Wow! Tokszoł!

300 tysięcy złotych ma zapłacić TVN za wyemitowanie w porze chronionej audycji „Rozmowy w toku” Ewy Drzyzgi, poświęconej kobietom, które uprawiają seks z kim i gdzie popadnie. Decyzję taką podjęła Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji – podał w poniedziałek 28 marca portal Fronda. Rada podkreśliła, że audycja została wyemitowana w porze chronionej (o godz. 15.55), z oznakowaniem od lat 12, co stanowiło naruszenie przepisów o ochronie małoletnich. Sprawą zajęła się po licznych skargach telewidzów.

Tyle fakty. Oczywiście rzecznik prasowy TVN zakwestionował wszystkie przesłanki wyroku. Jak się potoczą sprawy dalej – zobaczymy. 

Tak się złożyło, że kilka razy ludzie odpowiedzialni za dobór gości do programu i podejmowaną problematykę dzwonili do mnie (skąd wzięli numer telefonu? – nie mam pojęcia) o pomoc w znalezieniu odpowiednich osób (raz np. o pomoc w znalezieniu… ponadtrzydziestoletnich letnich dziewic!) Zostali odesłani z kwitkiem. Skutek tego był jednak taki, że od czasu do czasu podglądam audycję. I czasem odnoszę wrażenie, że powinna mieć inny tytuł: „Kto jest większym kretynem?” Ludzie ścigają się wręcz, aby uwodnić (nie wiem: za darmo czy za pieniądze), że ich głupota jest większa od tego, kto to samo próbował robić wcześniej. Okulary, peruki i sztuczne brody dopełniają farsy. Bezpruderyjność, ekshibicjonizm we wszelkich odmianach i brak zahamowań nadają się do leczenia – w świetle jupiterów jawią się jednak jako coś, co aspiruje do bycia „normą”! No i oczywiście tematyka: śledząc jej dobór można by odnieść wrażenie, że najważniejszą sprawą w życiu człowieka jest seks! Jego, a właściwie perwersji z nim związanych, dotyczy lwa część „Rozmów w toku”.

Prawdopodobnie program ma dużą widownię. Jest wydawany od wielu lat. Ewa Drzyzga zebrała sporo nagród z jego prowadzenie. Ktoś go zatem ogląda. Dlaczego? Czego w nim szukają ludzie? Chodzi o ukazanie rzeczywistych problemów czy raczej o leczenie kompleksów? A może o dreszczyk emocji? Rozpalenie wyobraźni? Czy jest to kolejna odsłona (po „Big Rotherze” – kto go już dziś pamięta? Świat poszedł mocno do przodu ) ludzkiej, mało chwalebnej przywary podglądactwa? Wreszcie może chodzi o rodzaj terapii? No bo skoro są ludzie o psychice bardziej zwichniętej, zdemoralizowanej niż moja, to ze mną nie jest tak źle… Nie wiem. Pewnie tego nie da się tak łatwo rozstrzygnąć. Dylemat zostawiam Państwu. A wszystkim chciałbym przypomnieć słowa niemłodej już piosenki zespołu Pod Budą. Napisana została z okazji pierwszego polskiego – wtedy jeszcze wstydliwie emitowanego po godz. 23.00 – programu „gadający głów”, prowadzonego przez Mariusza Szczygła. Jej tytuł brzmi: „Tokszoł”.

„Przybyło stołów bilardowych/ i na ulicach Ameryka. Dokoła podgolone głowy i disco polo gra muzyka/ a w telewizji jakiś młodzik/ nie wiedzą diabli skąd się wziął/ w zasadzie nic mu nie wychodzi/ za to co chwilę krzyczy: wow !/ Wow! Talk show / Ktoś przed kamerą spodnie zdjął/ Nie wstydzi żadnej się rozmowy/ i jest niezwykle kontaktowy/ wow! Talk show/ ktoś przed kamerą spodnie zdjął/ powiedział ile razy może/ i z kim od wczoraj dzieli łoże. Europejczyk, a nie jakiś koł/ Wow! Talk show.

A moja córka gdzieś w kąciku/ nad ważnym się zadaniem poci/ i nagle pyta mnie po cichu: Tatusiu co ta za idioci?/ Więc myślę sobie: głupia sprawa/ zaczynam bredzić coś o pracy/  wreszcie uczciwie odpowiadam:/ to nasi córciu są rodacy/ Wow! Talk show…”.

Nic dodać, nić ująć. Niestety, końcówka jest mocno pesymistyczna…

- Oglądać nikt nie musi – powie ktoś. Oczywiście, będzie miał rację. Tylko że głupota jest zaraźliwa. Wsiąka w ludzi jak w gąbkę. Kształtuje sposób patrzenia na świat. Wyjaławia. W umysłach całkiem sporej rzeszy ludzi, z wypiekami na policzkach śledzących los bohaterów pani Ewy, zamazuje granice dobra i zła. Czyi z nich stado baranów, które łatwo zapędzić tu czy tam.

A to już sprawa znacznie poważniejsza.