Subskrybent kanałów

Henryków: IV Archidiecezjalna Pielgrzymka Ludzi Pracy

Nie robimy wykładu z ekonomii czy zarządzania, ale głosimy Ewangelię Chrystusa, Jego orędzie i w Jego imieniu nawołujemy do układania relacji ludzkich na fundamencie miłości – mówił abp Józef Kupny podczas Mszy św. inaugurującej IV Archidiecezjalną Pielgrzymkę Ludzi Pracy do Henrykowa. Słów hierarchy słuchało ponad tysiąc osób – pracowników, przedsiębiorców oraz przedstawicieli władz i związków zawodowych.

W homilii metropolita wrocławski nawiązał do słów Chrystusa: „Przykazanie nowe daje wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem”. – Chrystus umiłował nas jako pierwszy wraz z naszą przeszłością i ludzką słabością – mówił abp Kupny dodając, że to sam Bóg sprawił, że staliśmy się godni Jego miłości, która nie zna żadnych granic i nigdy się nie kończy. – Odkupił nas drogocenną krwią swoją. Nauczył nas tej miłości i nam ją powierzył – mówił ksiądz arcybiskup. Zauważył przy tym, że przykazanie miłości jest ciągle aktualne, a jeśli chrześcijanie chcą odpowiedzieć na miłość Jezusa, powinni podejmować ten nakaz niezależnie od czasu i miejsca.

W dalszej części homilii Krajowy Duszpasterz Ludzi Pracy zauważył, że termin miłość stał się dziś jednym z najczęściej używanych i także nadużywanych słów. Co więcej – ludzie nadają mu dziś różne znaczenie. – Mówimy o miłości damsko-męskiej, rodzicielskiej, rodzeństwa, bliźniego, między przyjaciółmi i także o miłości ojczyzny, ale istnieje także umiłowanie zawodu, zamiłowanie do pracy – zaznaczył hierarcha, tłumacząc, że pomimo tej wielości i różnorodnych definicji miłości jest ona jedną rzeczywistością, jednak ma różne wymiary. Podkreślił także, że Pielgrzymka Ludzi Pracy stanowi okazję do przypomnienia i wyeksponowania miłości bliźniego, praktykowanej w miejscu pracy. – Chrześcijanin powinien nie tylko kochać współmałżonka, krewnych, rodziców, ojczyznę, ale równie ważny okazuje się wymiar miłości w miejscu pracy – zaznaczył.

– Nauka Społeczna Kościoła podaje, że można utrzymywać stosunki prawdziwie ludzkie również w obrębie działalności ekonomicznej – wyjaśnił abp Kupny, dopowiadając: “W encyklice ‘Mater et Magistra’ Jan XXIII mówi, by przedsiębiorstwa stanowiły formę ludzkiej wspólnoty. Wzajemne stosunki miedzy przedsiębiorcami, kierownikami i pracownikami powinny opierać się na zasadzie solidarności, wzajemnego szacunku i życzliwości. Zdaniem metropolity wrocławskiego konieczne jest, by wszyscy podejmowali wysiłki nie tylko z myślą o osiągnięciu dochodu, ale także by traktowali pracę jako pełnienie obowiązków i wypełnianie zadań, przez które służą drugiemu człowiekowi”.

– Św. Jan Paweł II nawiązywał w swoim nauczaniu do idei przedsiębiorstwa jako wspólnoty ludzi, którzy na różny sposób zdążają do zaspokojenia swoich potrzeb i stanowią szczególną grupę służącą całemu społeczeństwu – przypomniał ksiądz arcybiskup. Jak dodał, nie wyklucza to oczywiście rachunku ekonomicznego. Najcenniejszym majątkiem przedsiębiorstwa jest jednak człowiek, który nie może być traktowany na równi z kapitałem i z zyskami. – Propozycja tworzenia zakładu pracy jako wspólnoty ludzkiej adresowana jest do wszystkich pracowników, ale również przedsiębiorców i pracodawców. Dlatego cieszę się, że pracodawcy są tu obecni i dziękuję wam za dialog ze związkami zawodowymi – mówił kaznodzieja, tłumacząc, że zakład pracy i przedsiębiorstwo jako wspólnota ludzka nie jest pomysłem utopijnym. – Dzisiaj wielu specjalistów od zarządzania widzi związek między dobrym wynikiem ekonomicznym, właściwym traktowaniem pracowników i zalecają przywiązywanie dużej uwagi do czynnika ludzkiego – wyjaśnił hierarcha.

Zastrzegł przy tym, że Kościół zachęca do tego nie dlatego, że widzi ten związek, ale dlatego, że uczeń Chrystusa zobowiązany jest do miłowania bliźniego. – My nie robimy wykładu z ekonomii czy zarządzania, ale głosimy Ewangelię Chrystusa, Jego orędzie i w Jego imieniu nawołujemy do układania relacji ludzkich na fundamencie miłości. Niech udział w tej Eucharystii da nam siły do realizacji tego przykazania – dodał abp Kupny.

Pierwsza pielgrzymka ludzi pracy do Henrykowa została zorganizowana w 2016 r. jako wspólna inicjatywa abp. Józefa Kupnego oraz związkowców, którym bliskie są wartości chrześcijańskie. Zaowocowała pragnieniem regularnych spotkań pracowników, pracodawców oraz związkowców. Odbywają się one zawsze w trzecią niedzielę maja. Poza wspólną modlitwą oraz możliwością zwiedzania pocysterskiego klasztoru jej uczestnicy mogą wspólnie bawić się podczas koncertów, wymieniać doświadczenia oraz nawiązywać nowe kontakty. W tym roku uczestnikom spotkania przygrywał zespół Czerwone Gitary.

Pierwsza Msza w katedrze Notre-Dame w czerwcu?

Archidiecezja paryska pragnie, by w czerwcu została odprawiona Msza św. w katedrze Notre-Dame, pierwsza od czasu pożaru z 15 kwietnia. Złożono już prośbę w tej sprawie do odpowiednich władz. Poinformował o tym wikariusz generalny archidiecezji prał. Philippe Marsset.

Chodzi o ukazanie, że świątynia „jest przede wszystkim miejscem kultu”, a nie tylko atrakcją turystyczną. – Jeśli uda nam się odprawić tę Mszę w czerwcu, pokaże to pierwsze przeznaczenie tej katedry – wyjaśnił duchowny.

Dodał, że nie chodzi o uroczystą Mszę publiczną. Byłaby to raczej Msza jedynie z udziałem kanoników katedralnych i wolontariuszy. – Chodzi o znak, ale jeśli to nie będzie możliwe, to jej nie odprawimy – powiedział prał. Marsset.

Na razie wokół świątyni obowiązuje strefa bezpieczeństwa, do której nie można wchodzić, obowiązuje wydane przez prefekturę policji obwieszczenie o zagrożeniu, zaś w samej katedrze szkody po pożarze usuwają pracownicy 40 przedsiębiorstw.

Burkina FasoZnów zabito księdza w Burkina Faso

Na mocy ustawy o rozdziale Kościoła od państwa z 1905 r. świątynie zbudowane przed tą datą należą do państwa (katedry) lub gmin (kościoły). Kościół katolicki jest jedynie ich użytkownikiem.

Kościół gotowy do Synodu o Amazonii

Jest już gotowy dokument roboczy na Synod Biskupów o Amazonii. Będzie on wytyczną dla obrad synodalnych, które odbędą się w październiku w Watykanie.

Dokument został przygotowany przez Radę Przedsynodalną na podstawie materiałów, które napłynęły do Watykanu w ramach ogólnokościelnych konsultacji. Synod chce się wsłuchiwać w głos Amazonii, pojmowanej w trzech kategoriach: jako terytorium, ekologia integralna i Kościół o amazońskim obliczu.

Równolegle z obradami Rady Przesynodalnej na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim odbyło się spotkanie ekspertów poświęcone Amazonii. Rozpoczęło się ono od wystąpienia kard. Petera Turksona, prefekta Dykasterii ds. Zrównoważonego Rozwoju. Zwrócił on uwagę na naglące wyzwania ekologiczne. Przypomniał, że w Amazonii znajduje się 50 proc. światowej fauny i flory. Jej losy są więc wyzwaniem globalnym, a nie tylko lokalnym – podkreślił watykański purpurat.

Hiszpania Kościół ma nową błogosławioną

Z kolei kard. Claudio Hummes, relator generalny Synodu, mówił o wyzwaniach duszpasterskich. Zapewnił, że w Amazonii działa Kościół misyjny, ubogi i heroiczny. Boryka się on jednak z poważnymi problemami, które wynikają z ogromnej rozległości terytorium, niewielkiej liczby misjonarzy i degradacji środowiska. Z tego względu potrzebuje pomocy całej wspólnoty Kościoła – dodał brazylijski kardynał.

Abp Skworc: jedna z definicji Kościoła to „rodzina rodzin”

Tymi słowami metropolita katowicki podczas inauguracji XII Metropolitalnego Święta Rodziny podziękował zebranym w Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu rodzinom za „doświadczenie pokoju”, które dają.

Komentując hasło tegorocznego święta, które brzmi: „Rodzina – wspólnota pokoju” abp Skworc podkreślał, że „pokój jest nie tylko do konsumpcji, jest także do budowania i uczciwie trzeba powiedzieć, że pokój zależy od każdego z nas”. – Hasło tegorocznego Święta Rodziny łączy rodzinę z pokojem. Bo właśnie w rodzinie uczymy się pokoju. To jest ta podstawowa komórka społeczna, gdzie człowiek się „humanizuje” i uczy się człowieczeństwa, a do natury człowieka nie należy wojna, tylko pokój: życie w pokoju i pokój w sercu – mówił.

– Bardzo cieszy fakt, że kolejne miasta dołączają do naszego Metropolitalnego Święta Rodziny – zauważa Małgorzata Mańka-Szulik, prezydent Zabrza oraz koordynator całości Święta. – Każdy tęskni za rodziną. Jeżeli zapytamy młodych ludzi: za czym naprawdę tęsknią, to odpowiedzą: za rodziną. Więc stwórzmy takie warunki, by młodzi ludzie nie tylko zakładali rodziny, ale by w tej rodzinie byli szczęśliwi – mówi.

Podczas inauguracji Metropolitalnego Święta Rodziny w Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu zagrał zespół Sound’n’Grace. Podczas koncertu zaśpiewali swoje największe przeboje.

Idea Metropolitalnego Święta Rodziny narodziła się podczas pielgrzymki samorządowców do grobu św. Jana Pawła II w 2007. Inicjatorkami wydarzenia były Małgorzata Mańka-Szulik oraz Krystyna Bochenek. Wydarzenia związane z MŚR potrwają do połowy czerwca. Wśród nich jest pielgrzymka mężczyzn i młodzieńców do Piekar Śląskich.

Papież do dziennikarzy: bądźcie lustrem odbijającym nadzieję

Podczas spotkania z przedstawicielami Stowarzyszenia Prasy Zagranicznej we Włoszech, papież Franciszek życzył im, aby byli lustrem odbijającym nadzieję oraz nigdy nie tracili pokory i wolności, a wtedy pozostawią trwały ślad w historii. Ojciec Święty zapewnił, że on sam, jak i cały Kościół bardzo ceni pracę dziennikarzy, również wtedy gdy wkładają palec w bolesne miejsca, także w rany wspólnoty wierzących. Ich misja jest bardzo potrzebna, ponieważ pomaga w poszukiwaniu prawdy, a jedynie prawda czyni wolnymi. Na dziennikarzach spoczywa jednak ogromna odpowiedzialność za słowa używane w artykułach, za obrazy przekazywane w serwisach oraz za wszystko, co publikują w mediach społecznościowych. Papież wezwał ludzi mediów, aby działali według kryterium prawdy i sprawiedliwości, aby komunikowanie było narzędziem budowania, spotkania, dialogu, zrozumienia oraz udzielania głosu tym, którzy go nie mają.

Franciszek podkreślił znaczenie pokory w pracy dziennikarskiej. Samo dociekanie prawdy wymaga pokory. Ponieważ świadomość, że nie wiemy wszystkiego posuwa nas do przodu w jej poszukiwaniu. Dziennikarze pokorni nie są przeciętni, ale świadomi, że poprzez artykuł, tweeta, transmisję radiową lub telewizyjną można uczynić wiele dobra, ale jeśli zabraknie uwagi i wrażliwości, można również sprowadzić na bliźnich i całe wspólnoty wiele zła.

– W czasach, kiedy wielu przesądza z góry o wszystkim i wszystkich, pokora pomaga również dziennikarzowi, aby nie był zawładnięty pośpiechem, potrafił się zatrzymać, by znaleźć potrzebny czas na zrozumienie. Pokora pozwala nam zbliżyć się do rzeczywistości oraz do innych w postawie zrozumienia – zauważył papież. – Pokorny dziennikarz stara się poznać w prawdzie wszystkie fakty, zanim zacznie o nich opowiadać i je komentować. Nie karmi nadmiarem sloganów, które zamiast pobudzać do myślenia, wyłączają je. Nie tworzy stereotypów. Nie zadowala się wygodnymi prezentacjami, które ukazują jednostki tak, jakby były w stanie rozwiązać wszystkie problemy, lub przeciwnie jako kozły ofiarne, na które można zrzucić całą odpowiedzialność.

Papież podkreślił, że dziennikarz pokorny jest wolny od uwarunkowań i uprzedzeń. Przypomniał o dziennikarzach, którzy zginęli podczas pełnienia swojej misji informowania o wojnach oraz dramatycznych sytuacjach dotykających ludzi w różnych częściach świata. Powiedział, że świat potrzebuje dziennikarzy, którzy stają po stronie ofiar, prześladowanych, wykluczonych oraz dyskryminowanych. Ich misja powinna pomagać innym, aby nie zapominali o sytuacjach cierpienia, ponieważ często nie mają światła reflektorów, aby je zobaczyć. Dziennikarze nie pozwalają zapomnieć o bezbronnych dzieciach przed narodzeniem, a potem o tych głodnych, spragnionych, którym brakuje opieki, o tych, które są żołnierzami podczas wojny, albo cierpią z powodu nadużyć. Dziennikarze nie pozwalają zapomnieć o prześladowanych z powodu wiary, przynależności etnicznej, o ofiarach przemocy i handlu ludźmi.

Hiszpania Kościół ma nową błogosławioną

– Dziennikarz pokorny i wolny szuka okazji do mówienia o dobru, także jeśli częściej podaje złe wiadomości. To, co zawsze umacniało mnie w mojej posłudze biskupa, to odkrywanie ile dobra znajduje się pośród nas, ilu ludzi się poświęca – także heroicznie – aby pomagać któremuś z rodziców lub choremu dziecku – wspominał papież. – Jak wiele osób angażuje się każdego dnia w służbę innym, ilu wyciąga rękę, zamiast odwrócić się w drugą stronę. Proszę was, opowiadajcie dalej o tej części naszej rzeczywistości, która dzięki Bogu jest coraz szerzej obecna: o tych, którzy nie ulegają obojętności, którzy nie uciekają wobec niesprawiedliwości, ale budują z cierpliwością, w milczeniu. Jest przeogromny ocean dobra, które zasługuje na bycie dostrzeżonym i który daje siłę naszej nadziei.

Franciszek na zakończenie zapewnił dziennikarzy, że ceni ich zaangażowanie, z jakim wykonują swoją pracę. Przeżywana w duchu służby, staje się misją. Żyjąc z dala od swoich ojczyzn są ich lustrem w krajach, w których pracują.

Pierwszy w Polsce escape room o tematyce religijnej

W Szkole Podstawowej im. Jana Pawła II w Łochowie otwarto pierwszy w Polsce pokój zagadek dotyczący papieża Polaka. Zagadki, a jest ich szesnaście, zostały tak wymyślone, by poprzez ich rozwiązywanie poznać najważniejsze wydarzenia z życia Karola Wojtyły – od Wadowic po Watykan.

Maksymalny czas na rozwiązanie i wyjście z escape roomu wynosi godzinę. W całym projekcie znalazło się sporo multimediów. Tradycja, jak choćby rekonstrukcja pokoju Jana Pawła II w Wadowicach, miesza się z nowoczesnością – interaktywnym panelem dotykowym. W przedsięwzięcie sporo własnej pracy włożyli uczniowie starszych klas szkoły podstawowej i gimnazjum, których uczy zaangażowana w projekt nauczycielka, Sabina Waszczuk.

Młodzież zajęła się na początku renowacją starych mebli, które otrzymali od ks. dr. Marcina Chrostowskiego z pobliskiej parafii i rodziców, a następnie malowaniem. Do późnej nocy przez kilka tygodni pracowały same nauczycielki, a wszystko zaczęło się od szkolenia.

– Na początku roku szkolnego z koleżanką, Justyną Wamką, znalazłyśmy warsztaty z tworzenia edukacyjnych escape roomów i za zgodą dyrektora wzięłyśmy w nich udział. Już podczas wykładów wpadłyśmy na pomysł, aby stworzyć pokój zagadek o Janie Pawle II w naszej szkole, z racji zbliżającej się rocznicy nadania jej imienia papieża Polaka. Od razu na myśl przyszła nam dawno zapomniana Izba Pamięci Jana Pawła II. Chciałyśmy nadać jej nowy wymiar, by znów mogła spełniać swoje pierwotne funkcje przybliżania sylwetki naszego patrona. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę – mówiła chwilę po oficjalnym otwarciu Edyta Szulc, autorka wszystkich zagadek.

Przestrzeń została podzielona na trzy pomieszczenia: Wadowice, Kraków, Watykan. Edukacyjna rola tego escape roomu polega na tym, że wszystkie potrzebne informacje na temat Jana Pawła II ukryte są w zagadkach, podpowiedziach, a nawet elementach dekoracyjnych, dzięki czemu przechodząc pokój równocześnie zdobywa się wiedzę. Zagadki wymagają ogromnej spostrzegawczości, umiejętności logicznego myślenia, zdolności manualnych, a także pracy zespołowej.

Już podczas prac nad tym nowym na mapie escape roomów w Polsce miejscem dzieci pytały: Dlaczego on się nazywa „U Lolka”? – Odpowiedź na to pytanie na pewno znajdziecie w pokoju – odpowiadała im Justyna Wamka. Minimalna ilość osób, które mogą wejść do pokoju, to trzy, a maksymalna – sześć.

Jak można się zapisać? Na Facebooku powstała strona Escape room „U Lolka”. Tutaj, poprzez wiadomość prywatną, należy sprawdzić dostępność terminów. Następnie wpłacić 80 złotych na konto szkoły, jako darowiznę na cele edukacyjne, z dopiskiem „U Lolka” i z wydrukowanym potwierdzeniem przelewu przyjść na umówioną godzinę. Jeśli ktoś nie posiada konta na FB, może skontaktować się mailowo.

Edukacyjna rola escape roomu jest ściśle związana z uczniami szkoły, w której się znajduje. Od 8 do 16 będzie przeznaczona dla dzieci i młodzieży, również z innych szkół. Po tej godzinie do 21.15 będzie otwarta dla każdego.

Marzę o ekonomii na miarę człowieka

Marzę o ekonomii na miarę człowieka, która będzie miała duszę i nie będzie niekontrolowaną maszyną niszczącą ludzi. Słowa te papież wypowiedział do członków Europejskiej Federacji Banków Żywności, których przyjął na audiencji. Franciszek podkreślił, że walka z głodem jest także walką z marnotrawstwem. Wyraża się ono brakiem zatroskania o dobra i obojętnością wobec tych, którzy są ich pozbawieni. Skandalem nazwał nie uświadamianie sobie jak wielkim darem jest żywność i jak często jest ona marnowana. Podobnie wiele dóbr jest niszczonych przez bezduszną biurokrację.

– W dzisiejszym złożonym świecie ważną rzeczą jest, aby dobro rodziło się z dobra: nie może być owocem czystej improwizacji, wymaga inteligencji, planowania i ciągłości. Potrzebuje wspólnej wizji i osób, które są razem. Bardzo trudno jest czynić dobro bez pragnienia dobra dla siebie – podkreślił Ojciec Święty. – W tym sensie wasze działania prowadzą nas na nowo do solidarnych korzeni Europy, gdyż na nowo szukają jedności w konkretnym dobru: jak dobrze jest zobaczyć różne języki, wyznania, tradycje i kierunki odnajdujące się nie po to, by budować własne interesy, ale aby dzielić je na rzecz godności innych. To, co robicie bez wielu słów nie szukając korzyści dla siebie stanowi konkretne przesłanie: postęp wszystkich wzrasta, kiedy towarzyszy tym, którzy są z tyłu.

Papież zaznaczył, że współczesna ekonomia została zdehumanizowana, zamiast służyć człowiekowi zniewala go. Ludzie zostali zredukowani do numerów, statystyki liczą się bardziej niż człowiek, a życie zależy od indeksów giełdowych. Lekarstwem na to jest wspólne działanie na rzecz dobra.

Hiszpania Kościół ma nową błogosławioną

– W obliczu chorego kontekstu ekonomicznego nie można brutalnie interweniować, ryzykując śmierć, ale należy zachować ostrożność: nie jest to destabilizacja lub marzenie o powrocie do przeszłości, że rzeczy są ustalone, ale umacnianie dobra, podejmowanie zdrowych i solidarnych ścieżek. Musimy zebrać się razem, aby ożywić dobro, wiedząc, że jeśli zło jest na świecie, z pomocą Boga i dobrej woli wielu takich jak wy, rzeczywistość można poprawić – zaznaczył Franciszek. – Musimy wspierać tych, którzy chcą zmienić coś na lepsze, wspierać modele wzrostu oparte na równości społecznej, godności ludzi, rodzin, przyszłości młodych ludzi, szacunku dla środowiska. Gospodarki o obiegu zamkniętym nie można już odkładać. Marnotrawstwo nie może być ostatnim słowem pozostawionym przez niewielu bogatych, podczas gdy większość ludzkości milczy.

Uroczystości 75. rocznicy bitwy pod Monte Cassino

– Z tej ofiary rodziła się Europa wolna, pełna szacunku dla każdego człowieka, powracająca do swych chrześcijańskich korzeni – mówił podczas Mszy św. w 75 rocznicę zwycięskiego szturmu na Monte Cassino biskup polowy Józef Guzdek. Eucharystią, z udziałem prezydenta RP Andrzeja Dudy z małżonką oraz kombatantów i weteranów II wojny światowej, sprawowaną w Polskim Cmentarzu Wojennym na Monte Cassino rozpoczęły się centralne uroczystości 75 rocznicy bitwy. Po Mszy św. odbędzie się apel pamięci. W czasie uroczystości harcerze odebrali z rąk weteranów walk testament i odpowiedzialność za wolność Ojczyzny.

Do Cassino od rana przybyły liczne delegacje z Polski i Włoch. Od czwartku w Gaecie (mieście położonym kilkadziesiąt kilometrów od Cassino) obecna jest m. in. grupa weteranów przybyłych z całego świata. Pielgrzymkę zorganizował Urząd ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych. Weterani walk przybyli na cmentarz nieco wcześniej, aby mogli w spokoju oddać hołd spoczywającym tam towarzyszom broni, zapalić znicze i pomodlić się przy ich grobach. Droga na cmentarz udekorowana została barwami narodowymi obydwu państw.

Msza św., której przewodniczył ordynariusz wojskowy, była celebrowana z asystą honorową żołnierzy Pułku Reprezentacyjnego.

W homilii bp Guzdek przypomniał, że po wybuchu II wojny światowej i przegranej kampanii wrześniowej oraz agresji sowieckiej rozpoczął się czas zaplanowanej eksterminacji polskiego narodu. – W niemieckich obozach koncentracyjnych i sowieckich gułagach oraz wielu innych miejscach kaźni dokonywano masowych egzekucji wielkiej rzeszy naszych rodaków. Najlepsi synowie i córki polskiego narodu zostali zamordowani tylko dlatego, że byli Polakami – powiedział.

Biskup Polowy podkreślił, że nasi rodacy nie godzili się na niewolę i w okupowanym kraju zorganizowali masowy ruch oporu, a także podjęli walkę „za wolność naszą i waszą” na wielu frontach II wojny światowej. – Byli świadomi tego, że mogą stracić swoje życie. Umierając i ginąc na polach bitewnych mieli nadzieję, że ofiara ich życia nie będzie daremna. Ufali, że z niej narodzi się nowa, powojenna rzeczywistość – powiedział.

Ordynariusz Wojskowy przypomniał, że jedną z najbardziej zaciętych bitew w czasie II wojny światowej, w której uczestniczyli polscy żołnierze, była walka o Monte Cassino. – Żołnierze 2. Korpusu Polskiego po wyjściu z Rosji, z „domu niewoli”, przebyli długą drogę przez Iran, Irak i Palestynę. W maju 1944 roku pod dowództwem gen. Władysława Andersa stoczyli zwycięską bitwę o Monte Cassino. Dokładnie przed 75 laty zatknęli biało-czerwoną flagę na ruinach benedyktyńskiego klasztoru. Za zdobycie tego wzgórza zapłacili bardzo wysoką cenę – powiedział.
Bp Guzdek podkreślił, że usychające i niszczone przez totalitaryzm niemiecki i sowiecki drzewo chrześcijańskiego kontynentu, zasadzone przez założyciela klasztoru św. Benedykta z Nursji, „zostało podlane życiodajną krwią polskiego żołnierza”. – Z tej ofiary rodziła się Europa wolna, pełna szacunku dla każdego człowieka, powracająca do swych chrześcijańskich korzeni – powiedział.

Kaznodzieja powiedział, że uroczystość ta jest okazją do refleksji i modlitwy w intencji poległych, a także wdzięczności tym, którzy zmagali się „o wolny i sprawiedliwy świat, wolną Polskę i nowy kształt Europy”. – Jesteśmy na tym wojennym cmentarzu, aby na nowo odkryć, że dorodne ziarna wsiane w skalistą glebę pod lazurowym niebem Italii, choć obumarły, wydały obfity plon wolności. To była śmierć „ku przyszłości”. Ofiara życia polskiego żołnierza miała sens. I nie poszła na marne – powiedział

Biskup polowy przypomniał, że 50 lat temu gen. Władysław Anders, przekazał młodzieży polskiej z całego świata tradycje walki o wolność. Ordynariusz wojskowy przypomniał również, że ówczesny przewodniczący Związku Harcerstwa Polskiego działającego poza granicami Kraju, późniejszy prezydent, harcmistrz Ryszard Kaczorowski, na cmentarzu wojennym pod Monte Cassino w 1969 roku złożył „meldunek Narodowi Polskiemu, że młodzież polska na obczyźnie jest gotowa do służby Bogu i Polsce”. – Wszyscy mamy świadomość, że trzeba uczyć polską młodzież wierności wartościom, za które nasi ojcowie przelewali krew i oddawali swoje życie. Nadal potrzebna jest ofiarna służba Rzeczpospolitej i wiara w sens pokonywania wszelkich przeciwności, które mogą zagrozić niepodległości Ojczyzny – powiedział.

Dodał, że właśnie dziś polscy żołnierze, harcerze i skauci licznie obecni na cmentarzu wojennym pod Monte Cassino, „przejmą odpowiedzialność za wolność od pokolenia, które walczyło w czasie II wojny światowej”. – Niech nam wszystkim bliskie będą słowa śpiewane przez harcerzy: „Wszystko, co nasze, Polsce oddamy”. Chcemy dla niej żyć i pracować. Jeśli jednak zajdzie taka potrzeba, za przykładem naszych ojców, staniemy w obronie wolności naszej Ojczyzny, gotowi przelewać krew i ofiarować swoje życie. Wierzymy jednak, że pokój jest możliwy. Pragniemy pokoju. Chcemy we współpracy z wolnymi narodami Europy służyć sprawie pokoju – zakończył.

Rozmowa Film „Tylko nie mów nikomu” dowodzi jak wiele Kościół powinien się nauczyć i zmienić

Eucharystię koncelebrowali kapelani Ordynariatu Polowego i polscy duchowni duszpasterzujący we Włoszech. Obecny był także o. Donato Ogliari, opat Monte Cassino. We Mszy św. uczestniczyli m. in. prezydent RP Andrzej Duda z małżonką, senator Anna Maria Anders – córka gen. Andersa, minister spraw wewnętrznych i administracji Joachim Brudziński, minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Elżbieta Rafalska, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego min. Paweł Soloch, kombatanci i weterani walk 2 Korpusu Polskiego, przedstawiciele parlamentu RP, ministerstwa obrony narodowej Rzeczpospolitej Polskiej oraz Republiki Włoskiej, władze lokalne i mieszkańcy leżącego u podnóża wzgórza miasta Cassino. W uroczystościach wzięło udział ponad 1,5 tys. harcerzy i skautów, którzy pełnili warty przy grobach żołnierzy.

Po Mszy św. miała miejsce międzyreligijna modlitwa za zmarłych, poprowadzona przez ks. mitrata Michała Dudicza z prawosławnego ordynariatu, ks. ppłk Sławomira Fonfarę z Ewangelickiego Duszpasterstwa Wojskowego oraz rabina Stasa Wojciechowicza, przedstawiciela naczelnego rabina Polski.

Na zakończenie odśpiewano hymny „Boże coś Polskę” i „Z dawna Polski Tyś Królową”.

Po liturgii odbył się apel pamięci i ceremonia złożenia kwiatów w centralnym miejscu cmentarza, gdzie spoczywa gen. Władysław Anders, dowódca 2 Korpusu Polskiego. Wziął w nim udział również prezydent Republiki Włoskiej Sergio Mattarelli wraz z córką Laurą. Uroczystość rozpoczęła się od odegrania hymnów Polski i Włoch. Do kombatantów i zebranych okolicznościowe przemówienia wygłosili prezydenci Polski i Włoch. Odczytany został także testament weteranów 2 Korpusu Polskiego skierowany do młodego pokolenia Polaków.

O orędziu fatimskim na Jasnej Górze

Orędzie fatimskie z 1917r. wciąż jest bardzo aktualne, przekonują pielgrzymi z Fatimy. Na Jasną Górę przybyli rektor portugalskiego Sanktuarium, ks. Carlos Cabecinhas i s. Angela Coelho, wicepostulatorka procesu beatyfikacyjnego s. Łucji, jednej z trojga dzieci, którym ukazywała się Matka Boża.

Goście od kilku dni przebywają w Polsce. Modlili się m.in. w narodowym sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach w Zakopanem.

Ks. Carlos Cabecinhas podkreślił, że orędzie, które Matka Boża pozostawiła trojgu dzieciom w Fatimie, jest dziś bardzo aktualne. – Chodzi o nawrócenie, postawienie Boga w centrum naszego życia i przekonanie, że Maryja jest wśród nas i wciąż nam pomaga – powiedział rektor. Dodał, że jego zdaniem szczególnie ważne jest postawienie Jezusa w środku naszych codziennych spraw.

S. Angela Coelho, wicepostulatorka procesu beatyfikacyjnego s. Łucji przypomina, że zakonnica „otrzymała swoją misję powierzoną jej przez Boga za pośrednictwem Matki Bożej, kiedy miała zaledwie 10 lat i wypełniają przez wiele lat i to w wielkim posłuszeństwie wobec Kościoła”. – Myślę, że to jest jej największa cnota heroiczności, która doprowadzi do beatyfikacji i kanonizacji – powiedziała postulatorka. Zwróciła także uwagę na jej wielkie poczucie humoru i praktyczne podejście do życia. – Kiedy czytałam jej listy i dzienniki, to zachwyca właśnie to poczucie humoru, byłam tym zadziwiona – wyznaje s. Coelho.

Podkreśla, że w procesie beatyfikacyjnym s. Łucji trwa teraz opracowanie tzw. positio czyli zbioru dokumentów na temat życia i posługi karmelitanki z Fatimy.

– Zebrane są zeznania świadków, zdołaliśmy zgromadzić ponad 16 tys. stron dokumentów, które będą teraz badane w Rzymie. Trwa druga faza procesu – powiedziała s. Angela. Dodała, że zgromadzonych jest także „bardzo dużo doniesień o łaskach za wstawiennictwach s. Łucji i być może niektóre z nich będą mogły być uznane za cuda”.

S. Łucja dos Santos jest jedną z trojga pastuszków, którym Matka Boża objawiła się wielokrotnie w Fatimie w 1917 roku.

Oficjalne zamknięcie diecezjalnego etapu procesu beatyfikacyjnego siostry Łucji miało miejsce w klasztorze, w którym 13 lutego 2005 r. zmarła w wieku 98. lat. Znajduje się tam muzeum poświęcone wizjonerce, spędziła ona tam większość swojego życia zakonnego. Jej korespondencja zachowała się w ponad 70 walizkach. Treść żadnego ze znajdujących się tam listów nie była podawana w wątpliwość i nie stanowiła problemu dla rozwoju procesu beatyfikacyjnego w diecezji.

Portugalska diecezja, na terenie której zmarła siostra Łucja dos Santos, otworzyła proces beatyfikacyjny w roku 2008, czyli w trzy lata po śmierci.

Płock Bp Libera spędzi pół roku u kamedułów

W czasie tego postępowania przeanalizowano 11 tys. listów napisanych przez najdłużej pozostającą przy życiu spośród trojga pastuszków oraz zebrano 61 świadectw od osób, które ją znały.

Jak wyjaśniła s. Coelho diecezjalna faza przedłużyła się ponieważ bogate zbiory dokumentacji dotyczącej siostry Łucji były skrupulatnie czytane i analizowane.

Papież Franciszek mocno sprzyja procesowi beatyfikacyjnemu. To dzięki jego decyzji, skróceniu uległ okres 5 lat przerwy od śmierci kandydata na ołtarze, stosowany przy tego typu postępowaniach.

Pielgrzymi z Fatimy byli zachwyceni Jasną Górą, zwłaszcza ilością obecnych tu pielgrzymów w różnym wieku. – Widać, że Polacy mają wielkie nabożeństwo do Matki Bożej – powiedział ks. Rektor.

Kościół ma nową błogosławioną

Guadalupe Ortiz de Landázuri, jako pierwsza osoba świecka z Opus Dei została dzisiaj beatyfikowana w Madrycie. „Jest ona wielkim darem dla Kościoła i przykładem do naśladowania” – powiedział w homilii kard. Angelo Becciu, prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. W beatyfikacji udział wzięły delegacje z 60 krajów.

Guadalupe Ortiz de Landázuri urodziła się w Madrycie w 1916 r. W latach 30. zaczęła studiować chemię na ówczesnym Uniwersytecie Centralnym, co w tamtych czasach było czymś wyjątkowym. Wybuch wojny domowej w Hiszpanii uniemożliwił dalsze studia. Republikanie rozstrzelali jej ojca, a ona sama z rodzina schroniła się w Valladolid. Po wojnie wróciła na uniwersytet, a po ukończeniu studiów uczyła chemii i fizyki w kilku szkołach w Madrycie. W 1944 r. wstąpiła do Opus Dei. W latach 50. znalazła się w Meksyku, gdzie m. in. otworzyła Copenhague – pierwszą żeńską placówkę placówkę Opus Dei. Zmarła 16 lipca 1975 r. Była kobietą, którą wyprzedziła swoje czasy: doktor chemii, pilot i naukowiec.W pamięci została jako kobieta pełna poświęcenia, wrażliwości na drugiego człowieka i zawsze uśmiechnięta.

Uroczystości beatyfikacyjne, którym przewodniczył kard. Angelo Becciu, odbyły się w Palacio Vistalegre w Madrycie.

Burkina Faso Znów zabito księdza w Burkina Faso

Koncelebrowali kard. Carlos Osoro, prałat Opus Dei – Fernando Ocariz oraz około 200 kapłanów. W Eucharystii wzięło udział 11 tys. osób z 60 krajów świata.

Guadalupe jest „darem dla Kościoła i cennym przykładem do naśladowania. Zrozumiała, że jedność z Bogiem nie mogła ograniczyć się do chwili modlitwy w kaplicy i przemieniła w modlitwę to wszystko, co robiła. Lubiła powtarzać, że trzeba chodzić po ziemi, ale patrząc w niebo” – powiedział w homilii kard. Becciu.

Pogrzeb s. Gabrieli Sporniak – najstarszej michalitki na świecie

– Ta kobieta była gigantem wiary i wulkanem radości do grobowej deski – mówił o śp. s. Gabrieli Sporniak w homilii pogrzebowej ks. Ryszard Andrzejewski, rektor WSD michalitów w Krakowie. Uroczystości odbyły się w sobotę 18 maja w Miejscu Piastowym. Mszy św. przewodniczył metropolita przemyski abp Adam Szal. S. Gabriela Sporniak była najstarszą michalitką na świecie – za miesiąc obchodziłaby 108. urodziny.

Na początku Eucharystii abp Szal zwrócił uwagę, że s. Gabriela odeszła do wieczności w Tygodniu Modlitw o Powołania, stąd „prosimy Pana Boga, by wzbudził powołania także dla następczyń s. Gabrieli oraz dla naszych seminariów”.

– Wyrosłaś na giganta wiary. Wiem, co mówię. Każdy z nas znał siostrę Gabrielę. Urosłaś w potężne drzewo i pośród gałęzi można by wymieniać wiele owoców. Dziś stajesz się filarem zgromadzenia, Kościoła, stajesz się naszą podporą. My, którzy nie dorastamy ci duchem, ofiarą, o wieku nie mówiąc, obiecujemy ci dochować twojego testamentu – mówił ks. Ryszard Andrzejewski w homilii.

Kaznodzieja dał do zrozumienia, że chodzi o duchowy testament. Zaznaczył, że zawiera on wiele punktów, ale dwa główne to: wiara i radość. – Ta kobieta była gigantem wiary i była wulkanem radości do grobowej deski, wulkanem pogody ducha – podkreślił.

Ks. Andrzejewski przytoczył jej słowa, które powiedziała w wywiadzie z okazji 100. urodzin dla zakonnego czasopisma „Zwiastun”: „Nie wyobrażam sobie życia bez wiary. Jak to żyć bez wiary? To w ogóle nie jest życie. Bez Pana Boga, bez Kościoła nie ma życia”.

Matka Julia Szteliga, przełożona generalna Zgromadzenia Sióstr św. Michała Archanioła mówiła, że s. Gabriela swoje powołanie realizowała w piękny sposób. Przypomniała, że swoją formację odbywała ona bezpośrednio u założycielki zgromadzenia Czcigodnej Sługi Bożej m. Anny Kaworek, która „uczyła patrzeć na życie oczami wiary, uczyła pracować, modlić się i cierpieć”. – S. Gabriela żyjąc w bliskości matki Anny nasiąknęła ideą michalickiego ducha: ukochaniem pracy, radością życia, modlitwą, poprzestawaniem tego, co konieczne. Siostra mawiała, że jeżeli czegoś nam brakuje, to tak powinno być, powinniśmy odczuwać braki – wspominała m. Julia Szteliga. – Dziękujemy ci kochana siostro Gabrielo za twoją wiarę, za twoją pasję życia dla Boga, która wyrażała się w darowaniu siebie przez pracę, nieraz nie licząc ani czasu, ani zmęczenia, ani godzin – dodała.

Wraz z abp Adamem Szalem, Mszę św. koncelebrowali m.in.: bp Jan Ozga, pracujący w Kamerunie, a pochodzący z diecezji przemyskiej i przełożony generalny księży michalitów ks. Dariusz Wilk.

S. Gabriela Sporniak urodziła się w 17 czerwca 1911 r. w Rogach, niedaleko Krosna. Na chrzcie otrzymała imię Helena. Rodziców prawie nie znała. Ojciec został wcielony do wojska i trafił do niewoli rosyjskiej, a matka zmarła na siejącą wówczas grozę hiszpankę. Mając 5 lat, Helenka trafiła do ochronki prowadzonej przez panny od ks. Markiewicza, jak nazywano michalitki jeszcze przed zatwierdzeniem zgromadzenia. Przyjęła ją matka Anna Kaworek, współzałożycielka michalitek.

Dziewczynki mieszkały z siostrami w ubogich chatach, nie miały bowiem jeszcze własnego domu, nieraz też brakowało jedzenia. Dzieci miały także swoje obowiązki. Helenka pilnowała krów, gęsi, kur i kaczek. Gdy była starsza, nauczyła się szyć i haftować, z czego potem zasłynęła w zakonie.

Rozmowa Film „Tylko nie mów nikomu” dowodzi jak wiele Kościół powinien się nauczyć i zmienić

Przez wiele lat stworzyła tysiące ornatów, stuł i sztandarów. Jeszcze przed kilkoma laty s. Gabriela, mimo że przekroczyła 100 lat, nadal zajmowała się szyciem. W 2012 r., kiedy przypadała setna rocznica śmierci założyciela zgromadzenia bł. ks. Bronisława Markiewicza, siostra Gabriela podjęła postanowienie, że uszyje 100 stuł. Zrealizowała je, a stuły trafiły do Sanktuarium św. Michała Archanioła i bł. ks. Bronisława Markiewicza w Miejscu Piastowym oraz na misje.

W lutym 1928 r. Helena Sporniak została postulantką michalitek. Pierwszą profesję złożyła 29 września 1931 r., a wieczystą – 28 września 1934 r., stając się już na zawsze s. Gabrielą.
Wykonywała różne funkcje, od prania i sprzątania przez szycie i haftowanie, po kierowanie domem dziecka. W latach 1962-1966 była radną generalną. Nigdy na zadany obowiązek nie narzekała, ani nie prosiła o zmianę. „Tak miało być, to Bóg wyznacza nam miejsce” – zwykła mówić. Była optymistką, często się uśmiechała i żartowała, bardzo lubiła przyrodę.

Warszawa: sympozjum na PWTW “Młodzi, wiara i rozeznawanie powołania”

Czy Kościół na zawsze utracił młodych ludzi? Czy wysiłki papieży i Światowe Dni Młodzieży to już ostatnia próba pogodzenia Ewangelii z młodością? Nad podobnymi pytaniami zastanawiali się uczestnicy sympozjum, które odbyło się dziś na Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie.

Wydarzenie rozpoczęło się uroczystą Mszą świętą w kościele pokamedulskim, której przewodniczył Wielki Kanclerz PWTW, ksiądz kardynał Kazimierz Nycz.

W homilii kard. Nycz podkreślił wagę podtrzymywanej tradycji organizowania wspólnego sympozjum dla wszystkich seminariów i ośrodków afiliowanych do PWTW w Polsce. Przywołał też rocznicę urodzin Karola Wojtyły, pokazując na jego przykładzie, jak wiele trudnych wyborów stoi w młodości nawet przed wielkimi postaciami.

We wstępie rektor uczelni, ks. Krzysztof Pawlina, zwrócił uwagę, że kończy się tydzień modlitw o powołania kapłańskie i zakonne, a PWTW rozpoczyna sympozjum o rozeznawaniu powołania. Tematyka nawiązuje do zeszłorocznego synodu o młodzieży. „Dziś powołanie zagubiło się w takich określeniach jak samorealizacja, kariera, samospełnienie” – mówił. Wśród przyczyn kryzysu powołania rektor wymienił nie tylko demografię, sceptycyzm intelektualny wobec wiary czy negatywny wizerunek Kościoła. „Czy to opisuje w pełni kryzys powołania?” – pytał. „Przedstawię jeszcze jedną przyczynę i nie wiem, czy nie najważniejszą – etos służby. Ktoś, kto nie chce służyć, nigdy powołania nie znajdzie. Kłopot z rozeznaniem powołania wynika z tego, że my nie chcemy służyć. Chcemy służyć, ale tylko sobie” – mówił ks. Pawlina.

Pierwszy wykład zatytułowany „Rozeznawanie woli Bożej” wygłosił ks. dr hab. Wacław Królikowski SJ. Prelegent wyjaśnił, że rozeznanie duchowe jest poszukiwaniem Pana Boga we własnym życiu. Przypomniał, że pojęcie to jest niezwykle szerokie i dotyczy również odkrywania własnego powołania, które Bóg daje. „Są różne czasy w rozeznawaniu. Trzy pory wyboru: pierwsza gdzie Bóg bezpośrednio przychodzi. Druga – poprzez stany duchowe, które trzeba rozeznać. A trzecią porą jest rozum oświecony wiarą i wtedy trzeba podejmować decyzje” – mówił o. Królikowski SJ.

Następnie na temat „Kryzys powołania: problem czy szansa na drodze rozwoju?” wypowiadał się ks. dr Tadeusz Kotlewski SJ. Według jezuity kryzys powołania jest zawsze szansą i częścią życia. Jest punktem na continuum między początkiem a końcem. „Wejść w kryzys to wejść w pasję życia. Pasja to zamiłowanie do czegoś, ale także misterium cierpienia, walki i bólu. Dlatego też, kto wchodzi w pasję, ma pasję życia – jako znalezienie sensu, ma pasję wiary jako poszukiwanie Boga i ma pasję powołania jako radykalne pójście za Jezusem” – mówił o. Kotlewski SJ.

Z kolei ks. Stanisław Szlassa, duszpasterz singli, pochylił się nad zagadnieniem: „Powołanie do bycia singlem?” Pytał: „Co to znaczy mieć powołanie? Co to znaczy ‘być’? Dopiero odpowiedź na te pytania pozwoli człowiekowi stwierdzić, czy jego samotność jest przewidziana przez Boga, czy też jest – co zdarza się częściej – wynikiem złej interpretacji znaków czy niewłaściwie definiowanych oczekiwań wobec życia”.

W panelu dyskusyjnym dr Anna Buchner z Centrum Humanistyki Cyfrowej PAN przypomniała, jak olbrzymia jest dzisiaj presja rówieśnicza, która dzięki komunikacji cyfrowej otacza młodego człowieka 24 godziny na dobę. Dopiero jej przezwyciężenie staje się szansą na osobowy rozwój. Ignacy Dudkiewicz, filozof i dziennikarz, członek zarządu KIK, wskazał na kryzys rodziny, którego pochodną jest kryzys religijny, psychologiczny i tożsamościowy młodego człowieka. Kościół – w jego opinii – głosi swoje nauczanie zbyt mocno pochylony nad problemami świata zamiast nad słowem Bożym. Ks. dr Tadeusz Kotlewski postulował budowanie granic, w ramach których może się rozwijać autonomia i afirmacja życia młodzieży. Zwrócił uwagę na zrywanie ciągłości pokoleniowej, wskutek czego młody człowiek opuszczający dom nie odkrywa w pełni swoich korzeni ani nie rozwija skrzydeł. Ks. dr hab. Krzysztof Siwek, rektor kościoła akademickiego św. Anny w Warszawie, podzielił się doświadczeniami pracy wśród studentów. Widzi wśród nich wielkie pragnienie spotkania z oryginalnymi, naturalnymi duszpasterzami, którzy nie boją się mówić o swojej drodze do Boga, także o kryzysach. Wszystkie doświadczenia i wypowiedzi przypomniały o niezastąpionej roli autentycznego świadectwa.

W sympozjum wzięli udział profesorowie i studenci wszystkich seminariów i ośrodków PWTW z całej Polski. Dziękując im jeszcze raz za uczestnictwo, rektor ks. Krzysztof Pawlina podkreślił wagę wspólnoty akademickiej, która raz w roku przeżywa swoje wspólne święto.

Kalisz: Ogólnopolska Pielgrzymka Rodzin Domowego Kościoła u św. Józefa

Ok. dwa tysiące osób z całej Polski wzięło udział w XXII Ogólnopolskiej Pielgrzymce Rodzin Domowego Kościoła do Narodowego Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu. – Małżonkowie powinni na nowo odkrywać znaczenie miłości ofiarnej w swoim małżeństwie – mówił w homilii bp Krzysztof Włodarczyk, który przewodniczył Mszy św.

Tegoroczna pielgrzymka odbyła się w dniu 99. urodzin św. Jana Pawła II i w 40. rocznicę zawołania papieskiego „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi”.

Kaznodzieja podkreślał, że małżonkowie powinni stale przywoływać Ducha Świętego, który buduje jedność i miłość. – Rodzina na fundamencie miłości małżeńskiej pozostanie zawsze wyjątkowym miejscem dojrzewania człowieka do wspólnoty z drugim człowiekiem – powiedział celebrans.

Zachęcał małżonków, aby w trudnych momentach powracali do dnia zawarcia sakramentu małżeństwa. – Małżonkowie powinni na nowo odkryć znaczenie miłości ofiarnej w swoim małżeństwie, ale nie da się tego uczynić bez pomocy Ducha Świętego – zaznaczył bp Włodarczyk.

Stwierdził, że egoizm jest zagrożeniem głębokiej wspólnoty członków rodziny. – Rodzina jako wspólnota osób domaga się zachowania postawy ofiary, która zakłada często rezygnację z siebie na rzecz drugiej osoby. Codzienne zmaganie się z własnym egoizmem jest koniecznym warunkiem, aby rodzina była rzeczywistą jednością osób – akcentował hierarcha.

Prosił wiernych, aby od Ducha Świętego uczyli się pięknej miłości wciąż gotowej do poświęceń. – Każda rodzina musi sobie zdawać sprawę, że napięcia, konflikty, niezgoda uderzają we wspólnotę członków rodziny, a postawa miłości ofiarnej buduje tę wspólnotę – wskazał biskup pomocniczy diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej.

Z pielgrzymami spotkał się także bp Łukasz Buzun, który podkreślał, że modlitwa za rodzinę jest w tym czasie najbardziej wartościowa.

Po Mszy św. biskupi, kapłani i przedstawiciele Kościoła Domowego udali się do Kaplicy Cudownego Obrazu św. Józefa, gdzie para krajowa Kościoła Domowego zawierzyła patronowi wszystkie małżeństwa i rodziny oraz Domowy Kościół.

Podczas pielgrzymki konferencję nt. „Aktualizacja myśli Jana Pawła II do rodzin” wygłosił ks. Krzysztof Łapiński, krajowy moderator Kościoła Domowego

Wraz z bp. Krzysztofem Włodarczykiem, delegatem Konferencji Episkopatu Polski ds. Ruchu Światło-Życie, modlili się: ks. Krzysztof Łapiński, moderator krajowy Domowego Kościoła, ks. Michał Pacyna, moderator Domowego Kościoła diecezji kaliskiej, ks. Maciej Krulak, moderator Ruchu Światło-Życie diecezji kaliskiej, Katarzyna i Paweł Maciejewscy z archidiecezji poznańskiej, para krajowa Domowego Kościoła, Jagoda i Zbigniew Gajewy, para Domowego Kościoła diecezji kaliskiej oraz liczne delegacje Kościoła Domowego z kapłanami z całej Polski.

Galeria zdjęć (14 zdjęć)

Inauguracja Warszawskiego Sezonu Motocyklowego

Różaniec to potężna moc dana nam od Boga. Nie marnujmy tego daru – zaapelował do motocyklistów ks. Jarosław Mazurek, który za wstawiennictwem Maryi został uzdrowiony. Uroczystą Mszą św. w bazylice katedralnej św. Michała Archanioła i św. Floriana Męczennika na stołecznej Pradze zainaugurowano w Warszawie sezon motocyklowy. Wzięli w niej udział miłośnicy jednośladów zrzeszeni w kilku stowarzyszeniach. Liturgii przewodniczył ks. Mirosław Dec, Prezydent Klubu Motocyklowego „God`s Guards”.

Homilię wygłosił ks. Jarosław Mazurek, który dzielił się świadectwem uzdrowienia po wypadku, w wyniku którego miał złamane kręgi kręgosłupa, które nie chciały się zrosnąć.

– Po wielu konsultacjach i badaniach diagnoza nie dawała żadnych szans na powrót do zdrowia. Wówczas sięgnąłem po modlitwę różańcową i nowennę pompejańską. Nie było łatwo zwłaszcza wtedy, kiedy człowiek miał dziękować Bogu za dar uzdrowienia, a nie tego jeszcze go nie doświadczał. Jakie było moje zdziwienie, kiedy po zakończeniu nowenny po raz kolejny okazało się, że nie ma śladów po złamaniach i wypadku – wyznał ks. Mazurek.

Przyznał, że może dla wielu, zwłaszcza motocyklistów – ludzi potężnych, silnych facetów – wzięcie do ręki różańca wydaje się czymś dziwnym i niemęskim. Tymczasem jadąc motorem mamy dużo czasu i spokojnie możemy go wykorzystać, odmawiając kolejne dziesiątki różańca. Na przykładzie swojego życia wiem, że różaniec może bardzo dużo, Matka Boża może bardzo dużo. Warto zawierzyć Jej swoje życie, życie swoich najbliższych. Bóg dał nam taką moc. Korzystajmy z tego daru – zaapelował do kolegów motocyklistów ks. Mazurek.

Po liturgii odbyło się poświęcenie jednośladów. Następnie motocykliści przejechali ulicami stołecznej Pragi i Bródna.

Kraków: sympozjum o Krzyżu w tradycji franciszkańskiej

„Jeden krzyż, cztery znaki. Krzyż w tradycji franciszkańskiej” – to tytuł sympozjum, które odbyło się w sobotę 18 maja w Krakowie. W auli Wyższego Seminarium Duchownego Franciszkanów w Krakowie zaproszeni prelegenci dzielili się swoją pogłębioną wiedzą dotyczącą Krzyża San Damiano, znaku Tau oraz habitu i godła franciszkańskiego.

Prezes Franciszkańskiego Towarzystwa Naukowego, o. dr Łukasz Samiec OFMConv, otwierając sesję naukową, przypomniał, że św. Franciszek z Asyżu w Jezusie ukrzyżowanym odkrył Bożą wielkość i tajemnicę Boga, że wtopił się w Chrystusa, jednocześnie prawie samemu zatracając siebie.

Franciszkański artysta malarz, konserwator zabytków, historyk sztuki, o. dr Tomasz Jank z Gdańska, szerzej opisał jedną z najbardziej rozpoznawalnych ikon Chrystusa Ukrzyżowanego – krzyż z kościoła San Damiano, przed którymi św. Franciszek często się modlił i z którego miał usłyszeć wezwanie do odbudowy Kościoła.

„Biedaczyna z Asyżu zachwycił się krzyżem w San Damiano, jego piękną formą, kolorytem, ale czując się zaproszony jaśniejącym obliczem Pana, wszedł w wewnętrzny świat w tym właśnie krzyżu zawarty” – wyjaśnił.

„Ujmująca pozostaje jego formalna prostota, a w tym ciepło bijące z oblicza przedstawionego Zbawiciela. Od momentu nawrócenia Franciszka stał się jedną z pilniej i troskliwiej strzeżonych franciszkańskich ‘relikwii’” – powiedział o. Jank. „Choć dla wielu jest on cenną relikwią, należy go niestety zaliczyć do tzw. nurtu prowincjalnego sztuki bizantyjskiej. Jest on tak prosty, jak sam św. Franciszek” – dodał zakonnik.

Doktorant historii sztuki, o. Rafał Antoszczuk odczytał referat o. prof. dr. hab. Rolanda Prejsa OFMCap z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego dotyczący genezy i symboliki znaku TAU – litery alfabetu hebrajskiego i greckiego, najczęściej kojarzonej ze św. Franciszkiem z Asyżu. W alfabecie hebrajskim najstarsza postać tej litery przypominała krzyż.

„Tym znakiem podpisywał listy, ten znak umieszczał w miejscach, gdzie przebywali jego bracia, ten znak traktował jako odpowiednik herbu lub gmerku braci mniejszych, zwłaszcza, że wychowywał się w kulturze, w której znaki i symbole były o wiele powszechniej używane niż dziś” – przypomniał.

Naukowiec na podstawie tekstów biblijnych i średniowiecznej historii, wykazywał, że Tau był znakiem wyróżniającym tych, którzy boleją nad grzechami i czynią pokutę.

Przywołał też słowa papieża Innocentego III, które Ojciec Święty wypowiedział w obecności św. Franciszka, otwierając Sobór Laterański IV. „Tau jest znakiem krzyża Chrystusa. Każdy zatem, który chce naprawdę należeć do Chrystusa, musi ukrzyżować swoje ciało wraz z jego namiętnościami, a winien chlubić się tylko krzyżem jako znakiem zbawienia. Oznacza to czynienie pokuty, a tym samym uzdrowienie z chorób sprowadzonych na duszę człowieka” – cytował.

Rektor Międzynarodowego Kolegium Seraphicum w Rzymie, o. dr Adam Mączka OFMConv poddał analizie historyczno-teologicznej habit franciszkański. „Św. Franciszek sporządził sobie tunikę wyobrażającą krzyż jako znak swego nawrócenia, powołania i misji” – przekonywał.

Cytując średniowiecznych biografów: br. Tomasza z Celano i św. Bonawenturę, powiedział, że „teologiczna interpretacja habitu św. Franciszka, przedstawiającego obraz krzyża miała być dla Świętego: orężem krzyża w duchowej walce z diabłem; wyrazem podjętego pokutnego sposobu życia i poświęcenia Bogu; wyrazem pokutnej misji Biedaczyny w Kościele”.

Zakonnik z Rzymu tłumaczył, że habit franciszkański jest: „znakiem poświęcenia się Bogu, przyjęcia sposobu życia wg Ewangelii; wyrazem więzi duchowej z Założycielem i z braćmi; wyrazem ubóstwa (stąd idea ubogiego habitu zaczerpnięta z ubioru ubogich i biednych wieśniaków umbryjskich); wyrazem pokuty w drodze do świętości; wyrazem zjednoczenia się z Chrystusem ukrzyżowanym; wyrazem tożsamości franciszkańskiej, przynależności do wspólnoty franciszkańskiej; wyrazem dziedzictwa franciszkańskiego; wyrazem świadectwa i misji; wyrazem wierności posłannictwu i Kościołowi”.

Ojciec doktor dowodził, że do pewnego okresu – prawie do końca XVII w. – kolor habitu wszystkich rodzin I i II Zakonu był jednolity, czyli szary, i że trudno jest jednoznacznie powiedzieć, czym tak naprawdę podyktowana była zmiana koloru habitów.

„Niektórzy historycy są przekonani, że zmiana ta podyktowana była przede wszystkim względami ekonomicznymi. Trudność w nabyciu szarego płótna, która z kolei powodowała podnoszenie cen, mogła w pośredni sposób wpłynąć na zmianę. A być może zmiana była podyktowana ówczesną modą, która wkradała się do klasztorów” – deliberował.

Ciekawość wśród słuchaczy historyk wzbudził, cytując generała Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych, o. Alfonsa Orlicha, który w liście do braci w 1927 r. pisał: „Barwą tradycyjną naszego zakonu, zachowaną dotychczas przez biskupów i kardynałów z naszego zakonu była barwa popielata, wpadająca w czarną. Sukno nie bardzo lekkie. Kształt tuniki prosty bez zbytniej liczby fałdów. Kapturek wygodnie osłaniający głowę; kaptur z tyłu trójkątny”.

Ostatni z prelegentów, ks. prof. dr hab. Józef Marecki z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie opisał godło franciszkańskie na przestrzeni wieków. „Godło zakonne traktujemy jako znak i symbol danej wspólnoty; w nim ukryta jest duchowość, cel i jej charyzmat. Rozpoznane godła daje nam odpowiedź na pytanie o nazwę i istotę zakonu” – zaczął.

„Przez prawie trzy stulecia zakon franciszkański nie posiadał godła. Jako znaku rozpoznawczego używano greckiej litery Tau. Pojawienie się godła franciszkańskiego i pierwsze próby jego transformacji były najprawdopodobniej nawiązaniem do herbów i znaków używanych przez opactwa i kapituły” – mówił.

„Pierwsze godła pochodzą z XV w. Przedstawienie dwóch ramion: Chrystusa i św. Franciszka trzymającego w dłoni krzyż. Całość jest spleciona zakonnym sznurem” – prezentował i omawiał.

„Różnorodne wersje kompozycji krzyża i rąk wyrażają myśl zespolenia Chrystusa z krzyżem i św. Franciszka z krzyżem. W duchowości franciszkańskiej krzyż zajmuje szczególne miejsce. Krzyż jest nie tylko symbolem i narzędziem męki Chrystusa, ale także znakiem miłości Boga Ojca do człowieka. Krzyż jest symbolem pokuty, rezygnacji ze swych planów i dążeń i podporzadkowania swych pragnień celom wyższym” – wyjaśniał ksiądz profesor.

Zebranym w auli pokazywał rozmaite godła, z różnych miejsc i okresów czasowych, na których oprócz dwóch stałych elementów – rąk i krzyża – pojawiały się: sznur franciszkański, korona cierniowa, korona jako symbol chwały, trzy wzgórza, obłoki i łaciński napis „Deus meus et omnia” (Bóg mój i wszystko).

Prelegent wyświetlił też godła późniejszych, XIX-wiecznych zgromadzeń zakonnych o duchowości franciszkańskiej. Na ich godłach znalazły swoje miejsce rysy godła franciszkańskiego.

Po wystąpieniach zaproszonych gości dyskusję nt. przedłożonych zagadnień poprowadził o. dr Przemysław Michowicz.

Sympozjum zorganizowało Franciszkańskie Towarzystwo Naukowe.

Czechowice-Dziedzice: pogrzeb Stanisława Niemczyka, „polskiego Gaudiego”

Pogrzeb wybitnego architekta Stanisława Niemczyka, nazywanego „polskim Gaudim”, odbył się 18 maja w rodzinnej parafii artysty, w świątyni, którą sam zaprojektował – pw. Jezusa Chrystusa Odkupiciela w Czechowicach-Dziedzicach. Światowego sławę twórcę, zmarłego w wieku 75 lat, pożegnali podczas Eucharystii członkowie najbliższej rodziny, przyjaciele, koledzy oraz kapłani z różnych zakątków Polski oraz z Lwowa.

W czasie Mszy św. pogrzebowej, której przewodniczył proboszcz czechowickiej parafii ks. prałat Andrzej Raszka, odczytano listy kondolencyjne ze słowami współczucia dla rodziny – od metropolity katowickiego abp. Wiktora Skworca, jego poprzednika abp. seniora Damiana Zimonia oraz arcybiskupa Lwowa Mieczysława Mokrzyckiego.

„Był człowiekiem głębokiej i silnej wiary i wzorem szlachetnego człowieczeństwa. Cieszył się autorytetem i szacunkiem” – napisał abp Skworc, wyrażając, podobnie jak abp Zimoń, wdzięczność za zaprojektowane przez zmarłego świątynie na terenie archidiecezji katowickiej.

Metropolita Lwowa przypomniał, że ostatnią poświęconą za życia architekta budowlą, którą zaprojektował, była świątynia pw. Świętego Michała Archanioła w Lwowie. Duchowny wspomniał w liście, że artysta pracował nad tym dziełem bez wynagrodzenia. „Dziękuję za dar jego życia. Dzisiaj pozostaje nam wdzięczna modlitwa. Niech ona stanie się darem dla pana Stanisława” – podkreślił hierarcha. W uroczystościach żałobnych udział wzięli m.in. kapłani z archidiecezji lwowskiej, siostry służebniczki śląskie oraz wierni z parafii w Lwowie-Sichowie.

W kazaniu ks. Zygmunt Kosek, proboszcz parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Krakowie z świątynią zaprojektowaną przez inż. Niemczyka, podzielił się osobistym świadectwem życia i odchodzenia zaprzyjaźnionego z nim architekta. Kaznodzieja odwołał się do jednej z opinii o tym, że zmarły artysta nie tyle budował kościoły, ale przygotowywał miejsce i „przestrzeń dla Boga, w której ludzie znajdą ukojenie i większe piękno”.

„On też wiedział, że nie wszędzie dla Jezusa jest miejsce. Wiedział, że trzeba Mu przygotować właściwe, piękne miejsce. Dlatego jego kościoły mają w sobie dotknięcie wiary tego człowieka i jego modlitwy” – podkreślił kapłan i opowiedział o kolejnych, pełnych cierpienia etapach ciężkiej choroby śp. Stanisława.

„Panie Stanisławie, dzięki pana wierze i zaangażowaniu, zaufaniu Bogu, dzięki pana życiu, które wydało taki owoc, możemy się dziś tu lepiej modlić” – dodał i podkreślił, że siłę do pomysłów na odkrywanie przestrzeni ukojenia czerpał artysta z Komunii Świętej i bliskiej relacji z Bogiem.

W słowie pożegnalnym ks. proboszcz Raszka wyraził wdzięczność w imieniu własnej wspólnoty parafialnej i innych księży-budowniczych kościołów, których architektem był śp. Stanisław Niemczyk. „Pragnę mu serdecznie podziękować za to wszystko, czym nas obdarował. A obdarował nas pięknymi kościołami. Wystrój i klimat wnętrza zbliżają do Boga, umożliwiają modlitwę i spotkanie z Nim. To wszystko tak przemyślane i przemodlone. Dziękuję za wspaniałe świadectwo wiary. Ono tutaj daje o sobie znać w każdym fragmencie świątyni” – powiedział nad trumną inicjator budowy czechowickiego kościoła.

„Zawsze otwarty, chętny do pomocy. Nigdy nie słyszałem: tego się nie da, nie mam czasu. Bóg zapłać za wszelkie dobro, za pogodę i ducha i prostotę serca” – dodał, akcentując w obecności wdowy po artyście świadectwo, jakim było dla wszystkich ich wspólne 52-letnie pożycie małżeńskie.

Trumna z ciałem Stanisława Niemczyka spoczęła na cmentarzu parafialnym w Miedźnej koło Pszczyny.

Urodzony w 1943 r. w Czechowicach-Dziedzicach Stanisław Niemczyk zasłynął jako twórca kościołów budowanych przy dużym współudziale parafian, z charakterystycznymi detalami, powstającymi często spontanicznie na placu budowy. Najsłynniejszymi jego projektami są kościół pw. Jezusa Chrystusa Odkupiciela w Czechowicach-Dziedzicach, kościół pw. Ducha Świętego w Tychach oraz tamtejszy zespół klasztoru i kościoła franciszkanów, a także pw. Miłosierdzia Bożego w Krakowie. Zaprojektował gigantyczny ołtarz w Brzegu, przy którym papież Franciszek spotkał się z młodymi z całego świata podczas Światowych Dni Młodzieży.
Artysta zmarł 13 maja br.

Gdańsk: abp Głódź udzielił sakramentu swięceń

Uroczystość święceń kapłańskich zgromadziła w sobotnie przedpołudnie w archikatedrze oliwskiej tłumy wiernych archidiecezji gdańskiej. We Mszy św., podczas której abp Sławoj Leszek Głódź wyświęcił ośmiu nowych kapłanów, uczestniczyły rodziny i przyjaciele przyjmujących święcenia, członkowie wspólnot parafialnych oraz społeczność Gdańskiego Seminarium Duchownego. Wraz z metropolitą gdańskim Eucharystię koncelebrowali bp Zbigniew Zieliński oraz osiemdziesięciu pięciu kapłanów. Z neoprezbiterami łączył się też duchowo bp Wiesław Szlachetka, który w tym dniu przewodniczył ogólnopolskiej pielgrzymce Caritas do Niepokalanowa.

Rozpoczynając homilię arcybiskup nawiązał do wspólnoty pierwotnego Kościoła. – Dzisiejsze święcenia prezbiteratu w archikatedrze oliwskiej, a także skierowane do nas wszystkich słowo Boże, stają się dla nas zachętą, byśmy ożywili pamięć o korzeniach naszej wiary, a także o życiu pierwotnego Kościoła, który od dwóch tysięcy lat nieprzerwanie głosi światu Dobrą Nowinę o ukrzyżowanym i zmartwychwstałym Panu. Kościół pierwotny stanowił żywą, solidarną i powiększającą się z dnia na dzień wspólnotę. Karmiła się ona i umacniała słowem życia, Chlebem życia oraz miłosierną miłością. Czytamy w Dziejach Apostolskich, że „jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich, którzy uwierzyli. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. Apostołowie z wielką mocą świadczyli o zmartwychwstaniu Pana Jezusa, a wielka łaska spoczywała na wszystkich” (Dz 4, 32-33).

Odwołując się do doświadczenia starotestamentalnego proroka Jeremiasza opisanego w pierwszym czytaniu liturgii święceń, kaznodzieja przypomniał, że człowieka do służby powołuje sam Bóg. – „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię […]. Pójdziesz, do kogokolwiek cię poślę, i będziesz mówił, cokolwiek tobie polecę” (Jr 1, 5.7). W obliczu takich słów i takiej misji, każdego człowieka może ogarnąć niepokój związany z przenikliwą świadomością osobistych słabości i niegodności takiego powołania. Na szczęście nasze zatrwożone serce uspokaja sam Bóg: „Nie lękaj się […], bo jestem z tobą” (Jr 1, 8). Jesteśmy wszyscy w ręku Boga. W ręku Boga jest każdy powołany do służby w Kościele. Jesteście w ręku Boga wy – bracia diakoni – którzy za chwilę przyjmiecie święcenia prezbiteratu. Nie wyście wybrali tę służbę. Wybrał was do niej Jezus Chrystus.

Zwracając się ponownie do kandydatów do święceń hierarcha powiedział: “Drodzy diakoni, dziś Jezus Chrystus zwraca się do was, byście podjęli posługę prezbiterów we wspólnocie Kościoła, która będzie wyrazem Jego pasterskiej miłości i troski o Kościół. Chrystus was potrzebuje i Kościół was potrzebuje. Być prezbiterem to znaczy służyć. Nie można prawdziwie służyć bez miłości. Służba jest bowiem dojrzałym wyrazem miłości, gotowości uczynienie ze swego życia daru dla bliźnich i ostatecznie dla Tego, od którego wszystko otrzymaliśmy, od którego wyszliśmy i do którego zmierzamy”.

– Być prezbiterem, to znaczy być sługą słowa Bożego, sługą sakramentów i sługą miłosierdzia – podkreślił kaznodzieja.

Następnie metropolita gdański zaznaczył, że nowo wyświęceni przyjmują dziś dar Chrystusowego kapłaństwa w służbie świętemu ludowi Bożemu, obdarzonemu godnością królewskiego i powszechnego kapłaństwa. – Do tej służby przygotowywaliście wasze serca. Niech biją one w rytmie Serca Chrystusa, będącego gorejącym ogniskiem miłości, pełnego dobroci i miłosierdzia.

– Chrystusa potrzebuje waszego młodzieńczego entuzjazmu, waszej wrażliwości, waszej otwartej postawy, by docierać do ludzi żyjących we współczesnym świecie z jego wyzwaniami, zagrożeniami, ale również nowymi możliwościami głoszenia Ewangelii, również tym, którzy pozostają poza strukturami Kościoła, ale szukają motywów nadziei, by swemu życiu nadać sens. Bądźcie hojni wobec Chrystusa, nie odmawiając Mu niczego, o co was poprosi – mówił hierarcha.

Przywołując myśli Ojca Świętego Franciszka arcybiskup Głódź zadał pytanie: czego Jezus od was oczekuje? “Pragnie On serc naprawdę konsekrowanych, które żyją przebaczeniem otrzymanym od Niego, aby je przelewać ze współczuciem na braci. Jezus pragnie serc otwartych i delikatnych wobec słabych – w żadnym wypadku surowych; serc uległych i przejrzystych, które nie udają wobec tych, którzy mają w Kościele zadanie wskazywania drogi. Miejcie więc, Moi Drodzy Synowie, zawsze przed oczyma i w waszych sercach przykład Dobrego Pasterza, a umocnieni łaską sakramentu święceń, bądźcie dobrymi pasterzami, pasterzami według Jego serca, w Jego i naszej owczarni”.

Metropolita gdański wyraził też wdzięczność wobec rodziców nowych kapłanów: “Dziękuję najserdeczniej rodzicom nowych kapłanów za dar, jaki złożyliście Bogu i Kościołowi ze swoich synów. Dzisiaj wracają do świata jako nowy zaczyn, aby ten świat przemieniać, wnosić w niego Ducha Bożego, i aby lud prowadzić ku Bogu. Niech Bóg wam wynagrodzi swoim błogosławieństwem. Proszę, byście nie pozostawiali ich samych, otaczajcie ich swoimi wrażliwymi sercami i gorliwą modlitwą”.

Kaznodzieja w myśl słów Ojca Świętego Franciszka, wypowiedzianych w Niedzielę Dobrego Pasterza, wezwał nowych kapłanów do pogłębiania swej zażyłości z Bogiem na modlitwie, bliskości z biskupem, który jest ich ojcem oraz ze współbraćmi w kapłaństwie, jak i do rozwijania bliskości z ludem Bożym.

Na koniec homilii arcybiskup Głódź złożył neoprezbiterom swoje życzenia: “Drodzy diakoni, za chwilę neoprezbiterzy. Niech swoim wstawiennictwem otoczy Was Najświętsza Maryja Panna i Błogosławieni Gdańscy Męczennicy: ks. Marian Górecki, ks. Bronisław Komorowski, ks. komandor Władysław Miegoń, ks. Franciszek Rogaczewski i s. Alicja Kotowska. Niech was wspomaga z wysoka apostoł naszych czasów – św. Jan Paweł II. Bądźcie dobrymi i wiernymi sługami odkupieńczej misji Jezusa Chrystusa. Tego wam życzę!”

Po modlitwie po Komunii neoprezbiterzy skierowali swoje podziękowania do biskupów, moderatorów, wykładowców seminarium oraz rodziców, a metropolita gdańskim wręczył nowym kapłanom posłania – dekrety kierujące na pierwsze placówki duszpasterskie w dużych dzielnicach Gdańska i Gdyni.

Podczas liturgii śpiew prowadziła schola muzyczna „Allegretto” z parafii pw. Chrystusa Zbawiciela w Gdańsku Osowie.

Bp Muskus do neoprezbiterów: Idźcie, odbudujcie Chrystusowy Kościół!

Idźcie, odbudujcie Chrystusowy Kościół – zachęcał bp Damian Muskus OFM nowo wyświęconych kapłanów w zakonie braci mniejszych kapucynów. Hierarcha cytował słowa usłyszane przez św. Franciszka z Asyżu w ruinach kościoła San Damiano i zachęcał do odwagi, której źródłem jest Duch Święty.

Hierarcha podkreślał w homilii, że sednem kapłańskiej misji jest pokazywanie Jezusa całym swoim życiem i naśladowanie Go we wszystkim. – Jego uczniowie wiedzą, że mają mieć Jego oblicze, nosić na sobie Jego rany i kochać tak, jak On kocha – mówił. Dodał, że ludzie widząc, jak żyje kapłan, powinni zatęsknić do Jezusa. – Nie nas powinni zobaczyć, ale Jego – mówił.

– Kapłan, który myśli tylko o sobie, zdradza Jezusa. Bolesne skutki tej zdrady odczuwa dzisiaj cały Kościół, w tym Kościół w Polsce – zaznaczył krakowski biskup pomocniczy. – Zdradzili oprawcy, ale zdradzili także ci, którzy im się obojętnie przyglądali. I nadal zdradzają ci, którzy kwestionują oczywiste fakty lub próbują umniejszyć winę, potęgując ból ofiar i powiększając dramat całej wspólnoty Kościoła – dodał.

Kaznodzieja stwierdził, że nadzieją dla Kościoła jest świadomość, że sam Jezus wchodzi w środek przeżywanego dramatu i przynosi umocnienie. – Trzeba najpierw rozpoznać Go w Jego ranach, w płaczu skrzywdzonych, słabych i odrzuconych. Trzeba pozwolić na to, by Jego Duch wypalił to, co złe, by dokonało się oczyszczenie i powrót do wierności Ewangelii – podkreślał.

Bp Muskus przyznał, że nowo wyświęceni rozpoczynają kapłańską drogę w trudnym momencie, ale są „uzbrojeni w miłość i gorliwe serca”. – Macie świadomość, że Kościół jutra będzie tak postrzegany, jak widziana i oceniana będzie wasza służba – mówił, przyznając, że zadanie, jakie stoi przed nimi, może przerastać ludzkie siły.

Biskup franciszkanin przypomniał swoim współbraciom postać św. Franciszka z Asyżu, biedaka, który stanął przed uosobieniem najwyższej kościelnej władzy, papieżem Innocentym III. – W ubogim, nic wówczas nieznaczącym Franciszku papież zobaczył nadzieję dla Kościoła. Dlaczego? Bo słaby i kruchy w oczach świata Biedaczyna zapragnął być żywą ewangelią – wyjaśniał.

– Idźcie, odbudujcie Chrystusowy Kościół! – zachęcał słowami, które św. Franciszek usłyszał w zrujnowanym kościółku w San Damiano. – Jezus potrzebuje waszego idealizmu, waszego entuzjazmu, waszej wiary. Dajcie się prowadzić Duchowi, bo tylko w ten sposób przez wasze ręce dokonywać się będą prawdziwe Boże cuda – apelował.

Zachęcał także do odwagi, której źródłem jest Duch Święty. – Kościół, który żyje i z radością niesie Ewangelię na krańce świata, swój początek musi brać z wieczernika, który ma otwarte drzwi. Zamknięty wieczernik to miejsce dobre dla tych, którzy boją się świata, widzą w nim zagrożenie i samo zło. Zamkniętym w wieczerniku chodzi tak naprawdę o własne bezpieczeństwo, własne dobro i własne szczęście – mówił.

Według niego, dla każdego kapłana najważniejsze jest to, by żył w zjednoczeniu z Jezusem i nie przestawał karmić się Jego miłością.

Braciom Adamowi Stramskiemu, Bartoszowi Ekertowi, Mirosławowi Burzyńskiemu i Mateuszowi Kaczorowskiemu życzył, by u kresu swojej drogi patrzyli na Jezusa z takim samym zachwytem, jak w dniu, kiedy przyjmują święcenia prezbiteratu.

Jasna Góra: ok. 30 tys. osób na Czuwaniu Odnowy w Duchu Świętym

Z udziałem ok. 30 tysięcy osób na Jasnej Górze trwa doroczne czuwanie Odnowy w Duchu Świętym. Spotkanie jest wielkim wołaniem o jedność i ożywienie mocy przyjętych sakramentów, nie tylko w odniesieniu do grup charyzmatycznych działających w Kościele, ale wśród wszystkich wierzących. To odpowiedź na zaproszenie papieża Franciszka do budowania „Charis”.

Ojciec Święty zaproponował by zjednoczenie odbywało się również na poziomie strukturalnym. Dlatego w miejsce Międzynarodowej Służby Katolickiej Odnowy i służb innych wspólnot charyzmatycznych, od 9 czerwca, uroczystości Zesłania Ducha Świętego, powstanie jedno ciało dla wszystkich – Międzynarodowe Służby Komunii czyli Charis. – Także jasnogórskie spotkanie odbywa się w tym duchu – powiedział ks. Sławomir Płusa, przewodniczący Krajowego Zespołu Koordynatorów Odnowy w Duchu Świętym w Polsce.

– Charis czyli strumień łaski. Modlimy się o służby komunii w Polsce czyli o zjednoczenie wspólnot i ruchów, i dzielenie się doświadczeniem chrztu w Duchu Świętym czyli nowym Jego wylaniem, by mógł dotrzeć do każdego chrześcijanina. To jest cel papieża – zauważył ks. Płusa.

Gościem czuwania jest Michelle Moran, członek Papieskiej Rady ds. Świeckich i do niedawna przewodnicząca Odnowy na świecie, koordynująca teraz działania Charis. Ma bogate doświadczenie w posłudze parafialnej, ewangelizacji oraz pracy na rzecz Kościoła. Jest autorką książek i artykułów dla czasopism katolickich i ekumenicznych. Wraz z mężem Peterem założyła wspólnotę Sion Catholic Community for Evangelism. Jej marzeniem jest wyposażanie do posługi i przywództwa w Kościele młodego pokolenia liderów.

Zdaniem Michelle Moran przed Odnową stoją dziś nowe wyzwania i nowe szanse. Wśród nich praca razem ku jedności, by przynieść „dojrzały owoc Ducha Świętego”. – Mówimy o jedności w różnorodności. To jest bardzo częste zdanie, które powtarza papież Franciszek. Nie tracimy naszej tożsamości a jednocześnie możemy uczyć się od innych, ubogacać się – powiedziała Michelle Moran. Dodała, że musimy patrzeć na nasze działanie w Kościele w nowy sposób, bo „często wydaje się nam, że to co robimy do tej pory jest najlepsze i nie trzeba niczego zmieniać”.
– Papież widzi w jedności wielką siłę dla ewangelizacji, w dotarciu z naszym doświadczeniem obecności Ducha Świętego do innych – podkreśla gość czuwania.

Oblicza się, że chrztu w Duchu Świętym doświadczyło na świecie ok. 120 mln osób. W Polsce ponad 23 tysiące skupionych w ok. 800 grupach.

Ks. Sławomir Płuska podkreśla, że „próbujemy przyjrzeć się do czego zaprasza nas Duch Święty, a jest to większe i głębsze przyjęcie Bożej łaski, żeby doświadczenie chrztu w Duchu Świętym, czyli odnowienia naszego chrztu i bierzmowania, stało się udziałem każdego katolika, każdego chrześcijanina”.

– Te spotkania są dla nas wyrazem jedności, są szansą spotkania się ze sobą, wymiany doświadczeń, podejmowania wspólnej formacji – zauważył Norbert Dawidczyk, wiceprzewodniczący Krajowego Zespołu Koordynatorów Odnowy w Duchu Świętym.

Podkreślił, że jest to odpowiedź Odnowy na apel papieża Franciszka o „budowanie Charis, aby wszystkie osoby, które doświadczają odnowy charyzmatycznej, zmierzały coraz bardziej ku jedności niekoniecznie strukturalnej, ale jedności braterskiej, poznania, współpracy, wiedzy o sobie”.
– I to dzieje się tutaj, bo tak odczytaliśmy wołanie papieża, jako przynaglenie byśmy wykonali w strukturach ogólnopolskich, jakiś ruch – dodał Norbert Dawidczyk.

Czuwanie poprzedził VIII Kongres, który odbywał się w częstochowskiej Hali Sportowej Arena 16-17 maja, i w którym obok przedstawicieli Odnowy w Duchu Świętym wzięli udział inni członkowie grup charyzmatycznych i ewangelizacyjnych.

Kongresy odbywają się co pięć lat. Pierwsze takie spotkanie, w którym wzięli udział wszyscy zaangażowani w ten ruch, odbyło się w 1983r. Nie bez powodu jako miejsce Kongresu wybrano Jasną Górę, dom Maryi. To Ona, jak rozeznano przed Kongresem, miała upraszać u Boga moc dla wspólnego spotkania oraz moc dla dania światu świadectwa o zwycięstwie i miłości Boga wypływających z Krzyża.

W czasie spotkania na jasnogórskich błoniach pielgrzymi słuchają konferencji, włączają się we wspólne modlitwy i śpiewy. Zebrani wysłuchali także pozdrowień od bpa Bronisława Dembowskiego, wieloletniego delegata Episkopatu ds. Odnowy w Duchu Świętym, który co roku, od początku wszystkich Czuwań Odnowy, przybywał na Jasną Górę. W tym roku po raz pierwszy nie mógł być obecny, ale przesłał list z wyrazami jedności w modlitwie.

Ks. Andrzej Grefkowicz, egzorcysta, działający od wielu lat w Odnowie mówił o początkach Odnowy w Duchu Świętym i wyzwaniach na przyszłość. Kolejny prelegent Artur Skowron, odpowiedzialny za inicjatywę „Młodzi młodym” przedstawił kierunki ewangelizacji młodych.

Punktem centralnym dorocznego Czuwania będzie Msza św. odprawiona o godz. 17.00. Eucharystii przewodniczyć ma bp Andrzej Siemieniewski z Wrocławia, od wielu lat związany z Katolicką Odnową w Duchu Świętym.

Katolicka Odnowa Charyzmatyczna nie jest jednolitym ruchem o zasięgu światowym. W odróżnieniu od większości ruchów nie ma jednego założyciela, lub grupy założycieli, nie ma też listy członków. Jest to zróżnicowany zespół osób i grup podejmujących różne działania, często od siebie niezależne, na różnym etapie rozwoju i o różnorodnie rozłożonych akcentach.
Ruch charyzmatyczny opiera się na założeniu, że chrześcijanie są obdarowywani charyzmatami, którymi służą ku zbudowaniu wspólnoty Kościoła.

Odnowa w Duchu Świętym gromadzi wielu ludzi świeckich w różnym wieku i z różnych środowisk, odnajdujących dzięki niej swoje miejsce w Kościele i świecie. Osoby te tworzą grupy modlitewne, liczące od kilku do kilkuset członków. Łączy ich chrzest w Duchu Świętym zwany także „wylaniem Ducha Świętego” lub „modlitwą odnowienia darów Ducha Świętego”. Nawiązuje on do biblijnej i historycznej Pięćdziesiątnicy. W tym dniu apostołowie otrzymali Ducha Świętego – zostali ochrzczeni w Duchu Świętym, czemu towarzyszyło mówienie językami i przepowiadanie Jezusa z mocą.

Grupy modlitewne spotykają się co tydzień na dwu-trzygodzinnych spotkaniach modlitewnych, których głównym elementem jest głośna, żywa modlitwa. Grupy prowadzone są najczęściej wspólnie przez duszpasterza i zespół świeckich animatorów z liderem na czele. Spotkania odbywają się zwykle przy parafii.

W latach 70. kilku polskich kapłanów zetknęło się z Odnową Charyzmatyczną poza granicami naszego kraju. Doświadczenie to postanowili oni przenieść na grunt polski. W roku 1976 zaczęły powstawać pierwsze grupy modlitewne. Dwadzieścia lat później na czuwanie do Częstochowy przyjechało ok. 200 tysięcy sympatyków ruchu.

Abp Jędraszewski: będziemy bronić naszej duchowej tożsamości (dokumentacja)

– Nie chcemy porzucać Polski, której Ona, Maryja, jest od wieków naszą Królową. Nie pozwolimy wyrwać z siebie naszej narodowej pamięci. Z ogromną wytrwałością bronić będziemy naszej duchowej tożsamości. „Póki my żyjemy”, nie będziemy się godzić na takie regulacje prawne, które będą zagrażać duchowej suwerenności naszej Ojczyzny – mówił w Poznaniu abp Marek Jędraszewski. Metropolita krakowski wygłosił homilię podczas Mszy inaugurującej peregrynację Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej w archidiecezji poznańskiej na placu przed kościołem pw. Nawiedzenia NMP na poznańskich Ratajach.

Poniżej publikujemy treść homilii:

Ekscelencjo, Najdostojniejszy Księże Arcybiskupie Metropolito Poznański, Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski,
Ekscelencje, Najdostojniejsi Księża Arcybiskupi i Biskupi,
Drodzy Bracia w Chrystusowym Kapłaństwie,
Wielebne Siostry zakonne,
Czcigodne Osoby życia konsekrowanego,
Wszyscy Drodzy memu sercu Siostry i Bracia,

„Gdy jednak nadeszła pełnia czasu…” (Ga 4, 4a). Tymi słowami z Listu do Galatów św. Paweł Apostoł wskazywał na zasadniczy przełom, jaki dokonał się w całych dziejach ludzkości. Oto przyszedł na świat zapowiedziany i tak oczekiwany Mesjasz, Boży Syn, który rodząc się z Niewiasty, z Przenajświętszej Maryi Panny, stał się Człowiekiem i zamieszkał między nami. To On dokonał tego przełomu. To On wyznaczył czasowi radykalnie nowy porządek, gdyż od chwili Jego Wcielenia zdążamy wszyscy – córki i synowie Kościoła – na spotkanie z naszym Panem w wieczności. On był pierwszy. Jednakże przed Nim była Jego Matka.

Ten sam porządek zdarzeń miał miejsce również w Kanie Galilejskiej. Pisze bowiem św. Jan: „Trzeciego dnia odbywał o się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów” (J 2, 1-2). Ewangelista nie precyzuje, dlaczego tam była – tak jakby Jej obecność w Kanie była czymś oczywistym. Można też odnieść wrażenie, że Jezusa i Jego uczniów zaproszono właśnie ze względu na Nią – Ona była w Kanie i dlatego tym, którzy przygotowywali ucztę weselną, wydawało się czymś wręcz koniecznym, aby na nią zaprosić także Jej Syna, Jezusa.

Odtąd tak właśnie będzie już zawsze w dziejach Kościoła. Maryja będzie przed Jezusem. To Ona będzie Mu niejako torowała drogę. Ale w pewnym momencie powie tylko: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2, 5b) – i usunie się niejako w cień. Zostanie już tylko sam Jezus, który będzie objawiał swoją boską moc. Który będzie nauczał i dokonywał nadzwyczajnych znaków. Tym samym będzie objawiał swą chwałę, a córki i synowie Kościoła patrząc na nią i w przedziwny sposób w niej uczestnicząc, uwierzą w Niego – jak uczniowie w Kanie (por. J 2, 11).

Najważniejsze jest zatem, aby była Ona. Sama Jej obecność sprawi, że dokonają się wielkie rzeczy, których nadejścia wcale byśmy sobie ani wyobrażali ani się nawet spodziewali. To właśnie ta intuicja, wypływająca z głębokiej i żarliwej wiary, sprawiła, że Stefan Kardynał Wyszyński wraz z ówczesnym Episkopatem Polski podjął myśl, aby całą naszą Ojczyznę przemierzała kopia Cudownego Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Aby sama Jej obecność w znaku Czarnej Jasnogórskiej Madonny otwierała serca i umysły Polaków na Jezusa. Aby te serca przemieniała. Aby dawała łaskę zbawiennego pokoju. Aby umacniała nadzieję w trudnych czasach zmagań o autentyczną wolność ducha, o wierność Kościołowi, Krzyżowi i Ewangelii.

Tak właśnie też było, kiedy Jasnogórski Obraz po raz pierwszy nawiedzał Archidiecezję Poznańską. Było to ponad czterdzieści lat temu, od listopada 1976 do maja 1978 roku. W 1976 roku ogólna sytuacja panująca w naszej Ojczyźnie była bardzo trudna. Komunistyczne władze kontynuowały rozpoczętą w 1945 roku walkę z chrześcijaństwem i Kościołem. W Warszawie w słynnych kazaniach świętokrzyskich Kardynał Wyszyński protestował przeciwko nowelizacji polskiej Konstytucji, w której miał się znaleźć zapis „o nierozerwalnej przyjaźni polsko-radzieckiej”. Robotnicy z Radomia i Ursusa leczyli jeszcze niezwykle bolesne skutki słynnych „ścieżek zdrowia”, jakie urządziły im oddziały ZOMO po czerwcowych protestach związanych z radykalną podwyżką cen żywności. Natomiast w Poznaniu musiał się udać do szpitala arcybiskup Baraniak. Z powodu ciężkiej choroby arcybiskup nie mógł wziąć udziału w uroczystościach powitania Cudownego Obrazu, 7 listopada 1976 roku w Ostrowie Wielkopolskim. Po powrocie z nich do Krakowa kardynał Wojtyła napisał do arcybiskupa Baraniaka: „Przykro mi było, że Waszej Ekscelencji brakowało w tych uroczystościach. (…) Ekscelencja przyjął to cierpienie jako wolę Bożą. Ofiara ta na pewno wyda błogosławione owoce, czego z całego serca życzę”.

Czas Nawiedzenia Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej stał się na całym wówczas bardzo dużym obszarze Archidiecezji Poznańskiej czasem prawdziwie wielkich zmagań o polską duszę. Stał się także czasem błogosławionych owoców, o których z taką pewnością pisał kardynał Wojtyła do arcybiskupa Baraniaka. Trudno nam mówić o owocach duchowych – o nawróceniach, spowiedziach po latach, łzach wzruszeń, dobrych postanowieniach, umocnieniach w radości i dumie, że należy się do świętego, katolickiego i apostolskiego Kościoła, o na nowo zrodzonej odwadze i męstwie w wyznawaniu swej wiary w czasach dla tej wiary niełatwych. Wszystkie te duchowe owoce Nawiedzenia na wieczność pozostaną wielką tajemnicą Boga i Matki Najświętszej oraz tych wszystkich osób, które w cichości swych serc, patrząc na Oblicze Czarnej Madonny, szeptały: „Dziękuję Ci, Matko…”.

Można jednak mówić o tych niektórych owocach Nawiedzenia, które przyjęły kształt bardziej materialny. To właśnie wtedy za przyczyną Matki Najświętszej wznoszono do Boga żarliwe modły między innymi o to, aby w Archidiecezji Poznańskiej można było budować świątynie, zwłaszcza w nowych dzielnicach mieszkaniowych. Modlono się więc, aby również w tym miejscu mógł powstać wielki kościół, który – jak wtedy planowano – miał służyć całym poznańskim Ratajom.

W Obrazie Nawiedzenia Matka Najświętsza przybyła więc tutaj, gdy większość tych terenów była w dużej mierze jeszcze pusta, bo równocześnie z ogromnym mozołem wnoszenia murów tej świątyni budowano otaczające ją wielkie bloki mieszkaniowe. Kiedy więc później w poznańskiej Kurii metropolitalnej zastanawiano się, jaki tytuł nadać temu kościołowi, odpowiedź wydawała się prosta i oczywista – Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. W czerwcu 1978 roku przybyli do Rzymu pierwsi tutejsi duszpasterze: ks. prałat Stefan Schudy, proboszcz parafii pw. św. Rocha, i ks. prałat Jerzy Foltyn, który podjął się dzieła budowy kościoła i tworzenia nowej parafii. Podczas środowej audiencji generalnej papież Paweł VI, dzisiaj już święty Kościoła katolickiego, poświęcił kamień węgielny dla nowego kościoła, wzięty od grobu św. Piotra. Do dziś mam w oczach przejmujący moment, w którym Ojciec Święty ujął w swe ręce ten kamień, przybliżył do ust i ze czcią go pocałował. Opatrzność Boża sprawiła, że pierwszym budowniczym tej świątyni aż do 1989 roku był mój śp. Ojciec. Wczoraj właśnie minęła 30. rocznica jego śmierci.

Od 1976 roku, od czasu rozpoczęcia I Peregrynacji Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej w Archidiecezji Poznańskiej, upłynęły 43 lata. Dzisiaj zaczyna się II Peregrynacja pod hasłem „Z Maryją w nowe czasy”. W tym okresie pojawiły się kolejne pokolenia Polaków. Chciałoby się więc powiedzieć: nowi ludzie, nowe czasy, nowe historyczne konteksty – i słusznie. Jednakże – jak się wydaje – trzeba by jednak dodać jeszcze to: i podobne, jak przed laty, zmagania.

Trwa bowiem nadal walka z chrześcijaństwem i Kościołem katolickim. Tym razem ma ona wymiar bardziej kulturowy. W imię postępu i tolerancji pragnie zamknąć się Kościołowi usta, usiłuje się usunąć go z przestrzeni publicznej i zepchnąć do sfery wstydliwie skrywanej prywatności. Wraz z tym pojawia się zjawisko, o którym z tak wielką wnikliwością pisał Ojciec Święty Jan Paweł II w adhortacji apostolskiej Ecclesia in Europa z 2003 roku. Jest nim „utrata pamięci i dziedzictwa chrześcijańskiego, któremu towarzyszy swego rodzaju praktyczny agnostycyzm i obojętność religijna, wywołująca u wielu Europejczyków wrażenie, że żyją bez duchowego zaplecza, niczym spadkobiercy, którzy roztrwonili dziedzictwo pozostawione im przez historię”. W konsekwencji tworzone są prawa „w oderwaniu od ich życiodajnego źródła, jakim jest chrześcijaństwo”. Co więcej, „w wielu sferach publicznych łatwiej jest deklarować się jako agnostycy, niż jako wierzący; odnosi się wrażenie, że niewiara jest czymś naturalnym, podczas gdy wiara wymaga uwierzytelnienia społecznego”. Te zjawiska prowadzą do sytuacji, którą Jan Paweł II Wielki określił mianem „gasnącej nadziei”. Znajduje ona swój wyraz w zapaści demograficznej i ucieczce wielu osób od podejmowania ważnych decyzji życiowych, w tym zawierania związków małżeńskich (por. EiE, 7-8). „Jedną z przyczyn gaśnięcia nadziei – czytamy dalej w adhortacji Ecclesia in Europa¬ – jest dążenie do narzucenia antropologii bez Boga i bez Chrystusa. (…) «Zapomnienie o Bogu doprowadziło do porzucenia człowieka» i dlatego «nie należy się dziwić, jeśli w tym kontekście otworzyła się rozległa przestrzeń dla swobodnego rozwoju nihilizmu na polu filozofii, relatywizmu na polu teorii poznania i moralności, pragmatyzmu i nawet cynicznego hedonizmu w strukturze życia codziennego». Europejska kultura sprawia wrażenie «milczącej apostazji» człowieka sytego, który żyje tak, jakby Bóg nie istniał” (EiE, 9).

Drodzy Siostry i Bracia!

Rozważając to wszystko, kierujemy nasze spojrzenia ku Nawiedzającej nas w znaku Jasnogórskiego Obrazu Maryi, Matce Bożej. Są to pojrzenia pełne miłości i wdzięczności. Przyszła do nas. Chciała być z nami. Jest z nami. Nasza Matka. Nasze serca przenika poczucie pokoju i bezpieczeństwa. Jak zwykle, gdy Matka jest tak blisko każdej i każdego z nas. Jak zwykle, gdy jest z nami nasza Pani i Królowa.

Nasze spojrzenia są jednocześnie pełne bólu – jak zwykle, gdy jest obrażana i wyszydzana nasza matka. Dzisiaj czujemy się upokorzeni, gdy niedawno wielcy tego świata, tu, w Poznaniu, w profanacji Cudownego Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej w Płocku widzieli przejaw artystycznej wolności i twórczości, a ludzie nauki słysząc to, składali swe ręce do oklasków. Matko, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią… Matko, popatrz na nas. Wejrzyj w głębię naszych serc. Zechciej dostrzec w nich dziecięcą miłość, która pragnie ukoić Twój ból. Która pragnie Ci to wszystko właśnie wierną miłością wynagrodzić…

Nasze skierowane ku Maryi spojrzenia są równocześnie pełne nadziei. Przynosi nam swego Boskiego Syna, Jezusa. Samą swą obecnością zapowiada wielkie dzieła, które On, Zbawiciel świata, dokona pośród nas. Trwając przed Nią na kolanach, w cichej adoracji, a także uczestnicząc w wielkich uroczystościach, jakie przez prawie półtora roku będą się odbywały w każdej parafii i w każdej kaplicy Archidiecezji Poznańskiej, jesteśmy pewni: nie będziemy uczestnikami owej cichej apostazji ludzi sytych odchodzących od Boga, nie będziemy żyć tak, jakby Bóg nie istniał. Jako ludzie nie chcemy zajmować miejsca, które jest przynależne tylko samemu Bogu. Przeciwnie – właśnie Jego jako Pana i Stwórcę pragniemy z całą mocą naszej wiary wyznawać i głosić światu. Nie chcemy również porzucać człowieka, ale bronić jego osobowej godności, zwłaszcza jego życia – i to od pierwszych chwil jego istnienia aż po naturalną śmierć.

Nie chcemy również porzucać Polski, której Ona, Maryja, jest od wieków naszą Królową. Nie pozwolimy wyrwać z siebie naszej narodowej pamięci. Z ogromną wytrwałością bronić będziemy naszej duchowej tożsamości. „Póki my żyjemy”, nie będziemy się godzić na takie regulacje prawne, które będą zagrażać duchowej suwerenności naszej Ojczyzny. Wielokrotnie więc wypowiadać będziemy słowa Jasnogórskiego Apelu: „Maryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam!”.

Chcemy żyć na co dzień chrześcijańską wiarą, nadzieją i miłością. To nasze największe pragnienie, będące jednocześnie naszym osobistym wkładem w dzieło budowania cywilizacji miłości na polskiej i na poznańskiej ziemi. I dlatego w tej prawdziwie historycznej chwili wołamy: „Daj mi Jezusa, o Matko moja,/ na krótki życia ziemskiego dzień”. Daj nam Jezusa, o Matko nasza, na wszystkie naszego życia ziemskiego dni! Amen.

abp Marek Jędraszewski

Subskrybuje zawartość