Grzech pierworodny – odpowiedzialność zbiorowa?

Nie rozumiem tego, dlaczego w nauczaniu Kościoła tak wielką wagę przywiązuje się do grzechu pierworodnego? Nawet jeśli zaistniał, to dlaczego z jego powodu my mamy cierpieć? Dlaczego ponosimy konsekwencje cudzego grzechu? Odpowiedzialność zbiorowa nie ma wiele wspólnego ze sprawiedliwością. Nie potrafię tego wszystkiego wytłumaczyć moim dzieciom, w szkole katechetka też chyba niezbyt sobie z tym radzi. Proszę o pomoc. Marzena S.

Na początek kilka niezbędnych uwag wprowadzających. Księga Rodzaju, która opisuje dzieje prarodziców Adama i Ewy, historię ich upadku nie jest księgą historyczną, a teologiczną. Zawiera, ubrane w konkretne obrazy, zapisane przez autora natchnionego żyjącego w określonym kontekście historyczno – społecznym fundamentalne refleksje teologiczne dotyczące natury działania Boga, natury, istoty i powołania człowieka, sposobu, w jaki na świecie pojawiło się zło moralne itd. Po drugie: rozdziały 2 i 3 Księgi Rodzaju nie są same w sobie wykładem nauki o grzechu pierworodnym i jego następstwach. Jest ona w pełni czytelna dopiero wtedy, gdy oprze się ją na tekstach Nowego Testamentu, szczególnie Liście do Rzymian (5 rozdz.). I wreszcie: spróbujmy postrzegać całą historię zbawienia nie jako konsekwencję grzechu, ale jako historię świętości, miłosierdzia Boga, który mimo podeptania przez ludzi najcenniejszego daru, jaki otrzymali, nie odwrócił się od nich.

Sporo na temat grzechu pierworodnego mówili ojcowie Kościoła (np. Sw. Augustyna zmobilizowała to tego herezja Pelagiusza, który głosił, że Adam dał ludziom jedynie zły przykład; jego grzech nie ma wpływu na jego potomków). Wypowiada się też na te temat obficie Katechizm Kościoła Katolickiego (pkt. 396 – 421). Do tych treści odsyłam. Szczególnie polecam zagłębienie się w materiały formacyjne programu duszpasterskiego „Chrzest w życiu i misji Kościoła” realizowanego w naszej diecezji pod kierunkiem jej pasterza bpa Zbigniewa Kiernikowskiego.


Grzeszne continuum
Jak najprościej wytłumaczyć – przedzierając się przez meandry teologii – istotę grzechu pierworodnego? Jak znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego ponosimy konsekwencje grzechu popełnionego na progu historii ludzkości? Jak wspomniałem, Księga Rodzaju jest księgą zawierająca prawdy teologiczne. Biblijny Adam to nie tyle konkretna jednostka ludzka, co symbol ludzkiej natury – pewien archetyp człowieka w ogóle. Pisze o tym św. Tomasz z Akwinu: „Wszystkich ludzi, którzy rodzą się z Adama, można uważać jakby za jednego człowieka, łączy ich bowiem natura, jaką otrzymują od swojego praojca. Wszyscy pochodzący od Adama są jak gdyby licznymi członkami jednego ciała. Otóż dobrowolną decyzję odnośnie do czynów części ciała, np. ręki, podejmuje nie ręka, ale wola ludzka. Zabójstwo, jakiego dopuściła się ręka, nie będzie grzechem ręki, ale grzechem człowieka. Podobnie też wewnętrzny bałagan, z jakim rodzą się potomkowie Adama, nie jest skutkiem ich własnej decyzji, lecz decyzji naszego praojca. Grzech pierworodny nie jest grzechem osobistym osoby, która się w nim rodzi. Jest jej grzechem o tyle, o ile ta osoba bierze naturę od pierwszego rodzica. W tym właśnie sensie w Liście do Efezjan (2,3) mówi się o nim jako o grzechu natury: byliśmy potomstwem z natury zasługującym na gniew” (Suma teologiczna 1—2, q. 91, a 1).

„Przekazywanie grzechu pierworodnego jest jednak tajemnicą, której nie możemy w pełni zrozumieć – mówi Katechizm (pkt 404) - Wiemy z Objawienia, że Adam otrzymał świętość i sprawiedliwość pierwotną nie dla siebie samego, ale dla całej natury ludzkiej; ulegając kusicielowi, Adam i Ewa popełnili grzech osobisty, ale ten grzech dotyka natury ludzkiej, którą będą przekazywać w stanie upadku. Grzech będzie przekazywany całej ludzkości przez zrodzenie, to znaczy przez przekazywanie natury ludzkiej pozbawionej pierwotnej świętości i sprawiedliwości. Dlatego grzech pierworodny jest nazywany "grzechem" w sposób analogiczny; jest grzechem "zaciągniętym", a nie "popełnionym", jest stanem, a nie aktem.”

Uszkodzona pieczęć
Jak to wytłumaczyć obrazowo? Metafory tego typu mają to do siebie, że są niedoskonałe, ale spróbujmy: wyobraźmy sobie pieczęć. Jest ona znakiem wiarygodności, prawdziwości, potwierdza autorytet, pochodzenie itp. Bóg stworzył człowieka jako istotę świętą, posiadającą zapisaną w swojej naturze wewnętrzną harmonię i porządek. Stworzył idealną pieczęć! Nasi prarodzice poprzez grzech ten wewnętrzny ład naruszyli – uszkodzili obraz pieczęci, zamazali jej kształt. Przestała być ona tym, czym była na początku. Każde kolejne pokolenie jednak zostało naznaczone jej obrazem – niestety skażonym rysą, wcześniejszą destrukcją. Zaczęło się w ten sposób tworzyć pewne grzeszne continuum Trwałe zniszczenie ludzkiej natury to właśnie konsekwencja tego, że ta pieczęć cały czas źle „stemplowała”.

Dramat powiększał się poprzez fakt, że człowiek sam z siebie nie był w stanie – choć był świadom istniejącej niedoskonałości – naprawić błędu. Nawet Prawo, choć tak precyzyjne, nie było w stanie wyzwolić go z wewnętrznej niewoli. Kto mógł zatem pomóc? Tylko Bóg. I tak się stało. „Bóg tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał”. „Jak przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich ludzi wyrok potępiający” – napisał św. Paweł – „tak czyn sprawiedliwy Jednego sprowadza na wszystkich ludzi usprawiedliwienie dające życie. Albowiem jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wszyscy stali się grzesznikami, tak przez posłuszeństwo Jednego wszyscy staną się sprawiedliwymi.” (Rz 5, 18-19)
W Chrystusie raz na zawsze, w imieniu wszystkich ludzi, dokonało się naprawienie natury ludzkiej. Do pierwotnego stanu zostało przywrócone to, co zniszczyli prarodzice. Obraz pieczęci został przywrócony! Pozostała jeszcze kwestia wolności człowieka – jej przecież Bóg nie mógł naruszyć. Zatem wyrazem ludzkiego pragnienia tego, by naprawić swoją grzeszną naturę, stał się sakrament chrztu świętego. Moment absolutnie fundamentalny. W nim – kontynuując poprzednią myśl – stara, zniszczona pieczęć zostaje zastąpiona jej nowym kształtem. Człowiek znów staje się wiarygodny, potencjalnie święty. Owszem, popełnia grzechy, ale zawsze poprzez Kościół, sakramenty może powrócić do momentu owej pierwotnej świętości. Stało się to możliwe dzięki Ofierze Jezusa Chrystusa, w którym „wszystko stało się nowe”.  

xps