Towarzysze, to już było…

 Trwają powyborcze rozliczenia. Zmienia się przywództwo. Spadają głowy winnych porażki. SLD chyba zrozumiał, że przegrał wybory na swoim flagowym odcinku, tzn. budowaniu opozycji wobec Kościoła. Stawiam zakład, że jednym z głównych zarzutów jakie usłyszał „polski Zapatero” Grzesiu Napieralski było zmiękczenie stanowiska wobec Kościoła i „czarnych”. Palikot sprytnie wpasował się w powstałą w ten sposób niezagospodarowaną przestrzeń. I zaczęło się.

Na początek: krzyż w sali sejmowej…
Nie ma dnia, aby żądne emocji media nie cytowały po kilkakroć, na przemian, zwolenników Palikota i wychodzących z powyborczego szoku polityków lewicy. Zaczęła się kuriozalna licytacja: kto znajdzie ostrzejszy argument dla uzasadnienia zbrodniczej działalności Kościoła, kto przebije przedmówcę bardziej skrajną opinią, bardziej radykalną propozycją! Na salony w pełniej krasie powrócił Jerzy Urban, który w Ruchu Palikota znalazł wreszcie przytulisko. Przy nim Joanna Senyszyn ze swoją obsesyjną nienawiścią do Kościoła to pikuś. Mały pikuś! Wiadomo – doświadczenie robi swoje.
Jak zwykle wnikliwą analizę faktów przedstawił w poniedziałkowych "Faktach po faktach" na antenie TVN 24 Leszek Miller z SLD. „Ojcem chrzestnym Janusza Palikota jest Kościół, zwłaszcza ta konserwatywna część” – stwierdził. Wiadomo, Radio Maryja, wredne mohery etc. Przy okazji odgrzał stare swoje powiedzenie z czasów, gdy jeszcze coś mógł, że „mężczyznę poznaje się po tym, nie jak zaczyna, a jak kończy” (tym razem dotyczyło to Palikota). No i skończył. Tym razem błyskotliwym bon motem. Stwierdził, że pełnił już wiele urzędów państwowych i w żadnym z nich nie było krzyża. „Żaden piorun nie trafił w moją siedzibę, żadna szarańcza mnie nie zaatakowała” - mówił. Nie potrzeba w tej sprawie żadnych dodatkowych ustaw, tylko trzeba zrozumieć, że konstytucja musi być ważniejsza od ewangelii”. Brawo! Znakomita interpretacja obecności krzyża w przestrzeni publicznej. Wniosek w stylu radzieckich propagandzistów. Ponoć kiedy Gagarin powrócił z kosmosu jednym z pierwszych pytań, jakie otrzymał było: Czy widział Boga? Oczywiście nie widział. Natychmiast wszystkie radzieckie agencje podały informację, że skoro bohater ZSRR był tak wysoko i Boga nie widział, to znaczy, że Go nie ma. Proste?
A co do konstytucji i Ewangelii – nie ma tu sprzeczności. Pan Miller ją widzi, ponieważ przez lata tak go formowano w partii, aby owa sprzeczność jawiła się jako powód wszelkich ludzkich nieszczęść, którym komunizm miał zaradzić. Towarzyszu, to już było….
 
Ubawiła mnie wypowiedź Romana Kotlińskiego, bardziej znanego jako Jonasz, obecnie posła partii Palikota. Otóż tłumaczył on dziennikarzom, iż w inicjatywie Ruchu "nie chodzi tak naprawdę o krzyż". „Jako człowiekowi" nie przeszkadza mu krzyż w Sejmie. "Bo jako posłowi i obywatelowi oczywiście mi przeszkadza. Ale nie przeszkadza mi jako znak religijny, tylko po prostu nie jest to miejsce na ten znak" - wyjaśnił. Pogubiłem się. To w końcu przeszkadza czy nie przeszkadza? To poseł i obywatel nie jest człowiekiem? Jeśli krzyż nie przeszkadza mu jako znak religijny, to w jakim sensie jest on tam niepożądany? Mam mąt w głowie…
Ciekawe, co przyniosą kolejne dni. Agresja znów przenosi się na ulicę. Nie ma sensu wdawać się w niepotrzebne wojenki. Lepiej zastanowić się, co się naprawdę kryje w znaku krzyża, skoro z taką nienawiścią pewni ludzie chcą się go pozbyć? Tu nie chodzi tylko o dwa skrzyżowane ze sobą kawałki drewna. Chodzi o coś więcej: o logikę, koncepcję życia, która się pod tym znakiem kryje. Jest dobra okazja, aby zauważyć wreszcie ten jego prymarny wymiar. Często bowiem krzyż jest „przezroczysty”, niewidzialny. Jego obecność kompletnie nie ma wpływu na życiowe decyzje, postępowanie chrześcijan. To dlatego młodzi robią go z puszek po piwie, kpią z niego, ponieważ nie widzą, aby dla ich rodziców coś znaczył. Brakuje świadectwa, życia wg ducha Ewangelii. Nie mając go, nie rozumieją, o co tak naprawdę chodzi.
 
I to powinno być naszym największym zmartwieniem.