarosa, która w 2016 r. została beatyfikowana. Na świecie jest 47 klasztorów redemptorystek, obecnych na wszystkich kontynentach.

W kwietniu dni modlitw o beatyfikację o. Wenantego Katarzyńca w 350-lecie Kalwarii Pacławskiej

sob., 10/02/2018 - 16:07
Dni Modlitw o beatyfikację Sługi Bożego o. Wenantego Katarzyńca, franciszkanina, którego doczesne szczątki spoczywają w Sanktuarium Męki Pańskiej i Matki Bożej w Kalwarii Pacławskiej odbędą się 7-8 kwietnia. Tegoroczne modlitwy będą miały szczególny charakter, wpisują się bowiem w jubileusz 350-lecia kalwaryjskiego sanktuarium.

Modlitwy o beatyfikację tego niezwykłego franciszkanina, żyjącego na przełomie XIX i XX w. rozpoczną się w sobotę, 7 kwietnia o godz. 14.00 wspólną Drogą Krzyżową na dróżkach kalwaryjskich (początek na tzw. „Gradusach”). Tego dnia przewidziane są również modlitwy przy grobie Czcigodnego Sługi Bożego, konferencja, Msza św. pod przewodnictwem o. Mariusza Kozioła, wikariusza prowincji krakowskich franciszkanów oraz program słowno-muzyczny przygotowany przez braci nowicjuszy z Kalwarii Pacławskiej. Pierwszy dzień modlitw zakończy się apelem maryjnym o godz. 21.00 i zasłonięciem Cudownego Obrazu Matki Bożej Kalwaryjskiej.

Centralne obchody Dni Modlitw będą miały miejsce w Niedzielę Bożego Miłosierdzia, 8 kwietnia. Rozpoczną się o godz. 10.00 wspólną modlitwą Koronką do Bożego Miłosierdzia przy grobie o. Wenantego. W programie przewidziany jest także wykład Tomasza Terlikowskiego na temat kandydata na ołtarze. Uroczystej Mszy św. o rychłą beatyfikację o. Katarzyńca o godz. 11.00 przewodniczyć będzie abp Adam Szal, metropolita przemyski, który po Mszy św. poświęci miejsce nowego pochówku Sługi Bożego.

O. Wenanty Katarzyniec (1889-1921), urodził się w Obydowie k. Lwowa. Na chrzcie otrzymał imię Józef. Pochodził z biednej chłopskiej, ale bardzo prostej i pobożnej rodziny. Jeszcze jako uczeń dorabiał na własne utrzymanie poprzez korepetycję. Po ukończeniu lwowskiego seminarium nauczycielskiego wstąpił do Zakonu Franciszkanów. Podczas jednych z wakacji poznał młodszego od siebie Rajmunda Kolbe, późniejszego św. Maksymiliana. Zaraz po święceniach kapłańskich w 1914 r. rozpoczął pracę duszpasterską w przyklasztornej parafii w Czyszkach pod Lwowem. Jego gorliwość nie uszła uwadze wiernych. Ze szczególnym oddaniem służył w konfesjonale i na ambonie.

Po roku pracy duszpasterskiej został mistrzem nowicjatu. Był też wykładowcą filozofii, łaciny i greki. Nieprzeciętnie zdolny i gorliwy, nie szczędził również swoich sił poza klasztorem. Głosił konferencje i rekolekcje dla sióstr zakonnych oraz spowiadał chorych w szpitalu dla niepełnosprawnych. Z powodu gruźlicy musiał wyjechać na wypoczynek najpierw do Hanaczowa, a potem do Kalwarii Pacławskiej. Chory i wyczerpany zmarł 31 marca 1921 r., mając niespełna 32 lata. Jego przyjaciel, św. Maksymilian, powiedział o nim: „Ojciec Wenanty nie silił się na wielkie rzeczy, ale zwyczajne wykonywał w sposób nadzwyczajny”.

W 1950 r. w Kurii Biskupiej w Przemyślu odbył się proces informacyjny dotyczący świętości życia o. Wenantego Katarzyńca, a następnie dokumenty zostały przekazane do Rzymu. Po ekshumacji ciało Sługi Bożego przeniesiono z cmentarza do kamiennego grobu w krużganku kościoła klasztornego w Kalwarii Pacławskiej. 26 kwietnia 2016 r. papież Franciszek wyraził zgodę na publikację dekretu o heroiczności cnót o. Wenantego Katarzyńca, co formalnie zakończyło proces beatyfikacyjny. Od tej pory przysługuje o. Wenantemu tytuł: Czcigodny Sługa Boży.

23 października 2017 r. Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych udzieliła pozwolenia na przeprowadzenie kanonicznego rozpoznania doczesnych szczątków Sługi Bożego o. Wenantego Katarzyńca i przeniesienie ich z podcieni kościoła do przygotowanego grobu we wnętrzu kościoła.

Do wspólnego przeżywania Dni Modlitw o beatyfikację Ojca Wenantego Katarzyńca w szczególnym, Jubileuszowym Roku Łaski kalwaryjskiego sanktuarium serdecznie zapraszają kustosze doczesnych szczątków Czcigodnego Sługi Bożego, franciszkanie z Kalwaryjskiego Wzgórza.

Kraków: młodzi pomogą chorym dotrzeć na uroczystość beatyfikacji Hanny Chrzanowskiej

sob., 10/02/2018 - 14:46
Przedstawiciele duszpasterstw młodzieżowych spotkali się w sobotę 10 lutego w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie, by zaplanować zaangażowanie młodych w uroczystości beatyfikacyjne służebnicy Bożej Hanny Chrzanowskiej. Członkowie wspólnot młodzieżowych pomogą m.in. w transporcie osób chorych.

Na spotkaniu obecni byli m.in. przedstawiciele Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży archidiecezji krakowskiej, Góry Dobra – wolontariuszy ŚDM, Wspólnoty Sant’Egidio oraz duszpasterstw parafialnych. – Chcemy zaangażować wszystkie wspólnoty parafialne w przygotowania do beatyfikacji przez szerzenie idei wyznawanych i rozwijanych przez Hannę Chrzanowską – mówi archidiecezjalny duszpasterz młodzieży ks. Łukasz Michalczewski. – Mamy nadzieję dotrzeć do wszystkich chorych w diecezji, którzy przez duchowy kontakt, ale i fizyczną obecność, będą mogli przeżywać uroczystości – dodaje.

Osoby, które włączą się w przygotowania, będą miały za zadanie dotrzeć przede wszystkim do dwóch grup – osób starszych i chorych o normalnym funkcjonowaniu oraz osób z niepełnosprawnością m.in. na wózkach inwalidzkich. Do pierwszej z grup lokalni liderzy z ich parafii dotrzeć mają głównie z informacją o przyszłej błogosławionej. Do grupy osób potrzebujących fizycznej pomocy skierowani będą wolontariusze, którzy pomogą w transporcie do bazyliki w Krakowie-Łagiewnikach.

– Wiemy, że transport do sanktuarium komunikacją miejską dla osób niedołężnych może być utrudniony, dlatego do współpracy oprócz wolontariuszy chcemy zaangażować organizacje i jednostki powiatowe i gminne, które dysponują przystosowanymi samochodami – opisuje ks. Michalczewski.

Komitet Organizacyjny Beatyfikacji będzie zachęcać wspólnoty parafialne archidiecezji, by za wstawiennictwem Hanny Chrzanowskiej modlić się z chorymi. Kapłani proszeni będą o rozpropagowanie informacji o beatyfikacji podczas odwiedzin chorych w czasie Wielkiego Postu.

– Chcielibyśmy, by w te wizyty włączyli się młodzi ludzie z danych parafii. To będzie zalążek nowego projektu „Radość dawania”, który będzie rozwijany w naszej diecezji w kolejnym roku duszpasterskim – mówi ks. Michalczewski. Przypomina, że parafialna opieka nad chorymi w ich domach była tym, co robiła służebnica Boża.
Kolejne spotkanie organizacyjne odbędzie się 24 lutego w Kościele św. Mikołaja przy ul. Kopernika, gdzie spoczywają doczesne szczątki Hanny Chrzanowskiej.

Hanna Chrzanowska zostanie wyniesiona do chwały ołtarzy 28 kwietnia, w przeddzień 45. rocznicy śmierci, w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach. Uroczystościom ma przewodniczyć kard. Angelo Amato – legat papieski, prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych

Bouar: w niedzielę sakra biskupa nominata Mirosława Gucwy

sob., 10/02/2018 - 14:21
„Dla mnie żyć to Chrystus” – takie będzie hasło posługiwania nowego biskupa diecezji Bouar. W niedzielę, 11 lutego w Republice Środkowoafrykańskiej odbędą się święcenia biskupie ks. Mirosława Gucwy. Kapłan diecezji tarnowskiej od 1992 roku głosi Ewangelię w diecezji Bouar i jest zaangażowany w przywrócenie pokoju w tej części świata.

Święcenia odbędą się w katedrze Maryi Matki Kościoła w Bouar. Konsekratorami mają być nuncjusz apostolski w Republice Środkowoafrykańskiej Santiago De Wit Guzmán, arcybiskup Bangui kardynał Dieudonné Nzapalainga, a także biskup tarnowski Andrzej Jeż.

Ks. Mirosław Gucwa od lat jest zaangażowany w dialog międzyreligijny, więc na święcenia biskupie przybędą też przedstawiciele kościołów protestanckich i muzułmanie.

11 lutego Kościół obchodzi Światowy Dzień Chorego. „ Na uroczystości zgromadzimy chorych i biednych. Ja ich nazywam VIP- ami Kościoła, bo to są osoby najważniejsze w Kościele. Od ich modlitwy i cierpienia wiele zależy” – mówi biskup nominat.

Ks. Mirosław Gucwa prosi wszystkich o modlitwę. „Polecam się modlitwie. Tej modlitwy, zwłaszcza o pokój, bardzo potrzebujemy” – powiedział.

W okresie rebelii w Republice Środkowoafrykańskiej biskup nominat Mirosław Gucwa dał początek działalności Platformie Religijnej. Jest to zgromadzenie przedstawicieli wyznawców religii chrześcijańskiej – katolików i protestantów oraz islamu. Celem tego zgromadzenia jest wspólna modlitwa, refleksja i działanie na rzecz pokoju.

O biskupie nominacie pamięta także rodzinna parafia w Pisarzowej, która duchowo będzie łączyć się z Bouar. „To honor, wyróżnienie, wielki dar dla parafii” – mówi proboszcz ks. Andrzej Bąk. Misjonarz odwiedził rodzinne strony w okresie świątecznym. „Wspieramy go, modlimy się za niego i nadal tak będzie” – dodaje proboszcz parafii w Pisarzowej. Nocna adoracja na początku lutego oraz nowenna misyjna w parafii to szczególna modlitwa za biskupa nominata i diecezję Bouar.

W niedzielę w kościołach diecezji tarnowskiej będzie czytany komunikat biskupa tarnowskiego Andrzeja Jeża. Ordynariusz diecezji poprosił diecezjan o modlitwę w intencji biskupa Mirosława Gucwy i jego posługi dla diecezji Bouar.

„Biskup Mirosław Gucwa jest pierwszym tarnowskim misjonarzem, który został biskupem w Afryce. Cieszymy się, że posługa księdza Mirosława znalazła uznanie w oczach Ojca Świętego. Jest to również dostrzeżenie wielkiego zaangażowania misyjnego diecezji tarnowskiej” – podkreśla bp Jeż. Duchowny poprosił diecezjan, by modlili się także o pokój, za misje, misjonarzy i tych, którym oni posługują.

Transmisję ze święceń biskupich bpa Mirosława Gucwy przeprowadzi na swoim Facebooku o. Benedykt Pączka. Początek w niedzielę, 11 lutego godz 8:30.

Biskup nominat Mirosław Gucwa urodził się w roku 1963 w Pisarzowej. Po ukończeniu Wyższego Seminarium Duchowego w Tarnowie przyjął święcenia kapłańskie w roku 1988. Pierwsze cztery lata jego posługi kapłańskiej były związane z parafią św. Katarzyny w Grybowie. W październiku 1992 r. otrzymał z rąk biskupa Józefa Życińskiego krzyż misyjny i został posłany do pracy ewangelizacyjnej w Republice Środkowoafrykańskiej.

Od ponad ćwierć wieku, pracuje w diecezji Bouar, którą obecnie będzie kierował jako biskup diecezjalny. W czasie swej dotychczasowej posługi misyjnej pełnił on wiele istotnych funkcji: był proboszczem, rektorem niższego seminarium duchownego, kanclerzem kurii diecezjalnej, przewodniczącym Komisji Sprawiedliwości i Pokoju, a przez ostatnich 11 lat wikariuszem generalnym. Oprócz tego był również kapelanem miejscowego więzienia oraz miejskiego szpitala, w którym zapoczątkował duszpasterstwo chorych.

W czasie rebelii w Republice Środkowoafrykańskiej z narażeniem własnego życia organizował pomoc dla mieszkańców, był mocno zaangażowany w przywracanie pokoju i godzenie zwaśnionych stron, a także odznaczył się dużą odwagą w działaniach na rzecz uwolnienia porwanego misjonarza ks. Mateusza Dziedzica.

Ks. Mirosław Gucwa dał również początek działalności tzw. Platformie Religijnej, która gromadzi przedstawicieli wyznawców różnych religii. Celem tego zgromadzenia jest wspólna modlitwa, refleksja i działanie na rzecz pokojowego współżycia wyznawców różnych religii zamieszkujących w RCA. Ks. Mirosław Gucwa pozostaje też mocno zaangażowany jako promotor centrum edukacji dla kobiet, które w tym kraju mają utrudniony dostęp do kształcenia.

Poświęcenie kościoła Męczenników Koptyjskich

sob., 10/02/2018 - 14:15
W czwartek 15 lutego odbędzie się w Egipcie poświęcenie kościoła pw. Męczenników Koptyjskich z Libii – 21 koptów zabitych przez islamskich dżihadystów w 2015 r. Nagranie wideo z tej egzekucji obiegło wówczas świat.

Zaledwie tydzień później koptyjski papież Tawadros II wpisał ich imiona do księgi świętych męczenników Kościoła koptyjskiego, wyznaczając ich święto na 15 lutego – dzień, w którym opublikowano w internecie film z ich dekapitacji.

Czytaj także: Kim są „męczennicy ziemi”?

Pracujący w Libii Egipcjanie zostali porwani w styczniu 2015 r., a następnie zabici na plaży w pobliżu Syrty, bo nie chcieli wyrzec się chrześcijaństwa i przejść na islam. Na filmie słychać, jak w chwili egzekucji niektórzy z zabijanych powtarzali słowa: „Panie Jezu Chryste”. Ich ciała wrzucono do wspólnego dołu w okolicach Syrty. Głowy były odcięte od korpusów ubranych w pomarańczowe kombinezony, ręce zaś związane z tyłu plastikowym sznurem.

Kościół zbudowano w wiosce Al-Our koło miasta Samalut w prowincji Al-Minja, skąd pochodziło 13 spośród 21 męczenników. Na uroczystości poświęcenia świątyni obecni będą krewni bestialsko zabitych koptów. Nie wiadomo jeszcze, czy tego dnia zostaną wprowadzone do kościoła ich relikwie – doczesne szczątki odnalezione we wrześniu ub.r.

Kim są „męczennicy ziemi”?

sob., 10/02/2018 - 13:11
W 2017 roku zginęło 197 osób, broniących w różnych częściach świata środowiska naturalnego, a więc działających w duchu encykliki Franciszka „Laudato si”. Poinformował o tym w swym najnowszym numerze watykański dziennik „L’Osservatore Romano”, powołując się na doroczny raport Global Witness. To międzynarodowa organizacja pozarządowa, śledząca od lat działalność w obronie środowiska i ogłaszająca co roku tego rodzaju tragiczne bilanse. Dokument ten został sporządzony we współpracy z londyńskim „The Guardian”.

Według dziennika ofiarami tej milczącej wojny, na ogół nieznanej szerzej, są niemal zawsze rolnicy, ludność tubylcza i zwykli działacze przeciwstawiający się niepohamowanemu wykorzystywaniu ziemi. O ofiarach świat dowiaduje się zwykle wtedy, gdy ginie jakaś bardziej znana osoba. Tak było w przypadku Esmonda Bradleya Martina – 76-letniego geografa amerykańskiego, byłego specjalnego wysłannika ONZ ds. ochrony nosorożców, który od 30 lat mieszkał w Kenii, gdzie wielokrotnie narażał życie, walcząc z kłusownikami. Zginął 4 lutego w swym domu w Nairobi.

Jego nazwisko nie znalazło się w najnowszym raporcie Global Witness, ale prawdopodobnie trafi tam w następnym tego rodzaju dokumencie.

Inną znaną postacią, która zginęła w obronie ziemi, była Berta Cáceres z Hondurasu. Za swą działalność na tym polu otrzymała w 2015 prestiżową nagrodę – Goldman Environmental Prize, uważaną za odpowiednik Nagrody Nobla w dziedzinie ekologii. Wcześniej, 28 października 2014 uczestniczyła w spotkaniu ruchów ludowych w Watykanie i mogła wówczas wysłuchać słów Franciszka o trzech T: tierra, techo, trabajo (ziemia, dach [dom] i praca), potwierdzających zaangażowanie ruchów. Słuchała też wypowiedzi innych działaczy, które w pewnym stopniu poprzedzały ogłoszenie papieskiej encykliki „ekologicznej”. Działaczka zginęła 3 marca 2016.

Z raportu wynika, że jeśli w 2002 notowano średnio dwa zabójstwa w obronie środowiska tygodniowo, to w dwóch ostatnich latach liczba ta się podwoiła. Rok 2016 był pod tym względem rekordowy – zginęło wówczas 200 osób. Najwięcej „męczenników ziemi” było i jest w Ameryce Łacińskiej, przede wszystkim w regionie Amazonii, gdzie ze szczególną siłą zderzają się wpływy biznesu rolnego i wydobywczego z interesami ludności tubylczej. Na ten obszar przypada 60 proc. wszystkich zabójstw, głównie wśród miejscowych mieszkańców, do czego kilkakrotnie nawiązywał Franciszek w czasie swej niedawnej podróży do Chile i Peru. Podkreślał tam podstawowe znaczenie zachowania środowiska naturalnego.

Czytaj także: Synod Biskupów nt. Amazonii: ewangelizacja i troska o ludność tubylczą

Dokument organizacji ujawnia, że najwięcej ludzi w obronie ziemi zginęło w Brazylii – 46, następnie w Kolumbii – 32 i w Meksyku – 15, ponadto były ofiary w Gwatemali, Nikaragui, Hondurasie i Peru. Na innych kontynentach smutny prym wiodą: w Azji Filipiny – 41 ofiar i w Afryce Demokratyczna Republika Konga – 13, głównie wśród strażników chronionych obszarów przyrody.

Raporty i działalność Global Witness rzucają światło na zjawisko, które niepokojąco rośnie i jest trudne do pokonania. Wielkie interesy gospodarcze i finansowe, wzmagane często przez powszechną korupcję, mają wielu wspólników, a zabójcy niemal zawsze pozostają bezkarni. Walczący z tym złem ludzie są zwykle osamotnieni i bezbronni. „Dopóki spółki, inwestorzy i rządy nie włączą naprawdę miejscowych wspólnot w decyzje dotyczące korzystania z naszej ziemi i jej bogactw, ci, którzy ośmielą się mówić o tym jasno i wyraźnie, będą nadal doświadczać przemocy, więzień a nawet utraty życia” — powiedziała Rachel Cox z Global Witness.