Nie każde ubóstwo jest błogosławione

Błogosławieństwa to jedna z najtrudniejszych kart Ewangelii. Nie można wysłuchać słów Jezusa i zaraz o nich zapomnieć, ponieważ wtedy nieczytelna stanie się cała Dobra Nowina.

"Przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! Niewielu tam mędrców według oceny ludzkiej, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to, co nie jest szlachetnie urodzone według świata i wzgardzone, i to, co nie jest, wyróżnił Bóg, by to, co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga" (1 Kor 1, 26-30).

Dla wielu osób niechętnych chrześcijaństwu to koronny dowód na to, że jest to religia ludzi mniej zaradnych, niewykształconych, żyjących w poczuciu krzywdy – szczęśliwa przystań dla tych, którym tu i teraz się nie udało. Żyją mirażem przyszłej odpłaty. Marksizm ujął ów stan bardzo lapidarnie: opium dla ludu. Nowy człowiek miał być wolny od zabobonu. Dziś już wspomniane hasło nie funkcjonuje, ale w jego miejscu pojawiły się nowe, z tym że obłędna ideologia została zastąpiona kultem pieniądza.

Czy zatem religia jest oznaką słabości? Pochwałą stagnacji? Przyzwoleniem na bierność? Nie. Wystarczy przypomnieć sobie, jak surowo Jezus potraktował człowieka, który zakopał swój talent, i jak hojnie nagrodził tego, który pomnożył darowane bogactwo. Nie każde ubóstwo jest dobre, tylko to, które daje człowiekowi wolność; nie każdy płacz jest błogosławiony, lecz ten, który oczyszcza pole widzenia; liczy się nie ciche i potulne chowanie za plecami, ale siła ducha, która brzydzi się przemocą. Samo miłosierdzie to za mało – trzeba świat tak urządzić, aby był on sprawiedliwy. Ważny jest pokój, ale jeszcze ważniejsza miłość, bez której staje się on tylko równowagą sił, bilansem zysków i strat… Oto pełny wymiar lektury błogosławieństw.

Chrystus nie gloryfikuje stagnacji i wycofywania się ze świata. Wręcz przeciwnie: nakazuje aktywną w nim obecność, przemienianie go nie wedle standardów ludzkich, ale logiki Ewangelii. Ta zaś często jest odległa od tego, co my zwykliśmy uznawać za priorytety. "Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia" – napisał św. Paweł. "(…) gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą. To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi" (1 Kor 1, 18-23).

Świat nie jest w stanie zaakceptować faktu, iż mądrość, jaką proponują mu chrześcijanie, jest doskonalsza od tej, jakiej on przypisuje pierwszeństwo. Dlatego nią gardzi. Jej perspektywę wyznacza Chrystus, "który stał się dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem". Ktoś powie: to tylko teologia. Tylko że jest ona nader często weryfikowana przez życie. Kruszeją nawet najtwardsze budowle, jeśli w swoim zadufaniu człowiek "po swojemu" zakładał fundamenty, wykluczając z procesu tworzenia Pana Boga. Historia to wielokrotnie udowodniła.