Subskrybent kanałów

Pierwszy buddyjski kapłan-robot

W jednym z ośrodków japońskiego buddyzmu w Kioto, w liczącej 400 lat świątyni Kodaiji od kilku miesięcy funkcje kapłana pełni robot. Wyposażony w sztuczną inteligencję z wyglądu może przypominać Kannon Bodhisattva – buddyjską boginię miłosierdzia. Robot wykonuje ruchy ciała, porusza rękoma, aby modlitewnie klasnąć. Jego twarz, plecy i ręce pokryte są gumą silikonową, imitującą ludzką skórę. W lewym oku umieszczona została kamera, co nasuwa skojarzenia z cyborgiem rodem z hollywoodzkich thrillerów science fiction.

Robot stworzony został na uniwersytecie w Osace, głównie dzięki wysiłkom profesora Hiroshiego Ishigoro. Prototyp kapłana-robota, który nazwano Mindar, został wyceniony na 106 mln jenów (około 100 tys. dolarów).

Cichym, spokojnym głosem wygłasza on kazania oparte na buddyjskich sutrach, które dotyczą głównie tematu cierpienia, ale także innych klasycznych w buddyzmie tematów, takich jak: chciwość, gniew i koncentrowanie się tylko na sobie.

W wywiadzie dla „The Japan Times”, „żywy” kapłan świątyni Todaiji, Tensho Goto tłumaczy, że „Japończycy nie mają uprzedzeń w stosunku do robotów. My [kapłani – KAI] uważamy na przykład, że ten android wyposażony w sztuczną inteligencję może bezgranicznie rozwijać się, osiągając niedostępną pojedynczemu człowiekowi mądrość. (…) Szczególnie młodzi ludzie, którym buddyzm kojarzy się tylko z pogrzebami i ślubami, mogą w ten sposób na nowo odkryć jego istotę”.

usa Objawienia maryjne w Teksasie wciąż nie potwierdzone

Turyści z Zachodu, którzy odwiedzają Todaiji, na ogół mają nieco inne skojarzenia. Im kapłan-robot kojarzy się raczej z mitycznymi potworami w stylu Golema lub Frankensteina. W kontekście tego rodzaju opinii kapłan Goto zwraca uwagę na podstawową różnicę między buddyzmem a chrześcijaństwem: „Oczywiście, maszyna nie ma duszy. Buddyzm nie polega jednak na wierze w Boga, ale na kroczeniu ścieżką Buddy. I nie ma znaczenia, czy tej drogi uczy żywy człowiek, czy robot, bo może to również czynić nawet drzewo lub kamień”.

Galeria zdjęć (3 zdjęć)

Zmarł Jacques Diouf, długoletni dyrektor generalny FAO

W wieku 81 lat zmarł 17 sierpnia Jacques Diouf, długoletni (1994-2011) dyrektor generalny Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO). Gościł w rzymskiej siedzibie tej organizacji papieży Jana Pawła II i Benedykta XVI. Choć był muzułmaninem, przemawiał na II Zgromadzeniu Specjalnym Synodu Biskupów dla Afryki, jaki odbył się w 2009 r. w Watykanie.

Diouf był senegalskim dyplomatą, przedstawicielem swego kraju przy ONZ, a wcześniej m.in. sekretarzem stanu ds. badań naukowych w rządzie prezydenta Léopolda Sédara Senghora i deputowanym do parlamentu. Pracował też w Ośrodku Badań nad Rozwojem Międzynarodowym w Ottawie i w Banku Centralnym Afryki Zachodniej.

Przez trzy sześcioletnie kadencje stał na czele FAO, która pod jego kierownictwem zaczęła odwoływać się do sektora prywatnego i gwiazd popkultury w zbieraniu funduszy na działalność tej organizacji. Mówił, że nie może znieść widoku dziecka, któremu grozi śmierć z głodu. – Nie chcielibyśmy tego dla własnego dziecka, nie wiem więc dlaczego mielibyśmy godzić się na to w przypadku dzieci innych ludzi – przekonywał.

agresja Uczestnicy wyborów Mr Gay podcięli gardło kukle abp. Jędraszewskiego

W 1996 r. gościł w siedzibie FAO św. Jana Pawła II, a 13 lat później jego następcę Benedykta XVI. W 2009 r. jako gość specjalny zabrał głos podczas II Zgromadzenia Specjalnego Synodu Biskupów dla Afryki. Mówił, oczywiście, o walce głodem. Troszcząc się o zapewnienie wyżywienia każdemu mieszkańcowi globu, konieczne jest dostrzeżenie centralnego miejsca osoby ludzkiej – stwierdził Diouf. Jego zdaniem uwolnienie świata od klęski głodu wymaga woli politycznej. Istotną rolę w tych działaniach odgrywają też misjonarze, ofiarnie współpracujący z organizacjami pozarządowymi. Wskazał na zbieżność spojrzenia Kościoła katolickiego i islamu na konieczność racjonalnego zarządzania zasobami na podstawie strategii szanujących osobę. Podkreślił też znaczenie jakie dla sprawiedliwego podziału dóbr mają wskazania nauki społecznej Kościoła.

Abp Gądecki: prorocy mówiący prawdę są obrzucani błotem

– Dziś prorocy także są obrzucani błotem, gdy tylko ośmielą się powiedzieć prawdę zobowiązującą do nawrócenia i przemiany tak w życiu osobistym, jak i w życiu publicznym. Trzeba więc ich oczernić, aby stracili autorytet i zamilkli – powiedział abp Stanisław Gądecki w homilii podczas Mszy św. na stadionie sportowym w Chojnie. Abp Gądecki w nawiązaniu do historii proroka Jeremiasza. Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski w homilii wygłoszonej na stadionie sportowym w Chojnie w Wielkopolsce nawiązał do historii Proroka Jeremiasza. Mówiąc o agresji wobec Proroków podkreślił, że właśnie „tak postąpiono z bł. Jerzym Popiełuszką, którego najpierw usiłowano zniesławić przy pomocy kłamstw i prowokacji, a gdy to się nie powiodło, związano go i wrzucono do Wisły. Coś podobnego dzieje się teraz z arcybiskupem Jędraszewskim”.

„Dlaczego prorok bywa prześladowany? Bo przekazuje ludziom to, co mu Bóg powiedział, a nie to, co ludzie pragną usłyszeć. Ludzie zazwyczaj nie wierzą w proroctwa, które nie potwierdzają ich własnej opinii” – mówił abp Gądecki.

Nawiązując do słów Jezusa, że przyszedł dać ziemi rozłam, metropolita poznański zauważył, że główną przyczyną sprzeciwu wobec Ewangelii jest brak zgody na miłość, która jest wymagająca. „Ona nie pozwala nam na neutralność. Nie można dwom panom służyć. Miłość domaga się zajęcia stanowiska i żąda odpowiedzi. Kto jest z prawdy, ten słucha głosu Chrystusa, kto z prawdy nie jest, ten nie słucha Jego głosu” – mówił abp Gądecki.

Metropolita poznański zauważył także, że miłość domaga się wolności od grzechu i zła. „Rozłam nie oznacza nienawiści do grzeszników, gdyż ta jest sprzeczna z Jezusowym przykazaniem miłości. Rozłam oznacza jedynie oddzielenie od grzechu i stanięcie po stronie dobra” – podkreślił abp Gądecki.

agresja Uczestnicy wyborów Mr Gay podcięli gardło kukle abp. Jędraszewskiego

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski przestrzegł w związku z tym przed traktowaniem chrześcijaństwa jako religii świętego spokoju i zbioru przyzwyczajeń. „Posiadamy w historii zbawienia wiele przykładów niezachwianej wiary. Mamy dookoła nas mnóstwo świadków wiary i wytrwałości wspierających nas, dodających nam odwagi i sił. Tymi świadkami są patriarchowie i prorocy, święci i błogosławieni, którzy ukończyli już bieg swego ziemskiego życia, wiary ustrzegli i otrzymali wieniec zwycięstwa” – zauważył metropolita poznański.

Abp Gądecki odwiedził parafię pw. Chrystusa Króla w Chojnie z okazji stulecia jej powstania.
W ramach uroczystości jubileuszowych odbyły się tam m.in. zawody wędkarskie, spotkanie najstarszych mieszkańców Chojna, upieczono także specjalny tort jubileuszowy dla wszystkich uczestników parafialnego święta.

Kard. Grocholewski w Kalwarii Zebrzydowskiej

– Tutaj uświadamiamy sobie, że Maryja jest nie tylko Matką Jezusa, Matką Bożą, ale jest też Matką naszą, Matką nas wszystkich, Matką każdego z nas – mówił kardynał Zenon Grocholewski podczas uroczystości odpustowych Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Kalwarii Zebrzydowskiej.

Pielgrzymów przywitał kustosz – o. Konrad Cholewa, który podziękował wszystkim za obecność i modlitwę. – Przez cały tydzień szliśmy po kalwaryjskich dróżkach, rozważając tajemnice ziemskiego życia i chwały nieba Maryi. Dziś gromadzimy się w tej wspólnocie wiary, aby podziękować dobremu Bogu za dar Matki, która w tym Sanktuarium od czterech wieków uzdrawia, króluje i pociesza – powiedział.

Specjalne słowo skierował do uczestniczącego w uroczystościach arcybiskupa Marka Jędraszewskiego. – Ekscelencjo, modliłeś się razem z nami w piątek podczas procesji pogrzebu Matki Najświętszej. Jesteś z nami również dzisiaj. Dziękujemy za Twoją obecność i świadectwo Twojej wiary, a przede wszystkim za Twoją troskę o sprawy Boże i godność człowieka. Chcemy jeszcze raz powtórzyć nasze zapewnienie – my, kapłani, zakonnicy, siostry zakonne i lud wierny, modlimy się za Ciebie. Możesz na nas liczyć! – zaznaczył.

W homilii, kardynał Grocholewski zwrócił uwagę na silny związek Jana Pawła II z kalwaryjskim sanktuarium. Ojciec Święty przyjeżdżał tutaj często już w dzieciństwie, a potem jako młodzieniec, kapłan, biskup, arcybiskup krakowski, kardynał i papież. 7 czerwca 1979 roku mówił: „Najczęściej przybywałem tutaj sam, tak żeby nikt nie wiedział, nawet kustosz klasztoru. […] sam i wędrowałem po dróżkach Pana Jezusa i Jego Matki, rozpamiętywałem Ich najświętsze tajemnice. To jest zupełnie przedziwna rzecz – te dróżki […]. A prócz tego polecałem Panu Jezusowi przez Maryję sprawy szczególnie trudne i sprawy szczególnie odpowiedzialne w całym moim posługiwaniu biskupim, potem kardynalskim. Widziałem, że coraz częściej muszę tu przychodzić, bo po pierwsze spraw takich było coraz więcej, a po drugie – dziwna rzecz – one się zwykle rozwiązywały po takim moim nawiedzeniu na dróżkach. Mogę wam dzisiaj powiedzieć, moi drodzy, że prawie żadna z tych spraw, które czasem niepokoją serce biskupa, a w każdym razie pobudzają jego poczucie odpowiedzialności, nie dojrzała inaczej, jak tutaj, przez domodlenie jej w obliczu wielkiej tajemnicy wiary, jaką Kalwaria kryje w sobie”.

– Innymi słowy, czuł ten wielki nasz rodak ogromną potrzebę serca przybywania tutaj jak do domu Matki, z którą chciał rozmawiać, przypatrywać się jej życiu, prosić ją o radę i wstawiennictwo, umocnić się jej matczyną miłością w realizowaniu swego powołania – podkreślił kard. Grocholewski.

Przywołał wydarzenie z 21 listopada 1964 roku, kiedy dobiegała końca trzecia sesja Soboru Watykańskiego II, podczas której dyskutowano nad tajemnicą Kościoła. W tym dniu papież Paweł VI uroczyście ogłosił Maryję „Matką Kościoła”, o co usilnie zabiegał ówczesny Episkopat Polski. Także wtedy, do Litanii Loretańskiej dodano nowe wezwanie: „Matko Kościoła, módl się za nami!”.

Maryja jest Matką Kościoła dlatego, że jest Matką Chrystusa. Rodząc Chrystusa w grocie betlejemskiej, w pewnym sensie zrodziła cały Kościół. Chrystus jest bowiem Głową Kościoła a my wszyscy tworzymy jego Mistyczne Ciało. Maryja zrodziła Chrystusa, którego my jesteśmy Mistycznym Ciałem.

Kardynał podkreślił, że Maryja w sposób szczególny stała się Matką Kościoła pod krzyżem, o czym świadczą słowa Chrystusa wypowiedziane do Maryi: „Niewiasto oto syn Twój” i do św. Jana: „Oto Matka twoja”.

– Można powiedzieć, że na krzyżu Chrystus niejako rodził Kościół, i w tym rodzeniu Kościoła Maryja odegrała szczególną rolę. Jej obecność tam nie była jedynie bierną, lecz to był bardzo ważny moment jej misji w historii ludzkości.

Hierarcha zaznaczył, że rola Maryi jako Matki Kościoła nie kończy się pod krzyżem, ale trwa nadal. Maryja była obecna w Wieczerniku podczas Zesłania Ducha Świętego, umacniała apostołów i budziła nadzieję. Chrześcijanie od samego początku wyczuwali w niej Matkę i uciekali się do Niej. Zauważył, że wielu wiernych zwraca się do Niej z prośbą o pomoc w uporaniu się z prostymi, ludzkimi sprawami, ale zachęcał, aby przede wszystkim prosić Ją o dobra duchowe.

australia Arcybiskup Melbourne – wolę więzienie niż złamanie tajemnicy spowiedzi

– Czegoż więc może Matka Boga i nasza Matka bardziej dla nas pragnąć, jak nie właśnie tego, byśmy umieli jak najlepiej wypełnić wolę Bożą i osiągnąć szczęśliwość wieczną? Dlatego jest rzeczą niezmiernie ważną, byśmy modlili się tutaj przede wszystkim o dobra duchowe, byśmy prosili naszą niebieską Matkę o uwolnienie się z grzechu, o wzrost we wierze i miłości, o zachowanie wierności Panu Bogu, o świętość.

Kardynał przypomniał również o konieczności modlitwy za bliźnich i prosił o wybaczenie dla wszystkich, którzy obrażają Maryję i profanują Jej wizerunek. Kończąc homilię, zachęcał pielgrzymów do modlitwy o zwycięstwo dobra i prawdy, a także w intencji wszystkich pasterzy Kościoła Krakowskiego, którzy odważnie bronią prawdy i prawa Bożego przed niszczycielskimi ideologiami.

– Módlmy się za nich, aby za przyczyną Matki Najświętszej, Pan Bóg darzył ich światłem i mocą z wysoka. Maryjo, Ukochana Matko, módl się na nami, za Polską i za całym światem.

Przed błogosławieństwem, głos zabrał arcybiskup Marek Jędraszewski. Zaznaczył, że Polska stoi obecnie przed trudnymi do rozwiązania i bardzo odpowiedzialnymi sprawami. – Błędne i nieprawdziwe ideologie chcą zatruć nasze serca i umysły w odniesieniu do najbardziej świętych rzeczy: w odniesieniu do samego Boga i Jego Przenajświętszej Matki Maryi Dziewicy. Przeżywamy to z największym bólem. Nie możemy na to pozwolić, bo to także nas obraża – podkreślił.

Arcybiskup podziękował kardynałowi Grocholewskiemu, że jako pierwszy stanął po stronie prawdy, wyrażając tym samym solidarność wobec wszystkich, którzy bronią świętych rzeczy. – Twoja obecność jest dla nas znakiem, że stajesz przy Matce Bożej Kalwaryjskiej, by razem z Nią stać na straży tego wielkiego dzieła odkupienia, które dokonało się w Panu naszym Jezusie Chrystusie – powiedział.

agresja Uczestnicy wyborów Mr Gay podcięli gardło kukle abp. Jędraszewskiego

Metropolita podzielił się doświadczeniem podróży na Węgry, do miejscowości Ruzsa, gdzie uczestniczył w uroczystości instalacji relikwii Siostry Faustyny i gdzie 75 lat temu rozbił się polski samolot niosący pomoc dla walczącej Warszawy. – Wyrażano tam z nami solidarność. Mówili, że musimy być razem jako Europa o chrześcijańskich korzeniach. Musimy być razem w modlitwie i w jednoznacznym proteście, przeciwko temu, co się dzieje. Musimy być razem, broniąc tożsamości Europy (…) Drodzy i kochani pielgrzymi kalwaryjscy! Módlcie się za Polskę! Módlcie się za naszą Ojczyznę! Stawajcie jednoznacznie w obronie dzieci i młodzieży zagrożonych deprawacją, zaplanowaną już od przedszkoli. Nie możemy na to pozwolić! Brońmy siebie! Brońmy Kościoła! Brońmy Polski! – apelował.

Słowa podziękowania wyraził również o. Teofil Czarniak, prowincjał bernardynów. Poprosił kardynała Grocholewskiego, aby przekazał Ojcu Świętemu, że w Kalwarii i w Polsce żyje naród, który w swoich sercach przechowuje depozyt wiary. Podziękował także metropolicie krakowskiemu Markowi Jędraszewskiemu za obecność i niezłomne świadectwo. – Dla Ciebie, Ekscelencjo, ten odpust kalwaryjski był szczególny. Poczułeś w swoim sercu, komu przewodzisz i kto za Tobą idzie. Bóg zapłać za Twoją obecność i Twoją postawę! – mówił.

Sumie przy ołtarzu polowym, którą poprzedziła Procesja Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, przewodniczył kard. Zenon Grocholewski, emerytowany prefekt Kongregacji ds. Edukacji Katolickiej w obecności abpa Marka Jędraszewskiego. Uroczystości zakończyły nieszpory i procesja po Placu Rajskim.

Bp Milewski uczestniczył w dożynkach w Guminie

– Strzeżcie dobra duchowego katolickich rodzin, wychowujcie swoje dzieci w wierze, przekazujcie im wartości chrześcijańskie – powiedział bp Mirosław Milewski do wiernych, zgromadzonych 18 sierpnia na dożynkach w Guminie w diecezji płockiej. Pobłogosławił także chleb dożynkowy i wieńce, wykonane przez rolników. Bp Milewski w homilii podziękował rolnikom za to, że podczas dożynek parafialnych, kończąc żniwny „bieg”, chcą wyrazić wdzięczność Stwórcy, Gospodarzowi nieba i ziemi, za otrzymane plony ziemi, za wspieranie pracy rąk, za szczęśliwie zebrane zboża, jarzyny i owoce, ale też za zdrowie rodzin rolniczych. Dożynki, to radość i odpoczynek po ciężkiej pracy, po troskach związanych ze zbiorem plonów czy otrzymaniem za nie godnej zapłaty.

– Pod koniec naszej celebracji eucharystycznej przyjmiemy do naszych serc przemieniony, już Boży Chleb, abyśmy mieli w sobie Boże życie, abyśmy mocą tego Chleba potrafili zło dobrem zwyciężać. Abyśmy umacniali w religijności i w zdrowym patriotyzmie polskie rodziny, które są ostoją Kościoła, narodu i państwa. Aby polska wieś wciąż była Bogiem silna, a życzenie „Szczęść Boże” było często wypowiadane przez pracujących na roli – mówił hierarcha.

Zaznaczył, że współcześnie trzeba strzec i bronić nie tylko tego, co jest darem Boga i natury, ale także wartości, które odziedziczono po przodkach; tego, co szybko postępujące zmiany cywilizacyjne chcą zabrać i zniszczyć. Polacy coraz częściej są zmuszeni bronić tego, co odziedziczyli po minionych pokoleniach i co do tej pory stanowiło o fundamencie narodu, rodziny, społeczeństwa – swojej chrześcijańskiej tożsamości.

usa Objawienia maryjne w Teksasie wciąż nie potwierdzone

– Strzeżcie dobra duchowego katolickich rodzin, przyjmujcie sakramenty święte, wychowujcie w wierze swoje dzieci, uczcie je dekalogu i przykazania miłości, i wychowujcie do wartości, czyli do odkrywania, że życie i rodzina nie są zbudowane tylko na człowieku, ale że do swojego życia, małżeństwa i rodziny zaprasza się także Boga. W rodzinach dbajcie o wzajemne relacje. Wszystko czym jesteście, czym żyjecie, oddawajcie Bogu na modlitwie, szczególnie na niedzielnej Mszy św. w swoim kościele parafialnym – prosił rolników bp Milewski

Dodał też, że wierni powinni szanować wszystko to, co odróżnia ich od „cywilizacyjnych barbarzyńców”. Aby bronili się przed nowościami, które grożą duchowym i moralnym unicestwieniem, bronili i strzegli przed rzeczywistym złem, które prowadzi do destrukcji i demoralizacji.

Podczas dożynek bp Milewski pobłogosławił chleb i wieńce dożynkowe, wykonane przez wiernych z Gumina i Kucic. Starostami dożynek byli Anna i Robert Kownaccy. Obrzęd dożynkowy przedstawiła Kapela Łowicka.

Cztery śluby na Pieszej Pielgrzymce Tarnowskiej na Jasną Górę

Cztery pary wypowiedziały sakramentalne „tak” podczas Pieszej Pielgrzymki Tarnowskiej na Jasną Górę. Ich gośćmi i świadkami były tysiące pielgrzymów.

Dwa śluby odbyły się w Zabawie, gdzie znajduje się sanktuarium bł. Karoliny. Związek małżeński zawarli tam Krzysztof i Anna z grupy nr 14 oraz Kinga i Łukasz z grupy nr 19.

„To bracia i siostry naszej pielgrzymki. Dziś przy rzeszy pątników złożyli przysięgę miłości, wierności i uczciwości małżeńskiej” – mówi ks. Zbigniew Szostak, dyrektor pielgrzymki i kustosz sanktuarium w Zabawie.

Krzysztof jest na pielgrzymce po raz dziesiąty, a Anna po raz szósty. „Jest radość, cieszymy się, że ślub był na pielgrzymce, gdzie się poznaliśmy kilka lat temu. Podobały nam się te pielgrzymkowe śluby. Ta myśl dojrzewała w nas. Nie wyobrażamy sobie innego miejsca na ślub ” – mówią Krzysztof i Anna.

usa Objawienia maryjne w Teksasie wciąż nie potwierdzone

Po Mszy św. bp Stanisław Salaterski i bp Mirosław Gucwa błogosławili małżonków i narzeczonych, którzy uczestniczą w pielgrzymce.

Dwa śluby miały też miejsce w sanktuarium w Okulicach. Słowa przysięgi małżeńskiej wypowiedzieli tam Paweł i Małgorzata z grupy nr 7 oraz Adrian i Katarzyna z grupy nr 12.

 

Abp Dzięga do energetyków na Jasnej Górze: ziemia przez Boga stworzona powinna być po Bożemu zarządzana

Do modlitwy o nowych proroków, gotowych na podjęcie walki na froncie dla Boga i dla Polski apelował na Jasnej Górze abp Andrzej Dzięga. Tradycyjnie po wspomnieniu swego patrona św. Maksymiliana po raz 34. w swej pielgrzymce przybyli polscy energetycy, elektrycy i elektronicy. W sumie ok. 7 tys. osób.

Metropolita szczecińsko-kamieński przypominał, że bez Boga świat nie może być zinterpretowany ani uporządkowany a zacząć trzeba od zwykłej etyki, od przywracania Bożego porządku i Bożej moralności, inaczej nie dojdzie się do ładu w polityce, gospodarce, energetyce i świecie.- I ja i ty mamy być prorokami – mówił kaznodzieja. – Nie bój się być prorokiem Bożej sprawy w rodzinie, w małżeństwie, w środowisku twoim – mówił i dodawał: „patrzysz na to co się dzieje na polskiej ziemi i widzisz jak prorocy dzisiejszego czasu są zakrzykiwani, jak z nich się drwi, jak się ich ośmiesza, a nade wszystko jak się ich boją, ci którzy chcą ich zagłuszyć i wyciszyć, chcą ich wystraszyć, aby przestali mówić”. – Ale mąż, który ma w sobie Bożego ducha nie zamilknie, bo on w Bożej służbie musi wołać – podkreślał abp Dzięga. Przekonywał, że „jeśli jeden będzie wyciszany dziesięciu albo stu powstanie w to miejsce”.

Kaznodzieja zauważył, że drwiono także ze św. Maksymiliana, patrona energetyków, którego chciano uciszyć, bo mówił o lożach masońskich, „o ich celach, które kiedyś ujawnili jeszcze w wieku rewolucji francuskiej a potem po wojnach napoleońskich zaprowadzili pozorny pokój w Europie na dwa, trzy pokolenia”. – I wtedy zadbali o przygotowanie filozoficznych koncepcji, ujęć, zwrotów, systematyki pojęciowej, aby zawładnąć umysłami, i gdy w XIX wieku przygotowali sobie to instrumentarium filozoficzne, intelektualne, to weszli w XX wiek z rewolucją ateistyczną, bolszewicką i na Wschodzie i na Zachodzie – mówił abp. Podkreślał, że „Polska im wciąż przeszkadza, bo w Polsce ludzie wciąż klękają przed Bogiem na kolana, bo w Polsce cnota nazywana jest cnotą a grzech jest nazywany grzechem i dlatego im w tym systemie pojęć pomieszanych Polska przeszkadza i będzie przeszkadzała”.

Arcybiskup zauważył, że nie jest to sprawa na jeden dzień, miesiąc, to jest sprawa na całe pokolenie. – I nie myśl, że załatwi to za wszystkich w Polsce jeden czy drugi biskup, muszą stanąć tysiące kapłanów i prawdę mówić, muszą stanąć miliony ojców i matek, steki tysięcy nauczycieli, liderów biznesu, ludzi kultury, stanąć w tej służbie i na tym froncie dla Boga, dla Polski, dla polskiego domu – mówił kaznodzieja. Zachęcał, by nie bać się w takich kategoriach myśleć, „bo Bóg nas prowadzi na tych polskich drogach”.

Wzywał, by modlić się o to by na polskiej ziemi pod opieką Maryi powstali nowi prorocy „mężowie i niewiasty Bożej służby, Bożej wyrazistości, Bożego ładu, który, choć kosztuje, to owocuje potężnie”.

Wobec wielu dyskusji o wykorzystywaniu energii jądrowej kaznodzieja przestrzegał, aby politycy, którzy doprowadzają do wielu krzywd wyrządzanych naszej plancie, nie przerzucali kosztów nadużyć np. ocieplenia klimatu, na prostych ludzi.

Energetycy i elektrycy co roku przybywają, by modlić się za „polski dom” a zwłaszcza o bezpieczeństwo energetyczne dla naszego kraju.

Jak podkreśla minister energii Krzysztof Tchórzewski branża staje przed coraz to nowymi wyzwaniami, poziom życia Polaków powoduje, że potrzebujemy więcej energii. – W ciągu ostatnich czterech lat zużycie energii w Polsce wzrosło o ponad 7 procent, to są dwie duże elektrownie a więc z jednej strony trzeba modernizować nasze stare elektrownie, wymagania unijne powodują, że walczymy z emisyjnością, walczymy o czyste powietrze, a drugiej strony musimy to robić w sposób ewolucyjny, żeby nadążyć za potrzebami, za tym, czego obywatele chcą – powiedział minister.

Ks. Sławomir Zyga, krajowy duszpasterz Energetyków, Elektryków i Elektroników podkreślał, że pielgrzymki mają jednoczyć środowisko. – Taka jest nasza intencja od 34. lat, ale też chcemy przypomnieć o pewnym etosie pracy. Dlatego w tym roku rozważaliśmy szczególnie słowa Jana Pawła II z encykliki o pracy ludzkiej – mówił kapłan.

Pielgrzymi złożyli ofiary na odbudowę kościoła w Dźwiniaczce na Podolu, gdzie ostatnie lata życia spędził św. abp Szczęsny -Feliński.

W ramach pielgrzymki przybyła grupa motocyklowa energetyków z Elektrowni Bełchatów, a także grupa rowerzystów ze Szczecina. Grupę w procesji pielgrzymkowej wprowadzała na Jasną Górę Orkiestra z Elektrowni Turów.

Pielgrzymka rozpoczęła się już wczoraj spotkaniem branżowym, Drogą Krzyżową, wieczorną Mszą św., Apelem Jasnogórskim i całonocnym czuwaniem.

Organizatorem pielgrzymki jest zawsze Katolickie Stowarzyszenie Energetyków Nazaret.

Koncert Uwielbienia “Theotokos – Pani Radości”

W parafii pw. Chrystusa Króla w Głuszycy 17 sierpnia odbył się Wielki Koncert Uwielbienia “Theotokos – Pani Radości”. Koncert w wykonaniu artystów z Krakowa, w reżyserii Łukasza Lecha zgromadził kilkaset osób. Wielki Koncert Uwielbienia “Theotokos – Pani Radości” rozpoczął Apel Jasnogórski pod przewodnictwem bpa Ignacego Deca.

– Maryjo wiemy, że nas kochasz, znakiem tego są tak liczne Twoje sanktuaria na tym skrawku naszej ojczystej ziemi. Dziękujemy za Twoją obecność w sanktuarium w Bardzie, gdzie jesteś czczona jako Strażniczka naszej Wiary. Dziękujemy za sanktuarium w Wambierzycach, gdzie jako Królowa Rodzin wspomagasz nasze utrudzone rodziny. Dziękujemy za Twoje sanktuarium na Górze Iglicznej, gdzie przywracasz nam radość. Maryjo, nasza Pani dziękujemy za bycie z nami także w tej głuszyckiej parafii, gdzie patrzymy na Ciebie z miłością jako na Panią Radości – mówił w rozważaniu apelowym ordynariusz diecezji świdnickiej.

Wielki Koncert Uwielbienia “Theotokos - Pani Radości” to kolejny koncert uwielbienia w Głuszycy. – To już trzeci koncert uwielbienia, który odbywa się u nas w parafii. Pierwszy odbył się rok temu, był to koncert kolęd. W tym roku w kwietniu w Niedzielę Miłosierdzia zorganizowaliśmy koncert „Wesel się w Miłosiernym Chrystusie Królu”. A teraz ten trzeci koncert ku czci Matki Bożej Pani radości. Poprzez ten koncert chcemy Maryję wychwalać i propagować Jej kult – mówił w rozmowie z KAI ks. Jakub Klimontowski, wikariusz w parafii pw. Chrystusa Króla w Głuszycy.

usa Objawienia maryjne w Teksasie wciąż nie potwierdzone

Przed wydarzeniem wyświetlony został kilkuminutowy film o Głuszycy ukazujący m.in. walory turystyczne i przyrodnicze miasta. Na koniec biskup odznaczył Medalem św. Stanisława, najwyższym odznaczeniem diecezji świdnickiej: Andrzeja Koca, Łukasza Lecha oraz Roberta Śliwińskiego.

Koncert odbył się pod patronatem bpa Ignacego Deca, ordynariusza diecezji świdnickiej. To nie jedyne tak duże wydarzenie w Głuszycy. Co roku mieszkańcy przygotowują “Żywe Betlejem” odwiedzane przez kilka tysięcy osób.

Abp Skworc odwiedził pątniczki w Piekarach Śląskich

Ekologia, praca, umiarkowanie i oszczędności, kwestia ochrony dzieci i młodzieży, jak również sprawa niedziel wolnych od handlu oraz apel o pokój zostały podjęte przez metropolitę katowickiego podczas przemówienia do pątniczek na piekarskim wzgórzu. Arcybiskup przypomniał także, iż „dzisiaj moc Ducha świętego potrzebna jest nam w chrześcijańskim myśleniu i działania w wielu sprawach”.

Rozpoczynając swoje nauczanie społecznej metropolita katowicki odniósł się do kontekstu historycznego, w jakim odbywa się dzisiejsza pielgrzymka. Wśród istotnych wydarzeń wymienił 100-lecie wybuchu I Powstania Śląskiego, 80-tą rocznicę śmierci Wojciecha Korfantego, 80-tą rocznicę wybuchu II wojny światowej oraz 40-tą rocznicę pierwszej wizyty Jana Pawła II w naszej Ojczyźnie.

Przypomniał, że podczas tych wszystkich wydarzeń niezwykle istotną rolę pełniły kobiety. – Polki Górnośląskie, czy Wy wiecie, kto rozstrzygnie tę wielką walkę o los Górnego Śląska? Nie kule ani armaty, nie bagnety ani gazy trujące, nie podstęp ani przemoc pruska, ale niepokonalna siła moralna, jaką jest gorące serce polskiej kobiety – mówił abp Skworc cytując jeden z plakatów z okresy powstań śląskich.

Abp Skworc przypomniał, że dzisiejszy świat najbardziej potrzebuje pokoju. – W wielu miejscach na świecie także dzisiaj toczą się regularne wojny (…). W tej sytuacji musi na nowo wybrzmieć głos Kościoła w sprawie pokoju jako fundamentalnej wartości, bez której wszystko inne staje się bezwartościowe – mówił.

Przypomniał za Janem Pawłem II, że „praca jest podstawowym wymiarem ludzkiego bytowania na ziemi”. Z tym zagadnieniem związana jest rodzina, która jest „racją bytu, jednym z podstawowych wyznaczników ekonomii i polityki pracy”.

Poruszając temat ekologii apelował, aby „,matki zwracały się ku matce – ziemi otaczając troską naturę i wychowując do szacunku dla stworzenia”. Przypomniał o konkretnych wskazaniach papieża Franciszka, który prosi o współpracę przy różnych inicjatywach na rzecz troski o nasz wspólny dom.

– Kobiety na Śląska zawsze słynęły z gospodarności. Wiedziały, że oszczędzanie to realizowanie ewangelicznego wezwania o aktywną postawę wobec przyszłości, że oszczędność (…) jest mądrością ukierunkowaną na przyszłość – mówił abp Skworc poruszając temat umiarkowania i oszczędności. Duchowny przestrzegł przed zagrożeniem popadnięcia w konsumpcjonizm. – Do tego chce nas zmusić dyktat ekonomii i koncernów, które walczą z niedzielą, aby ludzie w ich świątyniach – w supermarketach odprawiali niedzielne nabożeństwa zakupów i konsumpcji, aż po utratę wolności przez zadłużenie.

Oklaskami z piekarskiego wzgórza zostały przyjęte słowa dotyczące niedziel wolnych od handlu. – Nie możemy się na to zgodzić, by kobiety – dziesiątki tysięcy kobiet w skali kraju – znowu w Dzień Pański zostały ekonomicznie przymuszane do obsługiwania sklepowych kas! – mówił.

Odniósł się także do orzeczenia Federalnego Trybunału Konstytucyjnego naszych zachodnich sąsiadów. – Zasada ochrony niedzieli ma nie tylko wymiar religijny, ale również ogólnospołeczny. Pozwala na fizyczną i psychiczną regenerację osoby pracownika po tygodniu pracy, sprzyja rozbudowie więzi międzyludzkich (w tym rodzinnych), wpływa na poprawę sposobu postrzegania człowieka przez wielkie podmioty gospodarcze, które często sprowadzają go do narzędzia zysku, a także pozytywnie oddziałują na branże handlową – mówił abp Skworc cytując orzeczenie.

Metropolita katowicki nie pominął kwestii ochrony dzieci i młodzieży. – Właśnie w archidiecezji katowickiej i gliwickiej zostały opracowane i wydane zasady ochrony dzieci i młodzieży, osób niepełnosprawnych i bezradnych przed wykorzystaniem. Do zapoznania się z nimi i do zobowiązania się do ich ścisłego przestrzegania zostaną wezwani wszyscy pracujący w Kościele – czy w imieniu Kościoła – z najbardziej bezbronnymi grupami społecznymi. To znaczący krok w kierunku bezpiecznego środowiska dla dziecka – powiedział.

Abp Skworc podziękował również za aktualną politykę prorodzinną i prospołeczną. Szczególnie podziękował za wprowadzenie emerytur dla kobiet, które dały życie czwórce i więcej dzieci. Podkreślił też starania, aby ułatwić osobom ze szczególnymi potrzebami funkcjonowanie w społeczeństwie.

Nauczanie społeczne metropolity katowickiego ma wieloletnią tradycję podczas pielgrzymek stanowych do Piekar Śląskich. Każdorazowo z piekarskiej ambony społecznej poruszane są bieżące sprawy dotyczące życia Kościoła i społeczeństwa.

Biskupi chcą utworzyć funduszu rozwoju DR Konga

Nasza ziemia kryje jedne z największych bogactw na świecie, zarazem jednak w kraju szerzy się ogromne ubóstwo. Na ten paradoks wskazują biskupi Demokratycznej Republiki Konga postulując utworzenie obowiązkowego Funduszu Rozwoju Wspólnotowego. Międzynarodowe koncerny wydobywcze musiałyby do niego wpłacać pewien procent od swych obrotów, a uzyskane w ten sposób pieniądze inwestowane byłyby w rozwój kraju. Krajowa Konferencja Biskupia Konga (CENCO) przygotowała trzy raporty dotyczące odpowiednio sektora wydobywczego, rolnictwa oraz ochrony środowiska. Ujawniła konkretne przypadki rabunkowej gospodarki, która sprawia, że zyski z kongijskich bogactw mineralnych czerpią głównie światowe koncerny, a do państwowej kasy trafiają tylko grosze. Jako przykład podano region Ituri, gdzie firmy wydobywcze przekazują państwu zaledwie 1 proc. od swych obrotów.

„Zyski z wydobycia surowców mineralnych, które powinny być fundamentem naszej gospodarki i przyczyniać się do rozwoju kraju w istocie trafiają do kieszeni garstki skorumpowanych polityków, którzy przyzwalają na obecny stan rzeczy i na Zachód” – podkreśla sekretarz generalny kongijskiego episkopatu. Ks. Donatien Nshole wskazuje, że zbliżające się wybory muszą doprowadzić do zmiany obecnego stanu rzeczy i przejęcia większej kontroli nad działaniem międzynarodowych koncernów obecnych w Kongu.

usa Objawienia maryjne w Teksasie wciąż nie potwierdzone

Jako krok ku zmianie obecnej sytuacji, biskupi Konga postulują utworzenie Funduszu Rozwoju Wspólnotowego, w którym obowiązywałby określony kanon opłat wydobywczych. Proponują opłaty wysokości od 3,5 do 10 proc. od obrotów firm. Najwyższy kanon dotyczyłby wydobywania tzw. minerałów strategicznych, jak kobalt i koltan. Biskupi wskazują, że uzyskane w ten sposób fundusze inwestowane byłyby w rozwój państwowej infrastruktury, znacząco przyczyniając się do poprawy sytuacji mieszkańców tego afrykańskiego kraju. Wyliczają, że bogactwa Konga przyczyniłyby się do powstania nowych szkół, szpitali, przychodni zdrowia, do budowy dróg i studni oraz elektryfikacji najbardziej odległych zakątków.

Życie chrześcijan w Ziemi Świętej nie jest łatwe

Nie jesteśmy prześladowani wprost, ale na pewno można mówić o działaniach pośrednich, co wyraża się w dyskryminacji, której doświadczamy, czy utrudnianiu nam życia. Jeżeli ktoś jest chrześcijaninem, ma większe trudności w znalezieniu mieszkania czy pracy. Krótko mówiąc, życie tutaj nie jest łatwe, normalne. Tak o sytuacji chrześcijan w Ziemi Świętej mówi administrator apostolski łacińskiego Patriarchatu Jerozolimy. Abp Pierbattista Pizzaballa przypomniał, że w Izraelu żyje około 130 tys. chrześcijan, którzy są Arabami oraz 80 tys. chrześcijańskich imigrantów. W Palestynie natomiast żyje około 50 tys. wyznawców Chrystusa. Wskazał także, że złe wrażenie na tamtejszej wspólnocie wywierają informacje o sytuacji chrześcijan w Iraku czy Syrii. Jeżeli bowiem tam dzieją się takie rzeczy, to dlaczego nie miałyby dziać się u nas? – pytają chrześcijanie.

Mówiąc o wpływie Kościoła katolickiego na sytuację w Ziemi Świętej, włoski franciszkanin zaznaczył, że trudno jest mu wypełniać szczególne zadania, bo jest on w całkowitej mniejszości. „Naszą rolą nie jest budowanie mostu między Izraelczykami a Palestyńczykami – stwierdził abp Pizzaballa – jeżeli bowiem chcą ze sobą rozmawiać, to mogą to robić także i bez nas”. Przyznał jednak, że pomimo tego, Kościół jest tam ważny choćby ze względu na wielką rzeszę pielgrzymów, którzy przybywają z całego świata, aby odwiedzić miejsca święte.

usa Objawienia maryjne w Teksasie wciąż nie potwierdzone

Ponadto Kościół pokazuje pewien styl życia. „Na tej tak skonfliktowanej ziemi – powiedział administrator apostolski łacińskiego Patriarchatu Jerozolimy – możemy być przykładem tego, jak nie używać siły, nie mieć wrogów, szukać i budować dobre relacje międzyludzkie ze wszystkimi. To nie jest czas na wielkie gesty. Kościół musi szukać sposobu na tworzenie małych więzi, małych mostów ze wszystkimi, zgodnie z naszym chrześcijańskim stylem życia”.

Bydgoszcz: Msza św. o pomyślność Małych Ojczyzn

Specjalna Eucharystia dedykowana ludziom wsi, sprawowana w intencji „pomyślności mieszkańców Małych Ojczyzn”, zgromadziła 17 sierpnia w murach bydgoskiej katedry rolników, sadowników, przedstawicielki Kół Gospodyń Wiejskich, druhów Ochotniczej Straży Pożarnej, artystów ludowych i muzykantów. Wspólnie modlono się, ale również radowano wolnym sierpniowym dniem i koncertowano.

„Przy ołtarzu Matki Bożej Pięknej Miłości, chcemy podziękować za dotychczasowe czuwanie nad rolnikami, za zebrane plony. Prosić będziemy o błogosławieństwo oraz dalszą opiekę dla mieszkańców Małych Ojczyzn tych, którzy przez wiele lat kontynuują tradycję kultury województwa kujawsko-pomorskiego: Ziemi Kujawskiej, Pomorskiej, Chełmińskiej, Pałuk, Krajny, Kociewia, Borów Tucholskich” – stwierdzili przedstawiciele Wojewódzkiego Związku Kołek i Organizacji Rolniczych w Bydgoszczy – prezes Henryk Sobczak oraz przewodnicząca Zofia Kozłowska.

Bydgoskiej modlitwie ludzi wsi przewodniczył biskup Jan Tyrawa. Homilia ordynariusza diecezji była wykładem na temat moralnej kondycji współczesnego człowieka w świecie stworzonym przez Boga. Trud rolnika, zakotwiczony mocno w realiach starotestamentowych, obecny w przypowieściach, stwarzał dobry kontekst do homiletycznych rozważań/ – Problem w tym, że człowiek coraz częściej nie chce uznać własnej ograniczoności. W tym tkwi współczesne źródło wielu grzechów – powiedział biskup ordynariusz.

Czaplinek: modlitwa za chorych w amfiteatrze

W czaplineckim amfiteatrze odbył się wieczór chwały. Trzecia edycja letniego wydarzenia prowadzonego przez Katolicki Zespół Uwielbienia Król Dawid poświęcona była modlitwie za chorych.

Ok. 150 osób uczestniczyło 17 sierpnia w kilkugodzinnym spotkaniu w amfiteatrze w Czaplinku. Zgromadzili się tu nie tylko krajanie, ale i sąsiedzi z okolicy oraz 30–osobowa grupa spod Bydgoszczy, a także goście z Łodzi.

Modlitwę wstawienniczą poprzedziły adoracja i konferencja, którą wygłosił Marcin Stefanik, lider “Króla Dawida”. Opierając się na Ewangeliach pokazał, w jaki sposób uzdrawiał chorych Pan Jezus. Zachęcał, by Ewangelią żyć na co dzień. Przekonywał, by z czcią uczestniczyć we Mszach św. Poruszył też temat grzechu, będącego przeszkodą w otwarciu się na uzdrowienie i temat sakramentu spowiedzi. – Są zranienia w naszych sercach, które nas blokują, ale łaska Boża i nasze przebaczenie innym otwierają nas na nowe życie.

Wagę otwarcia na łaskę Bożą podkreślił ks. Mateusz Marcinkiewicz SDB. W pierwszej części spotkania, podczas Mszy św. sprawowanej na polowym ołtarzu ustawionym na scenie amfiteatru przestrzegał w homilii przed zatwardziałością serca. Kapłan wskazał, że zgorzknienie może być powodem tego, że choć człowiek jest fizycznie sprawny, to jednak choruje wewnętrznie. Zachęcał, by otworzyć się na łaskę Bożą, podejmując wysiłek otwartości i przyjęcia uzdrowienia od Jezusa. – Pozwólmy dziś Panu Jezusowi, by to On nam pomógł, by przemienił nasze serca i czynił z nas ludzi, którzy innym niosą nadzieję – powiedział.

Długo trwała modlitwa wstawiennicza, którą prowadzili kapłani. Na koniec jeden z nich dodatkowo namaszczał chorych olejem św. Peregryna przeznaczonym dla osób chorych na nowotwory. Kapłani kładli dłonie lub stułę na głowach osób chorych, a niektóre z tych osób podczas tej modlitwy doświadczały tzw. upadku w Duchu Świętym. Wielu odchodziło od tej modlitwy poruszonych, zapłakanych.

Spotkanie w czaplineckim amfiteatrze transmitowała telewizja internetowa Dobre Media. Lider spotkania Marcin Stefanik zachęcał, by także widzowie internetowi byli uczestnikami modlitwy o uzdrowienie. Jak zapewnia, jest przekonany – i o to z grupą modlił się przed spotkaniem – by i w taki sposób docierała do ludzi łaska Boża. Jak podaje ks. Krzysztof Witwicki, dyrektor stacji, transmisję obejrzało co najmniej 5 tys. widzów.

Katolicki Zespół Uwielbienia Król Dawid istnieje od 5 lat przy parafii pw. Świętej Trójcy w Czaplinku. Co miesiąc grupa prowadzi wieczory uwielbienia w parafii. W 2017 roku zespół zainaugurował cykl większych spotkań – letnie wieczory uwielbienia w miejskim amfiteatrze, a następnie zimowe spotkania charyzmatyczne na hali sportowej. Misją zespołu jest oddawanie chwały Bogu. W lutym 2018 roku zespół wydał płytę z pieśniami uwielbienia, na krążku znalazły się m.in. utwory autorskie. Grupa prowadzi także spotkania charyzmatyczne skierowane do uczniów oraz innych grup duszpasterskich.

Nowa Zelandia liberalizuje aborcję

Nowa Zelandia liberalizuje prawo dotyczące aborcji. Dotychczas przerywanie ciąży w tym kraju było traktowane jako przestępstwo. Zmiany w ustawie wprowadzają aborcję na życzenie do 20. tygodnia ciąży.

Nowozelandzki parlament przyjął zmiany w ustawie o antykoncepcji, sterylizacji i aborcji przy 94 głosach za i 23 przeciw. Największe modyfikacje dotyczą właśnie aborcji. Jak dotąd zabiegów dokonywano w tzw. szarej strefie i wymagały one zatwierdzenia przez dwóch niezależnych lekarzy. Teraz matka ma możliwość zabicia dziecka, bez jakichkolwiek badań, do 20. tygodnia, a więc do momentu kiedy zazwyczaj odczuwalne już jest jego kopanie. Później do uzyskania aborcji potrzebna będzie opinia lekarza.

Episkopat Nowej Zelandii wyraził swój sprzeciw wobec nowego prawa, jak i braku szczerego i uczciwego dialogu wobec tej kwestii. W imieniu biskupów wypowiedziała się Cynthia Piper z diecezjalnej komisji ds. sprawiedliwości społecznej, zwracając uwagę na powody jakimi kierują się kobiety przy wybieraniu aborcji. Wśród głównych wskazała biedę, napiętnowanie społeczne, brak wsparcia wspólnoty, wymuszanie ze strony partnera, czy rodziny oraz izolację.

usa Objawienia maryjne w Teksasie wciąż nie potwierdzone

Propozycją episkopatu jest większe skupienie się na umocnieniu polityki wspierającej kobiety i wspieraniu organizacji niosących im pomoc. Mówienie o „wyborze” jest bowiem bez sensu, kiedy kobiety nie mają praktycznie wyjścia z sytuacji i przymuszone są przez środowisko, czy sytuację ekonomiczną. Nowe prawo zupełnie nie podejmuje tych kwestii i nie próbuje ich rozwiązać. Strona kościelna przypomina również o bezpośrednich i długoterminowych problemach psychologicznych i emocjonalnych jakie spotykają kobiety dokonujące aborcji.

Kard. Marx o Romano Guardinim: to wizjoner Europy

Kardynał Reinhard Marx wyraził uznanie dla filozofa religii Romano Guardiniego (1885-1968) jako wizjonera Europy. Arcybiskup Monachium i Fryzyngi, który w 2017 r. otworzył proces beatyfikacyjny wielkiego teologa i filozofa religii, wygłosił 17 sierpnia wykład w Isola Vicentina na północy Włoch, rodzinnej miejscowości Guardinich.

Dla Guardiniego Europa jest predestynowana do tego, aby „w zasadzie akceptując niepohamowane idee postępu dotyczące rozwoju nauk przyrodniczych, a następnie także rozwoju gospodarczego, towarzyszyć im w pewnych granicach oraz krytycznie”, powiedział kard. Marx.

Przypomniał, że ks. Guardini podkreślał także, iż zadaniem Europy jest obrona godności każdego człowieka jako stworzenia Bożego. „Gdzie są grupy ludzi, instytucje i osoby, które nie oglądają się z nostalgią za tym, co było, lecz w duchu Guardiniego myślą o renesansie Europy i czynią coś w tym kierunku? W każdym razie my, chrześcijanie chcemy w tym uczestniczyć”, stwierdził przewodniczący niemieckiego episkopatu katolickiego.

Ks. Guardini, pochodzący z Włoch niemiecki teolog katolicki i filozof religii, był dla całych pokoleń największym autorytetem niemieckiego katolicyzmu. Jego liczne dzieła teologiczne i literackie nie mają w sobie nic z „patetycznych teorii”, lecz zawsze są oparte na religijnym doświadczeniu człowieka, żyjącego w konkretnej rzeczywistości chrześcijańskiej. Jak przypomniał kard. Marx, Guardini obawiał się też, że różnorodność i nawarstwienie napięć w Europie może się stać jej prawdziwą katastrofą. „Można się tylko dziwić, jak prorocze były jego myśli”, skomentował kard. Marx i dodał, że rzut oka na stan dzisiejszej Unii Europejskiej uświadamia nam, jak aktualne są jego myśli: dominuje bowiem coraz bardziej nie wspólny cel, ale małe interesy narodowe.

usa Objawienia maryjne w Teksasie wciąż nie potwierdzone

Romano Guardini był jednym z najbardziej wpływowych filozofów katolickich XX wieku. Ten wybitny teolog i filozof religii, ceniony profesor i charyzmatyczny kaznodzieja, urodził się 17 lutego 1885 r. w Weronie. Jego ojciec był zamożnym hurtownikiem, matka pochodziła z austriackiego wówczas Tyrolu. Wkrótce rodzina przeniosła się do Moguncji, gdzie ojciec został konsulem generalnym Włoch. Od 1904 r. studiował nauki przyrodnicze w Monachium, a później chemię, medycynę i ekonomię polityczną w Tybindze. Studia teologiczne odbył we Fryburgu, po czym w 1910 r. w Moguncji przyjął w święcenia kapłańskie.

Guardini był księdzem katolickim, profesorem filozofii religii na uniwersytetach w Berlinie, Tybindze, a w latach 1948-1962 na uniwersytecie Ludwika-Maksymiliana w Monachium, był też kaznodzieją w uniwersyteckim kościele św. Ludwika. Zarówno w kościele, jak i w salach wykładowych teolog miał liczne grono słuchaczy. Ostatnie lata życia spędził w Monachium, gdzie zmarł 1 października 1968 r.

Swoją pierwszą książkę „Duch liturgii”, która do dziś należy do klasyki literatury teologicznej, wydał w 1918 r. Miała ona duży wpływ na późniejszą reformę liturgiczną Soboru Watykańskiego II (1962-1965).

australia Arcybiskup Melbourne – wolę więzienie niż złamanie tajemnicy spowiedzi

Wkrótce po śmierci Guardiniego jego cała, licząca pięć tysięcy tomów, biblioteka przeszła do Bawarskiej Akademii Katolickiej w Monachium, która od 1970 r. przyznaje nagrody imienia tego teologa. Od 1982 r. trwają prace nad naukowym opracowaniem spuścizny wielkiego teologa. Dotychczas wydano 43 tomy jego dzieł. Imię Guardiniego noszą w Niemczech katedra wydziału filozoficznego Uniwersytetu Ludwika-Maksymiliana w Monachium i utworzona w Berlinie w 2004 r. fundacja w dziedzinie filozofii religii i światopoglądu katolickiego.

Obecnie trwa proces beatyfikacyjny ks. Guardiniego. Na szczeblu diecezjalnym otworzył go pod koniec 2017 r. w Monachium kard. Marx.

Przesłanie dyrektora Caritas Polska na Światowy Dzień Pomocy Humanitarnej

Żyjemy globalnie, więc wszyscy jesteśmy niejako sąsiadami. Jeżeli komuś dzieje się krzywda, nie możemy nie reagować. Nie możemy być znieczuleni na dramaty ludzkie – takimi słowami rozpoczyna swoje przesłanie z okazji Światowego Dnia Pomocy Humanitarnej ks. Marcin Iżycki, dyrektor Caritas Polska.

Co roku pomocy humanitarnej potrzebują miliony osób na świecie, poszkodowanych na skutek konfliktów zbrojnych i katastrof naturalnych. W Światowy Dzień Pomocy Humanitarnej, obchodzony 19 sierpnia, dyrektor Caritas Polska przypomina o niezwykłej misji pomocy, jaką może i powinien podjąć każdy z nas.

Dyrektor największej polskiej organizacji pomocowej podkreśla, że dziś znacznie łatwiej jest pomagać, ponieważ bardzo szybko dowiadujemy się o potrzebach naszych sióstr i braci, którzy żyją nawet tysiące kilometrów od nas. Caritas Polska niesie potrzebującym profesjonalną pomoc dzięki przynależności do międzynarodowej sieci humanitarnej Caritas Internationalis. W ten sposób Polacy szybko dowiadują się o kryzysach i odpowiednio na nie reagują.

– Sednem przesłania Światowego Dnia Pomocy Humanitarnej powinien być człowiek, bez względu na wyznanie czy miejsce zamieszkania. Bez pomocy z zewnątrz Ci ludzie skazani byliby na śmierć. Tak było w Syrii. Zareagowaliśmy na dramat umęczonych wojną Syryjczyków udzielając im wsparcia poprzez największy humanitarny program Caritas Polska – Rodzina Rodzinie – dodaje ks. Iżycki.

Dziś przed światem stoją kolejne wielkie wyzwania. Jest to dramat 20 mln Jemeńczyków zagrożonych śmiercią głodową, a także dramat mieszkańców Wenezueli, którzy każdego dnia walczą o przetrwanie.

Jemen

Sytuacja w Jemenie jest opisywana jako największy kryzys humanitarny na świecie. Toczący się od 4 lat konflikt zbrojny wyniszczył kraj, powodując że jego społeczeństwo znalazło się na skraju głodu, a gospodarka jest w stanie upadku. Ludność tego kraju zmaga się z powszechnym ubóstwem i utrudnionym dostępem do najbardziej podstawowych usług. Możliwości zarobkowe dramatycznie maleją, przez co mieszkańcy Jemenu mierzą się m.in. z trudnościami w zdobyciu pożywienia. Wiele dzieci cierpi w wyniku chorób spowodowanych niedożywieniem lub spożywaniem zanieczyszczonej wody, a dostęp do opieki zdrowotnej jest bardzo ograniczony. Szpitale i kliniki są często zniszczone na skutek działań zbrojnych, a częstokroć brakuje w nich bardzo podstawowego sprzętu oraz lekarstw. Dla jemeńskiej rodziny każdy dzień to walka o przetrwanie.

Wychodząc naprzeciw tym potrzebom, Caritas Polska rozpoczęła w Jemenie realizację projektu, w ramach którego zamierza dotrzeć do najbardziej potrzebujących Jemeńczyków, zapewniając im podstawową i ponadpodstawową opiekę medyczną m.in. poprzez zatrudnienie personelu medycznego, zakup lekarstw i środków medycznych. Dzięki wsparciu darczyńców, Jemeńczycy skorzystają z konsultacji medycznych w placówce w Imran, a kobiety i dzieci zostaną zaszczepione przeciwko cholerze, błonicy i innym chorobom.

Każdy z nas może wesprzeć Jemeńczyków:
• wysyłając SMS na numer 72052 o treści JEMEN (koszt 2,46 zł z VAT)
• przelewając dowolną kwotę na konto: 77 1160 2202 0000 0000 3436 4384 z dopiskiem JEMEN

Wenezuela

Trwający w Wenezueli kryzys społeczno-ekonomiczny sprawił, że ponad 90 % społeczeństwa żyje w ubóstwie. Według najnowszych doniesień UNHCR z kraju wyjechało już ponad 4 miliony uchodźców. Jednocześnie Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) szacuje, że utrzymująca się obecnie na wysokim poziomie inflacja w najbliższych miesiącach może przekroczyć 10 mln %.

Brak dostępu do lekarstw i żywności sprawia, że większość mieszkańców Wenezueli potrzebuje pomocy humanitarnej. Potrzebują jej także uchodźcy i migranci, którzy opuścili ten kraj i udali się do Kolumbii (1,3 mln) i innych krajów Ameryki Łacińskiej.

Obecnie Caritas Polska wspiera Wenezuelczyków przy współpracy z Palotyńskim Sekretariatem Misyjnym. Otrzymane od darczyńców środki umożliwiły sfinansowanie działań w Wenezueli, takich jak zakup żywności i lekarstw dystrybuowanych w Caracas i Guarenas. Dystrybucja paczek z żywnością i lekarstwami następuje trzy razy w tygodniu. Ponadto pomoc Caritas Polska dociera też do najmłodszych mieszkańców Wenezueli, którzy są szczególnie narażeni na negatywne konsekwencje kryzysu. Dzieci w Upata otrzymują paczki z artykułami pierwszej potrzeby, takimi jak ubrania i środki higieniczne.

Ponieważ potrzeby Wenezuelczyków są ogromne, Caritas Polska planuje rozpoczęcie kolejnych działań na ich rzecz i zbiera pieniądze na ten cel.

Wsparcie dla Wenezueli:

• SMS na numer 72052 o treści WENEZUELA (koszt 2,46 zł z VAT)
• dowolna kwota na konto: 77 1160 2202 0000 0000 3436 4384 lub 70 1020 1013 0000 0102 0002 6526 z dopiskiem WENEZUELA

W ostatnich słowach swojego przesłaniana na Światowy Dzień Pomocy Humanitarnej, dyrektor Caritas Polska zachęca, aby w tak wyjątkowym dniu nie tylko modlić się za mieszkańców Jemenu i Wenezueli, ale również okazać im swoją solidarność.

Światowy Dzień Pomocy Humanitarnej został ustanowiony w rocznicę zamachu na siedzibę ONZ w 2003 roku w Bagdadzie, w którym zginęło 22 pracowników organizacji pomocowych. Co roku społeczność międzynarodowa upamiętnia ten dzień przygotowując konferencje, pokazy i akcje edukacyjne, mające na celu usprawnienie pomocy oraz podkreślenie znaczenia wysiłków podejmowanych przez pracowników organizacji humanitarnych.

Abp Jędraszewski przekazał relikwie św. Faustyny węgierskiej parafii

– Święta Faustyna zastanawiała się nad Chrystusem, wchodziła w głębię Jego cierpienia, które przyjął dla naszego zbawienia. – mówił arcybiskup Marek Jędraszewski w miejscowości Ruzsa na Węgrzech, gdzie brał udział w uroczystościach umieszczenia relikwii św. Siostry Faustyny. Eucharystię, sprawowaną przy ołtarzu polowym, poprzedziła Koronka do Bożego Miłosierdzia.

W homilii, metropolita przywołał historię proroka Jeremiasza, który napominał Izraelitów, aby słuchali Boga. Przywódcy wojsk, broniących wtedy Jerozolimę, uważali, że słowa proroka obniżają morale żołnierzy i postanowili go zgładzić. Jeremiasz został ocalony przez kuszyckiego króla Ebedmeleka.

– Minęły wieki. Na ziemię palestyńską zstąpił Boży Syn, rodząc się z przeczystego łona Najświętszej Dziewicy – Jezus Chrystus. Głosił prawdę o Bogu, który jest miłością i który chce zbawić wszystkich. Izraelici czekali na przyjście Mesjasza, ale kiedy przyszedł – został odrzucony nawet przez swoich bliskich z Nazaretu.

Arcybiskup zaznaczył, że Chrystus do końca realizował Boży zamysł, przynosząc ziemi ogień miłosiernej miłości: „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął”. Podkreślił, że obowiązkiem Chrystusowych uczniów jest odkrywanie głębi Bożego miłosierdzia, które Zbawiciel przyniósł światu za cenę swojego cierpienia. Przypomniał, że na początku XX wieku urodziła się Helena Kowalska – św. Siostra Faustyna.

– 7 lat temu zostałem powołany na urząd metropolity łódzkiego – tam, gdzie zaczęło się dzieło Siostry Faustyny. Natomiast, dwa i pół roku temu, Ojciec Święty powołał mnie do Krakowa – tam, gdzie skończyło się jej dzieło. Czuję się szczególnie powołany, aby być świadkiem tajemnicy Bożego Miłosierdzia, objawionej przez św. Siostrę Faustynę.

usa Objawienia maryjne w Teksasie wciąż nie potwierdzone

W 1924 roku Pan Jezus po raz pierwszy ukazał się Siostrze Faustynie: „W pewnej chwili byłam z jedną sióstr na balu. Kiedy się wszyscy najlepiej bawili, dusza moja doznawała wewnętrznych udręczeń. W chwili, kiedy zaczęłam tańczy, nagle ujrzałam Jezusa obok, Jezusa umęczonego, obnażonego z szat, okrytego całego ranami, którymi powiedział te słowa: dokąd cię będę cierpiał i dokąd mnie zwodzić będziesz? W tej chwili umilkła wdzięczna muzyka, znikło sprzed oczu moich towarzystwo, w którym się znajdowałam, pozostał Jezus i ja”. Po tym wydarzeniu, Faustyna pobiegła do najbliższego kościoła, prosząc Boga o rozeznanie. Usłyszała, że ma wstąpić do klasztoru. 12 lat później, będąc w Krakowie, we wrześniu 1936 roku, Pan Jezus prosił ją, aby odmawiała koronkę: „W pewnej chwili, kiedy przechodziłam korytarzem do kuchni, usłyszałam w duszy te słowa: odmawiaj nieustannie tę koronkę, której cię nauczyłem. Ktokolwiek będzie ją odmawiał, dostąpi wielkiego miłosierdzia w godzinę śmierci. Kapłani będą podawać grzesznikom, jako ostatnią deskę ratunku.”

– Te zapiski z jej „Dzienniczka” stanowią szczególny testament także dla nas, a jednocześnie świadectwo tego, jak blisko związana była z bogatym w miłosierdzie Jezusem.

Arcybiskup zacytował słowa ostatniej modlitwy Siostry Faustyny: „Niechaj łaska Twoja, która spływa na mnie z litościwego Serca Twego umocni mnie do walki i cierpień, bym pozostała Ci wierna, a choć taką nędzą jestem, nie lękam się Ciebie, bo znam dobrze miłosierdzie Twoje. Nic mnie nie odstraszy od Ciebie Boże, bo wszystko jest mniejsze nad poznanie moje – widzę to jasno.”

– W świetle jej świadectwa o Chrystusie zmartwychwstałym, który umierając na krzyżu okazał nam ogrom swojego miłosierdzia, jeszcze głębiej wczytujemy się w słowa Listu do Hebrajczyków: „Zastanawiajcie się więc nad Tym, który ze strony grzeszników taką wielką wycierpiał wrogość przeciw sobie, abyście nie ustawali, zła mani na duchu”. Jesteśmy w czasie wielkich zmagań o chrześcijańską Europę. Te zmagania każą nam umacniać siebie, wpatrywać się w Chrystusa miłosiernego i nie pozwolić, byśmy dali się złamać na duchu.

Metropolita wyjaśnił, że ocalenie Europy jest możliwe, jeśli wierni będą głosić prawdę o miłosierdziu Bożym, czyli odpowiadać miłością na miłość Boga i modlić się za tych, którzy jej nie rozumieją.

Europa, aby przetrwać i ocalić się potrzebuje Bożego miłosierdzia, którego musimy być świadkami. Prośmy św. Faustynę, Sekretarkę Bożego Miłosierdzia, aby upraszała nam u Pana Boga tę łaskę, abyśmy, mówiąc o Bogu, ukazywali wszystkim, jak bezgraniczne jest Jego miłosierdzie i jak każdy ma szansę, by do Niego powrócić i na nowo stać się Jego pełnym ufności dzieckiem. Święta Faustyno, módl się za nami!

Attila Tanács, inicjator i organizator wydarzenia, przyznał, że niezwykłą inspiracją jest dla niego Jan Paweł II. Wspominał, że kiedy w młodości był ministrantem, głową Kościoła został Jan Paweł II.

– Udało mi się już wprowadzić do tej świątyni relikwie Jana Pawła II. Jadąc do Krakowa, coraz bardziej otwieraliśmy się na Boże Miłosierdzie. Dzięki Zgromadzeniu Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, otrzymaliśmy relikwie św. Siostry Faustyny. Pragniemy szerzyć kult Bożego miłosierdzia.

Siostra Jadwiga ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, pierwsza Węgierka w tym zakonie, dodała, że prawda o miłosiernym Bogu powinna dotrzeć do każdego człowieka. Przypomniała, że na węgierskiej ziemi jest znacznie mniej katolików niż w Polsce, a wielu wiernych nie ma nawet możliwości uczestnictwa w niedzielnej Mszy świętej.

australia Arcybiskup Melbourne – wolę więzienie niż złamanie tajemnicy spowiedzi

Proboszcz wawelskiej katedry, ks. Zdzisław Sochacki, zauważył, że do Krakowa przybywa coraz więcej węgierskich pielgrzymów.

– Ks. Zoltán Negyela proboszcz miejscowości Ruzsa, przyjechał na Wawel z zaproszeniem, aby z tego miejsca, gdzie Jan Paweł II dorastał do świętości, przekazać to, co jest najważniejsze w jego przesłaniu. Parafia otrzymała już relikwie Jana Pawła II, które przypominają o bardzo ważnej idei – o miłosierdziu. Jan Paweł II i Siostra Faustyna do Apostołowie Miłosierdzia.

Ks. prałat powiedział, że przed głównymi uroczystościami odbyło się spotkanie w Centrum Przyjaźni im. Karola Wojtyły. Placówka zajmuje się działalnością charytatywną i pomaga ubogim i zagubionym. Otwarto w niej również wystawę związaną z 100-rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości. Wyraził również radość, że na Węgry przyjechał arcybiskup Marek Jędraszewski, który jest niestrudzonym głosicielem Bożego Miłosierdzia.

– Byłem zaskoczony, że wydaje się tu tyle posiłków. Setka ludzi przychodzi tutaj po pomoc i duchowe wsparcie. Podziwiam tę parafialną wspólnotę za to, że trafnie odczytała myśl Jana Pawła II.

Ks. Zoltán Negyela, zaznaczył, że jest dumny z faktu obecności w jego parafii krakowskiego metropolity. Nadmienił, że od sierpnia w świątyni znajdują się już relikwie krwi św. Jana Pawła II. Wspomniał, że niedawno przytrafił mu się wypadek samochodowy. Usłyszał wtedy głos: „Trzymaj prosto kierownicę, módl się, a będziesz ocalony”.

– Czułem, że przemawia do mnie Jezus Miłosierny. Niedługo potem umieściliśmy w kościele relikwie św. Jana Pawła II i mieliśmy już nadzieję, że będzie u nas również św. Siostra Faustyna. Kiedy pojechaliśmy po jej relikwie do Krakowa, postanowiliśmy, że zaprosimy do nas również metropolitę. Zawierzyliśmy tę sprawę św. Faustynie (…) Ks. arcybiskup po krótkiej rozmowie wyjął swój kalendarz i wpisał datę.

Ks. proboszcz wyjaśnił, że na Węgrzech jest już kilka miejsc, gdzie znajdują się relikwie Jana Pawła II i Siostry Faustyny. Ich kult się coraz bardziej rozszerza. Dodał, że postanowił utworzyć specjalne porozumienie pomiędzy ośrodkami, aby szerzyć i propagować kult tych polskich świętych.

– W ten sposób możemy głębiej poznać bogactwo Boże, umacniając się wiarą innych i dostrzegać jedność w różnicach (…) W całej parafii czujemy orędownictwo św. Siostry Faustyny. W każdą niedzielę odmawiamy Koronkę. Mamy nadzieję, że ten wspaniały początek nie będzie miał końca.

 

Nadszedł czas afrykańskich misjonarzy

Nadszedł czas, by misjonarze afrykańscy przybyli do Europy – mówi metropolita Dakaru abp Benjamin Ndiaye. W rozmowie z KAI senegalski hierarcha przypomina, że mieszkańcy Afryki otrzymali „Ewangelię od żywotnych wspólnot w Europie”, które wysłały do nich misjonarzy. – Teraz nadeszła nasza kolej. Zwracamy to, co wcześniej otrzymaliśmy – mówi duchowny.

Przed wrześniową podróżą Franciszka do Mozambiku, na Madagaskar i Mauritius, abp Ndiaye wyznał, że podziwia duszpasterskie „oko” papieża, które pozwala mu odczytywać priorytety duszpasterskie danego miejsca, co skłania do tego, by się tam szybko udać. – Podziwiam to papieskie duszpasterstwo! Uczy nas ono tego, że musimy czuć zapach owiec. I być w różnych miejscach stada: na przedzie – by wskazywać kierunek, pośrodku – by wiedzieć, jak stado żyje, z tyłu – by przynaglać spóźnionych. Zachwycam się tym obrazem – mówi arcybiskup stolicy Senegalu.

KAI: Katolicy w Senegalu są małą trzódką (por. Łk 12,32), żyjącą wśród muzułmańskiej większości.

– Uważam, że bardzo pasują do nas słowa Jezusa: „Wy jesteście solą ziemi. (…) Wy jesteście światłem świata” (Mt 5, 13-14). Był w Senegalu biskup Pierre Sagna (1932-2008), który miał wielkie poczucie humoru. Mawiał on: „Kiedy gotujecie dziesięć kilo ryżu, nie dodajecie dziesięciu kilo soli, bo nie dałoby się tego zjeść. Bierzecie tylko garść soli, by dodać smaku waszej potrawie”. Myślę, że naszą misją w Senegalu, jako mniejszości, jest nadawanie smaku społeczeństwu. Zgodnie z nauczaniem Chrystusa, mamy być „składnikiem jakościowym” społeczeństwa. To wielka odpowiedzialność, bo jesteśmy tylko ludźmi, nie uważamy się za lepszych od innych. Liczymy więc na łaskę Bożą.

KAI: Czy głos tej małej trzódki jest w społeczeństwie słyszany i słuchany?

– Nasz głos słyszany, a nawet słuchany, bo Kościół zdobył wiarygodność przede wszystkim dzięki swemu duszpasterstwu społecznemu. Na terenie całego kraju istnieje sieć katolickich szkół i przychodni zdrowia. Caritas podejmuje działania na rzecz promocji ludzkiej i rozwoju. Duszpasterstwo społeczne ma dla nas kluczowe znaczenie. Dlatego byliśmy bardzo szczęśliwi, gdy papież Franciszek ogłosił Rok Miłosierdzia (2015-2016), przypominając nam słowa Jezusa: „…byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie” (Mt 25, 35-36). Te wszystkie dzieła miłosierdzia znajdują swą rację bytu w naszym duszpasterstwie społecznym. Potrzebujemy spójności, bo św. Jan mówi, że nie można kochać Boga, którego się nie widzi, jeśli nie kocha się brata, którego się widzi (por. 1 J 4, 20). To poprzez nasze dzieła społeczne okazujemy miłość Boga do naszych braci.

KAI: Czy Kościół w Senegalu jest już dobrze zakorzeniony w afrykańskiej rzeczywistości? Nie jest już Kościołem europejskich misjonarzy?

– To prawdziwy Kościół lokalny. Nie tylko dlatego, że hierarchia kościelna się zafrykanizowała, zsenegalizowała, ale także z tego powodu, że zajęliśmy się problemami, którymi dziś żyje społeczeństwo.

W archidiecezji dakarskiej zainteresowaliśmy się słowami Jezusa: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem” (J 14, 6). Droga, którą Jezus nam proponuje to ścieżka uświęcenia poprzez przyjmowanie sakramentów i słuchanie słowa Bożego. Prawda, którą Jezus nam proponuje to Ewangelia, która jest siłą zbawienia dla wszystkich wierzących. A życie, które Jezus nam proponuje to służba maluczkim. Jezus, który umył stopy swoim uczniom, prosi również nas, byśmy potrafili umyć stopy innym ludziom, byśmy im służyli.

Tworzymy więc Kościół służebny, a także Kościół proroczy, który nie boi się mówić o oryginalności Ewangelii. Ale Kościół powinien również uwewnętrzniać słowo Boże. Myślę, że stanowi to dla nas wielkie wyzwanie, bo jesteśmy wspólnotami bardzo skupionymi na sprawowaniu kultu. Wypełniamy wiele praktyk religijnych. Tymczasem kult musi znajdować swój wyraz w rzeczywistości naszego świadectwa.

KAI: Czy Kościół w Senegalu ma wystarczającą liczbę lokalnych księży? Czy też wciąż liczy na zagranicznych misjonarzy?

– Wciąż są wśród nas zagraniczni misjonarze. Na szczęście, bo Kościół jest powszechny. Jednocześnie mamy teraz tylu własnych księży, że nawet możemy ich posyłać na tereny misyjne. Ale to ważne, by nasz Kościół nie był tylko afrykański, bo jest powszechny, a więc otwarty na wszystkich! Również zgromadzenia zakonne obecne w Senegalu są świadectwem bogactwa i różnorodności charyzmatów, które składają się na piękno katolicyzmu. Dlatego jesteśmy szczęśliwi, że misjonarze wciąż są wśród nas.

KAI: Czy są wśród nich także misjonarze z Polski?

– Mam w archidiecezji jednego misjonarza z Polski (przez pewien czas było ich nawet dwóch), ale chciałbym mieć ich więcej. To moje najgorętsze pragnienie, bo im więcej różnorodności, tym więcej komunii.

KAI: W 1994 i 2009 roku odbyły się dwa specjalne zgromadzenia Synodu Biskupów poświęcone Afryce. Czy rzeczywiście wywarły one wpływ na życie Kościoła na tym kontynencie?

– Po pierwszym z tych zgromadzeń papież św. Jan Paweł II ogłosił adhortację apostolską „Ecclesia in Africa” (Kościół w Afryce). Przyniosła ona wiele dobrych owoców przy wprowadzaniu jej w życie w dziele ewangelizacji w afrykańskiej rzeczywistości. Z kolei papież Benedykt XVI podarował nam – po drugim zgromadzeniu – adhortację „Africae munus” (Zadanie Afryki) o zaangażowaniu Kościoła i jego misji w kontekście dnia dzisiejszego. Uwarunkowania się zmieniają, świat idzie bardzo szybko do przodu, wszędzie wkracza cywilizacja cyfrowa, dlatego jest ważne, by również Afryka poczuła, że to jej dotyczy.

Myślę na przykład, że w dziedzinie edukacji, nie możemy dziś po prostu zadowalać się klasyczną szkołą przekazującą wiedzę ogólną. Kościół musi stawiać na wykształcenie bardziej techniczne, bardziej zawodowe i być może bardziej cyfrowe, skoro żyjemy w epoce startupów.

KAI: Senegalczycy są wśród afrykańskich imigrantów docierających do Europy. Jakie są najgłębsze przyczyny opuszczania przez nich swego kraju? Wpływ islamu? Sytuacja gospodarcza?

– Trzeba najpierw stwierdzić, z pewną dozą goryczą, że senegalska młodzież nie wierzy już w swój kraj i jego rozwój. Dlatego nie wiąże swej przyszłości z Senegalem. Elity polityczne, gospodarcze, religijne, społeczne muszą więc przywrócić wiarygodność senegalskiej tożsamości i naszej zdolności do rozwijania kraju o własnych siłach. To wielkie wyzwanie.

Bardzo zaniepokojeni tą niebezpieczną sytuacją, biskupi przygotowują list pasterski na temat migracji. Istnieją przecież legalne drogi migracji. To normalne, że ludzie wyjeżdżają i przyjeżdżają. Ale nigdy więcej nie chcemy migracji nielegalnej, ponieważ sieje prawdziwe spustoszenie. Widzimy ofiary, które powoduje. Ludzie giną na Saharze i w wodach Morzem Śródziemnego. Chcemy, by ta rzeź się skończyła!

KAI: W 2017 roku ówczesny przewodniczący Parlamentu Europejskiego Antonio Tajani zaproponował przeznaczenie przez Unię Europejską (w budżecie na lata 2021-2027) 40 miliardów euro na wsparcie inwestycji i przedsiębiorczości w Afryce. Ma to być forma partnerstwa między sąsiadującymi ze sobą kontynentami, a nie pomoc charytatywna.

– Potrzebne jest bardziej wiarygodne partnerstwo, w którym państwo afrykańskie bierze to, co mu pożyczono i nie przeznacza tego na luksusowe wydatki, ale szanuje cel, na jaki pieniądze zostały wyasygnowane w ramach partnerstwa. Oby naszą troską było to, by służyć innym, a nie to, by nam służono… Dopóki ta mentalność nie wyewoluuje w kierunku służby dobru wspólnemu, będziemy nadal mieli wiele problemów.

Młodzież, która migruje, zarzuca nam: wy, starsi, którzy rządzicie nie dajecie nam wystarczających podstaw, byśmy mogli uwierzyć w siebie i w naszą zdolność do rozwoju kraju. To oskarżenie dotyczy wszystkich szczebli odpowiedzialności.

Ale trzeba też, by Zachód był bardziej hojny w wydzielaniu środków, wspierających rozwój, bo potencjał rozwoju w naszym kraju istnieje. W Senegalu odkryto spore złoża paliw kopalnych: gazu ziemnego, ropy naftowej… Naprawdę pragniemy, żeby były dla gospodarki nie przekleństwem, lecz prawdziwym błogosławieństwem, umożliwiającym ustabilizowanie sytuacji naszej młodzieży w swoim kraju i wnoszenie przez nią pozytywnego wkładu w jego rozwój.

KAI: Co roku w Senegalu odbywa się wielka pielgrzymka do sanktuarium Matki Bożej w Popenguine. Czy kult Maryjny jest cechą charakterystyczną religijności senegalskich katolików?

– Ta pielgrzymka odbywa się w poniedziałek po uroczystości Zesłania Ducha Świętego. Sanktuarium zainicjował pochodzący z Bretanii biskup Mathurin Picarda (1845-1889), który chciał przenieść z Francji do Senegalu kult Matki Bożej od Wyzwolenia (Notre-Dame de la Délivrance). Wcześniej zrobił to na Martynice. Od 32 lat do Popenguine przybywa narodowa pielgrzymka z udziałem kilkudziesięciu tysięcy pątników. Nie wiadomo, gdzie ich pomieścić, więc, z pomocą państwa, rozbudowujemy infrastrukturę. Prezydent postanowił pomóc nam zbudować nowe sanktuarium, mieszczące większą liczbę pielgrzymów.

Ale każda diecezja ma swoje sanktuarium Maryjne, a więc miejsce pielgrzymkowe, w którym gromadzą się wierni. Cechą charakterystyczną Popenguine jest to, że jest sanktuarium narodowym, gromadzącym wszystkich chrześcijan Senegalu. To wielki moment jedności.

Trzeba pochwalić intuicję, jaką miął pewien katolik świecki ponad 30 lat temu, gdy zaproponował młodzieży, by odbyła pielgrzymkę do Popenguine pieszo. Obecnie młodzi ludzie z różnych diecezji idą, pokonując przynajmniej 40 kilometrów na piechotę, i spotykają się w sanktuarium.

Państwo wspiera nasze pielgrzymki, przyznając co roku subwencję na ich organizację. Włączone w to są także państwowe służby dostarczające wodę, energię elektryczną, połączenia telefoniczne. To prawdziwe współdziałanie. Dodajmy, że państwo i jego instytucje robią to samo w przypadku muzułmańskich wydarzeń religijnych – ich pielgrzymki także są subwencjonowane.

KAI: Pomoc w organizacji pielgrzymek pokazuje, że relacje Kościół-państwo są dobre i że (w większości muzułmańskim) Senegalu panuje prawdziwa wolność religijna.

– Tak właśnie jest. Jestem zadowolony ze współpracy państwa i Kościoła, ale także państwa i Meczetu, o której możemy powiedzieć to samo. Senegal jest państwem świeckim. Nie państwem niewierzących, ale państwem, które uznaje i przyznaje prawo do swobody wyznawania wiary. Każdy ma prawo praktykować swą wiarę, a państwo współpracuje z różnymi wspólnotami religijnymi obecnymi w kraju.

KAI: Nie ma napięć między chrześcijanami i muzułmanami?

– Mogą się zdarzyć jakieś sporadyczne napięcia, ale mają one raczej charakter anegdotyczny. Łączy nas nie tylko tożsamość historyczna i kulturowa, lecz również to, że muzułmańscy i chrześcijańscy zwierzchnicy religijni spotykają się, konsultują, co niewątpliwie przyczynia się do pokojowych relacji międzyreligijnych.

KAI: Pierwszym senegalskim kardynałem był Hyacinthe Thiandoum (1921-2004), przez 38 lat arcybiskup Dakaru. Czy nadal jest on ważną postacią dla Kościoła i społeczeństwa?

– Kard. Thiandoum zostawił nam fantastyczne dziedzictwo. Był bardzo otwarty na dialog z islamem. Podczas pielgrzymek do Popenguine z radością witał obecną na nich delegację muzułmanów. Wyznaczył nam linię, którą starał się kontynuować jego następca (w latach 2000-2014) kard. Théodore-Adrien Sarr. Ja też pamiętam, że powinienem to robić…

KAI: Poprzednikiem kard. Thiandouma był słynny abp Marcel Lefebvre (1905-1991)…

– …który udzielił mi sakramentu bierzmowania. Był bardzo aktywnym misjonarzem. Zawdzięczamy mu większą część infrastruktury w archidiecezji dakarskiej. Ale naciskany przez różne ugrupowania, zbyt mocno manifestował swe poglądy polityczne, co z czasem okazało się dla niego szkodliwe i dwa lata po uzyskaniu niepodległości przez Senegal musiał być zastąpiony przez lokalnego biskupa.

KAI: Czy już wówczas, jeszcze przed Soborem Watykańskim II, przejawiał ciągoty tradycjonalistyczne?

– Nie było to może bardzo widoczne, ale ci, którzy go znali bliżej już wtedy je dostrzegali. Dla nas jednak liczyło się to, że pracował na rzecz zaszczepiania Kościoła i zapewniania mu środków działania. Choć sam należał do Zgromadzenia Ducha Świętego, sprowadzał też inne zgromadzenia zakonne, by pomagały w ewangelizacji Senegalu. Na przykład całą środkową część kraju powierzył Misjonarzom Najświętszego Serca Jezusowego.

KAI: Słynnym miejscem na kościelnej mapie Senegalu jest opactwo w Keur Moussa, znane na całym świecie z afrykańskiej muzyki liturgicznej.

– Trzeba wiedzieć, że to właśnie abp Lefebvre chciał, by w Senegalu zagościło życie monastyczne. Nawiązał w tym celu współpracę z opactwem benedyktynów w Solesmes we Francji. Projekt sfinalizował już jego następca. Gdy mnisi przyjechali z Solesmes, w Keur Moussa nie było nic, tylko busz. Kompletnie zmienili tam pejzaż, sadząc drzewa owocowe. Ale ich podstawową troską, zgodnie ze wskazaniami Soboru Watykańskiego II, była afrykanizacja liturgii. Odnieśli sukces, bo zaczęli korzystać z lokalnych instrumentów, takich jak: kora, balafon, tam-tam i inne bębny. Dziś opactwo w Keur Moussa jest znane na całym świecie, szczególnie dzięki ojcu Dominique’owi Catta (1927-2018), który jest dla nas pomnikiem obecności monastycznej w Senegalu.

KAI: To on był kompozytorem pieśni z Keur Moussa?

– Tak to on był kompozytorem. Grał też na korze. Najpierw zgromadził tradycyjnych muzyków grających na tym instrumencie, aby się od nich uczyć. Udało mu się ulepszyć korę, dodając do niej klucze, co pozwoliło na łatwiejsze i szybsze jej strojenie (wcześniej robiono to zwykłym patykiem).

KAI: Rozmawiamy tuż przed wizytą papieża Franciszka w Mozambiku, na Madagaskarze i Mauritiusie. Poszerzmy więc nasze spojrzenie na cały kontynent afrykański. Czy możemy mówić o jakiejś specyfice Kościoła w Afryce? Co ma on do zaoferowania Kościołowi na innych kontynentach?

– W 1994 roku, na pierwszym zgromadzeniu Synodu Biskupów poświęconym Afryce przeważał obraz i pojęcie teologiczne „Kościoła – rodziny Bożej”. Chciano położyć nacisk na wspólnotowy charakter życia mieszkańców Afryki, którzy są przywiązani do rodziny, do szacunku dla życia. Ale zwracam uwagę na fakt, że wypracowano zrównoważoną formułę, która nie mówi jedynie o „Kościele – rodzinie”, tylko o „Kościele – rodzinie Bożej”. Punktem odniesienia nie są tu nasze rodziny, lecz rodzina doskonała, Rodzina Trynitarna: Ojciec, Syn i Duch Święty.

Pamiętajmy, że w czasie, gdy uczestnicy Synodu rozmawiali w Watykanie o „Kościele – rodzinie Bożej”, w Rwandzie szalała tragedia ludobójstwa. Papież Jan Paweł II w posynodalnej adhortacji „Ecclesia in Africa” pisał o idolatrii grupy etnicznej. Przestrzegał: uważajcie na swe więzi społeczne, plemienne, które mogą wykluczać innych. „Kościół – rodzina Boża” jest miejscem integracji dla wszystkich. Jak mówi św. Paweł: „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” (Ga 3, 28).

Myślę, że ten wymiar wspólnotowy jest ważny. Chciałbym go jednak zrównoważyć czymś innym, co stanowi wyzwanie, które Afryka musi podjąć. Wspólnota jest dobra, ale tworzą ją ludzie. Nie może być tak, że wspólnota uniemożliwia im wyrażanie samych siebie w swojej oryginalności i w wolności. Jesteśmy w trakcie szukania tej równowagi, moim zdaniem koniecznej do tego, by doceniać również osoby i by były one szanowane we wspólnocie.

KAI: Afryka wciąż potrzebuje misjonarzy zagranicznych, ale sama zaczęła już „eksportować” księży. W zachodniej Europie, gdzie brakuje kapłanów, są parafie obsługiwane przez afrykańskich duchownych. Podobnie jest w Stanach Zjednoczonych.

– Niedawno podpisałem protokół o partnerstwie archidiecezji dakarskiej z jedną z diecezji we Francji, w której pracuje trzech naszych księży-misjonarzy. Uważam to za normalne. Otrzymaliśmy Ewangelię od żywotnych wspólnot w Europie, które wysłały do nas misjonarzy. Teraz nadeszła nasza kolej. Zwracamy to, co wcześniej otrzymaliśmy. Uważam, że taki jest właśnie sposób życia Kościoła. Są wspólnoty przeżywające porę nieurodzaju, podczas gdy inne doświadczają pory urodzaju. I vice versa. Św. Paweł pisze do Koryntian, by jeśli mają coś w nadmiarze, dali tym, którzy cierpią niedostatek (por. 2 Kor 8,14). W ten sposób wszystko się równoważy. Wzajemne dzielenie się w Kościele jest, moim zdaniem, czymś bardzo ważnym. Dziś nadszedł czas, by misjonarze afrykańscy przybyli do Europy. To mieści się w normalnym porządku rzeczy. Oczywiście, trzeba ich przygotować do tej misji, która jest niełatwa i wymagająca. Widziałem tych księży przy pracy. Każdy z nich musi obsłużyć wiele kościołów.

KAI: Jaki jest sekret waszego duszpasterstwa powołaniowego?

– To Bóg daje powołania. Także dziś powołuje On młodych ludzi. A wielkoduszna odpowiedź na jego wezwanie pomaga innym przeżywać swoją chrześcijańską tożsamość.

Czy jest jakiś sekret duszpasterstwa powołaniowego w Afryce? Nie wiem. Ale na przykład w mojej archidiecezji takie duszpasterstwo istnieje w każdej parafii. Członkowie komitetu powołaniowego spotykają się raz w tygodniu, by modlić się o powołania. A kiedy zrodzą się one w parafii – czy to kapłańskie, czy zakonne męskie lub żeńskie – zadaniem komitetu jest towarzyszenie tym młodym ludziom, oczywiście pod opieką miejscowego duszpasterza. Doświadczenie tej solidarności ma wpływ na wspieranie powołania.

Obecnie przeżywamy okres pomyślny powołaniowo. Korzystajmy z tego, okazując naszą solidarność tam, gdzie jest potrzebna. Pamiętajmy jednak, że Kościoły, które miały gwałtowny wzrost liczby powołań, znalazły się później w dołku.

KAI: Relacje chrześcijańsko-muzułmańskie w Senegalu są dobre. Ale są też takie afrykańskie państwa, gdzie wyznawcy islamu stanowią zagrożenie dla życia wyznawców Chrystusa, jak na przykład w Nigerii, Burkina Faso czy Mali. Jak rozmawiać z muzułmanami? Dialog teologiczny z nimi jest praktycznie niemożliwy…

– Rzeczywiście dialog teologiczny ma swe ograniczenia. Dogmaty wiary chrześcijan i muzułmanów są tak bardzo odmienne, że trzeba stwierdzić, iż są po prostu nie do pogodzenia. Ale stanowi to jednocześnie wezwanie do szanowania wiary drugiej strony. Uważam, że do tego, iż ktoś staje się prześladowcą innych przyczynia się fanatyzm, brak wiedzy co do tożsamości Boga. A nasz Bóg jest Bogiem miłości, który wzywa nas do szanowania drugiego człowieka.

Bardzo mnie poruszyła wizyta w Muzeum Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki w Warszawie. Zdajemy tam sobie sprawę, jak daleko może nas zaprowadzić wiara w Jezusa Chrystusa. Jego przesłaniem jest przebaczenie, sprzeciw wobec przemocy. Odwaga, z jaką ks. Popiełuszko o tym głośno i wyraźnie mówił sprowadziła na niego – bo to zawadzało! – okrutne męczeństwo. Dlaczego jesteśmy do ks. Popiełuszki tak przywiązani? Bo jest świadkiem tego, że jedynie miłość zwycięży.

Tak więc ci, którzy oddają się prześladowaniu innych nic nie wiedzą o Bogu. Bo prawdziwy Bóg nie przykazuje zabijać bliźniego. Jest Panem życia, Źródłem życia, Obrońcą życia. Człowiek prawdziwie wierzący szanuje życie właśnie w imię Boga.

Ci, którzy tego nie rozumieją, mają jeszcze przed sobą długą drogę do przebycia. Powinniśmy modlić się za nich, aby Bóg nawrócił ich serca i oświecił ich umysły, by podejmowali działania zgodne z tożsamością Boga.

KAI: Ale czy modlitwa, miłość i przebaczenie wystarczą do obrony przed tymi fanatykami?

– Nie. Potrzebne są strategie, jak się przed nimi bronić. Trzeba prosić instytucje państwowe o czuwanie nad ochroną obywateli. Bo to przede wszystkim do obowiązków państwa należy zapewnienie bezpieczeństwa osób i mienia. Ale również same wspólnoty chrześcijańskie powinny być czujne. Potrzebna jest solidarność. Widziałem wspólnoty zorganizowane w celu uniknięcia zamachów. Nie będziemy przecież bezczynnie czekali ze związanymi rękami. Musimy się bronić i chronić, ale nie dając się wciągnąć w spiralę przemocy. Uważam, że najlepszą ochroną wciąż pozostaje oświecanie umysłów i nawrócenie serc.

KAI: Jakie oczekiwania Ksiądz Arcybiskup wiąże z wizytą papieża w Afryce?

– Przede wszystkim czekam, że Franciszek poszerzy swoją wizytę i dotrze do Senegalu. (śmiech) Szczerze pragniemy, by ten papież, który jest tak sympatyczny i idzie pod prąd wszelkim stereotypom, do nas przyjechał. Myślę, że przyniósłby nam świeżość Ewangelii, której potrzebujemy.

Podziwiam duszpasterskie „oko”, które skłania papieża do wyborów, jakich dokonuje. Postanowił pojechać do Mozambiku, który padł ofiarą cyklonu, niszczącego wszystko, co napotkał na swej drodze. Właśnie to ludzkie nieszczęście zmotywowało papieża. Odnosi się to również do Madagaskaru, wielkiego kraju, w którym chrześcijaństwo może mieć obiecującą przyszłość, jeśli będziemy potrafili zaspokoić potrzeby jego mieszkańców. Papież odczytuje priorytety duszpasterskie jakiegoś miejsca i jak najszybciej się tam udaje. Trochę jak ojciec rodziny, który widząc, że jeden się najadł i jakoś sobie radzi, postanawia zająć się innymi – głodnymi i spragnionymi.

Podziwiam to papieskie duszpasterstwo! Uczy nas ono tego, że musimy czuć zapach owiec. I być w różnych miejscach stada: na przedzie – by wskazywać kierunek, pośrodku – by wiedzieć, jak stado żyje, z tyłu – by przynaglać spóźnionych. Zachwycam się tym obrazem. Jest piękny.

Starcia na granicy Pakistanu i Indii

Biskupi Indii wezwali chrześcijan na całym świecie do modlitwy za Kaszmir. Przypominają, że wybuch konfliktu w tym regionie będzie miał poważne konsekwencje dla całego świata. Wskazali zarazem, że wycofanie przez Indie specjalnego statusu dla Kaszmiru negatywnie odbije się na losie mieszkających tam mniejszości religijnych.

Między Indiami i Pakistanem od kilku dni utrzymuje się napięcie związane ze spornym terytorium, jakie stanowi region Kaszmiru. Doszło do starć pomiędzy oddziałami zbrojnymi, które spowodowały ofiary śmiertelne. Walki trwają wzdłuż linii, która dzieli Kaszmir na dwie części: pakistańską oraz indyjską. To pierwszy raz, kiedy armie tych dwóch krajów weszły w otwarty konflikt po cofnięciu autonomii Kaszmiru przez rząd Narendry Modiego.

Problem Kaszmiru istnieje od połowy lat 50. ubiegłego stulecia, czyli końca epoki kolonializmu brytyjskiego. Indie i Pakistan podzieliły się wtedy tym terytorium.

Faktycznie ten region administrowany jest przez trzy kraje. Indie sprawują władzę w Dżammu i zachodniej części Kaszmiru, Pakistan w Azad Kaszmirze oraz w Gilgit-Baltistanie, natomiast Chiny rządzą terytorium Aksai Chin i Shaksgam. Teren obejmujący lodowiec Siachen, który znajduje się pomiędzy tymi trzema krajami nie ma granicy ostatecznej, ale jest praktycznie kontrolowany przez Indie.

usa Objawienia maryjne w Teksasie wciąż nie potwierdzone

– Są dwie racje, dla których nie dojdzie do pogłębienia konfliktu. Jedna to dotychczasowy sposób współistnienia między obydwoma krajami. Każdy z nich ma swoje bogactwa, ogromną liczbę ludności, oraz swoje problemy. Sytuacja rządowa w Pakistanie jest aktualnie bardzo zła – powiedział Radiu Watykańskiemu Luigi Bonanate, wykładowca stosunków międzynarodowych na uniwersytecie w Brescii. – Z kolei Indie to olbrzymi kraj, potencjalnie ogromnie bogaty i ważny. Gdyby doszło między nimi do poważnego konfliktu, to miałyby przeciwko sobie cały świat. Zwykle tego typu spory w sposób powolny i stopniowy ulegają wygaszeniu. Przewiduję, że nastąpi powrót do względnej normalizacji, oczywiście, aż do czasu kolejnego sporu, który pewnie nastąpi w przyszłości. W tym momencie sprawa nie zostanie ostatecznie rozwiązana.

Rośnie liczba pielgrzymów w Medziugoriu

Do Medziugoria w Bośni i Hercegowinie przybywa coraz więcej pielgrzymów. Rocznie docierają tu nawet trzy miliony pielgrzymów, większość w okresie letnim. Mówi o tym w wywiadzie dla włoskiej agencji SIR abp Henryk Hoser, którego papież Franciszek mianował specjalnym wizytatorem apostolskim parafii w Medziugoriu.

Według polskiego arcybiskupa, większość pielgrzymów pochodzi z Włoch i Polski. Licznie nawiedzają to miejsce także mieszkańcy Bośni i Hercegowiny, Chorwacji i innych krajów bałkańskich. Tych wszystkich ludzi trzeba otoczyć opieką, co jest dużym wyzwaniem logistycznym, ale także duchowym. „Mamy do dyspozycji 16 kabin dla tłumaczy podczas nabożeństw i katechez”, poinformował abp Hoser. Jednocześnie zaznaczył, że osobiście jest odpowiedzialny za duszpasterstwo w parafii Medziugorie.

Na początku sierpnia w Medziugoriu odbył się 10. Międzynarodowy Festiwal Młodzieży z udziałem 50 tys. młodych ludzi z różnych krajów. Nowością był fakt, że dzięki zezwoleniu papieża z maja br., była możliwa obecność 14 kardynałów, arcybiskupów i biskupów, w tym kilku z Watykanu. Ośmiodniowe spotkanie rozpoczęła 1 sierpnia Mszą św. pod przewodnictwem wikariusza Ojca Świętego dla Rzymu kard. Angelo De Donatisa, wraz z którym liturgię koncelebrowało 620 arcybiskupów, biskupów i kapłanów. Kard. De Donatis przekazał zebranym pozdrowienia od papieża Franciszka. Jedną z katechez wygłosił przewodniczący Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji abp Rino Fisichella. Kierowana przez niego rada jest odpowiedzialna m.in. za sprawy związane z miejscami pielgrzymkowymi.

W swoim przesłaniu do uczestników spotkania kard. Christoph Schönborn z Wiednia zwrócił uwagę, że papież Franciszek wielokrotnie dawał do zrozumienia, iż „Medziugorie jest miejscem błogosławionym, w którym Matka Boża, Gospa, jest tak blisko ludzi i udziela tak wiele pomocy”.

usa Objawienia maryjne w Teksasie wciąż nie potwierdzone Medziugorie jest celem licznych pielgrzymek od chwili pierwszych domniemanych objawień Maryjnych w 1981 r. Kard. Schönborn, który odwiedził to miejsce w 2010 r. przy okazji festiwalu młodzieży, w jednej z rozmów wskazał, że Maryja z Medziugoriu od samego początku – a więc na 10 lat przed wybuchem wojny w Jugosławii – czczona była przede wszystkim jako Królowa Pokoju. „W Medziugoriu stało się jasne, że pojednanie z Bogiem jest warunkiem pojednania miedzy ludźmi” – stwierdził arcybiskup Wiednia. Zauważył zarazem, że w orędziach niewiele jest apeli moralnych, a raczej są to apele o nawrócenie serc, gdyż wówczas można wiele spraw uporządkować w oparciu o swój „ład serca”. „Być może powinniśmy w Kościele zainspirować się tą koncepcją Maryjną” – stwierdził kard. Schönborn.

Subskrybuje zawartość