Zatroskani

No replies
siedlan
Offline
Admin
Dołączył: 23 sie. 2010
Wpisy:
Nawet nie w tym rzecz, że Kazia Szczuka w dniu beatyfikacji Jana Pawła II określiła go jako dziecinnego i próżnego staruszka, który „lubił bawić się kontaktem z tłumem. I nasycać się tą energią. Lubił wiwaty i śpiewy na swoją cześć”; że Cezary Michalski twierdził, iż Jan Paweł II „wmanewrował Kościół w spór z seksualnie rozkiełznaną cywilizacją współczesną”; że Agata Bielik-Robson rozprawiła się ze „sloganem o cywilizacji śmierci” twierdząc, że „pochodzi on z najbardziej ponurego, reakcyjnego katolicyzmu, który wytoczył wojnę nowoczesności” i że „nie ma tu nic oprócz urażonego, wściekłego warkotu Kościoła, któremu odebrano rządy nad maluczkimi”, zaś komunizm to zupełnie fajny system, tylko ludzie się niepotrzebnie czepiają; wreszcie że Monika Olejnik jak zwykle szczuła i podjudzała, kreując się na superobiektywną dziennikarkę, zaś o. Oszajca grzecznie przytakiwał. To nic, że czujni moderatorzy Onetu wyczuli, iż teraz kard. Dziwisz „mając moc relikwii Jana Pawła II zawalczy o przywództwo w polskim Kościele” i umieścili tę informację na czołowym miejscu portalu. O rewelacjach GW nie wspomnę.
To tylko nieliczne przykłady niedzielnych debat medialnych. Do analfabetyzmu w sprawach wiary, Kościoła różnego rodzaju dziennikarskich miernot zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Nic nowego. To nawet dobrze, że tego typu zajadłość i nienawiść zdemaskowała się akurat w tak ważnym dla ludzi wierzących dniu. Bo to jest znak, że Jan Paweł II nie jest świętym „papierowym”, ale zza grobu wszelkim rzecznikom „nowego ładu” zagraża jeszcze bardziej, niż za życia. Boją się go panicznie, choć za żadne skarby świata się do tego nie przyznają. Ich bełkot tylko wzmacnia przesłanie, które nam pozostawił i wyznacza kierunek naszej refleksji.
 
Problem jest innej natury: czy jako ludzie wierzący mamy w sobie dość siły, aby skutecznie przeciwstawić się tego typu prowokacjom. Czy mamy w sobie dość Bożego pokoju, miłości, pewności wiary, aby nie wdawać się w jałowe wojenki, z których nic nie wynika? Prowokacji będzie coraz więcej, to pewne. Nie tylko w radiu Tok FM, na portalach, w tabloidach i szukających za wszelką cenę wzrostu nakładu pism, ale w domach, na przystankach autobusowych i imprezach rodzinnych. Już jest. Będzie gorzej. Kampania wyborcza zapowiada się w tym roku szczególnie mocno antyklerykalna i antykościelna. Niesforna Polska za nic nie chce się poddać wizjom świata, konsekwentnie proponowanego przez lewactwo, geje, lesbijki, feministki, zielonych i Bóg wie kogo jeszcze. Wiadomo, ciemnota, moher i wiocha. Wykształceni, z dużych miast coś tam kumają – reszta, szkoda gadać. I jeszcze ten papież. Wieczny kłopot. Nawet „nawrócony” na GW bp Pieronek niewiele może zdziałać. Żal patrzeć…
 
Od wieków najprostszą metodą zapanowania nad ludźmi było skłócenie ich. Nieprzypadkowo kilka godzin po ogłoszeniu Jana Pawła II błogosławionym tygodnik „Newsweek” z jedynki startuje obrazem ukrzyżowanego prezydenckiego tupolewa, zaś niezawodny (i jak zwykle omdlewająco zatroskany) Michalski zastanawia się, czy „sekta Kaczyńskiego jest groźna dla Kościoła i katolicyzmu w Polsce?” Wiadomo, że zaiskrzy. I o to chodzi.
 
Najprostszym, choć tylko pozornie łatwym zadaniem, jest zignorować tego typu newsy. Robić swoje, nie przejmować się głupotą – a przede wszystkim nie dać się podzielić, wyprowadzić z równowagi. Odpowiedzią na zaczepki powinna być jedność, modlitwa za ludzi nie rozumiejących, na czym polega zwyczajne bycie człowiekiem, msze z suplikacjami, jeszcze mocniejsze trwanie przy krzyżu Jezusa Chrystusa. I tyle. Nie mamy za sobą zamożnych sponsorów, tak mocnych platform informacyjnych i przyjaznych dziennikarzy, jak środowiska LBGT,. Przeciwko nam jest poprawność polityczna. Istotę przekazu zaciemnia czasem niestety grzech dzieci Kościoła, choć przecież dalej aktualna jest obietnica, że „bramy piekielne go nie przemogą”. Ale mamy coś znacznie ważniejszego: przykład Chrystusa, który nie przeląkł się potwornego bestialstwa, kłamstwa i krzyku. Pozornie przegrał. Ale to nieprawda. W ostatecznym rozrachunku to On okazał się zwycięski. On też po zmartwychwstaniu przyniósł nam pokój. Podejmijmy go. Nieśmy go tym, którzy za wszelką cenę dążą do wojny. Nie dadzą rady. Nienawiść, którą się karmią, sama ich zniszczy.